Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Złodziej Kanapek
Złodziej Kanapek - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Złodziej Kanapek

Электронная книга - «Złodziej Kanapek». Краткое содержание книги:

To już trzecie spotkanie polskich czytelników z komisarzem Montalbano – człowiekiem o nastrojach zmiennych jak sycylijska aura i niezrównanym smakoszem. Tym razem sprawa zaczyna się od fatalnego strzału, który został oddany z tunezyjskiej łodzi patrolowej w kierunku włoskiego kutra i pozbawił życia rybaka… narodowości tunezyjskiej.
Jednocześnie w Vigacie ofiarą morderstwa pada właściciel firmy handlowej, Aurelio Lapecora. Wdowa rzuca oskarżenie na kochankę denata, piękną Tunezyjkę imieniem Karima. Okazuje się, że przedsiębiorcza emigrantka szczególnie upodobała sobie majętnych starszych panów, którym świadczyła dość wymyślne usługi. Borykający się z bardzo trudnymi problemami osobistymi komisarz Montalbano dojdzie z czasem do wniosku, że pochodzenie osób uwikłanych w te dwie, zdawałoby się, zupełnie niepowiązane ze sobą sprawy będzie mieć kluczowe znaczenie dla rozwiązania jednej groźnej zagadki.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:

– Jak rozumiem – powiedział Lohengrin Grucha – wie pan już wszystko. Teraz proszę się zastanowić: pan, podobnie jak ja, wiernie i z oddaniem służy naszemu państwu. A zatem…

– Niech pan je sobie wsadzi w dupę – mruknął cicho Montalbano.

– Nie rozumiem.

– Powtarzam: niech pan wsadzi sobie w dupę nasze wspólne państwo. Ja i pan mamy zupełnie odmienne koncepcje służenia państwu, praktycznie służymy dwóm różnym państwom. A więc proszę, by nie porównywał pan swojej pracy z moją.

– Montalbano, teraz udaje pan Don Kichota? Każda społeczność potrzebuje kogoś, kto umyje kibel. Ale to nie oznacza, że ten, kto myje kibel, nie należy do społeczności.

Montalbano czuł, jak narasta w nim złość. Każde kolejne słowo byłoby z pewnością chybione. Przysunął do siebie talerz z lodami i zaczął jeść. Lohengrin Grucha zdążył się już do tego przyzwyczaić i kiedy Montalbano jadł lody przez cały czas milczał.

– Czy może pan potwierdzić, że Karima została zamordowana? – spytał Montalbano po którejś tam łyżce lodów z rzędu.

– Niestety, tak, Fahrid bał się, że…

– Nie interesują mnie motywy. Interesuje mnie tylko to, że została zamordowana za pełnomocnictwem wiernego sługi państwa. Jak pan nazywa ten konkretny przypadek, neutralizacją czy morderstwem?

– Montalbano, nie można przykładać miary powszedniej moralności…

– Pułkowniku, już pana uprzedzałem: niech pan nie używa w mojej obecności słowa „moralność”.

– Chciałem powiedzieć, że czasami racja stanu…

– Wystarczy – przerwał mu Montalbano, który pochłonął już resztę lodów czterema wściekłymi łyżeczkami. Potem, nagle, trzasnął się ręką w czoło. – Która to godzina?

Pułkownik spojrzał na swój drogi zegarek, mały jak dziecięca zabawka.

– Jest już druga.

– Dlaczego Fazio jeszcze nie przyjechał? – spytał samego siebie Montalbano, udając zatroskanie. I dodał: – Muszę zadzwonić.

Wstał, podszedł do aparatu, który stał na biurku, dwa metry dalej. Mówił głośno, żeby Lohengrin Grucha wszystko usłyszał.

– Halo? Fazio? Tu Montalbano.

Fazio ledwo mówił, zamroczony snem.

– Komisarzu, co pan?

– Jak to, zapomniałeś o tym aresztowaniu?

– O jakim aresztowaniu? – spytał Fazio, całkiem zbity z tropu.

– O aresztowaniu Simone Fileccii.

Simone Fileccia został zatrzymany poprzedniego dnia właśnie przez Fazia. I Fazio natychmiast zrozumiał:

– Co mam robić?

– Przyjeżdżaj do mnie, pojedziemy razem go aresztować.

– Moim prywatnym samochodem?

– Nie, lepiej służbowym.

– Już jadę.

– Czekaj.

Komisarz nakrył dłonią słuchawkę i zwrócił się do pułkownika.

– Jak długo jeszcze będziemy rozmawiać?

– Zależy od pana – odparł Lohengrin Grucha.

– Umówmy się, że przyjedziesz za jakieś dwadzieścia minut – powiedział komisarz do Fazia – nie wcześniej. Muszę przedtem skończyć rozmowę z przyjacielem.

Odłożył słuchawkę, usiadł. Pułkownik się uśmiechnął.

– Jeżeli mamy tak mało czasu, to proszę od razu powiedzieć, jaka jest pańska cena. I proszę się nie obrażać za to wyrażenie.

– Kosztuję mało, maleńko – powiedział Montalbano.

– Słucham.

– Tylko dwie rzeczy. Chcę, żeby w ciągu tygodnia zostało odnalezione ciało Karimy i żeby nadawało się do niepodważalnej identyfikacji.

Lohengrin Grucha wolałby chyba dostać cios w głowę. Otworzył i zamknął maleńkie usta, chwycił łapkami za krawędzie stołu, jak gdyby się bal, że spadnie z krzesła.

– Dlaczego? – zdołał wymamrotać głosem jedwabnika.

– Chuj ci do tego – zabrzmiała soczysta i lapidarna odpowiedź.

Pułkownik potrząsał główką z lewej do prawej i z powrotem; wyglądał jak pajacyk na sprężynach.

– To niemożliwe.

– Dlaczego?

– Nie wiemy, gdzie została… pochowana.

– A kto wie?

– Fahrid.

– A Fahrid został zneutralizowany? Wie pan, nawet spodobało mi się to słowo.

– Nie, ale wrócił do Tunezji.

– Więc nie ma problemu. Proszę się skontaktować ze swoimi kumplami z Tunisu.

– Nie – powiedział twardo karzeł. – Teraz gra już jest skończona. Nie możemy jej wznawiać dla poszukiwania jakichś zwłok. Nie, to nie wchodzi w rachubę. Niech pan żąda, czego pan chce, ale tego nie możemy panu obiecać. Chyba że się dowiem, jakie ma pan powody.

– Szkoda – powiedział Montalbano, wstając.

Automatycznie Lohengrin Grucha również wstał. Nie był typem, który łatwo rezygnuje.

– Tak z ciekawości, czy może mi pan powiedzieć, jakie jest pańskie drugie życzenie?

– Oczywiście. Kwestor z Vigaty wysunął wniosek o mój awans na wicekwestora…

– Zaaprobowalibyśmy go bez żadnych trudności – zapewnił pułkownik, nieco podniesiony na duchu.

– A odrzucilibyście również bez trudności?

Montalbano usłyszał wyraźnie jazgot, z jakim świat Lohengrina Gruchy pękał i walił się na niego. Karzeł zgarbił się jak ktoś, kto chce odpędzić od siebie widmo gwałtownego wybuchu.

– Jest pan zupełnie szalony – wymamrotał szczerze przestraszony pułkownik.

– Dopiero teraz się pan zorientował?

– Proszę posłuchać, niech pan robi, co chce, ale ja nie mogę się zgodzić na pańskie żądanie, żeby odnaleźć zwłoki. Absolutnie.

– No to zobaczmy, jak wyszło nagranie – powiedział uprzejmie Montalbano.

– Jakie nagranie? – spytał zdziwiony Lohengrin Grucha.

Montalbano podszedł do regału z książkami, stanął na czubkach palców, wziął kamerę i pokazał pułkownikowi.

– Jezu! – powiedział pułkownik, opadając na krzesło. Pot wystąpił mu na czoło. – Montalbano, w pańskim interesie zaklinam…

Ale będąc wężem, postąpił jak wąż. Błagając komisarza, by nie popełniał głupstwa, zaczął wysuwać powoli dłoń, która wędrowała w stronę telefonu komórkowego. Świadomy, że w pojedynkę nie dalby rady, chciał wezwać posiłki. Montalbano pozwolił mu zbliżyć się do telefonu o centymetr, po czym rzucił się do przodu, jedną ręką strącił aparat ze stołu, a drugą uderzył z całej siły pułkownika w twarz. Lolienyrin Grucha przeleciał przez pokój, rąbnął plecami w przeciwległą ścianę i osunął się na podłogę. Montalbano niespiesznie do niego podszedł i wzorem hitlerowców, których widywał w filmach, zgniótł obcasem leżące na ziemi małe okulary pułkownika.

19

A skoro już zaczął, to i dopełnił dzieła zniszczenia, depcząc telefon komórkowy, aż ten rozpadł się na części.

Rozbił go w drobny mak za pomocą młotka, który trzymał w szufladzie z narzędziami. Pułkownik wciąż leżał na podłodze i lekko jęczał. Kiedy Montalbano podszedł do niego, Lohengrin Grucha jak dziecko zasłonił sobie twarz rękami.

– Dość, na litość boską – poprosił.

Co za człowiek? Wystarczyło, że dostał po pysku i zobaczył krew, która spływała z rozkwaszonej wargi, a już doszedł do takiego stanu? Komisarz złapał go za klapy marynarki, uniósł i posadził. Drżącą ręką Lohengrin Grucha wytarł sobie krew haftowaną, krochmaloną chusteczką. Kiedy tylko zobaczył na płótnie czerwoną plamę, zacisnął powieki, jakby miał zasłabnąć.

– Nie mogę… patrzeć na krew – wybełkotał.

– Na swoją czy cudzą? – spytał Montalbano.

Poszedł do kuchni, wziął wypełnioną do połowy butelkę whisky oraz szklankę i postawił je przed pułkownikiem.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)