Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 86
Перейти на страницу:

Śpiący w ubraniu Kith-Kanan wyprostował swą tunikę i z powrotem położył się na ziemi. Był kompletnie rozbudzony, kiedy jakaś nienazwana rzecz po raz kolejny przywołała go z oddali. Przyciągany przez coś, czego nie był nawet w stanie zobaczyć, książę wstał i opuścił polanę. Wędrówka nie była łatwa, jako że srebrny księżyc zaszedł już, a czerwony — idąc w jego ślady — wisiał tuż nad ziemią. Przypominał teraz upiorną, szkarłatną kulę, ledwie widoczną pośród drzew, Kith-Kanan szedł ścieżką prowadzącą do jeziora. Cokolwiek go wzywało, przyciągało go właśnie do tego miejsca. Kiedy jednak dotarł do celu, nie zauważył nikogo ani niczego. Chwilę później zanurzył dłoń w zimnej wodzie i ochlapał nią twarz.

Podczas gdy książę przyglądał się swemu odbiciu, tuż obok w tarli jeziora pojawiła się druga postać. Przerażony Kith-Kanan cofnął się i odwrócił, chwytając dłonią rękojeść sztyletu. Dopiero wówczas zauważył stojącą zaledwie kilka stóp od niego Anayę.

— Anaya! — jęknął z ulgą. — Nic ci nie jest. Gdzie się podziewałaś?

— Wezwałeś mnie — odparła obojętnie. Jej oczy zdawały się emanować przedziwnym, wewnętrznym blaskiem. — Twoje wezwanie było niezwykle silne. Jakkolwiek bym się starała, nie mogłam się mu oprzeć. Kith-Kanan potrząsnął głową.

— Nie rozumiem — przyznał szczerze.

Kagonesti podeszła bliżej i spojrzała mu w oczy. Jej niepomalowana twarz zdawała się piękna w czerwonym świetle księżyca.

— Twoje serce przemówiło do mojego, Kith, i nie mogłam nie odpowiedzieć na jego wezwanie. Oboje zostaliśmy tu przyciągnięci.

Dopiero teraz Kith-Kananowi zdało się, że wszystko rozumie. Opowieść o tym, że serca potrafią ze sobą rozmawiać, była czymś, o czym Kith-Kanan słyszał w przeszłości. Mówiło się, że Silvanesti potrafią czynić tajemnicze wezwania znane jako „Przywołanie". Podobno działało ono na wielkie odległości i nie można było mu się oprzeć. Jednak Kith-Kanan nie poznał do tej pory nikogo, kto faktycznie uczynił coś podobnego.

Chwilę później podszedł do Anayi i położył dłoń na jej policzku. Kagonesti drżała

— Boisz się? — spytał cicho.

— Nigdy wcześniej tak się nie czułam — szepnęła.

— Jak się czujesz?

— Chcę biec. — odparła na głos, jednak nawet nie drgnęła.

— Wiesz o tym, że ty także mnie wzywałaś? Właśnie spałem na polanie, kiedy coś mnie obudziło; coś ściągnęło mnie do źródła. Nie mogłem się temu oprzeć. — Pomimo chłodu nocy policzek Anayi był ciepły. Kith-Kanan ujął w dłonie jej twarz. — Anayo, tak bardzo martwiłem się o ciebie. Kiedy nie wróciłaś, myślałem, że mogło ci się coś przydarzyć.

— Coś się wydarzyło — odparła słabym głosem. — Cały ten czas, kilka tygodni, medytowałam i myślałam o tobie. Tak wiele uczuć kłębiło się w mym sercu. — Ja również byłem niespokojny — wyznał książę. — Nocami leżałem rozbudzony, starając się uporządkować swe własne uczucia. — Uśmiechnął się do niej. — Wkradałaś się nawet do mych snów. Anayo.

Jej twarz wykręcił grymas bólu.

— To nie w porządku.

— Dlaczego? Czy aż do tego stopnia jestem ci niemiły?

— Jestem zrodzona z lasu! Żyję w tym lesie dziesięć razy dłużej, niż ty liczysz sobie lat; sama, zupełnie sama. Dopiero niedawno zabrałam Mackeliego...

— Zabrałaś Mackeliego? A więc nie jest on twoim bratem, prawda?

Anaya z rozpaczą spojrzała w oczy księcia.

— Nie. Zabrałam go z domu rolnika. Byłam samotna. Potrzebowałam kogoś, z kim mogłabym porozmawiać...

Pustka w jej oczach i wypełniający każde jej słowo ból mocno poruszyły Kith-Kanana. Młodzieniec obiema rekami chwycił jej ramiona. W odpowiedzi Anaya oplotła ręce wokół jego talii i żarliwie przywarła do jego ciała. Chwilę później wyśliznęła się z jego objęć i rzekła;

— Chcę ci coś pokazać. — Po tych słowach weszła do jeziora.

— Dokąd zmierzamy? — spytał Kith-Kanan, zanurzając się w zimnej wodzie.

— Do mojej kryjówki. — Anaya chwyciła go za rękę i ostrzegła: — Nie puszczaj jej.

Wśliznęli się pod powierzchnię wody. Jezioro było równie chłodne i czarne jak serce Takhisis, jednak Anaya bez ustanku płynęła w dół, rozgarniając wodę smukłymi nogami. Coś twardego otarło się o ramię Kith-Kanana i kiedy książę wyciągną! dłoń, poczuł pod palcami gładką skałę. Byli w tunelu. Chwilę później Anaya zatrzymała się na dnie jeziora i z całej siły odepchnęła się ku górę. Kith-Kanan posłusznie pozwolił, aby Kagonesti pociągnęła go za sobą i niemal natychmiast oboje wynurzyli się ponad powierzchnią wody.

Rozgarniając wodę rękoma, Kith-Kanan ze zdziwieniem rozejrzał się dookoła. Wznoszące się około piętnastu stóp nad ich głowami białe sklepienie zalane było delikatnym, białym światłem. Sufit był gładki i mlecznobiały, podczas gdy ściany podwodnej jaskini zdobiły najpiękniejsze ścienne malowidła, jakie Kith-Kanan kiedykolwiek widział. Przedstawiały one rozmaite sceny z życia lasu: mgliste wąwozy, ryczące wodospady i głębokie, ponure gaje.

— Chodź — rzekła Anaya, ciągnąc Kith-Kanana za rękę. Młodzieniec popłynął za nią aż do chwili, gdy poczuł pod stopami twardą skałę. Nie było to jednak spadziste dno naturalnej sadzawki. Chwilę później natrafił na wycięte w kamieniu gładkie schody i wraz z Anayą wyszedł z wody.

Zarówno schody, jak i podłogę jaskini wykonano z tego samego kamienia co sufit — gładkiej, białej skały, której Kith-Kanan w żaden sposób nie był w stanie rozpoznać.

Samą jaskinie dzielił pośrodku rząd smukłych, kanelowanych zwartych kolumn, które zwężały się ku górze. Zdawało się, że wszystkie one są solidnie połączone ze stropem i podłogą groty.

Anaya zwolniła uścisk nu dłoni Kith-Kanana i pozwolił, by książę sam przyjrzał się z bliska jej podwodnej kryjówce. Młodzieniec bez słowa podszedł do źródła delikatnego, mlecznobiałego światła — trzeciej, wznoszącej się nad wodą kolumny. Emanował z niej zarówno delikatny blask, jak i przyjemne ciepło. Wahając się przez chwile. Kith-Kanan wyciągnął dłoń i dotknął przezroczystego kamienia

— Wydaje się żywa. — Z uśmiechem odwrócił się ku swej towarzyszce.

— Bo taka właśnie jest. — rozpromieniła się Anaya.

Ściany po prawej stronie kolumnady ozdobione były niezwykłej urody płaskorzeźbami, wypukłymi rytami, przedstawiającymi elfki Kith-Kanan dopatrzył się czterech kobiet, wszystkie przedstawiono w rzeczywistych rozmiarach i oddzielono od siebie innym gatunkiem rzeźbionego drzewa.

Anaya stanęła u boku księcia, a on w odpowiedzi czule objął ją ramieniem.

— Co one oznaczają? — spytał, wskazując dłonią płaskorzeźby.

— To Strażniczki Lasu — odparła z dumą. — Te, które były tu przede mną. Żyły tak, jak żyję ja, strzegąc lasu przed grożącymi mu niebezpieczeństwami. — Podeszła do płaskorzeźby najbardziej oddalonej od sadzawki. — To Camirene. Była Strażniczką Lasu tuż przede mną. — Po tych słowach przesunęła się na prawo, stając przed postacią kolejnej kobiety. — Oto Ulyante. — Podeszła do trzeciej płaskorzeźby. — To Delarin. Zginęła, przepędzając z lasu smoka. — Anaya dotknęła opuszkami palców płaskorzeźb emanujących ciepłem, podczas gdy Kith-Kanan przyglądał się im z niemą fascynacją. — A to — rzekła Kagonesti, stając przed postacią ostatniej z kobiet — to Ziatia, pierwsza Strażniczka Lasu. — Po tych słowach splotła dłonie i złożyła kobiecie głęboki pokłon. Kith-Kanan jak urzeczony wodził oczami od jednej płaskorzeźby do drugiej.

— To piękne miejsce — rzekł z szacunkiem.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)