Niezawinione Śmierci
- Автор: Wharton William
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Niezawinione Śmierci». Краткое содержание книги:
Niezawinione śmierci to powieść, która w tym samym stopniu jest afirmacją życia, co opowieścią o śmierci. To książka o życiu pogodzonym za śmiercią, o duchowej przemianie i pogłębionym rozumieniu naszych codziennych zmagań.
Sądzę, że Wharton jest jedynym współczesnym pisarzem, który trafia wprost do czytelniczych serc i przyśpiesza ich bicie….
London Evening Standard
Rośnie we mnie upór. Coraz jaśniej widzę, że nasi adwokaci chcą zawrzeć ugodę tak szybko jak to tylko możliwe. Proces oznacza dla nich wyższe koszty, a wynik postępowania przed sądem przysięgłych jest zawsze wielką niewiadomą.
Do jedynego telefonu ustawiła się długa kolejka wykształconych ludzi, którzy normalnie w godzinę zarabiają po sto, dwieście dolarów. Facet, który rozmawia przez telefon, wydziera się do słuchawki, zapewne na swoją żonę:
– Muszę mieć przynajmniej świeżą koszulę. Zaczynam już cuchnąć jak stary kozioł.
O dziesiątej wychodzę z sądu. Podaję Monie numer pokoju i proszę, żeby zadzwoniła, gdyby Murphy nas wezwał. Jestem śmiertelnie zmęczony. Nie rozumiem, co skłania tych ludzi do pracy w tym zawodzie. Kiedy w pokoju hotelowym zamykam drzwi, szybko ściągam buty, koszulę i spodnie, po czym natychmiast zasypiam.
Budzi mnie dzwonek telefonu. W pierwszej chwili w ogóle nie wiem, gdzie jestem. Potem dociera do mnie, że pewnie sędzia nas wzywa. Podnoszę słuchawkę. To Mona. Dzwoni ze swojego pokoju i pyta, czy nie wypiłbym z nią drinka w hotelowym barze.
Spotykamy się na dole. Mona siedzi przy stoliku i pije piwo.
Opadam na krzesło obok niej. Przygląda mi się badawczo jak na prawnika przystało. Pali papierosa. Przed nią stoi szklanka, ale Mona pije z butelki.
– Co sądzisz o dzisiejszym dniu?
– Naprawdę cię to interesuje, czy to tylko takie prawnicze „naprowadzające” pytanie?
– Naprawdę. Jestem ciekawa twojego zdania. Obserwowałam cię. Wiem, że nie jesteś tym wszystkim zachwycony.
– A ty, Mona, byłabyś zachwycona, gdyby oderwano cię od pracy, w najważniejszym momencie, i zmuszono do wydania ośmiuset dolarów na przelot do miejsca, w którym wcale nie chcesz się znaleźć; gdybyś musiała spędzić ponad dziesięć godzin w samolocie i jeszcze dwie na lotnisku, a wszystko dlatego, że chcesz nadal mieszkać tam, gdzie mieszkasz, i nie chcesz trafić do więzienia?
– No więc zjawiam się tutaj, a wtedy okazuje się, że jestem w niewłaściwym mieście, jakieś trzysta kilometrów od miejsca, w którym tak naprawdę powinienem się znaleźć. Następnie dowiaduję się, że sędzia okpił moich adwokatów, i że nie mogę zrobić tego, co planowałem, czyli postawić przed sądem władze stanu Oregon i wszystkich odpowiedzialnych za śmierć mojej córki i jej rodziny.
W dodatku te dupki liczą, że wniosę pozew przeciwko mojemu zięciowi, żeby zgarnąć ubezpieczenie jego najlepszego przyjaciela.
Nie wytrzymuję, opieram głowę o stolik, łzy kapią na blat.
Właśnie wtedy zjawia się kelner z nową butelką piwa dla Mony.
Kiedy odchodzi, podnoszę głowę. Pewnie myśli, że to sprzeczka kochanków – młoda, ładna kobieta porzuca starego, łysego mężczyznę. Te łzy bezsilnej złości sprowadzają wspomnienia z dzieciństwa, kiedy nieraz zdarzyło mi się oberwać w szkolnych bójkach.
Młóciłem wtedy rękami, robiłem uniki, krwawiłem, walczyłem i płakałem – wszystko naraz.
– Później ten cały sędzia Murphy stwierdza, że nie możemy wnieść skargi, i zaczynam rozumieć, że nikt, nawet moi adwokaci, nie chce, aby sprawa trafiła do sądu. Boją się tego sędziego i nie mają zaufania do ławy przysięgłych, ostoi naszego wymiaru sprawiedliwości. Sędzia Murphy robi z nami, co chce, a ja nie pojmuję, dlaczego, i nikt nie potrafi mi tego wytłumaczyć. Zamyka nas w sali sądowej i nie wolno nam jej opuszczać na dłużej niż pięć minut. W pięć minut to ja nawet nie zdążę się wysrać. W dodatku w tym cholernym sądzie jest za mało sraczy. A ty pytasz, dlaczego wyglądam na niezadowolonego. Zastanów się, o czym ty mówisz, Mona! Ty jesteś zadowolona?
Opieram ręce na stoliku i sięgam po jedną z papierowych serwetek, które przynieśli nam razem z piwem. Wycieram twarz, a potem mokry ślad po butelce na stoliku. Mona pochyla się i bierze moje ręce w swoje dłonie.
– Nie, nie jestem zadowolona. Myślę, że w zasadzie masz rację, również w tym, co powiedziałeś o mnie. Zrozum, zależy mi na tej pracy. Wreszcie zaczynam coś znaczyć. Pracuję dla dużej firmy.
Charles Raven jest już wspólnikiem. Ja też chciałabym nim zostać.
I myślę, że w tym roku mi się to uda, jeżeli czegoś nie zawalę.
Puszcza moje ręce. Patrzę jej prosto w oczy.
– Skoro uważasz, że to takie okropne, dlaczego nie rzucisz tego w cholerę? Ja bym się chwili nie zastanawiał.
Mona również patrzy mi w oczy.
– W kilku rzeczach czuję się winna, chociaż myślę, że żaden z adwokatów strony skarżącej nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Masz rację, wszyscy nas wykiwali: sędzia Murphy, władze stanowe, adwokat Sweglera, adwokat Cuttera i diabli wiedzą, kto jeszcze. Przykro mi, że pamięć twojej córki i jej rodziny została zbrukana przez tę parodię. Może to brzmi jak banał, ale chyba taka jest prawda.
Zapala następnego papierosa, upija łyk piwa. Wbija we mnie te swoje zielone oczy.
– Poprosiłam cię o spotkanie, ponieważ Charles Raven jest przekonany, że jutro Murphy wezwie nas do siebie, i nawet wie już mniej więcej, ile nam zaproponuje. Uważa, że to za mało.
Chce, żebyś się nie zgodził. Prawdopodobnie to samo powie Danny'emu. Powinieneś omówić to z Dannym, zanim pójdziemy do sędziego.
Robi pauzę.
– Proszę, nie mów nikomu, że ci o tym powiedziałam. Nie powinnam tego robić. Teraz idź się położyć. My będziemy czuwać na wypadek, gdyby Murphy zdecydował się wypróbować swoją moc w środku nocy. Znasz prawo Murphy'ego?
– Tak, jeżeli coś może się nie udać, na pewno się nie uda.
– Stale o tym pamiętaj. I jeśli mogę cię prosić, jutro buzia na kłódkę.
– Niestety, nie mogę niczego obiecać. Pozwól, że zapłacę za twoje piwo.
– Nie, dzięki. Wrzucę to w koszty.
Nie pytam już w czyje koszty. Może właśnie udzielono mi oficjalnej porady prawnej i dwa piwa należą do rachunku?
– Ty też się połóż, Mona. Jutro musisz być w formie; w końcu za to ci płacę. Przy okazji, co się dzieje z Charlesem Ravenem?
Odnoszę wrażenie, że jego myśli błądzą gdzieś daleko stąd.
– To jedna z tych rzeczy, o których nie wolno mi rozmawiać.
Mogę ci tylko powiedzieć, że w Oregonie Charles ma opinię jednego z najlepszych adwokatów.
Podaję jej rękę i odchodzę od stolika. Czekając na windę, oglądam się i widzę, że zapala kolejnego papierosa. Może ma jeszcze jedno spotkanie, na przykład z Dannym?
Wjeżdżam na górę, idę do pokoju, rozbieram się, wkładam piżamę i pogrążam się w czerwonych oparach snu.
Rozdział XIV
Przed położeniem się zaciągnąłem zasłony, więc budzę się dopiero o wpół do dziewiątej. Biorę prysznic, ubieram się i spacerkiem idę do sądu, sprawdzić, co się dzieje. Mam wrażenie, że wszyscy są na miejscu, nie widzę tylko Mony, Clinta i Charlesa.
Przez kilka minut kręcę się po sali i korytarzu, po czym wracam do hotelu na śniadanie. Połykam je w pośpiechu – z takim facetem jak sędzia Murphy nie ma żartów. Kiedy znowu pojawiam się w sądzie, podbiega do mnie Mona, a za nią Charles Raven.
– Gdzie byłeś? Wszędzie cię szukaliśmy.
– W hotelu, jadłem śniadanie. A gdzie mógłbym być?
– Dzwoniliśmy do twojego pokoju, ale cię nie było.
Jest zdenerwowana. Raven też jest podekscytowany. Uśmiecham się do niego i siadamy. Dopiero teraz spostrzegam, że jest z nimi Danny.
– Sędzia Murphy chce się z nami spotkać. Powiedziałem, że wyszedłeś, więc wziął jakąś inną grupę, ale ostrzegł, że jak z nimi skończy, mamy być w komplecie.
Głos Ravena drży z podniecenia.
– Piętnaście minut temu Murphy wezwał tylko mnie i powiedział, że Cutter proponuje nam sześćset pięćdziesiąt tysięcy.
Patrzy na mnie w napięciu. Staram się nie okazywać żadnych uczuć. Czekam.