Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 192
Перейти на страницу:

— Czy chodzi pani…? — Benjamin spojrzał szybko w dół na kolumnę małp, które nie ukończyły jeszcze procesu Wspomagania. Posuwały się one ociężale przez rozciągający się w dole las, śpiewając swą dudniącą, niską, niezwykłą pieśń marszową.

Potrząsnął głową, najwyraźniej starając się zapanować nad sobą, lecz jego twarz poczerwieniała i wreszcie rubaszny śmiech niemożliwy do powstrzymania wyrwał się na zewnątrz. Benjamin zaczął pohukiwać. Oparł się o kamienny szpikulec, po czym padł na plecy. Tarzał się w gruncie Garthu i kopał nogami w powietrzu, śmiejąc się w głos.

Athaclena westchnęła. Najpierw na Tymbrimie, potem pomiędzy ludźmi, a teraz tutaj, wśród najmłodszych, najbardziej nieokrzesanych podopiecznych — wszędzie znajdowała dowcipnisiów.

Patrzyła cierpliwie na szympansa, czekając aż mały głuptas odzyska dech i wreszcie wyjaśni jej, co mu się wydało takie zabawne.

CZĘŚĆ DRUGA

PATRIOCI

Evelyn, zmodyfikowana suka, spoglądała z niejakim zaskoczeniem Na drżący brzeg specjalnej serwetki Ułożonej na fortepianie — W pogrążonym w ciemności pokoju, Gdzie krzesła budziły trwogę A straszliwe zasłony Tłumiły odgłos deszczu, Nie mogła niemal uwierzyć własnym oczom — Osobliwy powiew, cuchnący czosnkiem oddech, Który brzmiał jak chrapanie, Gdzieś w okolicy steinwaya (lub nawet z jego środka) Sprawił, że brzeg serwetki zakołysał się I zadrżał w mroku — Suka Evelyn przeszedłszy Dalszą modyfikację Rozważyła znaczenie Zachowania się niskich osób Dla wywołanego naciśnięciem pedału rezonansu panchromatycznego Oraz innych ściśle związanych z tym dziedzin… — Hau! — powiedziała.
FRANK ZAPPA

24. Fiben

Wysokie, patykowate, przypominające bociany postacie obserwowały drogę z dachu ciemnego, przysadzistego bunkra. Ich sylwetki, widoczne na tle późnopopołudniowego słońca, były w nieustannym ruchu. Nerwowo przestępowały z nogi na nogę, jak gdyby najsłabszy dźwięk mógł spowodować, że rzucą się do ucieczki.

Poważne stworzenia, te ptaki. I niebezpieczne jak diabli.

To nie ptaki — tłumaczył sobie Fiben, zbliżając się do punktu kontrolnego. Przynajmniej nie w ziemskim sensie tego słowa.

Była to jednak zadowalająca analogia. Ich ciała pokryte były delikatnym puchem. Ostre, jaskrawożółte dzioby sterczały z gładkich, przesuniętych do tyłu twarzy.

Ponadto, choć ich pradawne skrzydła nie były teraz niczym więcej niż szczupłymi, pokrytymi piórami ramionami, Gubru potrafili latać. Czarne, lśniące plecaki antygrawitacyjne wynagradzały z nawiązką stratę poniesioną przez ich ptasich przodków tak dawno temu.

Żołnierze Szponu. Fiben wytarł dłonie o szorty, nadal jednak były one wilgotne od potu. Kopnął kamyk jedną z nagich stóp i poklepał w bok swego pociągowego konia. Łagodne zwierzę zaczęło skubać kępę miejscowej niebieskiej trawy rosnącej na poboczu.

— Chodź już, Tycho — ponaglał go Fiben, ciągnąc za wodze. — Nie możemy się ociągać, bo zaczną coś podejrzewać. Poza tym sam wiesz, że od tego świństwa cię wzdyma.

Tycho potrząsnął masywną, siwą głową i pierdnął głośno.

— A nie mówiłem — powiedział Fiben, wymachując ręką.

Tuż za koniem w powietrzu unosił się śmigacz towarowy. Pobijana, na wpół przerdzewiała otwarta rolnicza ciężarówka załadowana była pełnymi ziarna workami z szorstkiej juty. Najwyraźniej stojan antygrawitatora jeszcze działał, lecz silnik napędowy był zepsuty.

— No, chodź. Jedziemy dalej — Fiben szarpnął ponownie. Tycho skinął dziarsko głową, jak gdyby koń pociągowy naprawdę rozumiał. Postronki naprężyły się i antygrawitacyjna ciężarówka ruszała za nimi, huśtając się, w stronę punktu kontrolnego.

Wkrótce jednak zawodzący dźwięk dobiegający z przodu ostrzegł ich, że coś się zbliża. Fiben pośpiesznie sprowadził konia wraz z wehikułem na pobocze. Opancerzony poduszkowiec przemknął obok nich z wysokim jękiem, któremu towarzyszył podmuch powietrza. Podobne maszyny pędziły od czasu do czasu na wschód — pojedynczo lub parami — przez cały dzień.

Fiben popatrzył uważnie, by się upewnić, że nic innego się nie zbliża, zanim wprowadził Tycho z powrotem na drogę. Jego ramiona przygarbiły się nerwowo. Koń parsknął, czując coraz silniejszy, nieznany mu zapach najeźdźców.

Stój!

Fiben poderwał się mimo woli. Wzmocniony głos był mechaniczny, bezbarwny i nieugięty.

Przejdź, przejdź na tę stronę… na tę stronę celem kontroli!

Serce Fibena zabiło silniej. Cieszył się, że jego rola wymagała, by udawał przestraszonego. To nie będzie trudne.

Pośpiesz się! Pośpiesz się i stań do kontroli!

Fiben podprowadził Tycho do posterunku kontrolnego, mieszczącego się w odległości dziesięciu metrów na prawo od autostrady. Przywiązał konia do słupka w ogrodzeniu i pognał w miejsce, gdzie oczekiwali dwaj Żołnierze Szponu.

Nozdrza Fibena rozwarły się pod wpływem niewyraźnego, lawendowego aromatu nieziemców.

Ciekawe, jak też by smakowali — pomyślał cokolwiek po barbarzyńsku. Dla jego przodka sprzed dziesięciu pokoleń fakt, że były to istoty rozumne, nie czynił żadnej różnicy. Dla jego protoplastów ptak to był ptak, i tyle.

Pokłonił się nisko z rękoma skrzyżowanymi przed sobą i po raz pierwszy przyjrzał się najeźdźcom z bliska.

Z tej odległości nie robili zbyt wielkiego wrażenia. Co prawda ostry żółty dziób i przypominające brzytwę szpony wyglądały groźnie, lecz wsparte na patykowatych nogach istoty nie były wiele wyższe niż Fiben, a ich kości wyglądały na puste i cienkie.

Nieważne. To byli gwiezdni wędrowcy — istoty należące do klasy opiekunów, których kultura i technika wywodzące się z Biblioteki były już niemal wszechpotężne na długo, zanim ludzie wydźwignęli się z afrykańskiej sawanny, migocząc światłem rodzącej się swej przeraźliwej ciekawości. W chwili, gdy ich ociężale poruszające się naprzód statki podświetlne natrafiły przypadkowo na galaktyczną cywilizację, Gubru i ich podopieczni wywalczyli już sobie znaczącą pozycję pomiędzy potężnymi, międzygwiezdnymi klanami. Zajadły konserwatyzm i łatwość korzystania z Wielkiej Biblioteki zaprowadziły ten gatunek bardzo daleko od chwili, jego opiekunowie odnaleźli go na jego ojczystym świecie i obdarzyli kompletnymi umysłami.

Fiben przypomniał sobie wielkie, potężne krążowniki wojenne pod ich migoczącymi, zmiennobarwnymi osłonami, za którymi lśniła łagodnym blaskiem krawędź galaktyki…

Tycho zarżał i spłoszył się, uskakując na bok, gdy jeden z Żołnierzy Szponu z luźno przewieszonym szablokarabinem przeszedł obok i podszedł do ciągniętej przez niego ciężarówki. Nieziemiec wdrapał się na unoszący się w powietrzu rolniczy wehikuł, by poddać go inspekcji. Drugi ze strażników zaćwierkał coś do mikrofon! Na wpół skryty w miękkim puchu porastającym wąski, ostry mostek stworzenia srebrzysty medalion wydał z siebie urywane słowa w anglicu:

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)