Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Gniazdo Szerszeni
Gniazdo Szerszeni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gniazdo Szerszeni

Электронная книга - «Gniazdo Szerszeni». Краткое содержание книги:

Wymagająca i stanowcza Judy Hammer jest szefową policji w Charlotte, rozwijającym się centrum bankowo-przemysłowym w Karolinie Północnej. Nie wszyscy akceptują fakt, że kobieta zajmuje stanowisko tradycyjnie przeznaczone dla mężczyzn. Burmistrz Search wolałby zamiast niej ugodowego funkcjonariusza, którym łatwiej byłoby manipulować. Judy musi się zmagać nie tylko z przestępcami, lecz również z uległymi wobec lokalnych notabli władzami miasta, napastliwą prasą i nielojalnymi pracownikami. Pojawiają się także kłopoty rodzinne. Ale wszystkie problemy muszą odejść na dalszy plan, gdy nieuchwytny psychopata, nazywany przez dziennikarzy Czarną Wdową, zaczyna mordować przyjeżdżających do miasta biznesmenów.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 99
Перейти на страницу:

– Proszę wejść – powiedziała Luellen do dwójki policjantów, stojących na betonowych schodach.

Oczy Brazila spoczęły na świecącej żarówce umieszczonej w plastikowym kloszu, przedstawiającym grecką kolumnę. Niewielki telewizor był włączony, transmitowano mecz baseballowy między drużynami Braves i Dodgers. Ściany pokoju były zupełnie puste, na rozesłanym łóżku siedziała mała dziewczynka. Miała warkoczyki i bardzo smutne oczy. W mieszkaniu było piekielnie gorąco i Andy natychmiast zaczął się pocić. Virginia także. Wyjęła pokaźną ilość formularzy i ułożyła je na podkładce, przygotowując się do papierkowej roboty. Luellen zaczęła opowiadać policjantce o Wheatiem, o tym, że był dzieckiem adoptowanym, bardzo zazdrosnym o Tangine i nienarodzone maleństwo.

– Więc zadzwonił do pani po tym, jak spóźnił się na autobus – powtórzyła Virginia, robiąc notatki.

– Chciał, żebym po niego przyjechała, ale powiedziałam, że nie ma mowy – mówiła Luellen. – Gdy byłam w poprzedniej ciąży, skoczył mi na brzuch i straciłam dziecko. Miał wtedy piętnaście lat. Zawsze był pełen nienawiści, ponieważ został adoptowany, jak już wspominałam. Od samego początku mam z nim kłopoty.

– Ma pani jego aktualne zdjęcie? – zapytała policjantka.

– Są spakowane. Nie wiem, czy się teraz do nich dostanę.

Dokładnie opisała Wheatiego. Niskiego wzrostu, o brzydkiej cerze i płowych włosach, ubrany w adidasy, szerokie dżinsy, zielony podkoszulek i czapkę baseballową drużyny Hornets. Mógł być wszędzie. Luellen podejrzewała, że włóczy się gdzieś z jakimiś łobuziakami i bierze narkotyki. Brazil współczuł małej Tangine, zaniedbywanej z powodu innych spraw. Dziewczynka wyszła z łóżeczka, zafascynowana blondynem w zabawnym mundurze z błyszczącej skóry. Brazil wyjął policyjną latarkę i zaczął świecić na podłogę, chcąc rozweselić dziewczynkę, ale Tangine nie podjęła zabawy. Nagle się przestraszyła, zaczęła płakać i nie chciała się uspokoić, dopóki policjanci nie wyszli. Jej matka patrzyła, jak schodzili po schodach, niemal w absolutnej ciemności.

– Uważaj – ostrzegała Virginia swojego partnera, przekrzykując płacz dziewczynki.

Brazil nie wyczuł stopnia i wylądował na tyłku.

– Włożyłabym tu jakąś żarówkę, gdybym miała – krzyknęła z góry Luellen.

Kolejne dwie godziny spędzili w archiwum akt i rejestrów. Virginia wypełniała formularze zdziwiona, że jest ich aż tak dużo. To było zaskakujące, poza tym nie znała nikogo z policjantów, pełniących tej nocy dyżur. Byli niemili, wręcz niegrzeczni i nie respektowali jej rangi. Ogarnęło ją dziwne podejrzenie, że może to jakaś zmowa, że ktoś namówił obecnych, by dać nauczkę zastępczyni komendantki i utrudniać jej pracę. Wszyscy odwracali się do niej plecami, pisząc raporty lub pijąc dietetyczną colę. Mogłaby, oczywiście, domagać się należytego traktowania, ale nie zdecydowała się na to. Osobiście wprowadziła dane o zaginionym do ogólnokrajowego rejestru danych.

Potem pokręcili się jeszcze jakiś czas po Midland, w nadziei, że zauważą gdzieś w okolicy niewysokiego chłopca o brzydkiej cerze i w czapeczce Hornets. Przyglądali się wystającym na rogach i pod latarniami nastolatkom, którzy rzucali im pełne nienawiści spojrzenia. Wheatie się nie odnalazł, a w miarę upływu czasu Brazil coraz bardziej wczuwał się w jego sytuację. Usiłował sobie wyobrazić, jak mogło wyglądać jego nie do pozazdroszczenia życie, jaki musiał być samotny i rozżalony. Czy ktoś taki jak Wheatie mógł mieć szansę na bycie porządnym człowiekiem? Nie zetknął się przecież z niczym poza złymi przykładami i gliniarzami, którzy jak kowboje usiłowali zarzucić na niego lasso.

Dzieciństwo Andy’ego także nie było usłane różami, ale mimo wszystko to nie to samo. Uwielbiał grać w tenisa i miał miłych sąsiadów. Pracownicy ochrony w Davidson traktowali go jak krewniaka i chłopiec zawsze czuł się miłym gościem w ich małych domkach, gdzie słuchał opowiadań, plotek i pełnych emocji komentarzy. Kiedy przychodził, czuł się kimś ważnym. To samo było w pralni, pełnej leżących tam od lat zardzewiałych wieszaków, które zostawiali studenci. Doris, Bette i Sue zawsze miały dla niego czas. Podobnie jak pracownicy baru, sklepu M &M, księgarni i innych miejsc, gdzie się pojawiał.

Wheatie nigdy nie doświadczył niczego podobnego w swoim życiu i prawdopodobnie nie było mu to pisane w przyszłości. W chwili gdy porucznik West pouczała jakiegoś kierowcę, że należy jeździć w pasach, Wheatie szwendał się ze swoimi idolami po slumsach przy Beatties Ford Road. Był tam z trzema dużo starszymi od siebie kumplami. Jego koledzy nosili szerokie spodnie, mieli wysokie buty, duże spluwy, a w kieszeniach wielkie zwitki banknotów. Byli w doskonałych humorach, śmiali się, unoszeni na skrzydłach trawki. Tak, noc była cudowna i przez jedną słodką chwilę Wheatie zapomniał o tym pustym, bolesnym miejscu w sercu i czuł się dobrze.

– Daj mi spluwę, pójdę dla ciebie na robotę – powiedział do Slima.

– Chciałbyś ten drobiazg? – zaśmiał się Slim. – Ho, ho – potrząsnął głową. – Nagram ci robotę, dostaniesz łupnia i nic z tego nie będę miał.

– Bzdury – zaprzeczył Wheatie, starając się mówić możliwie niskim głosem. – Nikt mnie nie wykiwa.

– Gadanie, jesteś kiepski – powiedział Tote.

– Tak, jesteś kiepski – powtórzył Fright, poklepując Wheatiego po głowie.

– Człowieku, muszę zdobyć trochę żarcia – oświadczył Slim, który na haju mógłby zjeść nawet oponę. – Co myślicie o Hardee’s?

Slim i jego kumple byli pod wpływem narkotyków, mieli broń i napad na sklep Hardee’s wdawał się im tak samo dobrym pomysłem, jak wszystkie inne, które tej nocy mogły im przyjść do głowy. Wsiedli do czerwonego geotrackera, którym jeździł Slim. Ruszyli z piskiem opon i z radiem włączonym na cały regulator, tak że basy słychać było jakieś pięć samochodów od nich. Wheatie rozmyślał o Jeraldzie. Na pewno byłby z niego dumny, gdyby go teraz widział. Podobaliby mu się jego koledzy. Chłopak marzył, aby Slim, Tote i Fright zobaczyli Jeralda. Cholera, czy nie mogliby okazać Wheatiemu chociaż odrobiny szacunku? Kurwa, pewnie że mogliby. Przyglądał się mijanym samochodom i budkom telefonicznym, a serce biło mu coraz mocniej. Wiedział, co powinien zrobić.

– Daj mi spluwę, ja to załatwię – powiedział głośno, przekrzykując heavymetalową rąbaninę.

Slim, który prowadził, znowu się roześmiał, patrząc na niego w tylnym lusterku.

– Naprawdę? Czy napadałeś już na coś wcześniej?

– Na moją matkę.

Teraz roześmieli się wszyscy.

– On napadł na swoją matkę! Ha, ha, ha! Zły synek!

Krztusili się i zarykiwali ze śmiechu, jadąc zygzakiem po jezdni. Fright wyciągnął swój błyszczący rewolwer Ruger Blackhawk z nierdzewnej stali z szesnastocentymetrową lufą. Był naładowany sześcioma nabojami typu Hydra-Shoks. Wręczył spluwę Wheatiemu, który zachowywał się tak, jakby wiedział wszystko o broni palnej i sam miał co najmniej kilka pistoletów. Zatrzymali się przed sklepem Hardee’s. Wszyscy trzej spojrzeli na Wheatiego.

– No dobra, kurwa – powiedział Slim. – Wejdziesz do środka i poprosisz o dwanaście porcji, tylko białe mięso. – Rzucił mu dwudziestodolarowy banknot. – Zapłać i czekaj. Nie rób niczego, dopóki nie dostaniesz żarcia, kapujesz? Wtedy wsadzisz torbę pod pachę, wyciągniesz spluwę, oczyścisz kasę i w nogi.

Wheatie kiwał głową, serce waliło mu w piersi jak oszalałe.

– Będziemy czekać tam. – Fright wskazał głową na pobliską stację benzynową Payless. – Wymknij się od tyłu. Ale jeśli zejdzie ci, kurwa, zbyt długo, zostawiamy cię tutaj. Kapujesz?

Wheatie rozumiał.

– Spierdalajcie stąd – powiedział stanowczym i groźnym tonem, wsuwając rewolwer za pasek spodni i wyciągając na wierzch podkoszulek.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 99
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)