Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kogga z Czarnego Słońca
Kogga z Czarnego Słońca - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kogga z Czarnego Słońca

Электронная книга - «Kogga z Czarnego Słońca». Краткое содержание книги:

Akcja powieści ma miejsce w dalekiej przyszłości. Ludzkość podróżuje do gwiazd, broni się przed zalewem informacji przechwytywanej przez gigantyczne komputery. Z obawy przed szokiem informacyjnym powołano nawet specjalną jednostkę rządu światowego, której zadaniem jest strzeżenie dostępu do pełnej informacji. W pewnym momencie przestają przychodzić sygnały od ekspedycji, której celem było zbadanie jednego z układów gwiezdnych oddalonych od Ziemi o 35 lat świetlnych. W skład ekspedycji ratunkowej weszło 3 astronautów, z których dwóch dzieliła miłość do tych samych dwóch kobiet. Dodatkowo, jeden z nich odpowiadał przed specjalną komisją w związku z krótkotrwałym zerwaniem blokady informacyjnej. Wśród zaginionych jest jedna kobieta: była żona dowódcy i aktualna partnerka drugiego. Sytuacja psychologiczna jest więc wyjątkowo skomplikowana. Między obu mężczyznami istnieje więc napięcie. Ale nie tylko, ujawniają się też ich krańcowo różne postawy życiowe, które można by nazwać dyskusją między postawą artystowską i , nazwałabym ją inżynierską. Narratorem jest dowódca, postać nieco przypominająca t.zw. twardziela – uczciwy, inteligentny, zdyscyplinowany, odważny, bojący się tylko ujawniać uczucia, szczególnie te ciepłe. Paradoksalnie, to dzięki obu ekspedycja ratunkowa powiedzie się.Gdy ekipa ratunkowa dotarła na miejsce przeznaczenia zetknęła się z jednej strony z oceanem będącym zbiornikiem informacji i stale je przekazującym, z drugiej zaś z inteligentną rasą, z którą jednak porozumieć się nie było łatwo. Być może w ogóle nie byłoby to możliwe. W końcu jednak więzieni przez „koggi” (Kogga – to nazwa nadana przedstawicielowi obcych) zaginieni ludzie wracają do swoich domów na Ziemi.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:

— A skąd ten się tam wziął? — spytałem.

— Oni przylecieli po nas — odezwała się cicho Aira. — Taki wielki, sześcienny statek… z otwartą platformą. Wewnątrz było powietrze. Ziemskie. Uznaliśmy to za zaproszenie…

— …i skorzystaliście z niego — dokończyłem. — Ale nie przesiadaliście się, tylko uruchomiliście silniki stacji. A przedtem, żeby zachować twarz, zdecydowaliście się jednak zostawić w badanym układzie Chippinga. Tak?

— Powiedzmy, że tak — przyznał niechętnie Krum. — Nie chcieliśmy, by przebywał w bezpośrednim sąsiedztwie tej hodowli… więc przenieśliśmy bazę na sąsiednią planetę. Stamtąd Chipping miał o wszystkim zawiadomić Ziemię… ale jak wynika z tego, co sam mówi, nie zdążył. Oni… to znaczy ten obcy statek, towarzyszyli nam, kiedy budowaliśmy bazą dla Chippinga. Może wtedy został tam także ten…

— Kogga — podpowiedziałem.

— Właśnie. Zresztą nie wiem…

— No, a wasz statek? Wiecie, że jest zupełnie zdemolowany? — spytał Jur.

Ramanian przymknął na moment oczy, po czym skinął głową.

— Tak — bąknął. — Kiedy ich jednostka podchodziła do nas, jej pilot popełnił błąd. W efekcie otarli się ó nasz statek i zniszczyli go. Uznaliśmy to za wypadek…

— Ciągle uznawaliście coś za coś — warknąłem. — Ich obiekt za zaproszenie, a rozwalenie ziemskiego statku za przypadek, nad którym oni boleli tak samo jak wy. Nic innego nie przyszło wam na myśl? A skąd wiedziałeś o czarnym słońcu i jego koordynatach? — zwróciłem się z kolei do Chippinga. — Powinniśmy ci podziękować… a już zwłaszcza oni — zrobiłem gest w stronę pozostałych.

— O czarnym słońcu?… — powtórzył z najwyższym zdumieniem Chipping. — Ja?…

Westchnąłem. Więc jednak to były tylko sny, narzucone mu przez „pamiętające” pryzmaciki. Sny bywają różne. Ten akurat zawierał szczyptę przydatnych informacji.

Odwróciłem się od Chippinga i omiotłem spojrzeniem pozostałą trójkę.

— Rozumiem. Zostawiliście Chippinga w bazie, która natychmiast przestała być bazą — powiedziałem łagodniejszym tonem — i polecieliście stateczkiem, w którym było takie świetne powietrze. Co dalej?

Dłuższą chwilę panowała cisza. Wreszcie Krum odchrząknął i powiedział:

— Zostawiliśmy stację na orbicie… widzieliśmy w dole planetę, a przy naszym włazie dalej stał ten otwarty statek. Więc…

— Nie musisz kończyć — przerwałem. — Rozumiem, że niełatwo chwalić się własnymi osiągnięciami. Mnie także wrodzona skromność nigdy na to nie pozwalała. Od momentu, w którym przekonaliście Netta, żeby nie instalował kompletu selektorów, podczas kiedy wisieliście nad gigantyczną wytwórnią blekotu informacyjnego, można się było po was spodziewać wszystkiego. Ciekawość… — zawiesiłem głos.

— Wy… wiecie? — wyszeptała Aira. Szybko odwróciłem twarz, żeby nie zobaczyła mojego uśmiechu.

— Domyślamy się — odpowiedziałem spokojnie. — A jak was ściągnęli do tego pudełeczka nad potokiem?

— Wylądowaliśmy tam po prostu… w tym ich statku. Wysiedliśmy, a on odleciał. Zobaczyliśmy, że tuż obok nas stoi taki sześcian, a potem odkryliśmy, że możemy przechodzić przez jego ściany jak przez powietrze…

— Potraktowali was lepiej niż niektórych swoich — mruknąłem. — Mieliście polankę i strumyczek. Nie musieliście tłuc głowami o ściany…

— Co?

— Nic, nic. Nie próbowaliście się wydostać?

Znowu dłuższą chwilę nikt nic nie mówił.

— Widzisz — powiedział w końcu z westchnieniem Krum — my dopiero od Netta dowiedzieliśmy się, że byliśmy zamknięci Mówiliśmy oczywiście o Ziemi, że wrócimy, że przylecicie po nas, ale to wszystko było jakieś… odległe, przyblakłe. Wyłączyliśmy swoje kompony, zostawiając tylko jeden, Ramaniana, żeby uniknąć wprowadzenia w błąd tych, którzy po nas przybędą. Pojedynczy sygnał jest bardziej czytelny. Ale nie czuliśmy obecności tej kopuły… po prostu nie przychodziło nam na myśl, że jesteśmy więźniami…

— A ludzie? — spytałem, czując, że przez plecy przebiega mi zimny dreszcz. — Wasi bliscy?

— Nie…

— Nikt?

— Nie… tam był taki… taki…

— Spokój — pomógł Kramowi Ramanian. — Tam był po prostu spokój…

— Miałeś z nami trochę zabawy — powiedziałem, jakiś czas później do Jura, korzystając z tego, że wszyscy inni zajęci byli jedzeniem. — Nasłuchałeś się, co?

Zaśmiał się krótko.

— Ależ skąd. Wiedziałem, z kim lecę. Słyszałem dużo o tobie… a co do Netta… widzisz, byłem w komisji, która badała jego sprawę. Wiesz, zaraz potem, kiedy pełniąc dyżur wyłączył na jakiś czas selektory…

Trwało chwilę, zanim się otrząsnąłem i mogłem wydobyć głos.

Syknąłem. — Masz jeszcze coś

— Pięknie dla mnie?

— Nie złość się… — powiedział pojednawczym tonem. — Tak się złożyło, że przed odlotem rozmawiałem o tobie i o nim z Boukinem. Powiedział mi, czego mogę się spodziewać… i na co powinienem uważać. Więc uważałem.

— Na Netta… i na mnie?

— Tak.

— Ślicznie. I co?

— Nic. Było dobrze. Bardzo się cieszę, że mogłem polecieć właśnie z wami — zwrócił do mnie twarz, która przybrała wyraz zabawnej powagi. — Gdyby inni ludzie latali do gwiazd, można by z nimi umrzeć z nudów. Chociaż… — zastanowił się przez chwilę — czy w ogóle inni ludzie mogliby latać do gwiazd? Może gdyby nie tacy jak ty i Nett, dotąd nie wyściubilibyśmy nosa za Księżyc?

— Ja także — burknąłem kwaśno — czy tylko Nett?

— Nie. Ty także.

Chciałem mu jeszcze coś powiedzieć, ale poczułem nagle lekki dotyk czyjejś dłoni na ramieniu. Odwróciłem się i tuż nad sobą ujrzałem twarz Airy. Przez mgnienie poczułem na policzkach muśnięcie jej włosów. Następnie wyprostowała się nieco.

— Lan, przykro mi… — wyszeptała.

Milczałem. Przebiegło mi przez głowę wszystko, co myślałem o niej i o sobie. Ale słowa, które chciałem wypowiedzieć, uleciały jak zbłąkane informacje i w żaden sposób nie mogłem ich ściągnąć, uporządkować…

— Ach, Airo — odezwał się nagle lekkim tonem Jur — byłbym zapomniał. Mam coś dla ciebie…

Sięgnął do kieszeni bluzy i po chwili podał jej zgięty, niemal przepołowiony automacik kosmetyczny. Przyjęła go bezwiednie i przyjrzała mu się wzrokiem świadczącym, że patrzy na coś, co widzi po raz pierwszy w życiu. Nagle zrozumiała. Jej twarz wypogodziła się w nikłym uśmiechu, który jednak natychmiast ponownie ustąpił miejsca wyrazowi powagi.

— Nie przyda się już na nic — ciągnął swobodnie Jur. — Pomyślałem jednak, że może zechcesz go zachować na pamiątkę…

Skinęła nieznacznie głową, po czym, trzymając nadal automacik na otwartej dłoni, znowu zwróciła się w moją stroną.

— Nie wiem, jak to się stało, Lan — szepnęła. — Przecież naprawdę cię kochałam… ale Nett… — głos uwiązł jej w krtani.

Nett. Właśnie to imię było mi potrzebne. Uśmiechnąłem się szeroko.

— Nic nie mów, dziewczyno — mój głos brzmiał ciepło. Już byłem opanowany. — To zawsze jest trochę nieprzyjemne, kiedy ludzie się rozchodzą — powtarzałem teraz swoje myśli, które nagle powróciły i ułożyły się w logiczną konstrukcją. Czy kłamstwo zawsze jest tylko kłamstwem i niczym więcej?

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)