Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Czerwone dywany, Odmierzony krok
Czerwone dywany, Odmierzony krok - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czerwone dywany, Odmierzony krok

Электронная книга - «Czerwone dywany, Odmierzony krok». Краткое содержание книги:

Аннотация

Czerwone dywany, Odmierzony krok
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46
Перейти на страницу:

Oparł się wygodnie o fotel i czekał, aż Drugi zapozna się ze wszystkimi opiniami i odpowie pani Schuyskyj. Kątem oka śledził w bocznym panelu relację z konwoju.

*

Major Stupak musiał użyć całej siły woli, aby nie okazać złości.

– W porządku – powtórzył. – Zrozumiałem. W tej sprawie nie jesteśmy stroną i stosujemy się do życzeń Świętego Mykoły.

– Zrozum, Gruby – westchnął głos w słuchawce. Zbyt dobrze go tam znali, żeby z samego tonu nie wyczuć, co myślał. – Mamy umowę ze szpitalem i musimy się jej trzymać…

– Zabrakło mi paru minut! A teraz i tak mogę ich rozwalić w piętnaście sekund.

– Stary, jeżeli to zrobisz tak, żeby nie zdołali wysadzić furgonu, to bardzo fajnie. Ale jeżeli go wysadzą, to Szpital będzie miał do nas poważne pretensje, i to właśnie ty będziesz musiał za nie beknąć.

Nie mógł nie przyznać słuszności tym słowom. Za swoich ludzi mogli się pomścić w dowolnej chwili, a Szpital miał, jak się zdaje, zagrożoną dużą forsę i nie należało mu przeszkadzać.

Od Czarciego Wirażu pędzili całą szybkością, strzałami w powietrze zganiając z drogi samochody. W chwili, gdy okazało się, że honorni na wzgórzu nie odpowiadają na sygnał i kiedy Pawlik wydobył z komputera satelitarne zdjęcie rozstawionego na mogile działka, wszystko stało się jasne.

Tylko że było za późno. Największy pośpiech nie mógł zmienić sytuacji. Zanim pancerki zdołały otworzyć ogień, Kolców zagroził wysadzeniem w powietrze dziewczynki.

– Szlag – mruknął Stupak i przerwawszy połączenie, wyświetlił w przyłbicy swego hełmu szkic sytuacji. Obie pancerki ustawił po przeciwnych stronach konwoju, tak aby pociski ich działek mogły jak najszybciej sięgnąć wszystkich celów. Z każdego wozu zdesantował po jednej sekcji. Obie zajęły już wyznaczone im stanowiska u stóp wzgórza, tak że w efekcie parking otoczony był czterema rozmieszczonymi w kwadrat punktami ogniowymi, oddalonymi o kilometr. Wszystkie cele zostały już kilka minut temu namierzone przez komputer, zidentyfikowane, rozdzielone i wprowadzone do programu. W przyłbicach żołnierzy desantu i na ekranach strzelców pancerek ukazywały się nanoszone na bieżąco poprawki, kiedy któryś z krasnodarców ruszył się choć o krok. Zresztą nie było to trudne. Wcale się nie kryli, dufni, że teraz, kiedy mają zakładników, nikt im nic nie zrobi.

Major Stupak niemal miał wrażenie, że lufy działek, miotaczy i wukaemów aż drżą z niecierpliwości, żeby zasypać kacapów ogniem i żelastwem. Byłaby kanonada jak na ćwiczeniach, popisowa salwa – dwie sekundy i po wszystkim.

– Słuchajcie chłopcy – powiedział major, włączając się na ogólną. – Te ruskie tchórze bawią się z nami w kotka i myszkę. No i dobrze. A my poczekamy. Zobaczymy, kto tutaj ma silniejsze nerwy, my czy ta banda. Jak przyjdzie czas, zdejmiemy ich jedną salwą. Bądźcie czujni.

Wsłuchiwał się w potwierdzenia kolejnych sekcji.

– A ciężarówkom każ być w pogotowiu – rzucił do Pawlika. – Po naszej salwie niech wjadą od razu całym pędem na parking i oczyszczą teren. I niech uważają na zakładników – dodał po chwili zastanowienia.

*

– Jak oni mogą! – Jacqueline klęczała przy nim, zaciskając drobne dłonie w pięści. Małe, bezsilne piąstki dziewczynki, której świat nagle zamienił się w piekło. W kącikach jej oczu lśniły łzy. – Dranie! Jak oni mogą!

Wciąż kołowało mu się w głowie.

Kiedy rzucili go, jeszcze półprzytomnego po zainkasowanym ciosie, pomiędzy leżących, Jacqueline poderwała się. Próbował jej dać znak gestem, żeby tego nie robiła -nie zrozumiała, a może nie chciała zrozumieć. Na szczęście najwyraźniej wydano im surowy zakaz strzelania do ekipy filmowej. Potężny zbir, który przyskoczył do Jacqueline, szarpał ją tylko i wymachiwał karabinem nad jej głową. Potem zjawił się drugi, spokojniejszy, mitygując kolegę. W końcu pozwolili jej się zbliżyć do Perhata i usiąść przy nim.

– Ty, chaza – powtórzył kilkakrotnie ten drugi. – Nie wstawaj. Nie Izia. Poniała?

„Chaza” oznaczało w jidysz stanik. Z jakiegoś powodu muslimowie nazywali tak każdą białą kobietę, a od nich słowo to przeszło do żargonu Drogi.

– O co im chodzi? Przecież my nie mamy pieniędzy! Nie odpowiadał. Wśród zgonionych w jedno miejsce, trzymanych pod strażą więźniów dostrzegł zaledwie kilku swoich ludzi. Boże, to była zwyczajna rzeź. Nie zdążyli nawet powysiadać z samochodów, ba, nawet pomyśleć, co się dzieje.

Pulsowanie w głowie i uczucie oszołomienia nie mijały.

Kilkakrotnie jeszcze dały się słyszeć serie wystrzałów. To napastnicy z zewnętrznego kręgu płoszyli nazbyt się zbliżających gapiów. Potem Kolców zaczął na parkingu swoje porządki. Najpierw strażnicy kazali się zgłosić reżyserowi transmisji. Kiedy Claude wstał i odebrał od żylastego dryblasa, służącego Kolcowowi za tłumacza, stosowne pouczenia, zaprowadzili go przed kamerę.

Potem zaczęli wybierać spośród leżących kamerzystów i obsługę wozu transmisyjnego.

Perhat przyglądał się z głuchą wściekłością, jak butny kacap gada do kamery o swojej gotowości negocjacji. Ale Jacqueline, kiedy przetłumaczył jego słowa, wydała się nimi odrobinę uspokojona. Nie powiedział więc nic.

Wściekła się dopiero przy drugim wystąpieniu Kolcowa, wtedy gdy zażądał pieniędzy i wyznaczył półgodzinny termin na ich przelew.

– Czy oni oszaleli? – nie mogła się powstrzymać, aby nie szarpać Perhata za kurtkę, nieświadoma, że przysparza mu w ten sposób bólu w skołowanej głowie. – Skąd ten dureń myśli, że weźmiemy taką sumę?!

– Obawiam się, że oni wiedzą, co robią – powiedział wreszcie.

– Kto im tyle zapłaci! Co za absurd! Przecież to zwykłe, biedne dziecko, a nie córka miliardera… Przecież…

Powtarzała to w kółko, ciągle i ciągle, aż nie wytrzymał i powiedział jej, od kogo spodziewają się te pieniądze dostać.

Już w chwilę potem nie mógł odżałować, że to zrobił. Wyglądała, jakby uderzył ją w twarz.

– To niemożliwe… To niemożliwe… – powtarzała w kółko, rozmazując nieprzytomnie po twarzy czarny, żużlowy pył.

Milczał.

– Skąd to wiesz?

– Od Stawyszyna. Powiedział, kiedy zlecał mi tę robotę. Właściwie nie, nie powiedział. Zrobił tylko aluzję. Oni nigdy nic nie mówią wprost, trzeba się domyślać. Nie jesteś domyślny, to twój problem.

Kręciła z niedowierzaniem głową.

– Królewna – szeptała. – Śpiąca Królewna… Co im zawiniła…

Tak. Dobre pytanie. Co ona zawiniła. A co myśmy zawinili? A co zawinił Wieniczka albo inni? Dlaczego ludzie wciąż nie mogli się uwolnić od tej naiwnej wiary, że to ma jakiekolwiek znaczenie, czy się zawiniło, czy nie.

– To wojna, Jacqueline. Któreś drużstwo zobaczyło szansę na nowe, wielkie zyski i uznało, że warto zaryzykować walkę o wysadzenie z nich innych. Ona jest tylko pretekstem. – Wiedział, że gada za dużo i niepotrzebnie, ale chciał jakoś zająć jej uwagę. – Ktoś chce zrzucić z rynku Stawyszyna, więc lozbija mu kontrakt. Normalka. Dawniej też, jak się pokłóciło dwóch baronów, to palili sobie nawzajem wioski i wycinali ich mieszkańców…

Wydawała się go nie słyszeć.

– Po co… Po co im ona? Perhat, co chcą z nią zrobić?

– Nie wiem. To ty jesteś lekarzem. Ktoś ważny, sławny i bogaty chce żyć albo chce, żeby żył ktoś z jego bliskich. Potrzebuje części zamiennych. Widocznie trudnych do znalezienia. Więc zapłacił, żeby mu znaleźli kogoś, kto się nadaje i kogo nikt nie będzie żałował. Jacqueline, tutaj się nie ma złudzeń – człowiek żyje tylko dzięki śmierci innych. U Świętego Mykoły żaden łapiduch na pewno nawet nie miał wyrzutów sumienia, mało to ludzi kładą do piachu…

Zamknął się wreszcie, uświadomiwszy sobie, jak bezsensowne musi być dla niej to wszystko. Co powie? Że i tak, co ta mała by tu miała za przyszłość, biedować całe życie, chować się przed bandziorami albo prostytuować na poboczu? Że pewnie rodzina dziewczynki błogosławiła lekarzy, którzy chcieli ją wziąć i może jeszcze zapłacić parę groszy? Że zrobią to w przyzwoitej, zachodniej klinice, gdzie na pewno nie będzie jej bolało?

Po co mówić. O czym w ogóle mówić. Machinalnie szukał wzrokiem tego lekarza od Mykoły, ale nie mógł go dostrzec, choć obie pielęgniarki znajdowały się w pilnowanej grupie.

Jacqueline płakała. Ujął jej dłoń i zacisnął mocno. Poddała się temu biernie, ale nie reagowała. Siedziała z opuszczoną głową, łzy ciekły jej po ubrudzonych policzkach, żłobiąc bruzdy w czarnym pyle, i tylko od czasu do czasu kręciła z niedowierzaniem głową.

Nie wiedział, ile mogło minąć czasu. Słońce paliło coraz mocniej, na błękitnym niebie nie było najmniejszej chmurki. Było idealnie lazurowe, czyste, piękne jak na starym, bardzo starym landszafcie.

Potem dostrzegł, że Kolców, przechodzący między swoją ciężarówką a furgonem, zatrzymał się nie opodal i patrzy na Jacqueline, uśmiechając się przy tym. Paskudnie się uśmiechał. Coś tam powiedział do dryblasa i ruszyli dalej.

Perhat znowu zaczął zwracać uwagę na to, co działo się w pobliżu furgonu.

Ekipa techniczna pracowała już całkiem jak normalnie, z tą jedyną różnicą, że pod okiem i lufami krasnodarców. Kolców wielkopańsko pozwolił nawet kamerzyście obejść parking i sfilmować to, co zostało z ciężarówek Perhata. Dopiero w ten sposób, z obrazu na monitorach wozu transmisyjnego, dowiedział się, że nie wszyscy jego ludzie zginęli w kabinach wozów. Niektórzy zdążyli wyskoczyć, mimo wszystko próbowali się bronić. Ich trupy wciąż zaciskały w rękach broń.

Porządni chłopcy. Jednak zdołał z nich zrobić ludzi.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)