Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Oczy Smoka
Oczy Smoka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oczy Smoka

Электронная книга - «Oczy Smoka». Краткое содержание книги:

Flagg, jeden z największych żyjących magów, znał wszystkie zabójcze substancje, a każda z nich była straszniejsza od poprzedniej. Najgorszą z nich trzymał z dala od pozostałych. W jego gabinecie znajdowało się biurko, a każda z szuflad była zamknięta na klucz. Jedna z nich miała potrójny zamek. Wewnątrz leżało pudełko rzeźbione w magiczne symbole i runy. A w środku leżał Smoczy Piasek, na który nie ma lekarstwa. Pochodził z pustyni Grenh. Do Grenh można zbliżyć się tylko wtedy, gdy nie wieje wiatr. Albowiem wystarczy raz odetchnąć oparami, by zginąć. Ale nie natychmiast. Dopiero po paru dniach płuca rozżarzą się, skóra zacznie dymić, a całe ciało skurczy się niczym ciało mumii. Po czym człowiek padnie nieżywy z włosami w płomieniach.
Flagg w ciemnościach, niewidziany przez nikogo, zaczął się śmiać. W klatce wiszącej na długich czarnych kajdankach obudziła się dwugłowa papuga.
– Śmierć! – wrzasnęła jedna z głów.
– Mord! – krzyknęła druga.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 75
Перейти на страницу:

Potem pomyślał o liście. Ben zaryzykował życiem, żeby go napisać. Ben był szlachcicem – prawie – ale nie miał w żyłach królewskiej krwi; tak więc nic nie chroniło go przed toporem kata. Gdyby Beson albo któryś z jego szakali znalazł ten list, domyśliłby się, że jego autorem jest któryś z chłopców transportujących dom lalek. Prostak nie sprawiał nawet wrażenia, że potrafi przeczytać litery w książce dla dzieci, a już na pewno nie zdołałby napisać tak maleńkich. Tak więc uwaga ich skierowałaby się na drugiego chłopca, wówczas Ben miałby niedaleko do katowskiego topora.

Udało mu się wymyślić tylko jeden pewny sposób pozbycia się listu i nie zawahał się przed zastosowaniem go; zgniótł go kciukiem i wskazującym palcem prawej ręki, a potem połknął.

70

Jestem pewien, że zdążyliście się już domyślić, jak miał wyglądać plan ucieczki ułożony przez Piotra, bo wiecie o wiele więcej niż Peyna, gdy czytał jego list. Jednak nadszedł czas, żeby powiedzieć wam o tym wprost. Piotr chciał użyć bawełnianych nici, żeby zrobić z nich linę. Nitki miały oczywiście pochodzić z brzegów serwetek. Po linie zejdzie na dół i w ten sposób ucieknie. Śmiejecie się pewnie z tego pomysłu. Uciekać z trzystustopowej wieży po włóknach wyciągniętych z serwetek, powiecie. Któryś z was oszalał, autor albo Piotr!

Nic takiego. Piotr zdawał sobie sprawę, jak wysoko wznosiła się Iglica, i sądził, że nie powinien zabierać za dużo nitek z każdej serwetki. Jeśli wypruje zbyt wiele, ktoś może się tym zainteresować. Niekoniecznie główny strażnik; kobieta zajmująca się praniem serwetek zdziwi się, że zaczęły się zmniejszać. Powie to przyjaciółce… która z kolei przekaże to innej… i tak plotka rozniesie się… ale to nie reakcją Besona martwił się Piotr. Beson, prawdę mówiąc, nie grzeszył inteligencją.

Miał ją za to Flagg.

Flagg zabił ojca…

…i słuchał, co w trawie piszczy.

Wielka szkoda, że Piotr nigdy nie zastanowił się nad lekkim zapachem stęchlizny, jaki wydzielały z siebie serwetki, ani nie zapytał, czy zwolniono osobę zatrudnioną do usuwania królewskich herbów, gdy już wypruła kilkadziesiąt, czy też pracowała dalej – ale oczywiście miał on wiele innych zmartwień. Zauważył oczywiście, że serwetki były bardzo stare, co stanowiło duży plus – mógł zabierać z każdej z nich o wiele więcej włókien, niż przypuszczał w najśmielszych marzeniach. Ale, że ilość ich dałoby się znacznie zwiększyć, dowiedział się o wiele później.

Mimo to, słyszę, jak mówicie, by zrobić z włókien wydłubanych z serwetek linę, która sięgnie z okna najwyższej celi w Iglicy do jej stóp. Linę, która utrzyma sto osiemdziesiąt funtów. Wciąż mi się wydaje, że nie mówicie serio!

Ci z was, którzy tak myślą, zapomnieli o domu lalek… i znajdującym się w nim warsztacie tkackim, tak miniaturowym, że nitki z serwetek doskonale pasowały do maleńkiego czółenka. Ci zaś, którzy tak myślą, zapomnieli też, że wszystko w domu lalek było nieduże, lecz działało doskonale. Usunięto wszelkie ostre rzeczy, w tym nóż, ale poza tym pozostał on nietknięty.

I właśnie ten dom lalek, co do którego dawno temu Flagg miał niejasne wątpliwości, stanowił teraz dla Piotra jedyną realną szansę ucieczki.

71

Musiałbym być o wiele zdolniejszym pisarzem, niż – jak sądzę – jestem, żeby zdołać wam opowiedzieć, jak Piotr przeżył owe pięć lat, które spędził na szczycie Iglicy. Jadł, spał, wyglądał przez okno wychodzące na zachodnią część miasta; rano, w południe i wieczorem gimnastykował się, śnił sny o wolności. Latem w jego apartamencie panowała spiekota. Zimą mróz.

Podczas drugiej zimy złapał ciężką grypę, która nieomal pozbawiła go życia.

Piotr, z wysoką temperaturą i kaszlem, leżał w łóżku. Najpierw bał się tylko, że w gorączce zacznie majaczyć na temat liny, której zgrabny zwój leżał pod dwoma kamieniami we wschodniej części pokoju sypialnego. Gdy temperatura podniosła się jeszcze, lina utkana na maleńkim warsztacie tkackim stała się mniejszym problemem – zaczął obawiać się, że nie przeżyje.

Beson i jego podwładni byli o tym przekonani. Prawdę mówiąc, robili zakłady, kiedy to nastąpi. Pewnej nocy, jakiś tydzień od rozpoczęcia gorączki, gdy na dworze zaczął szaleć wiatr, a temperatura spadła do zera, Roland pojawił się Piotrowi we śnie. Piotr był przekonany, że przybył on po to, żeby go zabrać na Dalekie Pola.

– Jestem gotów, tato! – krzyknął. W malignie nie wiedział, czy powiedział to we śnie, czy na głos. – Idę!

– Jeszcze nie umierasz – odrzekł mu ojciec będący snem…albo wizją…a może czymś jeszcze innym. – Masz wiele do zrobienia, Piotrze.

– Ojcze! – krzyknął Piotr. Głos jego zabrzmiał tak donośnie, że strażnicy pod nim, nie wyłączając Besona, zadrżeli myśląc, że Piotr widzi dymiącego ducha zamordowanego króla Rolanda, który przyszedł zabrać jego duszę do piekła. Tej nocy przestali się zakładać, a jeden z nich poszedł następnego dnia do świątyni Wielkich Bogów i nawrócił się, a później został kapłanem. Nazywał się Curran, i może kiedyś opowiem wam jego historię.

Piotr rzeczywiście w pewien sposób widział ducha – chociaż nie potrafię powiedzieć, czy zobaczył cień ojca w rzeczywistości, czy też pojawił się on tylko w jego wyobraźni.

Głos jego przeszedł w mamrotanie i strażnicy nie dosłyszeli reszty.

– Tak tu zimno… a jest mi tak gorąco.

Biedaku – powiedział ojciec migocząc. – Przeszedłeś ciężką próbę, a czeka cię jeszcze niejedna. Ale Dennis będzie wiedział…

– Co? – sapnął Piotr. Policzki mu płonęły, za to czoło miał białe jak stearyna ze świecy.

– Dennis będzie wiedział, dokąd poszedł lunatyk – szepnął ojciec i znikł.

Piotr zapadł w omdlenie, które wkrótce przeszło w głęboki, zdrowy sen. Podczas niego spadła mu gorączka. Chłopak, który w ostatnim roku wykonywał codziennie sześćdziesiąt pompek i sto skłonów, zbudził się następnego ranka zbyt słaby, żeby wstać… ale wróciła mu jasność umysłu.

Beson i jego strażnicy poczuli się rozczarowani. Ale po tej nocy zaczęli traktować Piotra z lękliwym podziwem i starali się nie podchodzić do niego za blisko.

Co oczywiście znakomicie ułatwiło mu pracę.

Wszystko to opisuje się całkiem prosto, chociaż wolałbym móc powiedzieć z całą pewnością, czy Piotrowi ukazał się duch, czy nie. Ale podobnie jak i w innych sprawach, będących częścią większej opowieści, sami musicie podjąć decyzję.

Jak mam wam jednak opowiedzieć o nieskończonej, żmudnej pracy przy miniaturowym warsztacie? To przerasta moje możliwości. Jak opisać wszystkie te godziny, podczas których czasem mróz zamieniał oddech w parę, a w upale twarz spływała potem, w ciągłym strachu przed wykryciem; wszystkie te długie godziny, gdy jedynym towarzystwem były własne myśli i prawie absurdalna nadzieja. Mogę wam opisać różne szczegóły, ale nie jestem w stanie odzwierciedlić tych godzin i dni, podczas których czas zwalnia bieg, lecz prawdopodobnie nie zdołałby tego uczynić nikt, może poza którymś z wielkich opowiadaczy należących do zaginionego już dzisiaj gatunku. Jest jednak coś, co w pewien sposób mogłoby dawać wyobrażenie o tym, ile czasu Piotr spędził w swych dwu pokoikach – jego broda. Gdy przyszedł, stanowiła ona tylko cień na policzkach i plamę pod nosem – zarost chłopca. Podczas następnych 1825 dni urosła bujnie; pod koniec sięgała mu do piersi i chociaż miał wtedy dopiero dwadzieścia pięć lat, przetykała ją siwizna. Jedyne miejsce, gdzie nie urosła, to długa poszarpana blizna pozostawiona przez paznokieć Besona.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)