Wędrowcy [Voyagers - pl]
- Автор: Бова Бен
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Orion
- Переводчик: Cezary Lipski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wędrowcy [Voyagers - pl]». Краткое содержание книги:
Lee Dubridge
„Dlaczego nie chce się na to zgodzić? — zapytywał Stoner samego siebie już po raz chyba dwudziesty. — Co mu jest, że nie może…?”
W tym momencie dostrzegł Jo, jak szła ku niemu jedyną ulicą osiedla od strony ośrodka komputerowego.
— Cześć, Keith! — pozdrowiła go wesoło, gdy już była blisko. — Jak się — Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że Stoner jest niemal zielony z gniewu. — Ua! — zawołała. — Co ci siadło na nosie?
— Twój kumpel, McDermott… — warknął.
Jej twarz stężała z gniewu.
— „Mój kumpel”, mówisz? Co on takiego zrobił?
— To samo, co od początku. Opóźnia wszystko, aż będzie za późno zrobić to, co powinno być zrobione.
Rzuciła mu przekorne spojrzenie.
— Przypuszczam, że to przez ten upal — rzekła wesoło. — Zupełnie powalił Wielkiego Maca. Dosłownie.
— Ja też mam ochotę go powalić — mruknął. — Dosłownie.
— Wciąż się nie zgadza na rendez-vous? — spytała.
— Nawet nie podpisał jeszcze memorandum w tej sprawie.
— No, cóż, to jest daleki lot — powiedziała.
— Jesteśmy tutaj, aby nawiązać kontakt z inteligentnym przybyszem z kosmosu, a ty mi tu mówisz o dalekim locie?
— A czemu ty bierzesz wszystko tak bardzo poważnie? — spytała, dotykając jego nosa koniuszkiem swego palca. — Rozluźnij się! Jesteśmy tu również po to, aby się tym cieszyć.
Odsunął od siebie jej rękę, jak gdyby to był jakiś natrętny owad.
— Jesteśmy tu, aby nawiązać kontakt z tym statkiem.
— Wiem o tym.
— A więc, jak to będzie wyglądało, jeśli pozwolimy temu diabelstwu odlecieć w siną dal?
— Nie pozwolimy — rzekła.
— Już wszystko wyliczyłaś, czy tak?
— Nie — odparła potrząsając głową. — Ale znam ciebie. Ty to wyliczysz w taki czy inny sposób. Postarasz się nawet, że Mac też wyjdzie na bohatera.
— I to nie przeszkodzi też tobie w karierze?
— Jak sądzisz, dlaczego ja jestem tutaj?
— Bo przywiózł cię tu ze sobą Mac — wybuchnął Stoner.
Przez chwilę na jej twarzy gościł smutek, tak jakby poczuła się zdradzona.
— Och, gdybyś ty wiedział — powiedziała cicho.
— Kiedyś będziesz musiała mi o tym opowiedzieć. Albo może lepiej napisz o tym w swoim życiorysie. To zrobi cholerne wrażenie na tych facetach z NASA.
— Wiesz, Keith? Ty, jak chcesz, to możesz być naprawdę sukinsynem.
— To ten upał. Zupełnie mnie powalił.
— Idź do diabła.
— Ale nie mów mi, że nie przerobiłaś już swojego życiorysu. Ja wiem, jak pracuje twój mały ambitny móżdżek.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Widzę to dobrze. Na samej górze listy, gdzie wymieniasz swoje osiągnięcia napisałaś: „Pomocnik naukowy w projekcie »Jupiter«. Praca w międzynarodowej ekipie doborowych naukowców, w priorytetowym programie nawiązywania kontaktu z inteligentnymi istotami spoza Ziemi.”
— To brzmi fantastycznie — powiedziała Jo z uśmiechem zadowolenia. — Ile dziewczyn mogłoby tak napisać w swoich życiorysach?
— Zdawało mi się, że chcecie aby was nazywano kobietami, nie dziewczynami.
— Ja mogę powiedzieć „dziewczynami”, ale ty powinieneś nazywać nas „kobietami”.
— Taaa — mruknął. — To niegłupie.
Jej twarz stała się poważna.
— Keith, czy ty wciąż jeszcze masz do mnie jakąś urazę? — spytała.
— Wciąż śpisz z Wielkim Makiem?
— Och, Boże! Ty nigdy tego nie zrozumiesz, prawda?
— Ja już ciebie zrozumiałem, Jo.
Zacisnąwszy z frustracji pięści, wypaliła:
— Czy nie rozumiesz, że ja gwiżdżę na niego? On mnie zupełnie nie obchodzi!
— A jakże, rozumiem — wycedził lodowato przez zęby. — I dlatego tak mi to wszystko śmierdzi!
Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, lecz zawahała się i opuściła ręce na biodra. Bez słowa przeszła obok niego i skierowała się w stronę budynku administracji.
„Idzie do McDermotta” — pomyślał Stoner, stojąc samotnie w pyle drogi i obserwując, jak Jo oddala się od niego.
ROZDZIAŁ XXII