Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Kostnica - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kostnica

Электронная книга - «Kostnica». Краткое содержание книги:

Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. Podczas nocnej wizyty w domu starców, Nathan i jego żona Grace odkrywają potworną tajemnicę Zaubera. Niestety wyprawa kończy się tragicznie – Grace, porażona spojrzeniem bazyliszka, zapada w śpiączkę. Tymczasem doktor Zauber znika. Na pomoc Nathanowi przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad doktora ukrywającego się w Krakowie. W pięknej scenerii krakowskiej Starówki rozpoczyna się śmiertelna gra, w której amerykański naukowiec walczy o życie z przerażającym potworem powołanym do życia przez szaleńca o nadludzkich zdolnościach.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 52
Перейти на страницу:

Zaśmiałem się nerwowo.

– Potrafisz tak ująć sprawę, że krzepisz najbardziej znużone serca.

Zdawał się poirytowany.

– Po prostu rób, co ci powiem, dobrze?

– Dobrze, szefie.

Popchnęliśmy jękliwą bramę i weszliśmy po schodkach na werandę. Kawałki kołatki zniknęły, chociaż na starej szarej farbie ciągle widniał po niej znak i bąble od mrozu, który wywołał George Tysiąc Mian, aby ją strzaskać. I jeszcze coś. Zniknął napis: „Wróć".

Nacisnąłem drzwi, ale wydały mi się zaryglowane.

– Może zamknęła je policja – powiedziałem. – Może była tu brygada antyterrorystyczna.

Zszedłem z werandy i zadarłem głowę, żeby spojrzeć na dom. Wyglądał ponuro na tle zbierających się chmur. Coś wisiało w powietrzu, coś, co lada chwila może się zdarzyć. Nie mogłem powstrzymać dreszczy.

Przez sekundę zdawało mi się, że jakiś blady cień mignął w jednym z okien na piętrze. Tylko przez chwilę, lecz złapałem George'a Tysiąc Mian za ramię.

– Widziałem coś. Są w środku, przysięgam.

Stary Indianin obrócił się. Nisko na niebie leciał z grzmotem samolot w kierunku lotniska międzynarodowego w San Francisco.

– To tylko odbicie samolotu. Nie denerwuj się tak.

– George, tam w tym domu coś jest!

Popatrzył na mnie. Różniliśmy się wiekiem – był ode mnie czterdzieści lat starszy – dzieliły nas także różnice kultur. Domyślałem się, że ta odrębność jest jak przepaść. Ale między nami było coś jeszcze – zaufanie – i za to byłem mu wdzięczny.

Znowu podeszliśmy do tych drzwi i George Tysiąc Mian dotknął zamka. Zamruczał coś szybko pod nosem, trzykrotnie poruszył lewą dłonią i drzwi otworzyły się z cichym łoskotem. Wewnątrz trwała ta sama odpychająca ciemność pełna kurzu, poczułem w nozdrzach ten zatęchły zapach, który do końca moich dni będzie mi przypominał Pilarcitos tysiąc pięćset pięćdziesiąt jeden. Indianin powiedział:

– Chodź. – Weszliśmy.

Najpierw sprawdziliśmy pokoje na parterze. Bibliotekę Seymoura Wallisa, jadalnię, opuszczoną kuchnię. W mrocznej bawialni z zamkniętymi okiennicami oglądaliśmy okryte prześcieradłami meble, zegar z pozłacanego brązu, nakryty szklanym kloszem, i obrazy olejne przedstawiające groteskowe polowania w koszmarnych plenerach, tak ciemne, że trudno byłoby uchwycić ich treść. W domu panowała taka cisza, że wstrzymywaliśmy oddech i stąpaliśmy niemal bezgłośnie.

Gdy ponownie znaleźliśmy się w hallu, George Tysiąc Mian zatrzymał się i nasłuchiwał. Zmarszczył czoło.

– Czy nie słyszysz niczego? Absolutnie niczego?

Stanąłem nieruchomo i wytężyłem słuch.

– Chyba nie.

– Czuję czyjś wzrok – powiedział. – Ktokolwiek to jest, cokolwiek to jest, wie, że tu jesteśmy.

Trwaliśmy jeszcze kilka chwil, oglądając brudną tapetę, na której dokładnie odznaczały się miejsca po obrazach Mount Taylor i Cabezon Peak, ale dom był tak cichy, że zacząłem myśleć, iż coś nam się musiało przywidzieć. Może rzeczywiście nikogo tu nie ma, a ja jedynie zauważyłem cień muskający szybę. Kichnąłem raz i drugi od kurzu i wytarłem nos.

Gdy chowałem chustkę, spojrzałem w górę schodów i poczułem, jak oblewa mnie zimno. Z najwyższego schodka obserwowała mnie niewielka twarz. Twarz zła, włochata, z czerwonymi błyskami w oczach i wyszczerzonymi zębami we wściekłym wilczym uśmiechu. Nie byłem w stanie się ruszyć, odezwać, nawet szturchnąć George'a w ramię, żeby go ostrzec.

Kołatka. Żywa kołatka. Znowu w całości, jeszcze wstrętniejsza i straszniejsza niż poprzednio.

George Tysiąc Mian nagle spostrzegł, że gapię się w górę schodów i też zwrócił tam wzrok. Ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, zabrzmiał głośny trzask i kołatka rozpadła się. Kawałki matowego brązu stoczyły się po schodach, podskakując i łomocząc.

Roztrzaskana kołatka leżała na podłodze hallu. Szaman popatrzył na nią. Jego twarz stała się poważna.

– To ostrzeżenie Kujota. Tylko przypomina mi, że cokolwiek zrobię, on jest w mocy to odwrócić i powtórzyć.

– Czy po tym przedstawieniu pójdziemy na górę? – zapytałem, czując suchość w ustach.

Pociągnął nosem.

– Nie widzę innego wyjścia. Czy czujesz jakiś zapach?

Mówiąc szczerze nie czułem, ale zapytałem:

– Psów?

– Tak mi się wydaje. Na razie jest słaby, ale przypuszczam, że dochodzi z piętra.

Indianin postawił nogę na pierwszym schodku, lecz przytrzymałem go za ramię i spojrzałem prosto w oczy.

– George, muszę ci to powiedzieć: sram ze strachu.

Milczał chwilę, potem skinął głową.

– Ja też – przyznał się.

Powoli, cicho wdrapaliśmy się na półpiętro. Przed sobą mieliśmy pokój, gdzie głowa Bryana Cordera została obdarta ze skóry i mięśni. W murze na półpiętrze widniało okno, ale było tak brudne i zaplamione, a niebo na zewnątrz tak pochmurne, że przebijało się przez nie tylko bardzo nikłe światło. Kujot był przecież miłośnikiem ciemności.

Spojrzeliśmy na siebie.

– Sprawdzamy pokoje? – zapytałem.

– Lepiej tak.

Podeszliśmy do pierwszej sypialni, po chwili wahania gwałtownie otworzyliśmy drzwi. Był to cichy, przygnębiający pokój, w którym stało mosiężne łoże i masywna orzechowa szafa, tak zrobiona, że sprawiała wrażenie fornirowanej dziwacznymi, wściekłymi obliczami. Zobaczyłem swoje odbicie w lustrze toaletki i nagle uświadomiłem sobie, że jestem blady i zmaltretowany. Dwa dni wstrząsów i napięć sprawiły, że nie grzeszyłem urodą.

– Niczego tu nie ma – wyszeptał George. – Chyba że ktoś siedzi pod łóżkiem.

– Sprawdzisz?

Wykrzywił twarz.

– A ty?

– Bynajmniej. Zróbmy to we dwóch.

Na czworakach podnieśliśmy narzutę i popatrzyliśmy w ciemności pod łóżkiem. Nie było tam niczego prócz kurzu.

– Dobra – powiedział. – Zobaczmy w pozostałych pokojach.

Otwieraliśmy drzwi, jedne po drugich, i nerwowo zaglądaliśmy do pokoi. Sypialnie stały martwe, zimne, nie używane. Smutne i zniszczone, przypominały ludzi, którzy kiedyś tu mieszkali. Czy byli szczęśliwi? Najprawdopodobniej nie, gdyż w ścianach, w załomkach murów i kominów był obecny Kujot, a świszczący oddech demona gwizdał o północy pod każdymi drzwiami. Ten dom nie mógł być szczęśliwy i ten brak szczęścia wyzierał spomiędzy nielicznych sprzętów i z obrazów, które miały rozweselać wnętrza. Na jednej ścianie wisiał obraz z mimozą. Na innej rysunek dzieci tańczących podczas majowych zabaw. To dziwne, ale te obrazy jedynie potęgowały mrożącą i straszną atmosferę, sączącą się z każdej ściany, terror, który zapewne każdą noc pod tym dachem zamieniał w istny karnawał koszmarów.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)