Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Strefa 7 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Strefa 7

Электронная книга - «Strefa 7». Краткое содержание книги:

Ponowne spotkanie czytelników z bohaterem Stacji lodowej porucznikiem Shanem Schofieldem. Do tajnej podziemnej bazy Sił Powietrznych w stanie Utah, zwanej Sferą 7, gdzie amerykańska armia prowadzi badania nad śmiercionosnymi wirusami, przybywa z inspekcją prezydent USA. Goście nie zdają sobie sprawy, że miejsce to jest w rękach generała-renegata, który pragnie policzyć się z prezydentem i przechwycić władzę w kraju. Generał grozi zdetonowaniem ładunków jądrowych w największych miastach Ameryki, dzięki dostępowi do czarnej walizeczki prezydenta kontroluje cały amerykański arsenał nuklearny. Ochroną szefa państwa zajmuje się osobiście Shan Schofield. Tylko on jest zdolny przeciwstawić się rzeszom doborowych komandosów. W labiryncie podziemnych tuneli, hangarów i laboratoriów rozpoczyna się śmiercionośny pojedynek…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 80
Перейти на страницу:

Trzy podświetlone punkty z lewej strony – P-l, P-2 oraz P-3 – oznaczały trzy penetratory, przeczesujące kaniony w poszukiwaniu zbiegłego tandemu. Nieruchoma plamka niedaleko krateru z ostańcem – LA – oznaczała super stalliona o kryptonimie Luneta. Czarna linia dokumentowała przebytą dotychczas przez helikoptery drogę.

Podczas gdy radiooperatorzy wydawali instrukcje, pilot wyglądał przez przednią szybę pękatego kokpitu, przepatrując kanion w dole.

W głośnym hałasie wirujących łopat oraz nakładających się na siebie w słuchawkach głosów żaden z nich nie usłyszał tępego DUNG! – magnesu maghooka, uderzającego o podłogę kadłuba ich helikoptera.

Tandem Schofielda stał dokładnie pod super stallionem – podskakując na wodzie, spienianej przez falę uderzeniową powietrza, pchanego w dół łopatami helikoptera.

Z unoszącym się piętnaście metrów wyżej super stallionem łączyła go cienka linka z czarnego kevlaru.

Po chwili nad wodą, unoszona na lince, zwijanej przez silniczek maghooka, ukazała się drobna figurka.

Był to Schofield.

Po kilku sekundach wisiał już pod kadłubem helikoptera – piętnaście metrów nad wodą, tuż obok klapy wyjścia awaryjnego, przytrzymywany jedynie siłą potężnego magnesu.

Hałas na górze był okropny. Silna fala pchanego w dół powietrza sprawiała, że kombinezon 7. Szwadronu, w który Schofield był ubrany, kleił mu się do ciała niczym druga skóra, a zwisająca u pasa Piłka bujała się na boki jak wściekła.

Super stalliony mają zdejmowane płozy, tak więc Schofield wykorzystał jeden z okrągłych uchwytów, przez które przeciąga się liny mocujące płozy. Potem wcisnął przycisk na rączce maghooka i strzelba zaczęła opadać w dół.

Po kilku sekundach przy Schofieldzie znalazł się Book II – wisiał pod brzuchem helikoptera na maghooku.

Schofield sięgnął po dźwignię otwierania luku awaryjnego.

– Gotów?

Book II skinął głową.

Schofield energicznym ruchem przekręcił dźwignię i klapa opadła.

Najpierw poczuli uderzenie wiatru.

Do tylnej kabiny wpadła fala powietrza i zaraz potem wślizgnął się do środka Schofield, a za nim Book II.

Znaleźli się w przedziale do transportu żołnierzy – oddzielonym od kokpitu małymi stalowymi drzwiczkami.

Obaj radiooperatorzy natychmiast odwrócili się i sięgnęli po broń.

Ale Schofield i Book II nacierali już na nich, poruszając się jak swoje lustrzane odbicia. Jeden strzał Schofielda i zginął pierwszy radiooperator. Strzał Booka II i drugi radiooperator przeszedł do historii.

Kiedy pilot zobaczył, co się dzieje, uznał, że jego najlepszą bronią wcale nie będzie pistolet.

Pchnął drążek i maszyna gwałtownie runęła dziobem w dół.

Book II natychmiast stracił równowagę.

Schofield rzucił się na podłogę i ślizgając się na brzuchu, pomknął w kierunku otwartych drzwiczek do kokpitu.

Pilot próbował zatrzasnąć je kopniakiem, ale Schofield był szybszy.

Sunąc po podłodze, przekręcił się na plecy, wjechał do kabiny i zatrzymał się, jedną ręką przytrzymując drzwiczki, a w drugiej unosząc desert eagle’a, wycelowanego prosto w nasadę nosa pilota.

– Nie każ mi tego robić – powiedział, przyciskając spust. Pilot, kompletnie zaskoczony, patrzył na intruza, celującego do niego z pistoletu.

– Nie każ mi tego robić – powtórzył Schofield. Pilot sięgnął do kabury pod pachą po glocka. BAM!

Schofield strzelił.

– Niech cię jasna cholera… – zaklął, po czym zrzucił ciało pilota z fotela i przejął ster. – Przecież ci mówiłem, palancie…

Opanowany przez Schofielda i Booka II super stallion gnał wąskim kanionem i skręcał raz za razem, kierując się ku skrzyżowaniu kanionów, gdzie niedawno omal nie doszło do karambolu.

Schofield miał przed oczami obraz południowoafrykańskiego tandemu, wpływającego w zachodnią odnogę skrzyżowania, a następnie znikającego w wąskim kanionie z prawej strony. Na mapie na ekranie monitora w helikopterze mógł widzieć obraz tego kanionu – wił się on w kierunku północnym i wychodził na kolejny krater ze skalnym ostańcem, tyle że znacznie mniejszym od pierwszego.

Co takiego może być w tym kraterze?

Dlaczego południowoafrykański tandem kieruje się właśnie w tamtym kierunku?

Super stallion leciał z łoskotem wąskim kanionem. Wylecieli zza zakrętu i…

…znaleźli się oko w oko z jednym z penetratorów sił powietrznych.

Schofield szarpnął drążek i jego maszyna zawisła nieruchomo w powietrzu.

Penetrator unosił się nad skrzyżowaniem, do którego zamierzał dotrzeć Schofield – i obracał się, by pilot mógł zajrzeć do każdej z czterech spotykających się tu odnóg. Wyglądał jak poszukujący ofiary latający rekin.

Pilot penetratora natychmiast ich zobaczył.

– Luneta, tu Penetrator Trzy – rozległ się w głośniku interkomu ostry głos. – Masz już obraz z satelity w czasie realnym?

Schofield zesztywniał.

Cholera jasna!

– Book, szybko! Kontrola broni!

Penetrator obrócił się dziobem do super stalliona.

– Luneta? Słuchasz mnie?

– Mamy na dziobie gatlinga – powiedział Book II. – To wszystko.

– Nic więcej?

Helikoptery unosiły się nad skrzyżowaniem niczym dwa szykujące się do ataku orły, oddalone mniej więcej o sto metrów.

– Nic.

– Luneta… – Głos w głośniku interkomu zrobił się ostrożny. – Podaj natychmiast swój kod autoryzacyjny.

Schofield popatrzył pod skrzydełka penetratora. Wisiały tam rakiety.

Wyglądały jak sidewindery. Sidewindery… Wcisnął przycisk na konsolecie.

– Do maszyny bojowej Penetrator: tu kapitan Shane Schofield, korpus piechoty morskiej Stanów Zjednoczonych, ochrona prezydencka. Dowodzę obecnie tą maszyną. Mam ci do powiedzenia tylko dwa słowa.

– Jakie?

– Pieprz się – obojętnym tonem powiedział Schofield. Zapadła cisza.

– No dobrze… – odpowiedział w końcu pilot penetratora. Schofield całą uwagę skoncentrował na skrzydłach maszyny przeciwnika.

Chwilę później spod lewego skrzydła penetratora wystrzeliła błyszcząca rakieta typu AIM-9M Sidewinder.

– Jasna cholera… – jęknął Schofield.

Widział rakietę od przodu – zaokrąglony dziób, cztery lotki stabilizujące i smugę dymu, wijącą się za lecącym prosto na nich pociskiem.

– Co ty wyprawiasz?! – krzyknął Book II. – Zamierzasz bezczynnie siedzieć?

W tym momencie Schofield zrobił przedziwną rzecz.

Wcisnął przycisk na drążku sterowniczym.

Kiedy do trafienia brakowało może sekundę, uruchomił się zamontowany na dziobie super stalliona karabin maszynowy Gatling i wypluł długą linię jarzących się pomarańczowo pocisków smugowych.

Schofield skierował zdolne ciąć niczym laser pociski na nadlatującą rakietę i kiedy znalazła się dwadzieścia metrów od jego maszyny, pociski trafiły prosto w głowicę, powodując potężną eksplozję – może piętnaście metrów od celu.

– Co to ma… – zaczął Book II.

Schofield jednak jeszcze nie skończył.

Skierował następną linię pocisków na penetratora.

Widział, jak dwaj piloci gorączkowo starają się odpalić kolejną rakietę, ale było już za późno.

Pociski z gatlinga zaczęły się wbijać w kadłub penetratora – jeden po drugim – gnąc blachę, szarpiąc ją i sprawiając, że cała maszyna gwałtownie dygotała.

Kolejna seria pocisków Schofielda musiała przejść przez środek kabiny, bo chwilę później zapalił się jeden ze zbiorników paliwa i helikopter eksplodował, zamieniając się w kulę ognia, po czym spadł z nieba jak kamień i uderzył o powierzchnię wody.

Pomknęli zachodnim kanionem w kierunku wąskiego przesmyku, w którym zniknął południowoafrykański tandem.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)