Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Czas Miłości». Краткое содержание книги:

Czas miłości to, jak przeczytałam na okładce książki, już szesnasta powieść Colleen Mccullough, moja jednak pierwsza tej autorki. Muszę przyznać, że książka bardzo mi się podobała, co jest o tyle dziwne, że ostatnio żadna książka nie przypada mi do gustu.
Losy bohaterów osadzone są w XIX-wiecznych realiach, głównie w Australii, bądź – jak kto woli – Nowej Południowej Walii.
Oprócz bardzo interesującej fabuły w powieści znajdujemy mnóstwo typowo historycznych i geograficznych faktów. Wobec czego lektura dostarcza nam wiedzę, którą moglibyśmy zdobyć jedynie studiując książki historyczne czy też oglądając programy geograficzne, na co nie każdy ma ochotę. Informacje te wplecione są w treść książki bardzo ładnie, nie są nudne, jak i nie wybijają czytelnika z głównego wątku. Jednak dają sporą wiedzę o zamierzchłym XIX wieku, o tym, jak dawniej ludzie żyli, podróżowali, zdobywali majątki, zawierali małżeństwa, po prostu jak to było dawniej, gdy nie było odrzutowców, telefonów, kanalizacji etc.
To stanowi jednak tło historii kilkorga bohaterów powieści. Główny bohater, Alexander Kinross, żeni się ze swoją, o prawie połowę młodszą od siebie, kuzynką. Odkrywa złotonośne złoże, które zapewnia mu ogromny majątek i sławę. Niestety, jego powodzenie w interesach nie idzie w parze z życiem rodzinnym.
Dalszych losów Alexandra i jego rodziny nie chcę zdradzać, gdyż tym lepiej się czyta, im mniej się wie, czego można się spodziewać. Niemniej jest to piękna opowieść o miłości, przyjaźni, stosunkach międzyludzkich i chyba przede wszystkim o godzeniu się z losem.
Serdecznie polecam.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 145
Перейти на страницу:

– Czy kobieta może przeżyć taki zabieg?

– Żadna kobieta nie przeżyła cesarskiego cięcia, panie Kinross.

– Przeżyła, matka Juliusza Cezara – przypomniał Alexander.

– To niemożliwe. Umarła, mając siedemdziesiąt lat.

– W takim razie czemu nazywa się to cesarskim cięciem?

– Po Juliuszu było wielu cesarzy – powiedział sir Edward – więc może któryś z nich urodził się w taki właśnie sposób. Tyle że jego matka z pewnością zmarła podczas porodu – ponieważ kobieta musi umrzeć. Musi!

– Przyjedzie pan tu na poród?

– Niestety nie, nie mogę. Już ta podróż była wystarczająco trudna. Mam bardzo dużo pacjentek.

– Poród przewidziany jest około Nowego Roku. Proszę przyjechać po Bożym Narodzeniu i zostać, póki Elizabeth nie urodzi. Proszę zabrać ze sobą żonę, dzieci – kogo będzie pan chciał! Może pan potraktować ten wyjazd jako urlop w cudownie chłodnej okolicy, bez potwornych upałów i wysokiej wilgotności, sir Edwardzie – namawiał Alexander.

– Nie, panie Kinross. Naprawdę nie mogę.

Nim jednak sir Edward Wyler wsiadł do pociągu, zgodził się wrócić do Kinross po Bożym Narodzeniu. Koszt jego usługi stanowił równowartość dwóch bizantyjskich ikon Alexandra – w naturze, nie pieniądzach. Sir Edward był kolekcjonerem ikon.

Alexander nie miał odwagi stanąć twarzą w twarz z Elizabeth, nie mógł spojrzeć na tę słodką, drobniutką twarz – tak młodą, tak delikatną. We wrześniu skończyła siedemnaście lat; wydawało się mało prawdopodobne, by dożyła osiemnastych urodzin.

W głębi duszy przyznawał, że nie wszystko poszło tak, jak powinno. Było w nim coś, co od początku budziło w niej odrazę; nie, nie, wcale nie chodzi o tę idiotyczną sprawę z diabelską bródką! W którym momencie popełniłem błąd? Byłem wobec niej życzliwy, hojny, otoczyłem ją przepychem, którego nie zaznałaby w Szkocji. Klejnoty, stroje, wszelkie wygody, żadnych obowiązków. Mimo to nigdy nie udało mi się dotrzeć do jej duszy, wywołać błysku w jej szafirowych oczach, poczuć, że pod wpływem mojego dotyku żywiej bije jej serce, usłyszeć, że brakuje jej tchu. Łatwiej byłoby wydusić sapnięcie ze zjawy niż z niej, jej dusza jest pogrążona w śpiączce. Moja Elizabeth nie jest wcale moją Elizabeth. Teraz jeszcze ta okropna, niespodziewana choroba, która zagraża życiu mojej żony i dziecka. Nie jestem w stanie nic zrobić, mogę tylko zaufać sir Edwardowi Wylerowi, a skąd mam wiedzieć, czy ten człowiek naprawdę się na tym zna?

– Skąd mam to wiedzieć?! – krzyknął do Ruby udręczony.

– Nie możesz tego wiedzieć – powiedziała prosto z mostu, ocierając oczy. – Och, niech to wszystko diabli! Powiem ci, Alexandrze, co mam zamiar zrobić. Poproszę starego ojca Flannery'ego, żeby odprawił za nią mszę i codziennie zapalał świece za funta. Opłacę nawet biedakowi odpowiednią gospodynię.

Zaskoczony Alexander przez chwilę nie odrywał wzroku od Ruby.

– Ruby Costevan! Tylko mi nie mów, że jesteś papistką! Żachnęła się.

– Nie. Tak samo jak ty nie uznaję żadnego kościoła, ale słowo honoru, Alexandrze, katolicy mają dziwne chody u Boga, jeśli chodzi o cuda. Słyszałeś o Lourdes?

Tylko jego bezdenna rozpacz sprawiła, że nie wybuchnął gromkim śmiechem.

– W takim razie stałaś się przesądna. A może zaszkodziło ci wysłuchiwanie w barze zbyt wielu pijanych Irlandczyków?

– Raczej jest to wpływ mojego kuzyna Isaaca Robinsona. A tak przy okazji, spytałam sir Herculesa, czy są spokrewnieni, na co z wykrzywioną miną powiedział, że nie. Mój kuzyn dzięki temu, że spędził kilka lat u franciszkanów w Chinach, nawrócił się na papizm, a ja nigdy nie spotkałam większych bigotów niż Robinsonowie.

– Próbujesz mnie rozbawić.

– Owszem – przyznała wesoło. – A teraz idź, Alexandrze, i spróbuj wykopać następną tonę albo dwie złota. Zajmij się czymś, człowieku!

Po jego wyjściu Ruby wybuchnęła płaczem.

– Zupełnie nie rozumiem – powiedziała później do siebie – w czym może zaszkodzić kilka mszy albo świec. – Zatrzymała się w drzwiach z zamyśloną miną. – A może – ciągnęła – powinnam namówić Alexandra, żeby dał w Kinross ziemią prezbiterianom? Dlaczego dyskryminować czyjąś wizję Boga?

Następnego dnia usiadła obok łóżka Elizabeth uzbrojona w ogromny bukiet mieczyków, lwich paszcz i nasturcji z ogrodu nieobecnej Theodory Jenkins.

Twarz Elizabeth pojaśniała.

– Och Ruby, jak dobrze, że cię widzę! Czy Alexander powiedział ci, co mi dolega?

– Oczywiście.

Kwiaty zostały wręczone sztywnej i nadąsanej pani Summers.

– Proszę, Maggie, znajdź na nie wazon i przestań robić taką głupią minę. Wyglądasz jak gąsienica.

– Gąsienica? – spytała Elizabeth, gdy pani Summers wyszła.

– Naprawdę miałam na myśli ślimaka, ale co za dużo, to niezdrowo. Ale ty musisz żyć z tą kobietą pod jednym dachem.

– Ona mnie przeraża.

– Nie bój się jej. Maggie Summers jest wredna, ale nie podejmie przeciwko tobie żadnego działania – za bardzo siedzi pod pantoflem męża. A on pod pantoflem Alexandra.

– Jest zazdrosna o dziecko.

– Łatwo to zrozumieć.

Ruby usadowiła się na krześle jak wspaniały, rajski ptak na gałęzi i uśmiechnęła się do Elizabeth. Na jej policzkach pojawiły się dołki, oczy błysnęły.

– No, przestań się już zamartwiać, kotku. Koniec z chandrą. Wysłałam do Sydney telegramy po książki, które na pewno przeczytasz z prawdziwą radością. Poza tym przyniosłam karty, żeby nauczyć cię grać w pokera i remika.

– Z tego, co wiem, prezbiterianom nie wolno grać w karty – oświadczyła Elizabeth prowokacyjnie.

– No cóż, teraz staram się żyć w zgodzie z Bogiem, ale niech mnie diabli, jeśli będę tolerować taką zgniliznę! – oświadczyła Ruby szczerze. – Alexander powiedział mi, że czeka cię dziesięć tygodni leżenia w łóżku i całkowitej bezczynności, jeśli nie liczyć wlewania w siebie jednym końcem i wylewania drugim, więc jeśli pozwoli nam to zabić nieco czasu, będziemy grać w karty.

– Najpierw porozmawiajmy – zaproponowała Elizabeth od serca. – Chcę wiedzieć o tobie dosłownie wszystko. Jade powiedziała mi, że masz syna.

– Lee. – Głos Ruby złagodniał, jej twarz również. – Światło mojego życia, Elizabeth. Moje nefrytowe kociątko. Och, jak ja za nim tęsknię!

– Ma teraz jedenaście lat?

– Tak. Nie widziałam go od ponad dwóch lat.

– Masz jego zdjęcie?

– Nie – wyznała Ruby zachrypniętym głosem. – Powodowałoby zbyt duże cierpienie. Po prostu zamykam oczy i wyobrażam go sobie. Co za wspaniały chłopak! I taki pogodny.

– Podobno jest zdumiewająco mądry.

– Chwyta języki jak papuga, ale zdaniem Alexandra nie nadaje się na filozofię i filologię klasyczną w Oxfordzie, o czym marzyłam. Wszystko wskazuje na to, że raczej pójdzie na nauki ścisłe do Cambridge.

Elizabeth zauważyła, że ten temat jest bardzo bolesny dla Ruby, w związku z tym zmieniła taktykę.

– Kim jest – spytała – Honoria Brown? Zielone oczy zaokrągliły się ze zdziwienia.

– Ty też się nad tym zastanawiasz? Nie mam pojęcia, wiem tylko, że Alexander uważa ją za wzór kobiecych cnót. Ja w porównaniu z Honorią Brown jestem zerem.

– Pewnego razu powiedział mi o tobie coś całkiem innego. Stwierdził, że podziwia cię jeszcze bardziej niż Honorię Brown. Na pewno jej nie znasz?

– Na pewno.

– Jak możemy się czegoś o niej dowiedzieć?

– Musimy go spytać – stwierdziła Ruby.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 145
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)