Szrama
- Автор: Дяченко Марина и Сергей
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Szrama». Краткое содержание книги:
Opowieść o zbrodni, karze, pokucie i odkupieniu. Sławny w swoim mieście gwardzista, kobieciarz i hulaka, porucznik Egert Soll zabija w sprowokowanym przez siebie pojedynku niewinnego studenta. Za ten czyn zostaje ukarany przez wędrownego maga, który piętnuje jego twarz niegroźną z pozoru raną.
Szrama zabliźnia się szybko, równie szybko jednak okazuje się, że stała się dla młodego zabijaki przekleństwem: całkowicie zmienia jego psychikę i przydaje mu cechę, którą zawsze gardził, podobnie jak jego otoczenie, mianowicie bezmierne tchórzostwo.
Gwardzista zmuszony jest opuścić pułk i rodzinne miasto. Tułając się po świecie, spotyka kobietę, którą skrzywdził, narzeczoną zabitego studenta. Czy zdoła okupić swą winę i pozyskać przychylność Torii? Magię można pokonać jedynie magią.
W zaskakującym finale Soll stanie przed niezwykle trudnym wyborem.
Zdążyła dojść do węgła korytarza, gdy usłyszała za plecami ochrypłe, niepewne pytanie:
– Może pomóc?
Zatrzymała się, choć nie od razu.
– Co? – rzuciła przez ramię.
Soll powtórzył propozycję udręczonym głosem, jakby przeczuwając odmowę.
– Pomóc… Widzę, że pani ciężko…
Stała chwilę zmieszana. Na końcu języka miała nieprzyjemną odpowiedź, ale przygryzła go. Kolejny raz przypomniała sobie ciężki tom uderzający w policzek ze szramą, w okrwawione wargi… Bolała ją potem ręka, ale jeszcze bardziej serce, jakby zbiła bezpańskiego psa.
– Proszę bardzo – odparła w końcu z ostentacyjnym chłodem.
Nie od razu zrozumiał, a zrozumiawszy, nie podszedł natychmiast, jakby się obawiał, że znów go uderzy. Toria marszczyła brwi, patrząc w drugą stronę.
Koszyk znowu wrócił do jego rąk i poszli dalej w milczeniu, ona z przodu, on za nią. Minęli bez słowa dziedziniec i weszli do części gospodarczej. W pustej kuchni Toria przejęła zakupy i niedbałym gestem cisnęła na stół.
Soll zdawał sobie sprawę, że najwyższy czas zawrócić i wyjść, a jednak został. Być może czekał na podziękowanie?
– Dziękuję – rzuciła Toria.
Soll westchnął, ona zaś spytała nieoczekiwanie dla samej siebie:
– Wcześniej nigdy pan nie odczuwał… cudzego bólu?
Egert nie odpowiadał.
– No tak – zaczęła sama sobie wyjaśniać – gdyby wcześniej pan czuł coś takiego… nie mógłby tak po prostu wbijać szpady w brzuch drugiego człowieka, nieprawdaż?
Natychmiast pożałowała tych słów. Soll skinął głową niemrawo.
– Nie mógłbym – potwierdził beznamiętnie.
Panna wydobywała z koszyka warzywa: pęki cebuli, marchwi, pietruszki. Egert patrzył zauroczony, jak w ślad za tym pojawiła się słodka bułka z makiem, osełka żółtego masła i dzbanuszek śmietany.
– A teraz – podjęła bezlitośnie – w tej sekundzie… jest pan w stanie to odczuwać?
– Nie – odparł ponuro. – Gdyby trwało to bez przerwy, zwariowałbym, nie doczekawszy spotkania z Tułaczem.
– Tylko wariat może czekać na spotkanie z Tułaczem – odcięła się Toria i znowu tego pożałowała, widząc, jak tamten blednie.
– Dlaczego?
Nie była zadowolona, że rozmowa poszła w takim kierunku, toteż zawinięty w szmatkę biały ser cisnęła na blat z pewnym rozdrażnieniem.
– Dlaczego?… Ma pan o nim jakiekolwiek pojęcie?
Egert przesunął powoli palcem po bliźnie.
– Czy to wystarczający dowód?
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Spojrzał na nią po raz pierwszy, nie odrywając oczu, smutny i pełen winy, czym ją nieco speszył. Aby ukryć zmieszanie, odgryzła bezmyślnie kawałek słodkiej bułki.
Soll, jak się jej wydało, przełknął ślinę i odwrócił się. Uradowana, że może odwrócić niezręczną sytuację, strzepnęła z warg okruszki i zapytała szybko:
– Jest pan głodny?
Wcześniej nie przychodziło jej do głowy, że mieszkając w bursie, dostaje jedzenie tylko raz dziennie, które przynosi mu wynajęta służąca. Nieco wstrząśnięta owym odkryciem, wahała się chwilę, w końcu podsunęła mu kawałek makowej bułeczki.
– Proszę. Niech pan je.
Pokręcił głową przecząco.
– A czy pani – zapytał, patrząc gdzieś w bok – wie coś więcej o Tułaczu?
– Proszę wziąć bułkę – nakazała nieustępliwie.
Chwilę spoglądał na smakowity kąsek, wreszcie wyciągnął dłoń i na jedno mgnienie dotknął jej palców.
Oboje odczuli tę chwilową niezręczność. Toria z nowym zapałem wypakowywała zakupy, Egert zaś, opamiętawszy się po chwili, wbił białe zęby w pieczywo.
Zerkała, jak je. W mig uporał sicz białym miąższem i posypaną makiem skórką, a potem skłonił się wdzięcznie.
– Dziękuję. Jest pani bardzo miła.
Skrzywiła się ironicznie. Cóż za uprzejmy młodzieniec! Znowu spojrzał jej prosto w oczy.
– Więc… nie wie pani niczego więcej o Tułaczu?
Wydobyła z szuflady nóż kuchenny i sprawdziła czubkiem palca, czy ostrze się nie stępiło. Nieprędko odpowiedziała pytaniem:
– Nie rozmawiał pan o tym z moim ojcem? Jeśli ktokolwiek na tym świecie naprawdę dużo wie o pańskim znajomym, to jest nim na pewno mój ojciec, rozumie pan?
Egert wzruszył ramionami ze smutkiem.
– No tak… Tylko ja niewiele rozumiem z tego, co mówi pan dziekan.
Zdumiał ją swoją szczerością. Kilka razy przejechała ostrzem noża po osełce, potem rzekła, ze szczególnym wzruszeniem:
– Nic dziwnego. Pan zapewne wcześniej odbierał głównie lekcje szermierki? Przeczytał pan chociaż jedną książkę, oprócz elementarza?
Oczekiwała, że znowu zblednie lub spuści oczy albo nawet wyjdzie. Skinął jednak głową twierdząco.
– To wszystko prawda… ale cóż począć. I tak żadna księga nie powie mi, jak spotkać Tułacza i jak z nim rozmawiać… żeby mnie zrozumiał.
Toria zamyśliła się chwilę, potem powoli rzekła, bezmyślnie bawiąc się nożem:
– Jest pan zupełnie przekonany, że to spotkanie jest konieczne? Myśli pan, że bez tej szramy stanie się lepszy?
Dopiero teraz opuścił głowę i zamiast jego twarzy ujrzała czub splątanych, jasnych włosów. Długo nie odpowiadał, wreszcie rzekł do podłogi:
– Proszę mi wierzyć, że… to konieczne. Albo się od tego uwolnię, albo umrę, rozumie pani?
Nastała długa chwila ciszy, tak długa, że nać pietruszki zaczęła więdnąć na słońcu. Toria przenosiła wzrok z opuszczonej głowy Solla na słoneczny blask za oknem i stało się dla niej jasne jak słońce, że stojący przed nią człowiek nie kłamie i niczego nie udaje. Naprawdę wybierze śmierć, jeśli klątwa szramy nie zostanie zeń zdjęta.
– Tułacz – zaczęła cicho – zjawia się w Dzień Wszelkiej Radości. Nikt nie zna jego dróg ani szlaków, choć powiadają, że w jeden dzień umie pokonywać niewyobrażalne przestrzenie. Jednak w ten świąteczny dzień zjawia się tutaj z pewnego określonego powodu. Pięćdziesiąt lat temu, tego samego dnia, na głównym placu… nie widać z tego okna… przed gmachem sądu wyznaczona była kaźń. Była jedną z karnawałowych rozrywek. Skazali pewnego włóczęgę za bezprawne posługiwanie się darem magicznym…
– Jak to? – wyrwało się Egertowi.
– Jakoby podawał się za maga, nie będąc nim naprawdę… To sprawa mroczna i zawikłana. Skazano go na ścięcie. Zebrał się wielki tłum. Skazaniec położył głowę na pieńku… Potem miał być pokaz fajerwerków… Kat uniósł topór… I w tym momencie skazaniec znikł, jakby go w ogóle nie było! Nikt nie wie, w jaki sposób. Może jednak rzeczywiście był magiem. Raczej nie uratowało go Widziadło Łaszą, jak niektórzy gadali…
Egert drgnął, lecz dziewczyna tego nie zauważyła.
– Od tego czasu w Dzień Wszelkiej Radości wyznacza się egzekucję, lecz jednemu z wylosowanych skazańców darowują życie. Ciągną losy na szafocie. Jednego wypuszczają, a pozostałych… traktują, jak każe prawo. Potem zaczynają się karnawałowe hulanki i wszyscy się radują, Egercie.
Złapała się na tym, że ni z tego, ni z owego, zwróciła się do niego po imieniu. Spoważniała.
– Cóż począć, taki obyczaj. Pan zapewne chętnie obejrzałby kaźń?
Odwrócił się i odparł z ledwie dosłyszalnym wyrzutem:
– Wątpię. Zwłaszcza, gdy sobie wyobrażę, co mogłoby się wtedy ze mną stać… Gdyby powróciła owa zdolność współodczuwania… Dlatego nie sądzę.
Spuściła wzrok, zawstydzona.
– Nie wiem, dlaczego to wszystko opowiadam – wycedziła przez zęby. – Ojciec uważa, że Tułacz ma jakiś związek z osobnikiem, który tak niespodzianie uszedł spod topora. Zarówno przed tym wydarzeniem, jak i potem owego człowieka spotykały wielkie próby życiowe, pod wpływem których przeszedł przemianę. Wszystko to dosyć niejasne, lecz mój Ojciec uważa, że ten właśnie człek jest Tułaczem.