Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Mistrzyni sztuki śmierci - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mistrzyni sztuki śmierci

Электронная книга - «Mistrzyni sztuki śmierci». Краткое содержание книги:

Cztery potworne morderstwa… Nieuchwytny zabójca… I niezwykła kobieta, która potrafi skłonić zmarłych do wyjawienia sekretów. W 1171 roku bestialskie zabójstwa dzieci wstrząsają Cambridge. Król sprowadza ze słynnej sycylijskiej szkoły medycznej najlepszego mistrza sztuki śmierci – biegłego w anatomii i arkanach śledztwa. Któż mógłby jednak przypuszczać, że ów medyk jest… kobietą. W zabobonnej Anglii Adelia musi kryć swą prawdziwą tożsamość, by nie oskarżono jej o czary. Potajemnie bada okaleczone zwłoki, dokonuje oględzin miejsc zbrodni i dzięki wiedzy i dedukcji układa listę podejrzanych. Bogobojni mieszczanie, rozmodleni mnisi, usłużni dworzanie, waleczni rycerze… Kto z nich jest mordercą, który już wybrał następną ofiarę?
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 107
Перейти на страницу:

Bezskutecznie próbowała ją pocieszyć.

– Król nie pozwoli im wejść. – I dodała jeszcze: – Twój mąż jest tutaj, aby cię obronić.

– Akurat zdoła – powiedziała Żydówka z pogardą, co osuszyła jej łzy. Czy miała takie niskie mniemanie o królu, czy też o swoim mężu?

Dina, aż do dnia ślubu, nie widziała mężczyzny, któremu została obiecana jako żona. Adelia nigdy nie uważała, że to dobry zwyczaj. Żydowskie prawo nie pozwalało, by młoda kobieta wychodziła za mąż wbrew swojej woli, ale zbyt często oznaczało to jedynie, że nie zmuszano jej do poślubienia człowieka, którego nienawidziła. Sama Adelia uniknęła małżeństwa dzięki liberalnym poglądom przybranego ojca, zgadzającego się spełnić jej życzenie pozostania niezamężną.

– Dzięki Bogu, mnóstwo jest dobrych żon – oznajmił – a tylko kilku dobrych medyków. A dobra kobieta medyk warta jest więcej niż klejnoty.

W przypadku zaś Diny, straszliwy dzień zaślubin i uwięzienie, jakie po nim nastąpiło, nie wróżyły dobrze małżeńskiemu pożyciu.

– Słuchaj mnie – energicznie odezwała się Adelia – jeśli twoje dziecko nie ma spędzić reszty życia w tym zamku, jeśli zabójca nie ma pozostać na wolności, aby mordować inne dzieci, powiedz mi wszystko, co wiesz. – W desperacji dorzuciła jeszcze: – Wybacz mi, ale w pewnym sensie, on także zabił twoich rodziców.

Mokre od łez, piękne oczy popatrzyły na nią uważnie jak na kogoś naiwnego i niewinnego.

– Ale przecież właśnie dlatego oni to zrobili. Czy ty nie wiesz?

– Nie wiem czego?

– Dlaczego oni zabili chłopca. My wiemy. Zabili go tylko dlatego, żeby nas obwinie. W innym razie dlaczego by podrzucili ciało na nasz trawnik?

– Nie – powiedziała Adelia. – Nie.

– Oczywiście, że to zrobili. – Twarz Diny oszpeciła pogarda. – To było zaplanowane. Potem nasłali na nas tłuszczę. Zabić Żydów! Zabić lichwiarza Chaima! Oto co krzyczeli i co zrobili.

– Zabić Żydów! – Niczym echo dobiegło zza bramy.

– Od tamtego czasu umarły też inne dzieci – powiedziała Adelia. Była wstrząśnięta tym nowym pomysłem.

– One też, zabito je, żeby ta tłuszcza miała wymówkę, kiedy przyjdzie powywieszać resztę nas – mówiła Dina jak nakręcona. Aż wreszcie przerwała i rzuciła: – Wiesz, że moja matka szła przede mną? Wiesz to? I dlatego rozszarpali ją, a nie mnie?

Nagle zasłoniła twarz rękami i zaczęła się kołysać do przodu i do tyłu, tak jak jej mąż kilka minut wcześniej, tyle że Dina modliła się za zmarłych.

– Oseh szalom bimrometw, hujaase szalom alejnu, we'al kol lisrael we 'imru. Amen.

– Amen. On, który czyni pokój w swoich świętych miejscach, niech ześle nam pokój i pokój Izraelowi. Jeśli istniejesz, Boże, modliła się Adelia, niech tak się właśnie stanie.

Bo jasne, że ci ludzie mogli uznać swoje nieszczęście za starannie zaplanowane, za intrygę gojów, którzy zamordowali dzieci, aby tak uczyniwszy, móc mordować Żydów. Dina nie pytała dlaczego. Historia dawała jej odpowiedzi.

Łagodnie, choć stanowczo, medyczka odsunęła dłonie dziewczyny, tak by móc spojrzeć jej w twarz.

– Posłuchaj mnie, pani. Jeden człowiek zabił te wszystkie dzieci, jeden. Widziałam ich ciała i on zadał im rany straszliwe, naprawdę okropne. On to robi, bo powodują nim żądze, których nie pojmujemy, bo nie jest człowiekiem w takim sensie, jaki pojmujemy. Teraz Szymon z Neapolu przybył do Anglii, aby oczyścić Żydów z winy, jednak nie proszę cię, żebyś mu pomagała dlatego, że jesteś Żydówką. Proszę dlatego, że to wbrew prawom boskim i ludzkim, aby dzieci cierpiały tak jak tamte.

Zamkowe hałasy wspinały się codziennym długim crescendo, głusząc wrzaski Rogera z Acton do poziomu ptasiego popiskiwania.

Jakiś byk, czekający na paszę, dodał swoje muczenie do zgrzytu obrotowej osełki, na której giermkowie ostrzyli miecze swoich panów.

Żołnierze ćwiczyli musztrę. Dzieci, właśnie wypuszczone, aby się bawić w ogrodzie szeryfa, śmiały się i krzyczały.

Dalej, w szrankach, poborca podatków, który postanowił zrzucić nieco tłuszczu i przyłączył się do rycerzy ćwiczących drewnianymi mieczami.

– Co chcesz wiedzieć? – zapytała Dina. Adelia poklepała ją po policzku,.

– Jesteś córką godną swojej dzielnej matki. – Nabrała oddechu. -Dino, widziałaś ciało na trawniku, zanim zgaszono światła, zanim zostało przykryte obrusem, zanim je wyniesiono. W jakim było stanie?

– Biedne dziecko. – Teraz Dina nie płakała nad sobą, nie nad swoim dzieckiem, nie nad swoją matką. – Biedny chłopczyk. Ktoś odciął mu powieki.

Rozdział 8

Musiałam się upewnić – powiedziała Adelia. – Ten chłopiec mógł zginąć z ręki kogoś innego niż nasz zabójca albo nawet przypadkiem, obrażenia mogły powstać już po śmierci.

– Zapewne, oni zawsze tak robią- zakpił Szymon. – Kiedy umierają przypadkowo, to skaczą akurat na najbliższy żydowski trawnik.

– To było potrzebne, by upewnić się, że umarł tak jak pozostali. Trzeba to było udowodnić. – Adelia czuła się równie zmęczona jak Szymon, choć do sposobu, w jaki Żydzi potraktowali ciało na swoim trawniku, nie podeszła aż z taką odrazą. – Teraz możemy mieć pewność, iż to nie Żydzi go zabili.

– A kto w to uwierzy? – Szymon był zdecydowanie przygnębiony. Jedli kolację. Ostatnie promienie słońca wpadały prosto przez dziwne okna, ogrzewały pokój i nadawały złotą barwę cynowemu dzbanowi Szymona. Aby oszczędzać wino, przestawił się na angielskie piwo. Mansur pił podpiwek, który przygotowała mu Gyltha. I to właśnie Mansur zapytał teraz:

– Dlaczego ten pies odciął im powieki?

– Nie wiem. – Adelia nie chciała się nad tym zastanawiać.

– Chcielibyście wiedzieć, co ja myślę? – zapytał Szymon. Ona nie chciała. W Salerno dostawała czasem zwłoki osób, które zmarły w niejasnych okolicznościach. Oglądała je. Przekazywała wyniki przybranemu ojcu, który powiadamiał władze, i ciała zabierano. Czasem, zawsze później, dowiadywała się, co stało się ze zbrodniarzem – jeśli został odnaleziony. A teraz, po raz pierwszy, była bezpośrednio zaangażowana w polowanie na zabójcę i wcale jej się to nie podobało.

– Myślę, że jak dla niego one umarły za szybko – oznajmił Szymon.

– Myślę, że chciał być obiektem ich uwagi, nawet kiedy już nie żyły. Adelia odwróciła głowę i patrzyła na muszki tańczące w snopie słonecznego światła.

– Już wiem, jaką część ciała mu obetnę, jak go złapiemy, Inszallah

– oznajmił Mansur.

– Będę ci pomagał – powiedział Szymon. Tych dwóch ludzi tak bardzo się różniło. Arab, potężny, siedzący na krześle, o śniadej twarzy prawie bez wyrazu pod białymi zawojami turbanu. Żyd nachylał się do przodu, słońce wyostrzyło linię jego policzków, palce otaczały dzban. A obaj byli zgodni.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 107
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)