Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Godzina Byka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Godzina Byka

Электронная книга - «Godzina Byka». Краткое содержание книги:

Godzina Byka to opis działań ekspedycji gwiezdnej ludzi Ery Podanych Rąk na planetę skolonizowaną w dalekiej przeszłości przez uciekinierów z Ziemi. Zbudowali na niej swój świat, ale popełniając liczne błędy zniszczyli planetę do tego stopnia, że społeczeństwo Jan-Jah ledwie egzystuje, czy raczej wegetuje. A dobrze się mają tylko oligarchowie i aparat represji. Z tym zacofanym światem, gdzie nikt nie słyszał o prawach człowieka, wolności, a dobra są reglamentowane, zderza Jefremow astronautów statku „Ciemny Płomień” — pięknych, młodych ludzi, którzy natychmiast chcą uwolnić planetę od oligarchów.
Radzieckiej cenzurze powieść Jefremowa się nie spodobała, gdyż planeta, której astronauci idą na ratunek, zbyt przypominała sowiecką rzeczywistość.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 123
Перейти на страницу:

Faj Rodis uśmiechnęła się do niego na powitanie i zwróciła się do przewodniczącego Rady Czterech:

— Pozwoli pan, że wkrótce znowu się zobaczymy?

— Oczywiście. Proszę pamiętać o Olli i jej tańcu!

Rodis wyszła. Przemierzała teraz bez przewodnika opustoszałe korytarze i sale. W pierwszej z nich, o czerwonych ścianach z zygzakowatymi liniami i klinowatymi napisami, znajdowała się kobieta. Faj rozpoznała żonę władcy, której imieniem nazwano planetę. Piękne usta Jantre Jahah wykrzywiły się w dumnym uśmieszku, któremu towarzyszyło złowieszcze wygięcie brwi.

— Przejrzałam pani grę, lecz nie spodziewałam się po uczonej przywódczyni przybyszów takiego bezwstydu i bezczelności!

Faj milczała, odtwarzając w pamięci semantykę zapomnianych na Ziemi obraźliwych słów, które trzeba było sobie przypomnieć na Tormansie. To jeszcze bardziej rozgniewało miejscową.

— Nie pozwolę, by paradowała pani tutaj w takim stanie! — krzyknęła.

— W jakim stanie? — zdziwiła się Rodis, spoglądając po sobie. — A, chyba rozumiem. Pani mąż powiedział jednak, że ten widok sprawia mu przyjemność.

— Powiedział! — syknęła tamta, dusząc się gniewem. — Nie rozumie pani, jak bardzo jest nieprzyzwoita! — dodała, obrzucając rywalkę oburzonym spojrzeniem.

— To nie jest strój stosowny na ulicę, wedle waszych praw — zgodziła się Faj. — Ale w domu? Pani strój, na przykład, wydaje mi się znacznie piękniejszy i bardziej wyzywający.

Tormansjanka ubrana w bluzę z głębokim, odkrywającym piersi dekoltem i krótką spódniczkę, pociętą w wąskie wstęgi, odsłaniającą biodra przy każdym poruszeniu, wydawała się istotnie bardziej naga.

— Ponadto — dodała Rodis z ledwo zauważalnym uśmieszkiem — w tej metalowej zbroi jestem kompletnie niedostępna.

— Wy, Ziemianie, jesteście albo niezmiernie naiwni, albo bardzo sprytni. Naprawdę nie rozumie pani, że jest piękna, jak żadna kobieta z mojej planety? Niezwykle piękna i niebezpieczna dla naszych mężczyzn… Wystarczy na panią spojrzeć… — Jantre splotła nerwowo dłonie. — Jak mam to wytłumaczyć? Jesteście przyzwyczajeni do doskonałości ciała, to stało się u was normą, a u nas jest rzadkim darem.

Faj Rodis położyła dłoń na odkrytym ramieniu Jantre, ta zaś odskoczyła, milknąc.

— Proszę mi wybaczyć — powiedziała Faj z lekkim ukłonem. Rozwiązała turban i ubrała się w mgnieniu oka.

— Obiecała też pani mojemu mężowi jakieś tańce?

— Tak i trzeba będzie spełnić obietnicę. Nie sądzę, aby było to pani niemiłe. Jednak relacje z władcą planety to osobna sprawa, dotycząca kontaktów między naszymi światami.

— I nie mam tu nic do gadania? — prychnęła Tormansjanka.

— Owszem — potwierdziła Faj Rodis i Jantre odeszła, oniemiała ze złości.

Faj Rodis postała chwilę w zadumie, potem poszła powoli przez salę. Potężne zmęczenie przytępiło zwykłą jasność jej odczuć. Przemierzyła kolejną, żółto-brązową salę i gdy tylko wstąpiła do ostatniej, słabo oświetlonej galerii, łączącej apartamenty władcy z wydzieloną dla gości częścią pałacu, poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Rodis momentalnie skupiła całą siłę psychiki na zabezpieczeniu się przed czyimiś złymi zamiarami. W ciemności rozległ się zdławiony okrzyk zdumienia i niedowierzania. Natężając wolę, Rodis przeszła obok, a tuż za nią, skoczywszy w dół, jakiś człowiek uciekał w stronę, z której przyszła.

Nagle coś ciężko gruchnęło na dole. Zew SDG, wołający Rodis, przeniknął przez wszystkie pałacowe zakamarki. Strażnicy pobiegli w tamtą stronę. Było to w tym samym momencie, kiedy kompania „ratunkowa” stoczyła się z zapadni Sali Mroku, a raczej Sali Potępienia, jak zwano ją oficjalnie.

Ziemianie wciąż jeszcze nie rozumieli, że zachowania niższych rangą dowódców i ochroniarzy nie należy rozpatrywać w kategoriach normalnych, może trochę źle wyszkolonych, lecz odpowiedzialnych za swoje postępowanie ludzi. „Liliowi” byli okaleczeni moralnie, złamani psychicznie i niezdolni samodzielnie osądzać swoich zachowań, w pełni poddani woli zwierzchników. Do takiego wniosku doszli kosmonauci, omawiając to, co się wydarzyło podczas nieobecności Faj Rodis.

— Popełniliśmy wszyscy sporo błędów — stwierdziła Faj, ogarniając towarzyszy rozbawionym spojrzeniem. — Czy mogę was obwiniać, skoro sama mam wielką ochotę przełamać siłą ten ich żelazny upór i pragnienie utrzymania nieludzkiego systemu?

— Archiwa całkiem nas przytłoczyły — poinformowała Czedi. — Dawne świątynie i inne opuszczone pomieszczenia, zawalone stertami ksiąg, papierów, map i dokumentów, zapleśniałych lub na pół przegniłych. Żeby przetrząsnąć choćby jedno takie archiwum, potrzeba setki sumiennych pracowników, a na całej planecie znajduje się około trzy tysiące takich zbiorów.

— Nie lepiej wygląda sprawa z dziełami sztuki — zauważył Gen Atal. — W Domach Muzyki, Malarstwa i Rzeźby wystawione jest tylko to, co podoba się Radzie Czterech i ich zausznikom. Wszystkie inne, stare i nowe dzieła, zwalone są stosami w zamkniętych na głucho magazynach. Zajrzałem do jednego. Pryzmy zleżałych płócien i piramidy bezużytecznych rzeźb pokryte grubymi warstwami kurzu. Serce się ściska, gdy widzi się to kolosalne cmentarzysko artystycznej pracy, marzeń i nadziei tak właśnie „spełnionych” przez ludzkość z Jan-Jah!

— W ogóle wszystko jasne — stwierdziła Ewiza Tanet. — Przebywając tutaj, niczego nie zobaczymy, oprócz tego, co zechcą nam pokazać. W rezultacie dostarczymy na Ziemię potwornie wypaczony obraz życia na Tormansie i nasza wyprawa nie przyniesie wielkiego pożytku!

— Co pani proponuje? — zapytał Wir Norin.

— Pobuszować w codziennym życiu planety — odparła z przekonaniem Ewiza. — Za parę dni będziemy mogli zdjąć skafandry i nasz metalowy poblask nie będzie peszył otoczenia.

— Zdjąć skafandry? A co z zabójczą bronią? — zawołał Gen Atal.

— To będzie jednak konieczne — powiedziała spokojnie Rodis — inaczej Tormansjanie będą od nas stronili. A tylko dzięki nim zdobędziemy wiedzę o prawdziwym życiu tutaj, jego celach i sensie. Nie można liczyć na to, że nasza siódemka zdoła przekopać się przez ogromne złoża zakazanych informacji. Potrzebni są nam ludzie z różnych miejsc, różnych pozycji społecznych i profesji. Ta ostatnia jest tutaj najważniejsza, gdyż wykonują ją przez całe życie.

— I nie zważając na to, kiepsko pracują — zauważyła Czedi. — Tiwisa i Tor obserwowali instytuty biologiczne planety i byli porażeni niewiarygodnym zapuszczeniem rezerwatów przyrody: umierające lasy i zwyrodniała fauna. Zdejmij jak najszybciej skafander, Ewizo!

— Musimy jeszcze odcierpieć sześć dni.

Kosmonauci zaczęli rozchodzić się po pokojach, by przygotować kolejny raport dla „Ciemnego Płomienia”.

— Chciałaś zobaczyć Wedę Kong? To chodź ze mną — powiedziała Rodis do Czedi.

Długo milczący czarny SDG przydreptał z kąta do kanapy. Faj Rodis wydobyła z niego jeszcze nierozpakowaną „gwiazdkę” maszyny pamięciowej i rozwinęła folię. Granatowo-czerwony odcień zapowiadał liryczną biografię. Rodis wykonała niezbędne czynności i po chwili na tle niebieskiej ściennej draperii pojawiła się postać kobieca. Stereo-filmy EWP w niczym nie ustępowały współczesnym. Weda Kong zjawiła się z przeszłości, weszła i usiadła przed Faj i Czedi na cienko plecionym metalowym fotelu ze swoich czasów.

— Ustawiłam promień piąty — szepnęła wzruszona Rodis. — Na to, czego sama jeszcze nie widziałam, ostatnią dekadę jej życia, kiedy zakończyła rozbiór historii wojen czwartego okresu ERŚ…

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)