Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wieża jaskółki
Wieża jaskółki - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wieża jaskółki

Электронная книга - «Wieża jaskółki». Краткое содержание книги:

Czwarty tom tak zwanej Sagi o wiedźminie.
Ciri staje przed swoim przeznaczeniem.
Drakkar wiozący Yennefer trafia w oko czarodziejskiego cyklonu.
Czy wśród przyjaciół wiedźmina ukrywa się zdrajca?
Czwarta, przedostatnia odłona epopei o świecie wiedźmina i wojnach, jakie nim wstrząsają. W zagubionej wśród bagien chacie pustelnika ciężko ranna Ciri powraca do zdrowia. Jej tropem podążają bezlitośni zabójcy z Nilfgaardu. Tymczasem drużyna Geralta, unikając coraz to nowych niebezpieczeństw, dociera wreszcie do ukrywjących się druidów. Czy wiedźminowi uda się odnaleźć Ciri? Jaką rolę odegra osnuta legendą Wieża Jaskółki?
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 106
Перейти на страницу:

— Aen hansę — wyjaśnił Cahir — to w naszym języku zbrojna drużyna, ale taka, którą łączą więzy przyjaźni…

— Kompania?

— O, właśnie. Słowo, jak widzę, weszło do tutejszego żargonu…

— Hanza jest hanza — przerwała Angouleme. - A po naszemu: hulajpartia albo hassa. O czym tu gadać? Ja ostrzegałam poważnie. Nie ma szans jeden przeciw całej hanzie. Na domiar złego nie znający ani Słowika, ani w ogóle nikogo w Belhaven i okolicy, ni wrogów, ni przyjaciół albo sprzymierzeńców. Nie znający dróg, które do miasta prowadzą, a prowadzą różne. Ja mówię tak: nie da sobie Wiedźmin sam rady. Nie wiem, jakie u was panują obyczaje, ale ja wiedźmina samego nie zostawię. On mnie, jak to powiedział wujcio Jaskier, ochoczo i niefrasobliwie przyjął do drużyny waszej, chociaż jestem kryminalistka… Bo wciąż jeszcze mi włosy kryminałem śmierdzą, umyć nie było jak… Wiedźmin, nie kto inny, mnie z tego kryminału wydobył na światło dzienne. Za co mu wdzięczna jestem. Dlatego ja jego samego nie zostawię. Poprowadzę go do Belhaven, na Słowika i na tego pólelfa. Razem z nim idę.

— Ja też — rzekł natychmiast Cahir.

— I ja takoż! - rzekła gwałtownie Milva. Jaskier przycisnął do piersi tubus z rękopisami, z którym ostatnio nie rozstawał się nawet na moment. Opuścił głowę. Widać było, że bije się z myślami. A myśli wygrywają.

— Nie medytuj, poeto — powiedział łagodnie Regis. - Przecież nie ma się czego wstydzić. Do uczestnictwa w krwawym boju na miecze i noże nadajesz się jeszcze mniej niż ja. Nie uczono nas kaleczenia bliźnich żelazem. Nadto… Ja nadto…

Podniósł na wiedźmina i Milvę błyszczące oczy.

— Jestem tchórzem — wyznał krótko. - Jeśli nie będę musiał, nie chcę już przeżyć tego, co wtedy na promie i moście. Nigdy. Dlatego proszę o wyłączenie mnie z grupy bojowej idącej do Belhaven.

— Z tego promu i mostu — odezwała się głucho Milva — wytaszczyłeś mnie na plecach, gdy mi słabość nogi odjęła. Byłby tam miast ciebie jaki tchórz, to by mię tamój ostawił i uciekł. Ale nie było tam nijakiego tchórza. Byłeś za to ty, Regis.

— Dobrze powiedziane, ciotka — rzekła z przekonaniem Angouleme. - Słabo się domyślam, w czym rzecz, ale dobrze powiedziane.

— Nie jestem ci ciotką żadną! - oczy Milvy błysnęły złowrogo. - Bacz, panna! Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, obaczysz!

— Co zobaczę?

— Spokój! — szczeknął ostro Wiedźmin. - Dość tego, Angouleme! Was wszystkich też, widzę, trzeba przywołać do porządku. Skończył się czas wędrowania na oślep, ku widnokręgowi, bo a nuż coś tam jest, za widnokręgiem. Przyszedł czas działań konkretnych. Czas podrzynania gardeł. Bo nareszcie jest komu podrzynać. Ci, którzy dotychczas nie zrozumieli, niech pojmą — mamy wreszcie w zasięgu ręki konkretnego wroga. Półelfa, który chce naszej śmierci, jest więc agentem wrogich nam sił. Dzięki Angouleme jesteśmy uprzedzeni, a uprzedzony to uzbrojony, jak głosi przysłowie. Muszę dopaść tego półelfa i wydusić z niego, na czyj rozkaz działa. Czyś nareszcie zrozumiał, Jaskier?

— Zdaje się — rzekł spokojnie poeta — że rozumiem więcej i lepiej niż ty. Bez żadnego dopadania i wyduszania domyślam się, że ów tajemniczy półelf działa na rozkaz Dijkstry, którego na moich oczach okulawiłeś na Thanedd, gruchocząc mu staw w kostce. Dijkstra po relacji marszałka Vissegerda niewątpliwie ma nas za nilfgaardzkich szpiegów. A po naszej ucieczce z korpusu lyrijskich partyzantów królowa Meve niechybnie dopisała kilka punktów do listy naszych zbrodni…

— Błąd, Jaskier — wtrącił cicho Regis. - To nie Dijkstra. Ani Vissegerd. Ani Meve.

— Któż więc?

— Każdy sąd i wniosek byłby przedwczesny.

— Zgadza się — wycedził zimno Wiedźmin- Dlatego rzecz trzeba zbadać na miejscu. A wnioski wyciągnąć z autopsji.

— A ja — nie rezygnował Jaskier — nadal uważam, że to pomysł głupi i ryzykowny. Dobrze się stało, że zostaliśmy ostrzeżeni przed zasadzką, że wiemy o niej. Jeśli wiemy, omińmy ją szerokim łukiem. Niechaj ten elf czy półelf czeka na nas do woli, my zaś spieszmy swoją drogą…

— Nie — przerwał Wiedźmin. - Koniec dyskursów, moi drodzy. Koniec anarchii. Nadszedł czas, by nasza… hanza… miała wreszcie prowodyra.

Wszyscy, nie wyłączając Angouleme, patrzyli na niego w pełnym wyczekiwania milczeniu.

— Ja, Angouleme i Milva — powiedział — jedziemy do Belhaven. Cahir, Regis i Jaskier skręcają w dolinę Sansretour i jadą do Toussaint.

— Nie — powiedział szybko Jaskier, mocniej ściskając swój tubus. - Za nic. Ja nie mogę…

— Zamknij się. To nie jest dysputa. To był rozkaz herszta hanzy! Jedziecie do Toussaint, ty, Regis i Cahir. Tam czekacie na nas.

— Toussaint to dla mnie śmierć — oznajmił bez emfazy trubadur. - Gdy mnie rozpoznają w Beauclair, na zamku, to po mnie. Muszę wam wyjawić…

— Nie musisz — przerwał obcesowo Wiedźmin. - Za późno. Mogłeś się wycofać, nie chciałeś. Zostałeś w drużynie. Żeby ratować Ciri. Nie tak?

— Tak.

— Pojedziesz zatem z Regisem i Cahirem doliną Sansretour. Zaczekacie na nas w górach, na razie nie przekraczając granic Toussaint, Ale jeśli… Jeśli zajdzie konieczność, musicie przekroczyć granicę. Bo w Toussaint są podobno druidzi, ci z Caed Dhu, znajomi Regisa. Jeśli zajdzie konieczność, zdobędziecie od druidów informacje i ruszycie po Ciri… sami.

— Jak to: sami? Ty przewidujesz…

— Nie przewiduję, uwzględniam możliwość. Tak zwany wszelki wypadek. Ostateczność, jeśli wolisz. Może wszystko pójdzie dobrze i nie będziemy musieli pokazywać się w Toussaint. Ale w razie czego… Ważne jest to, że do Thussaint nie pójdzie za wami nilfgaardzki pościg.

— Ano, nie pójdzie — wtrąciła Angouleme. - Dziwne to, ale Nilfgaard szanuje rubieże Toussaint. Ja też się tam raz przed pościgiem ukryłam. Ale tamtejsi rycerze nie lepsi od Czarnych! Wytworni, grzeczni w mowie, ale szybcy do kopii i miecza. A granicę patrolują bez ustanku. Nazywają się: błędni. Pojedynczo jeżdżą, po dwóch albo trzech. I tępią hultajstwo. Znaczy się: nas. Wiedźminie, jedna rzecz w tych twoich planach jest do zmiany.

— Co?

— Jeśli mamy ruszyć ku Belhaven i zadrzeć ze Słowikiem, pojedziesz ze mną ty i pan Cahir. A z nimi niech jedzie ciotka.

— A to dlaczego? — Geralt gestem uspokoił Milvę.

— Do tej roboty trzeba chłopów. Czego się pieklisz, ciotka? Ja wiem, co gadam! Przyjdzie co do czego, trzeba będzie może bardziej postrachem działać, niźli samą siłą. A żaden z hanzy Słowika nie zlęknie się trójki, w której na jednego chłopa przypadają dwie baby.

— Pojedzie z nami Milva. - Geralt zacisnął palce na przedramieniu rozwścieczonej nie na żarty łuczniczki. - Milva, nie Cahir. Z Cahirem jechać nie chcę.

— A to czemu? — spytali prawie jednocześnie Angouleme i Cahir.

— Właśnie — powiedział wolno Regis. - Czemu?

— Bo nie mam do niego zaufania — oznajmił krótko Wiedźmin.

Milczenie, które zapadło, było nieprzyjemne, ciężkie, lepkie niemal. Od strony lasu, pod którym obozowała karawana kupiecka i grupa innych podróżnych, dobiegały podniesione głosy, okrzyki i śpiewy.

— Wyjaśnij — powiedzial wreszcie Cahir.

— Ktoś nas zdradził — rzeki sucho Wiedźmin. - Po rozmowie z prefektem i po rewelacjach Angouleme nie ma co do tego wątpliwości. A gdy się dobrze zastanowić, dochodzi się do wniosku, że zdrajca jest wśród nas. A do tego, by zgadnąć, kto nim jest, wcale nie trzeba się długo zastanawiać.

— Ty, jak mi się zdaje — zmarszczył brew Cahir — pozwoliłeś sobie zasugerować, że tym zdrajcą jestem ja?

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)