Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]
Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]

Электронная книга - «Urth Nowego Słońca [The Urth of the New Sun - pl]». Краткое содержание книги:

Naprawdę mam na imię Severian. Przyjaciele, których nigdy nie miałem zbyt wielu, nazwali mnie Severianem Kulawym. Żołnierze, których niegdyś miałem mnóstwo, choć nie aż tak wielu, jakbym chciał, nazywali mnie Severianem Wielkim. Nieprzyjaciele, którzy mnożyli się jak muchy na bitewnych polach zasłanych trupami, nazywali mnie Severianem Oprawcą. Byłem ostatnim Autarchą Wspólnoty, a tym samym jedynym prawowitym władcą planety znanej podówczas jako Urth.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 104
Перейти на страницу:

Przemknąwszy obok Merryna znalazłem się między Gunnie a doktorem Talosem, który właśnie zadał celny cios szpadą. Ciało jego przeciwnika osunęło mi się pod nogi, w tej samej chwili zaś inny żeglarz runął na mnie z okrzykiem wściekłości. Chwyciłem go za ramię, wyłamałem je w łokciu i wyrwałem nóż z ręki, dokonując wszystkiego jednym płynnym ruchem; nie przyszło mi do głowy zastanowić się, dlaczego osiągnąłem to z taką łatwością, aż do chwili, kiedy przekonałem się, że Gunnie wbiła mu nóż w nasadę karku.

Wyglądało na to, że walka dobiegła końca w momencie, kiedy się do niej włączyłem. Kilku żeglarzom udało się umknąć z sali; dwadzieścia albo trzydzieści ciał leżało na podłodze i na ławkach. Większość kobiet zginęła, choć dostrzegłem jedną z kobiet-kotów, zlizującą krew z palców zakończonych ostrymi pazurami. Stary Winnoc oparł się na bułacie stanowiącym tradycyjną broń niewolników Peleryn, doktor Talos natomiast wycierał ostrze szpady w płaszcz martwego mężczyzny. Przyjrzawszy się dokładniej, rozpoznałem w nieboszczyku mistrza Asha.

— Kim oni są? — zapytała Gunnie.

Potrząsnąłem głową. W tej chwili nie potrafiłbym nawet odpowiedzieć na pytanie, kim ja sam jestem. Doktor Talos podniósł jej rękę do ust i musnął ją wargami.

— Jeśli pani pozwoli: Talos, lekarz, dramatopisarz oraz impresario. a także, w miarę skromnych możliwości…

Nie słuchałem dalszego ciągu. W niezgrabnych podskokach podbiegł do mnie Triskele i nadstawił do drapania zakrwawiony łeb, a zaraz potem zbliżył się mistrz Malrubius odziany w paradny, obszyty futrem płaszcz zwierzchnika konfraterni. Na jego widok wszystko wreszcie pojąłem, on zaś widząc mnie zrozumiał, że pojmuje.

Zaraz potem on, Triskele, doktor Talos, martwy mistrz Ash, Dorcas i cała reszta rozpadli się w srebrny pył nicości, dokładnie tak samo jak Malrubius tamtej nocy na plaży, po tym, jak ocalił mnie przed pewna śmiercią w dżunglach północy. Gunnie i ja zostaliśmy sami wśród stosów trupów.

Jednak nie wszyscy żeglarze byli martwi. Jeden z nich poruszył się i jęknął. Próbowaliśmy opatrzyć ranę w jego piersi — została chyba zadana szpadą doktora Talosa, ponieważ była wąska i głęboka — bandażami z podartych na strzępy ubrań jego nieżywych kamratów. Jednak przy każdym oddechu z ust rannego wydobywała się różowa piana. Po jakimś czasie zjawili się hierarchowie z lekarstwami i prawdziwymi bandażami, i zabrali go z sali.

Apheta, która przyszła z nimi, dołączyła do nas.

— Powiedziałaś, że już nigdy cię nie zobaczę — przypomniałem jej.

— Powiedziałam, że to możliwe — poprawiła mnie. — Gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej, moja przepowiednia okazałaby się prawdziwa.

W ciszy, jaka zapanowała w tej komnacie śmierci, głos kobiety zabrzmiał niewiele donośniej od szeptu.

Rozdział XXII

Lot w otchłań

— Zapewne chcesz mi zadać mnóstwo pytań — powiedziała Apheta. — Wyjdźmy do portyku, to na wszystkie ci odpowiem.

Potrząsnąłem głową, ponieważ z zewnątrz dobiegał cichy, lecz wyraźny szum deszczu. Poczułem na ramieniu dotyk palców Gunnie.

— Czy tutaj ktoś nas podsłuchuje?

— Nie — odparła za mnie Apheta. — Mimo to wyjdźmy stad. Na pewno jest tam przyjemniej niż tutaj, będziesz mnie lepiej słyszał, a poza tym mamy niewiele czasu.

— Ja zostaję — stwierdziłem stanowczo. — Słyszę cię całkiem dobrze. Jeśli wśród tych trupów jest jeszcze ktoś żywy i da nam o tym znać jękiem, być może zdołamy mu pomóc.

Przyznała mi racje skinieniem głowy, ja zaś usiadłem w miejscu, w którym poprzedniego dnia przykucnął Tzadkiel. Apheta usiadła tuż przy mnie, zapewne po to, bym ją dobrze słyszał. Zaraz potem Gunnie wytarła ostrze noża o udo, schowała go do pochwy i dołączyła do nas.

— Wybacz mi — powiedziała.

— Co mam ci wybaczyć? Że walczyłaś po mojej stronie? Dlaczego mógłbym mieć o to pretensje?

— Ponieważ inni nie postąpili tak samo, ponieważ magiczni ludzie musieli bronić cię przed nami. Przed wszystkimi z wyjątkiem mnie.

Kim oni byli? Wezwałeś ich na pomoc?

— Nie.

— Tak — poprawiła mnie Apheta.

— To byli po prostu ludzie, których znałem, w tym kilka kobiet, które kochałem. Wielu z nich nie żyje: Thecla, Agilus, Casdoe… Cał kiem możliwe, że wszyscy już pomarli i byli tylko duchami, choć ja nie zdawałem sobie z tego sprawy.

— Oni jeszcze nawet nie przyszli na świat. Mówiłam ci przecież.

że kiedy statek leci bardzo szybko, czas na jego pokładzie płynie — w przeciwnym kierunku. Oni dopiero mają się urodzić, tak samo jak ty. — Apheta przeniosła wzrok na Gunnie. — Powiedziałam ci, że Severian wezwał ich na pomoc, ponieważ wydobyliśmy ich z jego umysłu, szukając tych, którzy go nienawidzą, albo przynajmniej mają jakiś powód, by go nienawidzić. Na przykład ten olbrzym o wielkiej sile mógłby władać całą Wspólnotą, gdyby nie napotkał na swej drodze Severiana, a jasnowłosa kobieta wciąż nie może mu wybaczyć, że wezwał ją z powrotem ze świata umarłych.

— Nie mogę nakazać ci milczenia, ale jeśli chcesz opowiadać o tym wszystkim, rób to gdzieś, gdzie nie będę cię słyszał, albo pozwól mi odejść — poprosiłem.

— Czyżby widok tych ludzi nie sprawił ci radości?

— A powinien? Przecież zostali zmuszeni podstępem do walki po mojej stronie, choć z pewnością nie mieli na to najmniejszej ochoty!

— Nikt ich nie zmuszał ani nie oszukiwał, tak samo jak nikt nie zmuszał mistrza Malrubiusa, by odwiedzał cię po swojej śmierci. Wy szukaliśmy ich wśród twoich wspomnień i poprosiliśmy, by sami podjęli decyzję. Wszyscy obecni w tej sali, z wyjątkiem ciebie, widzieli to samo. Czy nie dziwi cię. że mam tak wielkie kłopoty z mówieniem?

Spojrzałem na nią, czując się tak, jakbym dopiero teraz wrócił z bardzo daleka.

— W naszych domach zawsze słychać szmer płynącej wody i szum wiatru. Ten budynek został wzniesiony wyłącznie z myślą o tobie i istotach należących do twego gatunku.

— Zanim przyszedłeś, on, to znaczy Zak, powiedział nam, że Urth ma przed sobą dwie drogi: albo umrze, by narodzić się na nowo, albo będzie żyła, by wreszcie umrzeć na zawsze.

— Wiedziałem o tym będąc jeszcze chłopcem.

Gunnie skinęła głową i przez chwilę dostrzegłem w niej dziecko, którym kiedyś była, nie zaś kobietę, którą się stała.

— Ale my nie. — Odwróciła głowę i spojrzała na trupy, — To znaczy, kapłani wciąż o tym mówili, ale marynarze nie przywiązują zbyt wielkiej wagi do religii.

— Chyba masz rację — odparłem, nie mając nic lepszego do powiedzenia.

— Moja matka była zupełnie inna. Czasem odnosiłam wrażenie.

że jest wręcz szalona, że zachowuje tylko pozory normalności. Teraz jestem niemal pewna, że tak było w istocie.

— Chciałbym się dowiedzieć… — zwróciłem się do Aphety, lecz Gunnie położyła mi na ramieniu rękę tak dużą i ciężką, że nie po wstydziłby się jej żaden mężczyzna, i odwróciła mnie z powrotem ku sobie.

— Przypuszczaliśmy, że to nastąpi dopiero za wiele lat, kiedy wszyscy już dawno pomrzemy.

— Mustrując się na statek rozpoczynacie podróż, która poprowadzi was od Początku do Końca — szepnęła Apheta. — Wie o tym każdy żeglarz.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)