Eldorado
- Автор: Орци Эмма Баронесса
- Язык: польский
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Eldorado». Краткое содержание книги:
W Paryżu, w okresie największego terroru rewolucji francuskiej działa tajemniczy „Szkarłatny Kwiat”, który ratuje niewinnych ludzi od śmierci. Policja dużo by dała, aby wpaść na jego trop. Owym tajemniczym, nieuchwytnym bohaterem jest młody Anglik, który wraz z grupą przyjaciół utworzył tajną ligę. Jeden z jej członków, Armand, zakochuje się w aktorce i swym nieostrożnym zachowaniem naprowadza policję na trop „Szkarłatnego Kwiata”. Dostaje się on do więzienia oskarżony o uprowadzenie syna Ludwika XVI aresztowanego przez rewolucjonistów.
„Szkarłatny Kwiat” bestialsko torturowany zgadza się na wydanie młodego delfina. Komisarz policji w licznej asyście i w towarzystwie „Szkarłatnego Kwiata” i jego ukochanej jadą do rzekomej kryjówki syna Ludwika XVI. Jest to jednak podstęp.
Czy naszemu bohaterowi uda się uratować i czy Armand odzyska swoją piękną aktorkę? O tym już opowie ta książka.
Ale Armand nie zatrzymał się, przeciwnie, raczej przyśpieszył kroku.
Pobiegła naprzód, aby zawrócić Armanda z drogi, zanim będzie za późno, zanim znajdzie się oko w oko z ich najzaciętszym wrogiem.
Ale gdy doszła zadyszana do z zakrętu korytarza, natknęła się na Chauvelina, czekającego na nią spokojnie. Nie mogła rozróżnić jego twarzy, ostrych rysów i okrutnych ust, ale uczuła na sobie jego zimne stalowe oczy. Biedna kobieta nie była w stanie ukryć swego strachu o brata. Czy zapadł się pod ziemię? Drzwi na prawo były jedynym wyjściem z korytarza i prowadziły do loży dozorcy, a potem na podwórze. Czy Chauvelin spał z otwartymi oczami, czekając na nią, skoro Armand zdołał przejść koło niego niepostrzeżony aż do drzwi, prowadzących do wolności?
Małgorzata spojrzała na Chauvelina osłupiałym wzrokiem, ale on uśmiechnął się złośliwie i rzekł ceremonialnie:
– Czy mogę ci jeszcze czymś służyć, obywatelko? Oto najbliższa droga; sir Andrew czeka już z pewnością na ciebie.
Małgorzata nie śmiała ani odpowiedzieć, ani stawiać dalszych pytań, zwróciła się prosto ku wyjściu. Chauvelin wyprzedził ją. Ale zanim drzwi otworzył, zwrócił się do niej jeszcze raz:
– Mam nadzieję, że jesteś zadowolona z odwiedzin, lady Blakeney. O której godzinie chcesz swą wizytę powtórzyć?
– Jutro – rzekła nieprzytomnie, gdyż wciąż jeszcze myśl jej była zajęta dziwnym postępowaniem Armanda i jego ucieczką.
– Pragniesz z pewnością odwiedzić raz jeszcze sir Percy'ego, czyż nie? Chciałbym i ja odwiedzać go od czasu do czasu, ale on nie dba o moje towarzystwo. Mój kolega, obywatel H~eron, przychodzi do niego cztery razy na dobę. Przed każdą zmianą warty przetrząsa więzienie, aby się przekonać, czy żaden zdrajca nie wśliznął się między żołnierzy. Zna dokładnie wszystkich swych ludzi; tę inspekcję przeprowadza co parę godzin.
Mój przyjaciel H~eron jest uosobieniem wytrwałości. Rozkazuj, lady Blakeney, a ja poproszę H~erona, by ułatwił ci nowe widzenie się z więźniem.
Małgorzata słuchała tylko jednym uchem długiej przemowy Chauvelina. Przeżywała w pamięci bolesne, ale i upajające chwile, spędzone z mężem, przy czym dręczył ją niepokój o Armanda. Ale choć nie wiedziała dokładnie, co mówił Chauvelin, usłyszała wyraźnie ostatnie zdanie.
Pragnęła namiętnie nowego spotkania z mężem. Myśl zobaczenia Percy'ego następnego dnia koiła jakby balsamem jej zbolałe serce i przepełniała ją nadzieją; ale podczas gdy cała jej istota rwała się ku nęcącej obietnicy nieprzyjaciela, oczom jej ukazywało się widmo bladej twarzy wzniesionej ponad tłumem głów, a w uszach dźwięczał ostatni krzyk nadludzkiego poświęcenia wielkiego idealisty:
– Pamiętaj!
Wypełni przede wszystkim obietnicę, którą mu uczyniła i za jego przykładem nieść będzie odważnie brzemię nałożone na jej barki. Nawet za cenę najwyższego szczęścia nie spocznie więcej w jego ramionach.
Pomimo cierpienia i niepokoju, gorszego od samej śmierci, nie zapomniała o paczce listów ukrytej na piersi. Lękała się, by nie wzbudzić podejrzenia Chauvelina, odmawiając wręcz ofiarowanej jej sposobności odwiedzenia więźnia nazajutrz. Mógł nakazać nową rewizję, a wtedy odebrano by jej cenne listy. Dlatego też rzekła:
– Dziękuję ci obywatelu, za twe względy dla mnie, ale zrozumiesz chyba, że dzisiejsze odwiedziny były dla mnie bardzo przykre. Nie mogę ci w tej chwili powiedzieć, czy jutro będę w stanie je powtórzyć.
– Jak chcesz – odparł twardo – ale proszę cię, zapamiętaj jedną rzecz…
Urwał i bystry wzrok utkwił w Małgorzacie, usiłując wyczytać najskrytsze jej myśli.
– O czym mam pamiętać, obywatelu?
– Że od ciebie zależy zakończenie obecnej sytuacji.
– W jaki sposób?
– Mogłabyś namówić przyjaciół sir Percy'ego, by nie pozostawiali towarzysza w tak ciężkim położeniu i położyli kres jego cierpieniom.
– Zapewne przez oddanie w wasze ręce delfina? – spytała zimno.
– Otóż właśnie.
– I ty masz nadzieję, że widząc okrucieństwa, których się dopuszczacie względem mego męża, stanę się zdrajczynią i tchórzem wobec jego towarzyszy i niego samego?
– Ależ, lady Blakeney, okrucieństwa już nie od nas pochodzą, gdyż sir Percy jest w twoich rękach i rękach swych towarzyszy. Chciałbym sam położyć kres tej nieznośnej sytuacji, a ty i twoi przyjaciele jesteście sami powodem zbliżającej się katastrofy.
Krzyknęła z oburzenia. Dyplomata z zimną krwią starał się podkopać jej panowanie nad sobą.
Nie śmiała nic więcej dodać i nie ufając samej sobie, zawróciła śpiesznie ku wyjściu.
Chauvelin wzruszył ramionami z politowaniem, otworzył przed nią drzwi, i skłoniwszy się ceremonialnie, mruknął kilka słów pożegnania.
– Pamiętaj, lady Blakeney – dodał uprzejmie – jeżeli będziesz miała kiedykolwiek zamiar zwrócić się do mnie, mieszkam przy ulicy Dupuy.
A gdy zniknęła w morku nocy, zatarł ręce i szepnął triumfalnie:
– Druga wizyta uczyni cuda, piękna mylady.
Rozdział VIII. W międzyczasie
Była już blisko dwunasta, a oni wciąż jeszcze siedzieli naprzeciwko siebie, rozmawiając o owej półgodzinie, która była dla niej wiecznością. Małgorzata opowiedziała wszystko sir Ffoulkesowi, starając się przedstawić wiernemu przyjacielowi w całej pełni otchłań nędzy, której się z bliska przypatrzyła. Powtórzyła mu każde polecenie męża, a teraz dopatrywali się w niektórych enigmatycznych jego słowach ukrytej nadziei.
– Nie będę rozpaczał, lady Blakeney – rzekł z mocą sir Andrew – i wypełnię wiernie otrzymane rozkazy. Szyję daję, że nawet teraz Blakeney miał jakiś plan w głowie, pisząc te listy i że najlżejsze nieposłuszeństwo z naszej strony mogłoby ten plan wniwecz obrócić. Jutro późnym wieczorem odprowadzę cię na ulicę Charonne. Znajduje się tam dom, który Armand zna z pewnością równie dobrze jak i my. Dowiadywałem się przed dwoma dniami, czy twój brat się tam nie ukrywa, ale Łukasz, stary handlarz tandety, nie mógł mi dać najmniejszej o nim informacji.
Małgorzata opowiedziała też sir Ffoulkesowi o swym dziwnym spotkaniu z Armandem w ciemnym korytarzu Pałacu Sprawiedliwości.
– Czy możesz mi to wytłumaczyć, sir Andrewe? – spytała, utkwiwszy w nim swe promienne, głębokie spojrzenie.
– Nie mogę – rzekł po chwili wahania – ale zobaczymy go jutro. Nie wątpię, że panna Lange będzie wiedziała, gdzie go szukać; teraz skoro znamy jej adres, wszelki niepokój o Armanda skończy się.
Powstał z krzesła, tłumacząc się późną godziną, ale Małgorzata domyśliła się od razu, że wierny przyjaciel ukrywa coś przed nią. Spojrzała na niego bystro.
– Czy rzeczywiście nie rozumiesz postępowania Armanda, sir Andrew? – powtórzyła z prośbą w głosie.
– Nie, lady Blakeney – odparł żywo – daję ci słowo, że nie wiem więcej o Armandzie niż ty. Percy ma rację – chłopca dręczą po prostu wyrzuty sumienia. Ach, gdyby posłuchał, jak my wszyscy!
Umilkł, gdyż czując coraz większą niechęć do Armanda, nie chciał rozkrwawiać jeszcze bardziej zbolałego serca Małgorzaty.
– Tak chciało przeznaczenie, lady Blakeney – dodał po chwili milczenia – ślepe przeznaczenie… Wielki Boże! Myśl, że Percy wpadł w ręce tych łotrów, wydaje się tak okropną i nieprawdopodobną, iż chwilami mam wrażenie, że to tylko senna mara, z której otrząśniemy się niebawem na dźwięk jego wesołego głosu.
Krzepił ją słowami nadziei, wiedząc, że zwodził samego siebie. Wielka odpowiedzialność na nim ciążyła. List wodza spoczywał na jego piersiach: przeczyta go w samotności, aby wyryć sobie w pamięci każde słowo, tyczące się dalszych losów królewskiego dziecka. Potem zniszczy list, aby nie wpadł w niepożądane ręce.