Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Charon: Smok u wrót [Charon: A Dragon at the Gate - pl]
Charon: Smok u wrót [Charon: A Dragon at the Gate - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Charon: Smok u wrót [Charon: A Dragon at the Gate - pl]

Электронная книга - «Charon: Smok u wrót [Charon: A Dragon at the Gate - pl]». Краткое содержание книги:

Wzięli ciało Parka Lacocha, usunęli jego umysł, zastępując go umysłem najlepszego agenta Konfederacji. Następnie umieścili go na statku kosmicznym i zesłali na Charona — jeden ze Światów Rombu Wardena, z którego nie było powrotu. Tajemniczy endemiczny organizm infekował wszystko i wszystkich, uniemożliwiając życie po opuszczeniu Rombu.
Charon był piekłem w sensie dosłownym. Znajdował się bowiem zbyt blisko swego słońca, a upalny i parny klimat, który tam panował, czynił życie nieznośnym — omal niemożliwym. Przedziwne bestie zamieszkiwały jego dżungle, ale jeszcze dziwniejszą od nich była grupa znana pod imieniem Czarna Magia, która spiskowała wraz z przebywającym na wygnaniu Władcą w celu przejęcia kontroli nad planetą.
Magia i czary były tam czymś realnym — były wszechobecne na Charonie. Kontrolowany przez czarownice i czarowników organizm wardenowski potrafił dokonać każdej sztuczki, o czym przekonał się Park Lacoch przemieniony w pół człowieka, pół bestię. Dopiero wtedy jego misja stała się autentycznie trudna…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 83
Перейти на страницу:

— Chwileczkę! Nie strzelajcie! — zawołałem. — Nie jestem waszym wrogiem. Jestem mężem ! Zali! No, wiecie… Zali. Jednej z waszych!

Istota wyglądająca jak chodzące drzewo powiedziała coś, czego nie zrozumiałem, do tej wężowatej. Ta jej odpowiedziała. Dostrzegłem wzruszanie ramion i niezdecydowanie u tych bardziej niż inne humanoidalnych, które przerwały na chwilę swą pracę, związaną z ustalaniem tożsamości rogatych ofiar wydarzeń.

I wtedy podszedł do nich człowiek — żaba i powiedział zupełnie wyraźnym głosem:

— To miejski księgowy, przedstawiciel rządu. Pozbądźcie się go!

Jedna ze skrzydlatych istot skinęła głową, wyciągnęła pistolet i wymierzyła we mnie.

— Chwileczkę! Czekajcie! — wrzasnąłem…

W tym momencie poczułem silne uderzenie i straciłem przytomność.

Rozdział dziewiąty

Odmieniec

Odzyskiwałem powoli przytomność, ale byłem bardzo słaby i odczuwałem takie zawroty i ból głowy, jak nigdy przedtem. Zdawałem sobie sprawę z tego, że pojękuję, byłem jednak tylko na wpół przytomny i nie potrafiłem jeszcze składnie myśleć. Świadom byłem natomiast faktu, iż gdzieś mnie niosą, na czymś w rodzaju noszy i że poruszają się bardzo szybko. Udało mi się podnieść powieki i zauważyć, że jest już ciemno. Jak długo więc byłem nieprzytomny?

Usłyszałem rzucony ostrym tonem rozkaz, po którym niosący mnie zwolnili, zatrzymali się i postawili nosze na ziemi. Światło było słabiutkie, a i ja nie widziałem jeszcze zbyt ostro, jednak wydawało mi się, iż idący z przodu noszowy wyglądał jak karykatura jakiegoś wielkiego ptaka. Karykatura. To dobre określenie dla wszystkich odmieńców, których do tej pory widziałem. Obraz białej, pierzastej głowy z ogromnymi oczyma i szerokim, płaskim, pomarańczowym dziobem przenikał do mego, ciągle ledwie półprzytomnego mózgu, i pozwalał uprzytomnić sobie rzecz oczywistą: nie zabili mnie, ale, dla sobie znanych powodów, zabrali ze sobą! Znów znajdę się w grze… O ile moja głowa zacznie na powrót normalnie funkcjonować.

Ptakowaty stwór napełnił kubek jakimś płynem z wiszącej u jego biodra tykwy.

— Wypij to — zaskrzeczał gardłowym, niezupełnie ludzkim głosem. — No pij, poczujesz się lepiej.

Udało mi się chwycić kubek i z pomocą jego białej, niemal ludzkiej dłoni zbliżyć go do ust. Trochę paliło w gardło, ale smakiem przypominało owocową brandy. Usta miałem wysuszone i byłem bardzo spragniony. Troszkę napoju mi się rozlało, ale nie za wiele. Wypiwszy, ponownie opadłem na nosze.

— Nic mu nie będzie — odezwał się ten ptakowaty do swego towarzysza, którego nie udało mi się dostrzec. — To go podtrzyma do czasu, dopóki nie dotrzemy do Starej Kobiety.

— O to mi właśnie chodzi — odpowiedział mu kobiecy głos, który wydawał mi się co prawda znajomy, ale którego w żaden sposób nie mogłem umiejscowić.

— Zala? — wydusiłem z trudem, chrapliwym głosem.

— Siedź cicho — odpowiedział mi głos i po chwili nosze uniosły się i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Do końca tej wędrówki nie przejaśniło mi się całkowicie w głowie, choć ból ustąpił już zupełnie. Byłem półprzytomny, niezdolny jednak poruszać się, czy mówić, a świat wokół widziałem zamazany, jak w sennym marzeniu. Domyśliłem się, że podano mi jakiś narkotyk zawierający środki uspokajające, ale nie wiedziałem, czy uczyniono to, by zmniejszyć ból, czy też by przeciwdziałać mojemu wyzdrowieniu… A może chciano uzyskać obydwa te cele jednocześnie. Prawdę mówiąc, niewiele mnie to obchodziło.

Byłem całkowicie po — zbawiony poczucia czasu, ale wiem, że było jeszcze ciągle ciemno, kiedy zwolniliśmy i zbliżyliśmy się do czegoś, co w słabym świetle płonącego w ciemnościach ogniska wyglądało na jaskinię. Z daleka dobiegł mnie odgłos uderzenia pioruna, informujący o zbliżaniu się nieuniknionych charonejskich opadów. Jaskinia okazała się jednak celem naszej wędrówki i wniesiono mnie do niej, nim na dobre lunęło.

Wejście do jaskini było niewielkie, ale jej wnętrze złożone z jednej dużej komory okazało się bardzo obszerne, chociaż nie byłem w stanie precyzyjnie ocenić jego rozmiarów. Pośrodku komory płonęło ognisko, jedyne źródło światła. Dym wznosił się wprost w górę, co świadczyło, że jest tam jakiś otwór wentylacyjny.

Na zewnątrz jaskini było gorąco, ale wewnątrz można się było upiec i gdyby nie mój stan, natychmiast uciekłbym stamtąd. W moim stanie mogłem tylko nieruchomo leżeć i spływać potem, mając przed oczyma wyobraźni obraz samego siebie obracanego na rożnie nad płomieniami.

W jaskini znajdował się ktoś jeszcze — bardzo stara kobieta, ubrana w czarny strój, zakrywający całkowicie jej ogromne ciało. Przykuśtykała do nas, podpierając się zakrzywionym kijem jak laską i gestem nakazała postawić nosze na ziemi. Ptakowaty stwór zwrócił się do kogoś, kogo nie mogłem widzieć i powiedział:

— W porządku, teraz jesteśmy już kwita, Darva. Mam nadzieję, że naprawdę o to ci chodziło.

Darva! Prawie już o niej zapomniałem. Nie widziałem jej i nie rozmawiałem z nią od tamtego pierwszego razu, chociaż szukałem jej zawsze, kiedy odwiedzałem Thunderkor. Mimo że byłem pod wpływem narkotyku; poczułem się znacznie raźniej, wiedząc, że mam tu przyjaciela i to takiego, który uratował mi życie.

Przesunęła się w pobliże starej kobiety i mogłem ją wreszcie zobaczyć. Górowała zdecydowanie wzrostem nad kobietą w czerni, która sama nie była ułomkiem, choć niewątpliwie była jak najbardziej istotą w pełni ludzką, a nie odmieńcem.

— Witam cię całym swym sercem, Babko — powiedziała — do staruszki.

Stara kobieta cofnęła się o krok i przyglądała się jej ciemnymi, mądrymi oczyma.

— Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa — odezwała się ochrypłym głosem. — Lękałam się, że wielu utraci życie.

— Zabito dwanaścioro spośród nas — powiedziała Darva. — To mniej niż się spodziewaliśmy. Tamtych zginęło prawie dwustu.

— To dobrze — stara kobieta skinęła głową. — Jednak tamci wprowadzą wkrótce terror nie do wyobrażenia. Teraz są jeszcze rozproszeni i nie przegrupują się w ciągu kilku najbliższych tygodni w tych swoich dalekich, specjalnych miejscach. A co z wami? Cóż wy uczynicie?

— Wiesz, że Isil nie żyje, a jego panowie uciekli Darva westchnęła.

— Wiem — odparła stara kobieta, z odcieniem smutku w głosie. — Pozostaniesz odmieńcem na zawsze, a żadnemu ze starych odmieńców nie wolno będzie powrócić do Bourget.

— Tak, wiem — powiedziała Darva. — Lecz to, co uczyniłam, uczyniłam z zemsty, a nie z lojalności wobec tych, których nawet nie znam.

— Nie przyłączysz się do innych w wyznaczonym czasie?

— Jeszcze nie podjęłam decyzji, Babko — wzruszyła ramionami:

— To o nim mówiłaś? — stara kobieta popatrzyła na mnie.

Darva skinęła głową.

— Był dla mnie miły wtedy, gdy wszyscy się ode mnie odwrócili. Nie jest taki, jak inni. Proszę cię więc teraz o ostatnią przysługę, Babko.

Ciągle półprzytomny, byłem jedynie w stanie słuchać tej rozmowy, ale nie potrafiłem ani pojąć jej znaczenia, ani się do niej przyłączyć.

— Czy on się zgadza? — spytała stara kobieta. Davra odwróciła się i wskazała na mnie palcem. — Widzisz, co z nim zrobili? Już mieli go zastrzelić, kiedy ich powstrzymałam. Bez tej interwencji byłby martwy już od dwunastu godzin. Czyż to nie daje mi takiego prawa?

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)