Kochaj albo rzuć
- Автор: Мулярчик Анджей
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Kochaj albo rzuć». Краткое содержание книги:
– Co chcesz zrobić? – Zadzwonię do niej i powiem, że wracasz.
– A jak ona powie, że nie chce? – Ona na pewno powie, że czeka…
– I to jest właśnie pech!
Na ekranie telewizora śmigają po obwodzie toru dziewczyny na rolkach: w hełmach na głowach suną w szalonym pędzie, co chwila zderzają się z innymi zawodniczkami, przypierając rywalki do poręczy drewnianej bandy; rozlega się huk, postacie w obcisłych kostiumach rzucają się na siebie jak hieny nad ścierwem, starając się paznokciami wydłubać z oczodołów gałki oczne rywalki, równocześnie kopiąc ją uzbrojoną w rolki stopą prosto w goleń… Shirlej wyszła właśnie z łazienki i teraz w płaszczu kąpielowym nieomal uczestniczy w wydarzeniach na ekranie: wychyla biodra, jakby sama w tej chwili „bodiczkiem” przypierała rywalkę do bandy, unosi kolano równocześnie z tą blondyną w żółtym hełmie, która chce trafić rywalkę w najbardziej czułe miejsce, wraz z nią wyciąga przed siebie rozcapierzone palce, gotowa przeorać nimi oblicze smukłej niczym wąż zawodniczki z numerem 27 na plecach… Zapatrzona w ekran nie słyszy dźwięków fortepianu, nad którym pastwi się na dole załamany swym pechem stroiciel. Kiedy kończy się sprawozdanie z roller-skatingu, Shirlej palcem u nogi włącza inny program. Kaźmierz Pawlak przycupnął cichcem na podeście schodów śledzi każdy ruch Shirlej: teraz czarnoskóra dziewczyna przegląda się w lustrze, na którym Ania narysowała szminką krwawą sylwetkę kostuchy z kosą; przygląda się fotografii Johna Pawlaka, która w skórzanej ramce stoi pod lustrem na gzymsie kominka; przenosi wzrok na reprodukcję przedstawiającą pastuszka, który z zadartą głową obserwuje lecące na niebie bociany… Shirlej tanecznym krokiem przesuwa się w stronę magnetofonu i uruchamia go. Może chce się zorientować, czego lubił słuchaćjej ojciec, o którym tak niewiele wie? I nagle – ku jej zaskoczeniu – rozlega się ryczenie krów, beczenie baranów, gdakanie kur i rżenie konia. Shirlej zastyga w bezruchu. Po chwili – rozpoznając te dźwięki – zaczyna się śmiać. Opada na kanapę, przekładając przez poręcz swoje długie, gołe nogi… Te znajome dźwięki poderwały z łóżka Kargula. Przez chwilę zdawało mu się, że jest w Rudnikach i że cały jego żywy inwentarz przypomina mu głośno, że już nadszedł czas obrządków. Zerwał się z pościeli i w nocnej koszuli wyjrzał na podest schodów. Kaźmierz nadal tkwił przy balustradce. Obejrzał się przez ramię i oczyma wskazał wsłuchaną w ten przedziwny koncert Shirley: – Awo, patrzaj. Ma ona coś z Jaśka… Przekrzywił głowę, żeby lepiej przyjrzeć się profilowi dziewczyny. Kargul wzruszył ramionami, litując się nad złudzeniami Pawlaka.
– Żeby ja był bleszczaty na oba oczy, to może by i uwierzył.
– A co tobie nie pasuje, a? Kargul pochylił się ku Kaźmierzowi i położył mu na ramieniu rękę jakby z góry chciał go przeprosić za tę przykrą prawdę, którą gwoli uczciwości musi mu powiedzieć: – Kaźmierz, raz my kabana w potrzebie szuwaksem na dzika przerabiali, no ale w przeciwne strone nie da rady! Pawlak wsłuchiwał się w płynące z dwóch głośników dźwięki, wpatrywał się w dziewczynę w Jaśkowym płaszczu kąpielowym i nagle wyrwało mu się z samych głębin duszy westchnienie: – Aj,
Bożeńciu, ile nas jeszcze czeka roboty, żeby jej się zaczęło po polsku śnić… Absolutny słuch Franciszka Przyklęka jeszcze raz się potwierdził zwabiony głosami inwentarza Kargula i Pawlaka porzucił fortepianu i zjawił się w livingu. Stał w drzwiach, z widocznym wzruszeniem wsłuchując się w te ryczenie, gdakanie, kwiczenie i rżenie, jakby to był koncert fortepianowy f moll Szopena w wykonaniu Witolda Małcużyńskiego. Z zasłuchania wyrwał go głos Ani wzywający go do telefonu.
– A kto może tu do mnie dzwonić? – zdziwił się stroiciel.
– Nikt! – oświadczyła Ania. -Bo to ty dzwonisz do swojej żony! W basemencie na dole leżała na barze odłożona słuchawka, z której jakiś kobiecy głos powtarzał głośno pytanie: „Halo! Franek! Jesteś tam?!” Franciszek Przyklęk spojrzał na Anię wzrokiem jelenia, który wpadł w zastawione przez kłusownika sidła. Spoconą ręką ujął słuchawkę… Pawlak z Kargulem leżeli pod jedną pierzyną niczym stare małżeństwo. W pokoju było już ciemno, ale obaj wiedzieli, że żaden z nich jeszcze nie zasnął. Pawlak przewracał się niespokojnie, ściągając kołdrę z Władka. Wreszcie wsparł się plecami o poduszkę i powiedział z westchnieniem: – Jak nam Pan Bóg pomógł tę dziewuchnę znaleźć, znaczy jakoś tam Jaśko z niebem dogadał sia.
– Ty lepiej Pana Boga do rui i porubstwa swego brata nie mieszaj! – Ot, radzak się znalazł! Ty, Władek, lepiej w rozporku se mieszaj jak w mojej rodzinie.
– Awo, rodzina! Co ty o niej wiesz? Na pomieszkanie ją wziął, a może to złodziejka albo lunatyczka? – Sierota! – A czy ona choć chrzczona? – O Jezuuu – Kaźmierz aż jęknął wzburzony wątpliwościami sąsiada – spuść nogę i kopnij tego bambaryłę, żeby mu się w tej łepecie przejaśniło, że świętej pamięci brat mój nie zaparł się Ciebie na tyle, co by z poganką grzeszyć! Z tym apelem zamknął dyskusję na tematy światopoglądowe. Szarpnął kołdrę ku sobie, owinął się w nią, zostawiając Kargula w samej tylko koszuli.
Rozdział 38
… Jak do tego doszło, że Jaśko, który w swej młodości tak zachwycił sia w Marcysi od Szałajów, że matce swej, Leonii, powiedział „Ta albo żadna”, w tej Ameryce tak sobie smak zepsuł, że w czarnym kolorze zagustował? A może to zdradliwa natura Marcysi, co poszła na lep bolszewickiej propagandy i została kochanką majora Bobywańca w taką zamorokę Jaśka wepchnęła, że było mu już wszystko jedno? Aj, człowiecze, jak ty możesz być sędzią drugiego, jak ty w jego skórze nie żył, jego łzami nie płakał? Co ja wiem o bracie moim? Ano, przyjdzie wstyd przecierpieć, ale ostatnią wolę Jaśka do cała ja wypełnię. No, kłopot serdeczny, ale i szczęście, że Sirlej więcej beżowa jak czarna. Tak czy siak, kiedy do nas do Rudnik przyjedzie, tak pewnie naród będzie za nią oglądał sia jak za strażacką orkiestrą. Owa! Big dill! Tysiąc jest sposobów urodzenia, a jeden zginienia! Nieważny kolor skóry, ważna krew, copod nią płynie, a nikto nie zaprzeczy, że to krew Pawlaków… Takie myśli wypełniały skołataną głowę Kaźmierza w tę pierwszą noc po pogrzebie jego brata… Też sobie Kaźmierz bidy napytał przez te FBI. Jakby tak mieszało sia do tego policji, nie byłoby kłopotu, nikto by jej nie odszukał, bo ta cała czekoladka marki Sirlej ani słowa po naszemu nie rozumie. A tak przepadło! Mister September będzie musiał jej spadek wypłacić i tak samo my goli z tej Ameryki wrócimy, jakeśmy do niej jechali. Że też Jaśko nie umiał politycznie myśleć pod kątem tego seksu: mało, że sam z mniejszości etnicznej, tojeszcze sobie wziął na garb drugą mniejszość, tylko że w gorszym odcieniu! Żeby jego wilcy! Taki sobie w Ameryce dogodzi, a nam w Polsce przyjdzie z tego spowiadać sia. Dobrze, że to nie stalinowskie czasy, bo byśmy chyba z tej kolaboracji z imperializmem długo na UB musieli tłumaczyć sia. A ten konus, co całą kołdrę sobie teraz na łeb naciągnął, to miast za grzeszne chucie brata swego ze wstydu przykucnąć, to jeszcze darmo gębę studzi, mnie o koleje losu Jaśka obwiniając! A ki czort jemu kazał do czarnej przyłaszać sia? Mało to rodaczek w tym Sikago? Niechby już nawet nie zza Buga była, niechby nawet z Łodzi czy Poznania, ale zawsze co rasa to rasa! Nogi może nawet i krótsze, jak u tych czekoladowych, za to ambicja większa: swojaczka nie zgrzeszy, póki nie ustali, co ona z tego będzie miała. Aj, Bożeńciu, mogli my przywieźć z tej Ameryki silny majątek, a tak aby kłopotu dorobiwszy sia… Kargul westchnął z żałości nad charakterem Johna Pawlaka, co nie umiejąc swych chuci utrzymać na uwięzi, naraził rodzinę na wstyd i straty majątkowe: te Pawlaki to wszystkie takie, że prędzej zrobią jak pomyślą……Ciocia Shirley. E tam, jaka to ciocia! Przecież ona ma tylko trzy lata więcej ode mnie! Ale za to jest na innym etapie rozwoju niż ja. Jest wyzwolona! Nie nosi stanika! Nie uznaje żadnych konwenansów! To Shirlej mi pokaże prawdziwą Amerykę! Obiecała mi to. Tylko czy te wapniaki się zgodzą? Muszą, bo tylko przeze mnie mogą jakoś nawiązać kontakt z córką Johna! Tak, muszę przyznać, że September-Junior zrobił dla nas dobry uczynek. Tylko gorzej, że chce za to nagrody. Bob jest strasznie na mnie napalony, co najmniej jak Franio… Ci mężczyźni to kretyni: powtarza ci taki w kółko; że jesteś podobna do jego żony i myśli, że coś na tym zyska. Chyba zrobiłam dobry uczynek dzwoniąc do jego żony. Skoro mu tak przypominałam jego żonę, to dlaczego nie miałby wrócić do swoich korzeni? Jak twierdzi mister September, cała Ameryka szuka teraz swoich korzeni! Dlaczego Franio ma znowu zostać w tyle jak prawdziwy nieudacznik? Gorzej z Bobem: Junior zjawi się jutro rano po odbiór nagrody za znalezienie Shirley. Powiedział, że gdyby przewidział, kogo odnajdzie, to by się tak bardzo nie starał. A swoją drogą bardzo ciekawe, jak doszło do tego, że dziadek John połączył się z matką Shirley. Może to zew krwi? Zenek kiedyś usłyszał od jednego marynarza, że noc z Murzynką równa się stu nocom z Polką! Dobrze byłoby przekonać do tego Juniora… Z tą myślą zasnęła i śniło jej się, że wraca z Ameryki czerwonym mustangiem, a obok niej siedzi ciocia Shirley.