Przewodnik stada [Bellwether - pl]
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-637-X
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przewodnik stada [Bellwether - pl]». Краткое содержание книги:
Powieść nominowana do premii Nebula w 1997.
Dyrekcja zrobiła jeszcze surowszą minę.
— Czy zdajecie sobie państwo sprawę z wytycznych HiTeku dotyczących eksperymentów z żywymi zwierzętami?
— Tak — odparł Ben, osłupiały. — Postępowaliśmy według…
— Wymagamy, żeby zwierzęta miały zdrowe środowisko — oznajmiła Dyrekcja. — Czy wiecie państwo o zagrożeniach, powodowanych przez atmosferyczne substancje rakotwórcze, czy znacie raport FDA na temat niebezpieczeństw biernego palenia? Może powodować raka lub rozedmę płuc, wysokie ciśnienie i zawał serca.
Ben był coraz bardziej osłupiały.
— Ona nie paliła w pobliżu nas, ale na zewnątrz. To…
— Wymagamy, by żywe zwierzęta przebywały w zdrowym środowisku — zakomunikowała Dyrekcja. — Czy dym to według pana środowisko zdrowe?
Zawsze należy doceniać siłę trendu awersyjnego. Ostatni taki trend w naszym kraju skończył się hurtowymi oskarżeniami o odchylenia komunistyczne, zrujnowanymi reputacjami, zniszczonymi karierami.
— „…iż wszystkich domów wybiegały szczury” — powiedziałam cicho.
— Co takiego? — Dyrekcja spojrzała na mnie wściekle.
— Nieważne.
— Czy wiecie państwo, jakie skutki u owiec wywołuje bierne palenie?
Nie, pomyślałam, i ty też tego nie wiesz. Po prostu idziesz za stadem.
— Wskutek rażącego lekceważenia zdrowia owiec projektu państwa nie można traktować poważnie jako kandydata do grantu.
— Pani Shirl paliła tylko jednego papierosa dziennie — wyjaśnił Ben. — Zagroda, gdzie trzymamy owce, ma trzydzieści metrów na dwadzieścia pięć. Gęstość dymu z jednego papierosa jest mniejsza niż jedna cząsteczka na miliard.
Daj spokój, Ben, pomyślałam. Trendy awersyjne nie mają nic wspólnego z logiką naukową, a myśmy nie tylko narazili owce na bierne palenie. Oni sądzą, że zaprzepaściliśmy szansę realizacji ich skrytego marzenia: otrzymania Grantu Nie-bnitza.
Spojrzałam na Dyrekcję. HiTek naprawdę ma zamiar kogoś wyrzucić i ten ktoś to my.
Myliłam się.
— Doktor Foster, pani otrzymała te owce, prawda?
— Tak — przyznałam. Miałam ochotę wstać, zasalutować i powiedzieć: „Tak jest, panie sierżancie!” — Od ranczera z Wyoming.
— A czy zdaje on sobie sprawę, że zamierzała pani wystawić jego zwierzęta na działanie szkodliwych substancji rakotwórczych?
— Nie, ale nie będzie miał nic przeciw temu — odparłam i wtedy przypomniałam sobie pudding chlebowy. Nigdy nie pytałam Billy’ego Raya o poglądy na temat palenia, ale wiedziałam, jakie ma: takie same jak wszyscy.
— Jak sobie przypominam, te badania to również pani po-
mysł, doktor Foster — powidziała Dyrekcja. — To był pani pomysł, by wykorzystać owce, wbrew stanowisku Dyrekcji.
— Doktor Foster próbowała uratować mój projekt — wtrącił Ben, lecz Dyrekcja go nie słuchała.
— Doktorze O’Reilly, ta niefortunna sytuacja to oczywiście nie pańska wina. Obawiam się, że musimy zamknąć ten projekt. Doktor Turnbull potrzebuje jednak współpracownika przy te-macie, nad którym obecnie pracuje, i poprosiła właśnie o pana.
— Co to za temat? — spytał Ben.
— To jeszcze nie zostało ustalone. Doktor Turnbull rozpatruje kilka możliwości. Jestem jednak pewien, że praca przy tym projekcie będzie czymś wspaniałym. Uważamy, że ma siedemdziesiąt osiem procent szans zdobycia Grantu Niebnitza. — Dyrekcja znowu zwróciła się do mnie. — Doktor Foster, jest pani odpowiedzialna za natychmiastowe zwrócenie owiec właścicielowi.
Weszła sekretarka.
— Przepraszam, że przerywam, panie…
— W pani aktach, doktor Foster, zostanie umieszczona nagana. — Dyrekcja nie zwracała uwagi na sekretarkę — Przy następnym podziale funduszy pani temat zostanie przejrzany z najwyższą uwagą. Tymczasem…
— Panie dyrektorze, musi pan stąd wyjść — ponaglała sekretarka.
— Mam spotkanie — przerwała jej Dyrekcja. — Chcę szczegółowego raportu na temat pani postępów w badaniu trendów — powiedziała do mnie.
— Chwileczkę — rzekł Ben. — Doktor Foster tylko… Sekretarka odezwała się znowu:
— Przepraszam, panie…
— O co chodzi, pani Shepard? — spytała Dyrekcja.
— Owce…
— Właściciel dzwonił ze skargą? — Dyrekcja rzuciła mi jadowite spojrzenie.
— Nie, panie dyrektorze. Chodzi o owce. Są w holu.
5. Główne koryto