Martwy Aż Do Zmroku
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Martwy Aż Do Zmroku». Краткое содержание книги:
W świecie Harris wampiry stanowią mniejszość społeczną, która niedawno otrzymała prawa obywatelskie. Ich nierozcieńczona krew stała się niezwykle poszukiwanym lekarstwem. Na czarnym rynku fiolka wampirzego płynu życiowego – który podobno tymczasowo łagodzi symptomy pewnych chorób i zwiększa potencję seksualną, będąc czymś w rodzaju skrzyżowania prednizonu z viagrą – kosztuje dwieście dolarów. Odkąd prawnie uznano nieumarłych, kelnerka Sookie Stackhouse wyraźnie miała nadzieję, że ktoś taki zjawi się w małym północnoluizjańskim miasteczku Bon Temps. Jest więc po prostu zachwycona, kiedy wysoki, ciemnowłosy, przystojny, blady wampir siada przy jednym z jej stolików. Jednak dziewczyny nie pociąga wcale nieśmiertelność wampira ani nawet jego zmysłowa atrakcyjność. Wydaje się za to urzeczona faktem, że nie potrafi czytać mu w myślach. Sookie bowiem, wyobraźcie sobie, jest telepatką. Dar, który sama nazywa upośledzeniem, utrudnia jej życie, a zwłaszcza spotkania z mężczyznami (mimo iż jest atrakcyjną dwudziestopięcioletnią blondynką). Właściwie wszyscy w mieście nazywają ją stukniętą. Czasami, atakowana przez setki natrętnych, cudzych myśli, sama się uważa wariatkę.
Sookie jest bohaterką zupełnie niepodobną do Buffy, więc ratuje świeżo poznanego wampira – wampira Billa, tak, naprawdę! – przed parą ludzi chcących osuszyć go z cennej krwi. Właśnie wtedy odkrywa, że nie słyszy ani jednej myśli Billa. Fakt ten wystarczy, by Sookie poczuła do wampira sympatię. Cóż, niektórym związkom trzeba było na początek nawet mniej.
Okazuje się, że korzenie Billa sięgają Bon Temps, że wrócił tu i zamierza się osiedlić w rodzinnej posiadłości, którą właśnie odziedziczył. W dodatku, walczył w wojnie domowej, a wampirem został w roku 1870. Fakty te zachwycają babcię Sookie, oddaną członkinię lokalnego klubu Potomków Wybitnych Poległych. Bill może dostarczyć klubowi szczegółów, dzięki którym babcia i inni członkowie znajdą się w genealogicznym siódmym niebie.
Jednak szczęście nie tak prosto osiągnąć. Gdy zamordowano dwie młode kobiety, a na ich udach koroner znajduje ślady kłów, podejrzenie pada na wampiry, czyli także (a może przede wszystkim) na Billa. Mordercą mógłby też być Jason, seksowny brat Sookie, który uwielbia kobiety, choć lubi także lekką perwersję. Bill i Sookie (z niejaką pomocą pewnego wampira imieniem Bubba) muszą się zmienić w detektywów, rozwiązać zbrodnie i znaleźć prawdziwego przestępcę. Tak się to zaczyna…
Pierwszorzędny kryminał… Przekonujący i zadziwiający. The Washington Post Book World
Dobrze napisany i niezwykle interesujący… Wielka rzecz. The Boston Glob
Atmosfera książek Harris nawiązuje do czarnego kryminału oraz powieści detektywistycznej… Fabułę stanowi świetnie skonstruowana historia, która sięga pod powierzchnię małomiasteczkowego życia. Fort Lauderdale Sun-Sentinel
Frapująca. Minneapolis Star Tribune
Opowieści Harris na przemian czarują i mrożą czytelnikowi krew w żyłach. Z tą trudną kombinacją autorka radzi sobie bez problemów, wręcz doskonale. Carolyn G. Hart
Styl Harris ma urok i lekkość, które przypominają styl powieści Anne Tyler… Jest oryginalny i zadziwiający. Niezwykłego smaku tej książce dodają nawiązania do powieści gotyckiej. The Christian Science Monitor
Nadzwyczajna. Library Journal
Styl Harris jest gawędziarski, zawsze przymilny, tylko między nami dziewczynami. Kirkus Reviews
Charlaine Harris to imię i nazwisko, które trzeba zapamiętać. Macon Telegraph and News
Doskonałe powieści… Harris inaczej opowiada o morderstwach. Mystery News
Przypatrywał mi się, czekając na resztę opowieści.
– Ktoś ich spalił.
– Z premedytacją.
– Tak.
Bill kucnął obok mnie w deszczu. W mroku nie widziałam jego twarzy. Zaciskałam w dłoni latarkę, lecz opuściła mnie cała siła. Czułam gniew mojego towarzysza.
Czułam jego okrucieństwo.
Czułam jego głód.
Nigdy nie był bardziej wampirem. Obecnie nie dostrzegałam w nim żadnych ludzkich cech.
Zwrócił twarz do nieba i zawył.
Był wściekły. Zaczęłam się obawiać, że za moment kogoś zabije. A najbliżej niego znajdowałam się ja.
Akurat kiedy pojęłam, w jakim jestem niebezpieczeństwie, Bill złapał mnie za ramiona i przyciągnął ku sobie. Powoli. Nie było sensu walczyć z nim, podejrzewałam, że moja szarpanina podnieciłaby go jeszcze bardziej. Trzymał mnie o centymetry od siebie, niemal dotykałam jego skóry, czułam jego emocje i mogłam smakować jego wściekłość.
Pomyślałam, że mogę się uratować, kierując jego straszliwą energię w inną stronę. Przybliżyłam się o te dzielące nas kilka centymetrów i przytknęłam wargi do jego piersi. Zlizałam deszcz, otarłam się policzkiem o sutek Billa, po czym do niego przylgnęłam.
W następnej sekundzie wampir musnął zębami moje ramię, a później natarł na mnie – twardym, sztywnym i gotowym ciałem pchnął mnie tak mocno, że znalazłam się nagłe na pośladkach. Wszedł we mnie gwałtownie; wystraszyłam się, że próbuje przebić mnie na wylot. Wrzasnęłam, a on warknął w odpowiedzi – niczym dzikus albo pierwotny jaskiniowiec. Objęłam rękoma jego plecy. Po dłoniach spływał mi deszcz, wiedziałam, że pod paznokciami mam krew Billa. Mój wampir nie przestawał się poruszać. Odniosłam wrażenie, że wbije mnie w to błoto, które stanie się moim grobem. W końcu zatopił mi kły w szyi.
Nagle doszłam. Bill zawył, również doświadczając orgazmu, po czym opadł ciężko na moje ciało. Jego kły się cofnęły i przez chwilę oblizywał ślady ukłuć na mojej szyi.
Przemknęło mi przez głowę, że mimo woli mógłby mnie zabić…
Mięśnie nie posłuchałyby mnie, nawet gdybym wiedziała, co chcę zrobić. Wampir podniósł mnie i zaniósł do swojego domu. Pchnął drzwi i wszedł ze mną prosto do dużej łazienki. Położył mnie delikatnie na dywaniku, który natychmiast pobrudził się od błota, deszczówki i małego strumyka krwi. Następnie Bill odkręcił kurek z ciepłą wodą, a gdy wanna się napełniła, włożył mnie do wody, po czym sam do niej wszedł. Usiedliśmy na siedziskach i wyciągnęliśmy nogi w ciepłej, spienionej wodzie, która szybko zmieniła kolor.
Wampir zapatrzył się przed siebie.
– Wszyscy nie żyją? – spytał tak cicho, że niemal niesłyszalnie.
– Wszyscy… Dziewczyna także – odparłam cicho.
– Co robiłaś przez cały dzień?
– Sprzątałam. Sam kazał mi sprzątać dom.
– Sam – powtórzył zamyślonym tonem Bill. – Powiedz mi coś, Sookie. Potrafisz czytać Samowi w myślach?
– Nie – wyznałam, nagle wyczerpana. Zanurzyłam głowę, podniósłszy zaś ją, dostrzegłam, że Bill trzyma w dłoni butelkę z szamponem. Namydlił mi włosy, spłukał je, a później uczesał – tak jak wtedy, gdy pierwszy raz uprawialiśmy miłość. – Billu, przykro mi z powodu twoich przyjaciół – oświadczyłam. Byłam tak zmęczona, że ledwie mogłam mówić. – I tak bardzo się cieszę, że ty żyjesz! – Otoczyłam ramionami jego szyję i położyłam mu głowę na ramieniu. Było twarde jak skała.
Pamiętam z tego wieczoru jeszcze tylko trzy rzeczy: najpierw mój wampir wytarł mnie dużym, białym ręcznikiem, potem pomyślałam, że poduszka jest bardzo miękka, w końcu Bill wślizgnął się do łóżka, położył obok mnie i otoczył ramieniem. Później zasnęłam.
W nocy obudziłam się i usłyszałam, że ktoś kreci się po pokoju. Chyba śnił mi się jakiś koszmar, gdyż strasznie biło mi serce.
– Bill? – spytałam. Usłyszałam we własnym głosie strach.
– Co się stało? – spytał. Usiadł na krawędzi i łóżko lekko się ugięło.
– Dobrze się czujesz?
– Tak, byłem tylko na przechadzce.
– Nie ma tam nikogo?
– Nie, kochana. – Usłyszałam odgłos materiału przesuwanego na skórze, po czym wampir znalazł się przy mnie pod kołdrą.
– Och, Billu; mogłeś przecież leżeć w jednej z tych trumien – zauważyłam. Nadal pamiętałam swój strach i niepokój.
– Sookie, pomyślałaś choć przez chwilę, że twoje zwłoki mogły się znajdować w tej torbie na ciała? Gdyby przyszli tutaj i spalili ten dom… o świcie?
– A więc ty musisz odwiedzać mnie! Mojego domu nie spalą! Ze mną będziesz bezpieczny – zapewniłam go żarliwie.
– Sookie, posłuchaj… Z mojego powodu mogłabyś umrzeć.
– Co mam do stracenia? – spytałam z pasją w głosie. – Odkąd cię spotkałam, przeżywam najlepszy okres… najlepszy okres mojego życia!
– Jeśli umrę, idź do Sama.
– Przekazujesz mu mnie?
– Nigdy – odparł łagodnym, zimnym tonem. – Nigdy.
Czułam, że chwyta mnie za ramiona. Leżał blisko mnie, wspierając się na łokciu. Po chwili przybliżył się nieco i jego chłodna skóra dotknęła w wielu miejscach mojej.
– Posłuchaj, Bill – powiedziałam. – Nie jestem wykształcona, ale nie jestem też głupia. Hmm… naprawdę brakuje mi doświadczenia czy obycia, nie uważam się jednak za osóbkę naiwną. – Miałam nadzieję, że wampir nie uśmiecha się w ciemnościach. – Mogę kazać im cię zaakceptować. Potrafię to zrobić.
– Tak, jeśli ktoś to potrafi, to na pewno ty – przyznał. – Och, znów chcę w ciebie wejść.
– Co masz na myśli…? Ojej, już wiem. Już rozumiem, co masz na myśli. – Wziął moją rękę i położył na swoim członku. – Ja także tego pragnę. – Rzeczywiście pragnęłam Billa… o ile zdołam się znowu kochać po tym gwałtownym stosunku na cmentarzu. Mój wampir był wówczas tak wściekły, że jeszcze teraz byłam cała sponiewierana. A jednak poczułam rozchodzące się w moim ciele ciepło, sugerujące niezwykłe podniecenie, od którego Bill mnie wręcz uzależnił. – Kochanie – szepnęłam, pieszcząc go wszędzie od stóp do głowy. – Kochanie. – Pocałowałam wampira i poczułam jego język w swoich ustach. Dotknęłam językiem jego kłów. – Umiesz się kochać bez gryzienia? – spytałam, nadal szeptem.
– Tak. Kosztowanie twojej krwi to tylko wielki finał.
– Byłoby prawie tak samo dobrze bez gryzienia?
– Nie, nigdy nie będzie tak dobrze, lecz nie chcę cię osłabić.
– Jeśli nie masz nic przeciwko temu – dodałam tytułem próby. – Minęło kilka dni, zanim zaczęłam się normalnie czuć.
– Byłem samolubny… ale jesteś taka wspaniała.
– Gdy się wzmocnię, będzie jeszcze lepiej – zasugerowałam.
– Pokaż mi, jaka jesteś silna – powiedział żartobliwie.
– Połóż się na plecach. Nie mam właściwie pojęcia, jak się to robi, wiem jednak, że inni ludzie tak się kochają.
Usiadłam na nim okrakiem. Jego oddech słyszalnie przyspieszył. Cieszyłam się, że w pokoju panuje mrok, a na zewnątrz wciąż pada deszcz. W blasku błyskawicy dostrzegłam jego oczy; pałały. Ostrożnie usadowiłam się we właściwej pozycji (w każdym razie miałam nadzieję, że jest właściwa) i wsunęłam w siebie jego członek. Pokładałam wielką wiarę we własny instynkt i rzeczywiście nieźle sobie poradziłam.
ROZDZIAŁ ÓSMY
Znów byliśmy razem. Moje wątpliwości przynajmniej chwilowo zagłuszył strach, który ogarnął mnie na myśl, że mogę stracić Billa. W każdym razie ja i mój wampir wróciliśmy do naszego wcześniejszego, niespokojnego wspólnego życia.
Jeśli pracowałam na nocną zmianę, przyjeżdżałam później do domu Billa i zwykle spędzałam resztę nocy u niego. Gdy pracowałam w dzień, wampir zjawiał się u mnie po zachodzie słońca. Oglądaliśmy telewizję, wychodziliśmy do kina albo graliśmy w scrabble’a. Co trzecią noc wypoczywałam (lub Bill musiał się powstrzymać od gryzienia mnie), w przeciwnym razie zaczynałam się czuć słaba i ospała. Kiedy wysysał ze mnie zbyt dużo krwi, brałam mnóstwo witamin i żelaza, aż mój wampir zaczynał się skarżyć na smak; wtedy ograniczałam żelazo.