Tomek w grobowcach faraonów
- Автор: Szklarski Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Другие приключения
Электронная книга - «Tomek w grobowcach faraonów». Краткое содержание книги:
Woda znajdowała się w głębokim, szerokim rowie otoczonym z jednej strony wzgórzami skalnymi, a z drugiej żwirowo-piaszczystą równiną. Rów miał około 6 metrów głębokości. Tomek natychmiast podał marynarzowi gurtę z wodą, którą ten wysączył do ostatniej kropli. Przy studni stał,duży gliniany garniec, z przywiązaną do niego liną. Naciągnęli wody i ugasili pragnienie. Woda była tu chłodna i czysta. Tomek polał nią nabrzmiałą twarz Nowickiego i kładł zimne, mokre kompresy na jego oczy. Nie spał dobrze w nocy. Słuchał pustyni i jej stałych mieszkańców – zwierząt. Zawył gdzieś szakal i rechotały pustynne żaby [132]. Nad ranem zaczęły brzęczeć moskity i pojawiły się wszędobylskie, ohydne muchy. Nowicki obudził się w nieco lepszym stanie.
– Oj, brachu, ledwo zipię. Łyk jamajki postawiłby mnie na nogi – powiedział.
– Słuchaj, Tadku, porozmawiajmy, zanim obudzi się Patryk. Dotarliśmy do wody. Mamy jedną trzecią drogi za sobą. Co dalej?
– Jak to co?! Ruszamy…
– Nie jestem pewien – Tomek przecząco pokręcił głową. – Chłopiec jest już bardzo zmęczony, ty… chory.
Zapadło milczenie. W końcu Nowicki zapytał:
– Co zatem proponujesz?
– Tu jest woda, a więc życie. Zostawię was i pójdę po pomoc. Wezmę ze sobą gurtę. Jeden przeżyje o wiele dłużej niż trzech. Poza tym… – przerwał.
– … Poza tym? – pytająco powtórzył Nowicki.
– Poza tym to musi być uczęszczany szlak. Pustynne studnie znają przewodnicy karawan i miejscowi Beduini. Ktoś więc was znajdzie.
– Może więc czekajmy razem?
– Nie! W ten sposób tracimy jedną z szans. Muszę spróbować. Pożegnaj ode mnie Patryka.
Uściskali się.
– Idź z Bogiem, brachu – powiedział marynarz i przeżegnał Tomka ruchem dłoni.
*
W blasku wschodzącego nad pustynią słońca wszystko stawało się jasne. Tylko w oczach i w duszy Nowickiego trwała noc.
Czwarty posążek
Sadim! – Jestem, panie! – Giaurzy odeszli w pustynię… Pójdziesz z tym do kobiety – przywódca podał mu posążek faraona w myśliwskim stroju.
– Tak, panie!
– Powiesz, że od jej męża. Powiesz, że każe jej iść z tobą. Powiesz, że odnalazł grobowiec.
– Tak, panie!
– Zaprowadzisz kobietę do groty…
– Do groty, panie?
– Tak! Tam znikniesz i uwolnisz zapadnię.
– Ale, panie…
– Uwolnisz… Zasypiesz wykopane przez nas przejście i wrócisz.
– Ale…
– Sadim! Odejdź! Nikt nie może igrać z władcą Doliny.
Sadim aż skulił się w sobie porażony wewnętrznym chłodem. Owszem, przestraszyć, oszukać, pokręcić. Do tego był gotowy… Ale zabić… Wątpliwości opanowały jego serce. Zostawienie w grocie kobiety samej równało się z wyrokiem śmierci… Tak samo pewnym jakby wykonał go od razu. “Żelazny faraon”, o czym Sadim dobrze wiedział, był jednak człowiekiem nieubłaganym. Ruszył by wypełnić swą powinność.
Sally nie mogła sobie znaleźć miejsca, pełna niepokoju. Położyła rękę na łbie Dinga. – Gdzie pan, piesku? – spytała. – Nawet ty nie wiesz…
To, że Tomek, Nowicki i Patryk nie wrócili na noc, było wytłumaczalne. Wyruszyli dość późno, a spotkanie mogło być interesujące. Ale teraz dzień dobiegał końca bez żadnej wiadomości. Uznała w końcu, że sama nie zdziała niczego. Postanowiła zawiadomić policję.
Raz podjąwszy decyzję, poczuła się lepiej.
Zaczęła przygotowania do opuszczenia obozu, kiedy podszedł jeden z arabskich służących, aby ją zawiadomić, że przybył posłaniec.
Sally wyszła przed namiot. Posłaniec wydał się jej jakiś znajomy. “Gdzie tę twarz widziałam?” – myślała.
Posłaniec nisko się pokłonił, podając jej jednocześnie coś zawiniętego w płótno. Zanim rozwinęła przesyłkę, ze zdziwieniem stwierdziła, że zna tego człowieka, że gdzieś musiała go już widzieć. Próbując umiejscowić znajomą twarz, powoli odwijała płótno. Kiedy ujrzała zawartość, przestała myśleć o czymkolwiek innym. Nie było wątpliwości.
To był czwarty, oderwany od złotej tacy posążek Tutanchamona. Lśnił złociście, a jednak wydawał się zbyt lekki. Zdumiało to Sally. “Musi się za tym kryć jakaś tajemnica” – myślała. “Gdyby posążek był ze złota, ważyłby z pewnością więcej”. Wróciła do namiotu i odszukała fotografie. Wszystko zgadzało się doskonale. Młody faraon z myśliwską dzidą w jednej ręce, w drugiej trzymał “anch” [133], symbol nieśmiertelności. Kolejną oznaką wskazującą, że chodzi tu o zmarłego była wąska, zawinięta na końcu broda.
Sally wybiegła rozgorączkowana, zapominając o bożym świecie.
– Skąd to masz? – spytała z wypiekami na twarzy. Sadim odpowiedział łamaną angielszczyzną:
– Twój mąż znaleźć. On mnie przysłać i kazać powiedzieć: żono przyjdź, ja znaleźć grobowiec.
– Grobowiec? Grobowiec Tutanchamona?
– Nie wiedzieć. Iść ze mną. Ja zaprowadzić.
– Zaraz będę gotowa.
Oczywiste było, że Sally nic już nie powstrzyma. Posłaniec jednak ponaglał:
– Iść zaraz – rzekł z naciskiem. – Niedługo ciemność.
Przypomnienie o zbliżaniu się nocy odniosło wręcz przeciwny skutek. Ostudziło nieco rozpaloną głowę. Sally znalazła dość rozwagi i tyle przynajmniej zimnej krwi, by napisać kilka słów do Smugi. Wysłała też natychmiast służącego do “Winter Pałace”, polecając zostawić tam list. Załatwiwszy to, ruszyła za posłańcem.
Sadim z pozoru szedł w kierunku Medinet Habu, często jednak klucząc. Całkiem zresztą na próżno, bo Sally nie zwracała uwagi na drogę. Wciąż oglądała czwarty posążek pełna pytań, wątpliwości i marzeń. Ważyła go w dłoni, podejrzewając, że pod warstwą złota coś się kryje. “Może jest wydrążony wewnątrz i zawiera jakieś tajne inskrypcje? Albo papirus z zaklęciem?” – myślała. “Nie bez powodu jest taki lekki.”
Z obozu wybiegł za nią Dingo, ale wobec ostrego sprzeciwu Sadima, Sally odesłała go z powrotem. Zawrócił niechętnie, warcząc głucho. Normalnie nie zlekceważyłaby takiego zachowania psa, ale teraz przepełniała ją radość, że jest na tropie wielkiego archeologicznego odkrycia. Odnaleźć grób Tutanchamona, to dopiero będzie sensacja i sława! Nie mogąc opanować niecierpliwości, ciągle pytała posłańca:
– Kiedy, gdzie, jak znaleźli grobowiec?
– Nic nie wiedzieć, nic nie mówić – odpowiadał niezmiennie Sadim. Zapadał zmierzch, kiedy krętymi ścieżkami doszli do Doliny Królów. Sally poczuła lęk. Powoli rodził się niepokój.
[132] Powszechnie spotykane na pustyni żaby: ropuchy Bufo regularis i Bufo mauritanicus.
[133] Anch – znak życia wiecznego w mitologii egipskiej, przypominający chrześcijański znak krzyża.