Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Czarny Wiatr

Электронная книга - «Czarny Wiatr». Краткое содержание книги:

Ostatnie dni II wojny światowej. Do wybrzeży Stanów Zjednoczonych dopływa japoński okręt podwodny. Ale nie wypełnia powierzonego mu tajnego zadania. Zatopiony przez amerykański niszczyciel znika na dnie oceanu wraz ze swym ładunkiem…
Rok 2007. Ktoś wie o misji sprzed sześćdziesięciu lat. I zamierza wykorzystać to, co przewoził japoński okręt, by przeprowadzić podstępny plan. Na jego drodze stoi jednak troje ludzi: piękna biolog, młody inżynier i ich ojciec, szef NUMA – Dirk Pitt.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 93
Перейти на страницу:

– Jakie prognozy, panie kapitanie? – zapytał pierwszy oficer.

– Kolano jest do niczego, ale będę żył – odrzekł Morgan.

– W dzisiejszych czasach robią doskonałe sztuczne stawy – pocieszył go Ryan.

– Wygląda na to, że będę miał okazję sprawdzić to na sobie. To chyba lepsze od drewnianej nogi. Co z załogą?

– Jest w dobrej formie. Oprócz Dirka i Summer nikogo nie brakuje. Pożyczyłem od kapitana Malaki telefon satelitarny i zadzwoniłem do Waszyngtonu. Udało mi się połączyć bezpośrednio z Rudim Gunnem. Zawiadomiłem go o stracie statku i naszej sytuacji. Powiedziałem mu też, że Dirk, Summer, „Starfish" i ładunek, który wydobyliśmy, są prawdopodobnie na japońskim kablowcu. Prosił o przekazanie panu podziękowań za uratowanie załogi i obiecał, że uruchomi najwyższe szczeble rządowe, żeby złapać winnych.

Morgan wpatrzył się w białą ścianę i pomyślał o wypadkach ostatnich godzin. Kim są piraci, którzy zaatakowali i zatopili jego statek? Co chcą zrobić z bronią biologiczną? I co się stało z Dirkiem i Summer? Nie znalazł na to odpowiedzi i wolno pokręcił głową.

– Mam nadzieję, że nie będzie za późno.

30

Przez półtorej doby „Baekje" płynął na północ, potem zaczął stopniowo skręcać na wschód. O zmierzchu pojawił się ląd i statek zaczekał do zmroku, żeby we mgle zawinąć do dużego portu. Dirk i Summer przypuszczali, że przypłynęli do Korei i że są w dużym południowokoreańskim mieście portowym Inczhon. Wskazywały na to bandery z całego świata na frachtowcach, które mijali, wchodząc do portu.

Kablowiec sunął wolno wzdłuż rozległych basenów portowych, gdzie przez całą dobę trwał załadunek i rozładunek kontenerowców. Skręcił na północ, minął terminal paliwowy, okrążył zardzewiały tankowiec i wpłynął do ciemnej i mało ruchliwej części portu. Zostawił za sobą zrujnowaną stocznię z korodującymi kadłubami statków i zwolnił przed wąskim kanałem, który biegł na północny zachód. Przy wejściu do kanału stała wartownia i mała motorówka. Rdzewiejący szyld głosił po koreańsku: KANG – USŁUGI MORSKIE – TEREN PRYWATNY.

Kapitan „Baekje" ostrożnie wprowadził statek do kanału, przepłynął wolno kilkaset metrów i pokonał ostry zakręt. Ukazała się mała laguna z dwoma masywnymi krytymi basenami portowymi na przeciwległym krańcu. Kapitan „Baekje" wprowadził statek do jednego z przepastnych hangarów niczym samochód do garażu. Pod sufitem piętnaście metrów nad dziobówką paliły się reflektory halogenowe. Wielkie hydrauliczne wrota zasunęły się cicho i przycumowano statek.

Nad pokład natychmiast obrócił się wysięgnik dźwigu i sześciu członków załogi zaczęło pod nadzorem Tongju wyładowywać kontenery z amunicją. Kiedy pojemniki z bombami ustawiono w piramidę na brzegu basenu, podjechał tyłem biały furgon. Grupa mężczyzn w szaroniebieskich fartuchach laboratoryjnych ostrożnie władowała kontenery do środka i samochód odjechał. Gdy skręcił na końcu basenu portowego, Tongju zobaczył znajomą niebieską błyskawicę z boku pojazdu i napis: KANG SATELLITE TELECOMMUNICATIONS CORP.

Kiedy Tongju patrzył, jak furgon wyjeżdża z hangaru, podszedł do niego Kim.

– Pan Kang będzie zadowolony, że mamy wszystkie bomby – powiedział.

– Dwie ostatnie są do niczego. Piloci pojazdu głębinowego rozbili je przy wydobywaniu i wypuścili zawartość do morza. Podobno przypadkiem, z powodu złej widoczności w wodzie.

– To mała strata. Akcja się powiodła.

– Fakt, ale czeka nas jeszcze trudna operacja – odparł Tongju. – Zabieram więźniów do Kanga, żeby ich przesłuchał. Mam nadzieję, że dopilnujesz przygotowań statku – bardziej stwierdził, niż spytał.

– Zaraz zaczniemy rekonfigurację, tankowanie i zaprowiantowanie. Będziemy gotowi do drogi, jak tylko weźmiemy ładunek.

– Dobrze. Im szybciej wyjdziemy w morze, tym większe będziemy mieli szanse na sukces.

– Zadziałamy z zaskoczenia. Nie ma mowy, żeby się nie udało – zapewnił Kim.

Ale Tongju wiedział swoje. Zaciągnął się papierosem i zastanowił nad elementem zaskoczenia. To rzeczywiście mogła być sprawa życia lub śmierci.

– Miejmy nadzieję, że oszustwo nie wyjdzie na jaw – powiedział w zamyśleniu.

Pod pokładem otworzyły się drzwi kajuty Dirka i Summer. Wartownik o grubym karku skuł im z tyłu ręce kajdankami, a potem brutalnie wypchnął na zewnątrz. Poprowadził ich pod lufą do trapu, gdzie stał Tongju i uśmiechał się drwiąco.

– To był wspaniały rejs – powiedział do niego Dirk. – Ale nikt nam nie pokazał, gdzie jest kasyno.

– Bądźmy szczerzy – wtrąciła Summer. – Jedzenie niezupełnie pasowało do pięciogwiazdkowych cen.

– Amerykańskie poczucie humoru jest mało śmieszne – warknął Tongju.

– A przy okazji, co robi Japońska Czerwona Armia w koreańskim mieście Inczhon? – zapytał Dirk.

Tongju prawie niedostrzegalnie zmarszczył czoło.

– Jesteś bardzo spostrzegawczy, Pitt – zauważył. Odwrócił się do Grubego Karku, który celował w rodzeństwo z AK-74. – Zabierz ich na jacht i zamknij pod strażą w kabinie dziobowej – warknął i pomaszerował na mostek.

Dirk, Summer i wartownik zeszli po trapie. W mniejszym bocznym basenie portowym stał smukły niebieski katamaran. Miał trzydzieści metrów długości, silniki Diesla o mocy czterech tysięcy koni mechanicznych i rozwijał prędkość trzydziestu pięciu węzłów.

– To jest bardziej w moim stylu – powiedziała Summer, kiedy zostali wepchnięci na pokład i uwięzieni w małej, ale luksusowej kabinie. – Tyle że tu nie ma bulajów. Panu Gościnnemu chyba nie spodobał się twój tekst o Inczhon – dodała i usiadła w fotelu, z rękami wciąż skutymi za plecami.

– Za dużo gadam – przyznał Dirk. – Ale przynajmniej upewniliśmy się, gdzie jesteśmy.

– I tym razem dostaliśmy kajutę pierwszej klasy – odrzekła, podziwiając boazerię z drewna orzechowego i artystyczne ozdoby na ścianach. – Jak na drugorzędną organizację terrorystyczną, ci faceci mają dużo forsy.

– Najwyraźniej mają przyjaciół w Kang Enterprises.

– Tej firmie okrętowej?

– To wielki koncern. Od lat widujemy ich statki handlowe. Są też zaangażowani w różne przedsięwzięcia zaawansowane technologicznie, choć znam tylko morską działalność koncernu. Kiedyś spotkałem w barze faceta, który pływał na jednym z ich tankowców. Opowiadał mi o ich stoczni remontowej i magazynach w Inczhon. Nigdy czegoś takiego nie widział. Mają tu podobno suchy dok i pełno najnowocześniejszych urządzeń. Na kominie tego kablowca jest logo Kanga, niebieska błyskawica. Musimy być na jego terenie.

– Cieszę się, że twoje wyprawy do barów w końcu na coś się przydały.

Dirk się uśmiechnął.

– Bywam tam w celach badawczych.

Summer nagle spoważniała.

– Co może łączyć JCA z Koreą Południową? I czego od nas chcą?

Przerwał jej ryk silników katamarana.

– Chyba niedługo się dowiemy.

Rzucono cumy, Tongju wszedł na pokład i szybki jacht ruszył. Wielkie wrota hangaru znów się odsunęły i katamaran wypłynął na zewnątrz. Tongju obejrzał się na kablowiec.

Na „Baekje" roiło się od robotników. Potężny dźwig zabierał z pokładu rufowego ogromny bęben do układania kabli. Przemalowywano statek, wycinano fragmenty nadbudowy, w innych miejscach wstawiano dodatkowe przegrody i nowe elementy. Zmieniano nazwę na rufie, komin pokrywano złocistą farbą. W ciągu godzin „Baekje" miał się zmienić w inny statek, jakby kablowiec o tej nazwie nigdy nie istniał.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)