Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Po pierwsze dla pieniędzy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Po pierwsze dla pieniędzy

Электронная книга - «Po pierwsze dla pieniędzy». Краткое содержание книги:

Książką tą dedykuję mojemu mężowi.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 59
Перейти на страницу:

– Nie, dziękuję. Ja też wkrótce zrobię sobie przerwę na lunch. W dodatku muszę skorzystać z toalety.

– W moim biurze jest ubikacja. Poproś Lornę o klucz, powiedz, że wyraziłem zgodę.

Poczułam się niemal zaszczycona tym, że Alpha łaskawie pozwolił mi skorzystać ze swojej toalety, wolałam jednak nie ryzykować spotkania z Ramirezem, zwłaszcza w mrocznym korytarzu budynku.

Po raz ostatni rozejrzałam się po ulicy i wyruszyłam na poszukiwanie jakiegoś przytulnego baru. Pół godziny później zaparkowałam z powrotem w tym samym miejscu. Czułam się znacznie lepiej, chociaż nuda dotkliwie dawała mi się we znaki. Po drodze kupiłam sobie książkę, szybko się jednak przekonałam, że nie sposób równocześnie czytać i pocić się intensywnie, szczególnie wtedy, gdy nie można powstrzymać pocenia.

Do trzeciej strąki wilgotnych włosów obkleiły mi cały kark i czoło, bluzka lepiła się do pleców, a każdy oddech wymagał niewspółmiernie wielkiego wysiłku. Do tego nogi mi zdrętwiały i zaczął dokuczać nerwowy tik lewej powieki.

Ramirez nadal się nie pokazywał. Nieliczni przechodnie przemykali chyłkiem, po ocienionej stronie ulicy, i szybko znikali we wnętrzu tego czy innego, zadymionego baru. Byłam chyba jedyną osobą mającą odwagę siedzieć w rozgrzanym przez słońce samochodzie. Nawet staruszkowie i łobuziaki poznikali z bram na okres największego upału.

W końcu wysiadłam z auta, ściskając w dłoni pojemnik z gazem. Z ogromną ulgą rozprostowałam kości, wręcz nie mogłam się nacieszyć powrotem do pozycji pionowej. Przez parę sekund dreptałam w miejscu, potem obeszłam samochód i zrobiłam kilka skłonów, dotykając palcami czubków butów. Dopiero teraz się przekonałam, że na zewnątrz wieje leciutki wiaterek. Co prawda, powietrze było gęste od spalin oraz innych toksycznych wyziewów i miało taką temperaturę, jakby buchało z drzwiczek otwartego pieca, niemniej z radością powitałam te orzeźwiające podmuchy.

Oparłam się ramieniem o drzwi jeepa i wystawiając plecy do wiatru, zaczęłam odklejać od skóry wilgotną bluzkę.

Niespodziewanie w drzwiach hotelu „Grand” pojawiła się Jackie. Popatrzyła wzdłuż ulicy i leniwym krokiem ruszyła w moją stronę, zmierzając z powrotem na swój posterunek przy skrzyżowaniu.

– Wyglądasz, jakby cię przypiekano na wolnym ogniu – powiedziała, wyciągając w moją stronę puszkę coca-coli.

Pospiesznie ją otworzyłam, upiłam nieco chłodnego napoju, po czym przytknęłam zimną puszkę do rozpalonego czoła.

– Dzięki. Właśnie tego było mi trzeba.

– Tylko nie myśl, że zrobiłam to z litości nad tobą. Nie chciałabym, żebyś wyciągnęła nogi, siedząc w taki upał w samochodzie, bo wówczas ta część ulicy Starka zyskałaby złą sławę. Natychmiast rozeszłaby się plotka, że było to morderstwo na tle rasowym, a ja nie znalazłabym już ani jednego białego klienta do końca życia.

– Nie martw się, nie umrę. Zresztą Bóg by mi wybaczył, gdybym niechcący pozbawiła cię tego żałosnego zajęcia.

– Tylko bez morałów. Na razie białe chłopaczki gotowe są wykładać forsę za mój ponętny zadek.

– Jak się miewa Lula?

Jackie obojętnie wzruszyła ramionami.

– Na razie tylko robi dobrą minę. Prosiła, abym ci podziękowała za kwiaty.

– Mały dziś ruch na ulicy.

Jackie zerknęła szybko na okna sali treningowej.

– I dzięki Bogu.

Odwróciłam głowę i także spojrzałam na okna pierwszego piętra kamienicy.

– Lepiej, żeby nikt nie widział, iż rozmawiałaś ze mną.

– Masz rację. Muszę wracać do pracy.

Postałam jeszcze kilka minut przy samochodzie, popijając drobnymi łykami coca-colę. Kiedy zaś się odwróciłam, żeby wsiąść z powrotem do auta, aż jęknęłam głośno na widok stojącego przy mnie Ramireza.

– Przez cały dzień czekałem, aż wysiądziesz z samochodu – rzekł. – Widzę, że jesteś zaskoczona, iż tak cicho się podkradłem. Nawet nie słyszałaś, że ktoś się zbliża, prawda? Już zawsze tak będzie między nami. Będę się pojawiał nieoczekiwanie, a gdy mnie w końcu zauważysz, nie zdążysz zrobić najmniejszego ruchu.

Zaczerpnęłam głęboko powietrza, chcąc uspokoić łomoczące serce. Odzyskawszy nieco panowanie nad sobą, zapytałam, starając się powstrzymać drżenie głosu:

– Co spotkało Carmen? Ona też nie słyszała, jak się do niej zbliżałeś?

– No cóż, byliśmy umówieni na randkę. Carmen dostała to, o co się od dawna napraszała.

– Gdzie ona teraz jest?

Wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Zniknęła po tym, jak Ziggy został zastrzelony.

– A ten drugi facet, który był z Kuleszą tamtego wieczoru? Kto to jest? Co się z nim stało?

– Nic o nim nie wiem.

– Przecież obaj działali na twoje polecenie.

– Czemu nie pójdziesz ze mną na górę? Moglibyśmy spokojnie omówić te sprawy. Albo wybierzmy się na przejażdżkę. Mam porsche’a. Pewnie chciałabyś się przejechać takim pięknym wozem?

– Niespecjalnie.

– A ty znów swoje, znowu odmawiasz mistrzowi. Czyżbyś zapomniała, że mistrzowi nie należy niczego odmawiać? On tego bardzo nie lubi.

– Wróćmy do Ziggy’ego i jego przyjaciela, tego faceta ze złamanym nosem…

– Byłoby znacznie ciekawiej porozmawiać o mistrzu, o tym, jak zamierza nauczyć cię szacunku, jak chce ci wbić do głowy, żebyś już nigdy niczego mu nie odmawiała. – Podszedł tak blisko, że ciepło bijące od jego ciała sprawiło, iż rozgrzane powietrze na ulicy wydało mi się nagle całkiem chłodne. – Chyba powinienem ci najpierw dać posmakować bólu, zanim cię przelecę. Co o tym myślisz? Lubisz, jak ci się sprawia ból, suko?

Miałam tego dość, musiałam się od niego uwolnić.

– Niczego mi nie zrobisz. Twoje pogróżki ani mnie nie odstraszają, ani nie podniecają.

– Kłamiesz.

Błyskawicznie otoczył mnie ramieniem i ścisnął tak mocno, że mimo woli krzyknęłam z bólu.

Uniosłam nogę i z całej siły kopnęłam go w krocze. Niemal w tej samej chwili mnie uderzył. Nawet nie zauważyłam, kiedy podniósł rękę. Huknął mnie tak silnie, że aż zadzwoniło mi w uszach, a głowa odskoczyła do tyłu. Poczułam krew na wardze. Zamrugałam szybko, chcąc odzyskać ostrość widzenia. Kiedy tylko mgła rozwiała mi się przed oczyma, walnęłam Ramireza prosto w twarz trzymanym w ręku pojemnikiem gazu obezwładniającego.

Zawył głośno i odskoczył ode mnie, zasłaniając oczy dłońmi. Dzikie wycie szybko przeszło w charczenie i kasłanie, Ramirez zachwiał się raz i drugi, wreszcie opadł na kolana i zaczął pełzać na czworakach. Ze zdumieniem spoglądałam na niego, jakbym miała przed sobą zranione zwierzę – olbrzymiego, rozwścieczonego, lecz poskromionego bawołu.

Na ulicę wypadł Jimmy Alpha, za nim wybiegła jego sekretarka. Pojawił się też jakiś nie znany mi mężczyzna, który szybko uklęknął obok Ramireza, objął go ramieniem i zaczął powtarzać, żeby głęboko oddychał, że za minutę wszystko przejdzie i znów poczuje się dobrze.

Alpha i jego sekretarka podbiegli do mnie.

– Jezus, Maria! – syknął Jimmy, wpychając mi w rękę chusteczkę do nosa. – Nic ci się nie stało? Nie doznałaś żadnych poważniejszych obrażeń?

Przyłożyłam chusteczkę do ust, żeby zahamować krwawienie, i szybko przeciągnęłam językiem po zębach, chcąc sprawdzić, czy któregoś nie straciłam.

– Nie, wszystko w porządku.

– Bardzo mi przykro – rzekł Alpha. – Nie zdawałem sobie sprawy, że z nim jest aż tak źle, że tak brutalnie odnosi się do kobiet. Przepraszam w jego imieniu. Sam nie wiem, co robić.

Nie byłam w nastroju do wysłuchiwania tych żałosnych przeprosin.

– Możesz zrobić dla niego bardzo wiele – odparłam. – Zaprowadzić go do psychiatry, zamknąć w odosobnieniu, albo zaciągnąć do weterynarza i kazać wykastrować.

– Pokryję wszystkie koszty – zaproponował szybko. – Jeśli chcesz, zawiozę cię do lekarza.

– W pierwszej kolejności zamierzam się udać na policję. Złożę oficjalną skargę i w żaden sposób nie zdołasz mnie odwieźć od tego zamiaru.

– Może przemyśl to jeszcze – rzekł błagalnym tonem. – Przynajmniej zaczekaj, aż odzyskasz równowagę. Nie zdołam go już wybronić, jeśli wpłynie kolejna skarga.

Rozdział 12

Szarpnięciem otworzyłam drzwi jeepa i usiadłam za kierownicą. Ostrożnie wykręciłam na środek jezdni i minęłam ich powoli, żeby nikogo nie potrącić. Dopiero później przyspieszyłam. Ani razu nie obejrzałam się do tyłu. Dopiero gdy zatrzymały mnie czerwone światła przed skrzyżowaniem, pochyliłam wsteczne lusterko i obejrzałam się w nim. Górną wargę miałam głęboko rozciętą, z rany ciągle sączyła się krew. Stłuczenie na kości policzkowej zaczynało z wolna sinieć.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)