Walizka z milionami
- Автор: Эдигей Ежи
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Walizka z milionami». Краткое содержание книги:
– Wszyscy wstać! Ręce do góry!- zakomenderował.
Wybuchła panika. Jedna z urzędniczek zaczęła krzyczeć. Napastnik skierował lufę swej broni w jej kierunku.
– Cisza! Bo strzelam – powiedział dobitnie.
Krzyżówki są miłą zabawą, pozwalającą na intelektualny wypoczynek, ale prowadzenie dochodzenia w sprawie rabunku czterech milionów złotych i czterech zabójstw (choć jedno z nich lekarz określił jako „nieszczęśliwy wypadek”) jest ciężką pracą, mimo że w pierwszym i w drugim przypadku chodzi o rozwiązanie zagadki.
Podczas kiedy wywiadowcy MO zbierali dane dotyczące ostatniej ofiary, Zygmunta Lipienia, major Janusz Kaczanowski czytał po raz nie wiadomo który akta sprawy, w nich szukając odpowiedzi na dręczące go niepewności. Czuł się jak człowiek z zawiązanymi oczyma, na oślep szukający drogi do upragnionego celu. Wie, że, ten cel jest już blisko, prawie w zasięgu ręki, ale nie może do niego trafić, bo dokoła ciemno.
Major kolejno przegląda dokumenty: pierwszy meldunek o napadzie na Spółdzielczy Bank Ludowy, przesłuchania urzędników banku i innych świadków. Potem fotografie. Niezbyt kontrastowe, bo robione w czasie niepogody. Na brzegu rzeki leży człowiek. To Kazimierz Strzelczyk. Znowu protokoły rewizji: w warsztacie, w mieszkaniu właściciela warsztatu Jankowskiego, następnie w mieszkaniu i w piwnicy Wojciecha Strzelczyka, brata zmarłego. Oględziny mieszkania Kazimierza Strzelczyka. Znowu protokoły przesłuchania mieszkańców tego domu. Dalej pudełeczko z taśmą magnetofonową. Na niej utrwalony głos Jadwigi Rodzińskiej, byłej żony Strzelczyka. Teraz fotografie piwnicy. Na odwróconym do góry nogami stole leży człowiek, Andrzej Doberski, jeden z uczestników napadu na bank, a druga ofiara, która opuściła ziemski padół. Inna fotografia. Widać na niej drzwi do windy i fragment klatki schodowej, a tuż obok na podłodze kobieta. To Jadwiga Rodzińska. Przeżyła Doberskiego zaledwie o czterdzieści osiem godzin. Jej również spodziewana fortuna nie przyniosła szczęścia. Dlaczego zginęła? Kolejna nie rozwiązana zagadka. Następnie protokół rewizji piwnicy i mieszkania zmarłej. W protokole dotyczącym piwnicy informacja, że znaleziono i zakwestionowano jakiś połamany aparat elektryczny; przesłano go do Zakładu Kryminalistyki dla dokładnego zbadania przedmiotu.
Znowu ogromna ilość protokołów przesłuchania świadków, którzy nic nie widzieli, nic nie słyszeli i nic nie wiedzą. Wśród nich wyróżnia się dwoje uczniów liceum przy ulicy Sadowej. Okrfeślili oni i opisali „pana z walizką”. Wyjaśnienie Komendy Powiatowej MO, że walizka zrabowana w banku była brązowego koloru. Opinia
Zakładu Kryminalistyki dotycząca przesłanego aparatu elektrycznego. Notatki z FSO, ze stacji obsługi samochodów przy ulicy Omulewskiej.
Protokół rewizji w domku Antoniego Dobrawody i jego zeznania. Zeznania kierowcy samochodowego, Kowalskiego. Znowu zdjęcie: elegancko umeblowany pokój. Na podłodze mężczyzna. To już czwarte żniwo śmierci – Zygmunt Lipień. Jeszcze jeden członek bandy, któremu zrabowane pieniądze nie dały nic prócz trzech kul w piersi. Ekspertyza rusznikarska stwierdzająca, że pociski wyjęte z ciała Lipienia wyszły z innego pistoletu niż pocisk, którym zabito Doberskiego.
Sześć opasłych teczek zgromadzonych dokumentów. Gigantyczna robota całego sztabu ludzi. Robota, która nie przydała się na nic. Czy rzeczywiście ten wielki wysiłek poszedł całkowicie na marne?
Major Kaczanowski nie chce w to wierzyć. Chociaż zna prawie na pamięć leżące przed nim papiery, z największą uwagą czyta je ponownie. Oto ma w ręku opinię ekspertów:
Przesłany nam do oględzin przedmiot po zbadaniu okazał się aparatem pomiarowym służącym do badania napięcia lamp radiowych i telewizyjnych. Jest to model sprzed co najmniej pięciu lat. Pewne szczegóły wskazują na montaż niefabryczny, chociaż tego rodzaju przyrządy były wtedy produkowane przez przemysł państwowy. Aparaty tego rodzaju są konieczne w każdym zakładzie naprawczym radia i telewizorów. W tamtych latach sprzedaż ich była reglamentowana. Cena na wolnym rynku przekraczała wtedy dwadzieścia tysięcy złotych przy cenie urzędowej wynoszącej 5600 zł Obecnie podobne urządzenia, znacznie ulepszone, są ogólnie dostępne w sprzedaży. Ich cena wynosi około trzech tysięcy złotych. Przesłany nam aparat został prawdopodobnie zniszczony przez zrzucenie na niego czy też położenie jakiejś metalowej maszyny. Świadczyłyby o tym ślady rdzy i smarów. Maszyna ta musiała leżeć na aparacie przez pewien czas. Nie ustalono, w jakiej fabryce państwowej okazany nam aparat został wyprodukowany, gdyż wszelkie cechy, które by na to wskazywały, zostały usunięte. Przyrządy tego rodzaju produkowane były wówczas przez kilka zakładów. Analizę przeprowadził i opinię wydał mgr inż. Jan Grzymalski.
Janusz Kaczanowski zniechęcony odłożył trzymany w ręku dokument. Jaki związek może mieć ten stary połamany aparat będący teraz tylko kłębowiskiem drutów z napadem na bank?
Żadnego!
A jednak jakby coś tknęło oficera milicji, bo znowu sięgnął po arkusz papieru zapisany maszynowym pismem. Przeczytał go jeszcze raz, odłożył, długo coś rozważał, żeby znowu zainteresować się znanym tekstem.
Nagle wszystko stało się tak przeraźliwie jasne, jak gdyby w tym pokoju eksplodowała jakaś gigantyczna bania światła. Kaczanowski zerwał się od biurka, chwycił leżący przed nim dokument i, jak gdyby go ktoś gonił, pobiegł do gabinetu pułkownika Niemirocha. Sekretarka, panna Krysia, na próżno usiłowała go powstrzymr-
– Majorze, u pułkownika jest kapitan Musiał i porucznik Laskiewicz.
Ale Kaczanowski machnął ręką i nie pukając wszedł do pokoju zwierzchnika. Niemiroch zdziwiony spojrzał na przyjaciela, a widząc wyraz jego twarzy, szybko zakończył rozmowę:
– Macie rację, kapitanie. Zabierzcie się do tego wspólnie z porucznikiem. O wyniku proszę mnie zawiadomić.
Oficerowie pożegnali się i wyszli. Kaczanowski podał pułkownikowi trzymany w ręku dokument.
– Proszę uważnie przeczytać – powiedział.
Adam Niemiroch przejrzał pobieżnie papier, a potem po raz drugi już znacznie uważniej. Ponieważ nie znalazł w jego treści nic frapującego, zapytał majora:
– O co ci chodzi?
– Przecież tu jest rozwiązanie!
– W tej opinii? Nie widzę tu niczego nadzwyczajnego.
– Przecież tłumaczy, dlaczego nie brązowa, a granatowa walizka, jak też śmierć Doberskiego i Rodzińskiej. Ten dokument wskazuje, kto jest ich zabójcą.
– Możliwe, że – wskazuje, ale wolałbym, abyś ty mi pokazał wyraźniej.
– To takie proste – odpowiedział Kaczanowski, dziwiąc się, że jego zwierzchnik domaga się wyjaśnień. – Kazimierz Strzelczyk zajmował się nie tylko nielegalnym czy też półlegalnym handlem częściami samochodowymi. Handlował także różnymi aparatami elektrycznymi. Wtedy były one na rynku taką samą albo i większą rzadkością niż cewki do warszawy. W piwnicy przy Wilczej przechowywano te wszystkie rarytasy. Antoni Dobrawoda i Kowalski nie byli jedynymi wspólnikami późniejszego przywódcy przestępczej grupy. Oni w tym interesie reprezentowali branżę motoryzacyjną. Był ktoś trzeci, kto reprezentował dział elektrotechniczny. On także wiedziało schowku przy Wilczej i miał do niego, tak przypuszczam, własny klucz. Z tamtych lat „dobrych interesów” pozostało temu wspólnikowi trochę „towaru” złożonego w piwnicy, w granatowej walizie. Być może zresztą, że nie były to remanenty, ale handel prowadzono do ostatnich czasów. Kiedyś w piwnicy zdarzyła się mała tragedia. Ludzie składający tam części – samochodowe przez nieuwagę położyli je na pewnym aparacie elektrotechnicznym. Aparat został całkowicie uszkodzony.