Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классическая проза » Stawka Większa Niż Życie Tom – I
Stawka Większa Niż Życie Tom – I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Stawka Większa Niż Życie Tom – I

Электронная книга - «Stawka Większa Niż Życie Tom – I». Краткое содержание книги:

Andrzej Zbych to pseudonim autorskiego duetu, który przeszedł do historii, tworząc „Stawkę większą niż życie”.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 80
Перейти на страницу:

– Czego? – zapytał.

– Panie dowódco, pozwól mi pan iść.

– Gdzie pan dojdzie o tej porze? Godzina policyjna to pies? Pójdzie pan rano, jeśli dowódca pana zwolni – odpowiedział i jednocześnie usiłował sobie przypomnieć, jak nazywa się ten skamlący szmugler, którego Bartek przed wyjściem zabronił zwalniać.

– Patriota jestem, panie dowódco, każdy to może zaświadczyć. Ten leśniczy Rudziński musiał coś panom na mnie nagadać, że mnie nie puszczacie, ale to mój szwagier, on ma na mnie złość. A z godziną policyjną jakoś sobie poradzę. Nie mogę czekać, aż mi się towar zaśmierdzi.

– Dość, panie Zając – przypomniał sobie wreszcie to nazwisko. – Dowódca powiedział: nie wypuszczać niko-ąo, więc nikogo nie wypuszczę.

Po wyjściu Zająca zdrzemnął się chyba na moment, bo nie zauważył wejścia Anki i chłopaka.

– Co się stało? – zapytał półprzytomny – przyszedł Bartek?

– Mały ma przywidzenia – powiedziała Anka. – Porozmawiaj z nim.

– Jak Boga kocham, nie mylę się – powiedział Mały. -Uwierz mi Florian, wiesz, że nie bujam.

– Nie twierdzę, że bujasz – powiedziała Anka. – Mogło ci się pomylić.

– O co chodzi? Wykrztuście wreszcie. Powiedz po kolei – zdenerwował się Florian.

Więc chłopak zaczął opowiadać o tym, jak parę dni temu na ulicy Głównej granatowy gonił handlarkę pieczywa, jak biegł roztrącając ludzi, popchnął nawet starego, a potem oślepiony pościgiem wpadł na niemieckiego oficera i jak ten niemiecki oficer mu wygarnął, co o nim myśli.

– Co z tego? – nie rozumie Florian.

– On twierdzi – powiedziała Anka – że ten niemiecki oficer i Janek, którego położyłam na górze, to ta sama osoba.

– Przyjrzałem mu się, kiedy spał – powiedział chłopak. – Stałem pięć metrów od niego, kiedy obtańcowy-wał tego granatowego.

Tego jeszcze mi brakowało – pomyślał Florian. – Dlaczego Bartek tak długo nie wraca? Chciał się z nim widzieć, znał hasło, podał kryptonim „Janek", ale z drugiej strony jest wsypa, nie wiadomo, co trafiło w ręce Niemców.

– Niech to szlag! – zaklął. – Zawołajcie Franka i jeszcze paru chłopaków. Porozmawiam z nim.

– Co się stało? – zapytał Kloss, przebudziwszy się natychmiast, gdy dziewczyna dotknęła jego ramienia. -Jest Bartek? – Dostrzegł coś w jej spojrzeniu i nagle zobaczył, że partyzanci trzymają broń w rękach.

– Bartka jeszcze nie ma – powiedział Florian. – Chciałbym z panem porozmawiać.

– To on, to ten Niemiec, poznaję go – powiedział chłopak.

– Dokumenty – rzucił Florian.

– Czekam na Bartka, to powinno wam wystarczyć.

– Weźmiemy sami – powiedział partyzant z dziobami na twarzy. Sięgnął do kieszeni Klossa; trafił ręką na rewolwer. Wyciągnął go, rzucił na stół. Mały podbiegł do broni.

– Dla mnie!

– Zostaw – powiedział Florian. – Czy pokaże pan dokumenty dobrowolnie?

– Czekam na Bartka – powiedział Kloss. -I wam także radziłbym czekać. – Rozsadzała go wściekłość. Nie może im nic powiedzieć, me powinien także dopuścić, żeby papiery, które zabrał na wypadek spotkania Niemców, wpadły w ich ręce. Ale już go trzymają, już chłopak zwinny jak piskorz obmacuje mu kurtkę, wyciąga kolejno legitymację oficerską, notes i zaświadczenie w okładce z folii. Kloss wie, co za chwilę przeczyta Florian, który pochylił się właśnie nad karbidówką: „Wszystkie niemieckie władze cywilne, policyjne i wojskowe mają obowiązek udzielić oberleutnantowi Hansowi Klossowi wszelkiej pomocy, jakiej zażąda podczas wykonywania akcji specjalnej. Podpisano – Rhode, pułkownik".

– Co masz do powiedzenia? – Florian mimo woli przeszedł na ty.

– To, co powiedziałem: muszę się widzieć z Bartkiem.

– Co to jest akcja specjalna?

Kloss milczał. Przecież nie może mu powiedzieć, że jest Jankiem, agentem J-23, który dostarcza ich radiostacji najcenniejszych informacji. Przecież oni, ten malutki oddział partyzancki, ma za zadanie ochraniać jego pracę, radiostację, przekazującą meldunki. Nie mógłby tego powiedzieć nawet w zwykłych warunkach, tym bardziej teraz, kiedy wie, że w oddziale może być zdrajca, agent gestapo. Jeśli jest – myśli trzeźwo – będzie starał się mi pomóc. Nie pozwoli przecież, żeby partyzanci rozstrzelali niemieckiego oficera na jego oczach. Geibel by mu tego nigdy nie zapomniał. A jeśli nie ma tu agenta, jeśli w sytuacji zagrożenia, w jakiej oddział się znajduje, zdecydują się na likwidację osobnika co najmniej podejrzanego? Trzeba mieć cholernego pecha, żeby właśnie tu trafić na kogoś, kto widział Klossa w mundurze.

Ale nie, uspokoił się, nie powinni nic zrobić przed powrotem Bartka. A jeśli Bartek nie wróci do rana? Jeśli trzeba, będzie zmienić miejsce postoju? Przecież nie będą go ciągnęli ze sobą?

– Wszystko jasne – powiedział dziobaty partyzant. -Trzeba wykopać dół.

– Odprowadź go do piwnicy – powiedział Florian. -Dobrze go pilnuj i ani się waż bez rozkazu…

– Jak chcesz – skrzywił się partyzant – ale ja na twoim miejscu… – Lufą popchnął Klossa w stronę drzwi.

– Masz rację – odpowiedziała Anka na pytające spojrzenie Floriana – musimy poczekać na Bartka.

– Coś mi w tym nie gra – powiedział Florian. – To zbyt łatwe, żeby mogło być prawdziwe. Przecież w Abwehrze nie siedzą idioci. Gdyby posyłali agenta, potrafiliby go zaopatrzyć w sto najlepszych dokumentów.

– Chciał się widzieć z Bartkiem przed północą – przypomniała sobie dziewczyna. – Czyżby on… – nie skończyła zdania, ale Florian i tak zrozumiał.

– Nie znaleźli przy nim żadnego meldunku.

Gajowy Rudziński wszedł bez pukania, mrukliwy jak zwykle i jakiś niezadowolony. Postawił przed nimi kubki z parującym mlekiem.

– Pijcie, póki ciepłe – powiedział. A po chwili dodał: – Pan komendant Bartek będzie wściekły, że go pan zwolnił.

– Kogo? – zapytał nie rozumiejąc Florian. Myślami był ciągle przy Hansie Klossie, którego książeczkę oficerską trzymał w dłoni.

– Tego pioruńskiego szwagra, Zająca, znaczy się.

– Tego szmugłera? Skądże, miał siedzieć.

– Nie ma go – powiedział Rudziński. – Jakeście złapali tego szwaba, to chłopaki poszły na górę, żeby posłuchać, jak pan z nim gada i on widać przez ten czas… Ale toboły zostawił.

– Co jest w tych tobołach? Trzeba sprawdzić.

– Rąbanka, zwyczajnie – odparł flegmatycznie Rudziń-ski. – Ale pokaż mi pan drugiego takiego szmuglera, który zostawia towar i pryska.

– Pański szwagier?

– Ano – odpowiedział stary – nie ja wybierałem. Prawdę powiedziawszy: śmieć nie szwagier. Przed wojną kumał się z granatowymi, ludzie gadali różne rzeczy, ale czy to wiadomo, co ludzie gadają…

Florian odsunął Rudzińskiego, wyskoczył do sieni.

– O ucieczce tego szmuglera jeszcze pogadamy, to was nie minie. Teraz idziemy go szukać. Obstawicie dojścia do szosy, pewnie uciekł w tamtą stronę. Ty dokąd? – zawołał do Anki. – Wracaj na miejsce! Przygotuj się do nadawania, za pół godziny twój czas. Ogłosisz ciszę, przejście na nowe godziny i nowy szyfr. Jasne? – Wybiegł, nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć.

10

Poczekali, aż z drzwi Kobasowej wyszli ostatni pijani oficerowie niemieccy. Po chwili gruba służąca poczłapała piętro wyżej, gdzie, jak sprawdzili wcześniej, miała służbowy pokoik. Dopiero wtedy wyszli na schody i zadzwonili. Kobasowa była już w szlafroczku, na twarzy miała resztki zmywanego makijażu. W jednej chwili dostrzegła broń w rękach wchodzących. Usiłowała zamknąć drzwi, ale któryś z młodych mężczyzn popchnął je i wsunął nogę w szparę. Wtargnęli do wnętrza. Była tak przerażona, że nawet nie krzyknęła.

– Ja… ja… – zaczęła bełkotać – ja me mam żadnych pieniędzy…

– Sama w domu?

– Tak… ale ja naprawdę…

– Nie potrzebujemy pani pieniędzy – powiedział jeden z młodych mężczyzn i zobaczył przerażenie na jej twarzy, której ściekający makijaż nadawał wygląd tragiczny i groteskowy jednocześnie.

– Więc chcecie – powiedziała szeptem – nie… ja nie zrobiłam nic złego, prowadzę tylko interesy… Ja pomagam ludziom… Nie możecie tego zrobić… nie możecie mnie…

– Możemy – powiedział wysoki, który wetknął nogę w szparę drzwi. – Możemy, ale me chcemy, przynajmniej na razie. Chcemy porozmawiać o interesach i o pomocy ludziom. Nie zaprosi nas pani do pokoju?

– Ależ proszę, proszę bardzo – powiedziała, z trudem odzyskując równowagę. Zrozumiała, że nie przyszli jej zabić, przynajmniej od razu. – Przepraszam za bałagan.

Rzeczywiście salonik wyglądał tak, jakby przeszedł tędy niedawno tajfun.

– Sami panowie widzicie, jak oni się zachowują, jak świnie – powiedziała pani Kobas i zaczęła płakać. Łzy żłobiły sobie kręte korytarzyki w warstwie pudru. Niższy z mężczyzn podszedł do kredensu, wziął nie dopitą butelkę koniaku, poszukał wzrokiem kieliszków. Nie znalazłszy czystych, podniósł butelkę do ust, pociągnął tęgo, oddał wysokiemu.

– Kim panowie są? – zapytała przez łzy.

– Widzi pani nasze wizytówki – wysoki wskazał rewolwery. – Nic więcej nie musi pani wiedzieć. Mamy do pani interes. Nasz przyjaciel, Jan Borecki, poszedł kiedyś do dentysty. Trzeba trafu, że dentysta został aresztowany. Razem z nim wzięto pacjentów, między innymi naszego przyjaciela. On musi wyjść.

– Rozumiem – powiedziała pani Kobas. – Ale nie wiem, czy będę mogła. Schowajcie to, proszę – uspokoiła się już. Przyszli porozmawiać o interesach. W gruncie rzeczy sympatyczni chłopcy, ale napędzili jej strachu. – Koszty są wysokie: pięćdziesiąt do stu tysięcy. Ale tylko część w „młynarkach", reszta w dolarach albo funtach. Inaczej nie chcą w ogóle gadać. Może być złoto, na przykład stara biżuteria, ale w niektórych sprawach i to nie pomaga.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)