Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]
Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]

Электронная книга - «Czarnoksiężnicy Majipooru [Sorcerers of Majipoor - pl]». Краткое содержание книги:

Wieloletni władca Majipooru, który zapewnił swoim poddanym niebywały dobrobyt, spoczywa na łożu śmierci. Zanim jednak tron obejmie Lord Confalume, musi zostać wyznaczony również jego następca. Niemal pewnym kandydatem jest książę Prestimion, gdyż Korsibarowi, jako synowi Confalume’a, tradycja zakazuje dziedziczenia władzy po ojcu. Korsibar postanawia zburzyć panujący porządek, używając w tym celu magii. Wybucha krwawa wojna domowa.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 132
Перейти на страницу:

I przez cały czas gadał, próbując udowodnić, że czuje się doskonale w towarzystwie zarówno Koronali, jak i innych szlachetnie urodzonych panów, przetykał swój monolog wspomnieniami z ich wizyt w tym miasteczku, brzmiących prawie zawsze tak: „Wspaniały Lord Confalume, twój ojciec, panie, nad inne wynosił to i to wino, które chętnie dostarczę i tobie…” i „szczególną radością napawały nas wizyty Najwyższego Doradcy diuka Oljebbina…”, i „powiedziałem kiedyś Wielkiemu Admirałowi, kiedy pytał mnie o pewien gatunek ryb, który bardzo polubił…”. Ildikar Weng chwalił się nawet tym, że przyjmował wizyty Pontifexa Prankipina, niech mu ziemia lekka będzie, Prankipin bowiem od czasu do czasu opuszczał Labirynt i udawał się w podróż, choć nie zdarzyło się to od wielu lat.

Cierpliwość Korsibara skończyła się bardzo szybko. Czyżby sprawowanie funkcji Koronala oznaczało konieczność obcowania z podobnymi głupcami?

Zmuszał się, by słuchać tej gadaniny z uprzejmą miną, a burmistrz tymczasem zalewał go potokiem swej wymowy.

— I pamiętam, że dwa lata temu odwiedził nas doprawdy przemiły książę Prestimion, który powiedział, pamiętam dokładnie…

— Proszę oszczędzić mi informacji o tym, co łaskaw był powiedzieć przemiły książę Prestimion — przerwał i zaklął, na szczęście tylko w myślach.

Burmistrz zbladł, słysząc gniew w jego głosie, i jeszcze bardziej się zaczerwienił. Patrzył na Koronala wytrzeszczonymi oczami.

— Panie mój, czyżbym cię obraził?

— Obraża mnie sama konieczność słuchania o każdym pomniejszym idiocie z Zamku, jaki kiedykolwiek zaszczycił cię, bekając lub rzygając na którymś z waszych przyjęć. Och, owszem, czuję się obrażony. Jak myślisz, czy nigdy nie męczy nas tego rodzaju durne gadanie?

— Panie mój, panie, panie! — krzyknął zrozpaczony burmistrz, wyrzucając dłonie w powietrze. Był poruszony do tego stopnia, iż wydawało się, że lada chwila może wypaść z otwartego latacza. — Panie, przecież nie zamierzałem cię urazić! Tysiąckrotnie proszę o wybaczenie. Tysiąckrotnie! Rozumiałem, że książę Prestimion jest twoim drogim przyjacielem, myślałem więc, że zechcesz wysłuchać… — Pod nieruchomym spojrzeniem Korsibara opanowało Ildikara Wenga śmiertelne przerażenie. Próbował powiedzieć coś jeszcze, ale nie był w stanie.

Korsibar zorientował się, że jego słowa były zdecydowanie zbyt ostre. Tylko… co ma teraz zrobić? Przeprosić? Zapewnić dyplomatycznie, że wcale się nie obraził i nikogo nie chciał obrazić? Koronalowi nie wolno przecież przepraszać, a jeśli załagodzi jakoś sytuację, będzie musiał słuchać kolejnej fali tego rodzaju gadaniny przez całą drogę do centrum miasta.

Wybawiła go z kłopotu Thismet, siedząca obok burmistrza.

— Jego Wysokość jest bardzo zmęczony, wolałby teraz odpocząć w ciszy. Do późnej nocy podpisywał dekrety, mianował urzędników, wiesz przecież, jak ciężkim jest to brzemieniem, zwłaszcza gdy dopiero objęło się urząd.

— Ma bezmyślność mnie upokarza.

— Ależ nic się nie stało. Czy zechciałby pan teraz porozmawiać ze mną? Proszę powiedzieć mi coś o tych pięknych palmach. Mam wrażenie, że podobne rosną w ogrodach lorda Havilbove’a, leżących przy Barierze Tolignan na Górze Zamkowej.

— To jest to samo drzewo, pani. Nasiona oferowano nam w czasach Lorda Tharamonda — powiedział burmistrz i wdał się w długi wywód o tym, jak i dlaczego zdobyto nasiona oraz jakie kłopoty w uprawie musiano pokonać, by palmy rosły w Palaghat. Korsibar z ulgą rozłożył się na poduszce ze szkarłatnej skóry i zapadł w drzemkę. Nie myślał o niczym, słyszał jednak dobiegające na wiejącym od rzeki lekkim wietrze okrzyki: „Korsibar! Lord Korsibar!”.

Dojechali do pałacu dla gości i wreszcie znalazł się sam w swoim pokoju. Apartament królewski rzeczywiście wart był króla: pięć wielkich pokoi o ścianach z zielonego kryształu ozdobionego krwistoczerwonymi plamkami, firanki tkaczy z Gem-melthrave tak delikatne, jakby utkał je pająk, przez wielkie okna wspaniały widok na miasto, port i rzekę.

Mógł się wreszcie wykąpać, odpocząć przed bankietem i obowiązkowymi mowami. Od rana miał na sobie zielony kaftan oraz biały płaszcz z futra steetmoya — te dwa kolory uważano za kolory Koronala — lecz strój był za ciężki na ten ciepły dzień. Korsibar zrzucił płaszcz i powiesił go na drewnianym wieszaku, myśląc przy tym, że na Zamku nie będzie miał wielu szans, by ubierać się i rozbierać samemu, to zajęcie wezmą na siebie rzesze kręcących się wokół niego służących.

Zaczął rozwiązywać sznurówki kaftana, kiedy jego wzrok padł na lustro. Przerwał i przyjrzał się sobie dokładnie, sprawdzając, czy bije z niego majestat i pewność siebie króla. Wiedział doskonale, że aby być dobrym królem, trzeba przede wszystkim na króla wyglądać. Jego ojciec, choć niewysoki i szczupły, robił odpowiednie wrażenie. O Lordzie Confalume mówiono często, że nawet jeśli zobaczyłby go w tłumie i bez korony na głowie przybysz z obcej planety, natychmiast by się domyślił, kto jest władcą.

Korona, oczywiście, pomagała. Korsibar poprawił ją, bo podczas drogi z portu nieco się przekrzywiła.

Nagle za jego plecami rozległ się głos Thismet.

— Podoba ci się to, co widzisz, prawda, bracie? Powinieneś jednak zdejmować ją od czasu do czasu, pozwolić jej odpocząć. Nie sądzisz?

— A ty powinnaś pukać przed wejściem na królewskie pokoje, nawet jeśli królem jest twój brat bliźniak.

— Och, przecież pukałam. Dwa razy. Tak dalece zajęło cię podziwianie samego siebie, że chyba nic nie słyszałeś. W każdym razie nie odpowiedziałeś, więc postanowiłam wejść. Czy może teraz, kiedy zostałeś władcą, wyrósł pomiędzy nami mur wstydu, którego nigdy przedtem nie było?

Korsibar zdjął koronę i położył ja na łóżku.

— Pewnie noszę ją za często — przyznał z uśmiechem — ale nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić do sytuacji i bez niej jakoś mi nieswojo.

— Ojciec nosił ją tylko od czasu do czasu.

— Ojciec był Koronalem dwukrotnie dłużej, niż my żyjemy, Thismet. Pozwól mi porządzić co najmniej sześć miesięcy, może wówczas będę przyjmował koronę jako coś oczywistego.

— Jak sobie życzysz, panie — odparła Thismet z przesadną pokorą. Podeszła do brata, uniosła głowę i spojrzała mu w twarz płonącymi oczami. Ujęła jego dłonie. — Korsibarze, Korsibarze, czy już wierzysz?

— Czasami jeszcze wątpię.

— Ze mną jest dokładnie tak samo. Lord Korsibar! Koronal Majipooru! Jakie to było łatwe. Och, odciśniemy nasze piętno na tym świecie, prawda? Ty i ja. Dokonamy wspaniałych czynów, Korsibarze, przecież mamy w rękach świat!

— To prawda, siostro.

— Nie powinieneś jednak zachowywać się tak arogancko, bracie.

— Zachowałem się arogancko?

— Bardzo okrutnie potraktowałeś burmistrza.

— Zanudził mnie na śmierć opowieściami o wizytach ojca, Prankipina, Oljebbina, tego i tamtego, i w końcu Prestimiona… to już było za wiele. Nie powinien wspominać Prestimiona.

— Myślał, że go lubisz.

— Z całą pewnością nie darzę Prestimiona nienawiścią… i nigdy nie darzyłem. Ale rzucić we mnie tym imieniem w tej sytuacji… jaki był w tym ukryty motyw, czego ten tłuścioch chciał dowieść?

— Niczego, jak sądzę.

— Przecież wszyscy wiedzieli, że to Prestimion miał zostać Koronalem i…

— Nie! — Thismet uniosła dłoń i kolejne punkty dowodu oznaczała na palcach. — Po pierwsze, jeśli wiedzą o czymś wszyscy na Zamku, nie znaczy to, że wiedzą o tym wszyscy inni, także mieszkańcy brzegów dolnej Glayge. Po drugie, burmistrz nie miał żadnego powodu, by cokolwiek ukrywać, cokolwiek sugerować i by chcieć czegokolwiek dowieść. W ten sposób nie mógł niczego zyskać, za to wszystko stracić. Po trzecie, burmistrz jest zbyt głupi, by mieć jakiekolwiek ukryte motywy. I po czwarte — uważaj na to, co teraz mówię, bracie! — po czwarte, władca musi tolerancyjnie odnosić się do poddanych opowiadających mu nudne historyjki, takie historyjki bowiem opowiadać mu będzie każdy głupiec i każdy będzie szukał po temu okazji, a niektórym z całą pewnością uda się ją znaleźć. Twój ojciec nie zdobył sobie miłości ludu przez powarkiwanie i szczerzenie zębów na jego przedstawicieli. Nie postępował tak żaden z wielkich Koronali. A ja chcę, byś został wielkim Koronalem, Korsibarze.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 132
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)