Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Całe zdanie nieboszczyka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Całe zdanie nieboszczyka

Электронная книга - «Całe zdanie nieboszczyka». Краткое содержание книги:

Całe zdanie nieboszczyka
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:

Dwa uczucia dodawały mi sił. Jednym była dzika, szaleńcza, pełna nienawiści furia, furia, która w takim natężeniu wybuchała we mnie nader rzadko i która czyniła mnie istotą absolutnie nieobliczalną. Sama nie potrafiłabym przewidzieć, do czego jestem zdolna w tym stanie. Kilka razy w życiu uczyniłam coś, czego nie uczyniłabym w żaden sposób i za żadne skarby świata, gdybym posługiwała się rozumem, a co musiałam potem gwałtownie i z okropnym wysiłkiem odpracowywać. Znając nieco sama siebie wolałam unikać doprowadzania się do wybuchu owej opętanej furii w obawie o jej skutki. Teraz zwiększała się, rosła, aż wreszcie eksplodowała i nie hamowałam jej, utrzymując tylko starannie jej kierunek - na durch przez ścianę.

Drugie zaś stanowiła głęboka wiara w dobroczynny wpływ wody na cerę kobiet. Ileż to się człowiek naczytał i nasłuchał o pięknej cerze Angielek, moknących całe życie na deszczu, o wysychaniu skóry na starość, o konieczności nawadniania. Nie ma obawy, nawodnię się teraz za wszystkie czasy, do końca życia mi starczy! Miałam cichą nadzieję, że wyjdę stąd z cerą co prawda nieco bladą, ale za to cudownej piękności.

Dłubałam sobie z zapałem na głębokości już prawie półtora metra, kiedy o nietypowej porze, tak gdzieś przed wieczorem, dobiegły mnie z lochu jakieś głosy. Wylazłam czym prędzej na czworakach i usłyszałam dobywający się ze zwornika ryk.

- Hej, tyyyyy!!! - grzmiało jak silnik odrzutowca.

W pierwszej chwili zdziwiłam się, że cieć mógł się tak zapomnieć, ale zaraz stwierdziłam, że to nie jego głos. Wyglądało na to, że wrócił szef. Usiadłam sobie na kamieniach i w milczeniu czekałam na stosowniejsze wezwanie. 63

W dziurze zwornika na chwilkę zamilkło.

- Wasza eminencjo! - rozległ się niepewny głos, tym razem ciecia.

Milczałam dalej.

- Wasza emi.! - ryknął głośniej i natychmiast się poprawił. - Wasza królewska

mość!!!

Teraz już mogłam odpowiedzieć.

- Czego?! - wrzasnęłam niechętnie.

- Czy już zupełnie zwariowałaś?! - zabuczał uprzejmie głos szefa. - Co mają znaczyć te wygłupy?

- A, jak się masz?! - odkrzyknęłam przyjaźnie. - Jak zdrowie?!

- Jeszcze ci humor dopisuje?! Jak tam?! Jeszcze nie masz dosyć?!

- Mam dosyć całkowicie! A bo co?!

- Chcesz wyj ść?!

- Nie!!!

- Co?!!!

- Mówię, że nie chcę wyjść!!! Pierwszy raz w życiu mam wreszcie spokój!!!

Zdaje się, że na chwilę odjęło mu mowę. Miałam wrażenie, że na górze słyszę jakiś szmer, widocznie porozumiewał się z cieciem.

- Czy nie dostałaś pomieszania zmysłów?! - krzyknął wreszcie z irytacją.

W odpowiedzi zaczęłam mu grzmiącym rykiem recytować tabliczkę mnożenia przez siedem, posługując się przy tym trzema językami: francuskim, angielskim i duńskim. W każdym z tych języków co innego umiem najlepiej.

- Przestań!!! - darł się wściekle, na co nie zwracałam uwagi. - Przestań, do wszystkich diabłów!!! O co ci chodzi?!!!

Mnożenie przez siedem dobiegło mi kresu, miałam chęć zacząć przez osiem, ale na razie zrezygnowałam z tego.

- Udowadniam ci, że mój umysł całkiem nieźle działa! - wrzasnęłam uprzejmie. - Nie wiem, czy to doceniasz! Umiesz tabliczkę mnożenia?!

Z góry nadleciało kilka przekleństw, których wysłuchałam z dużym zaciekawieniem. Musiał być widocznie w nie najlepszym humorze.

- Coś ci źle poszło?! - krzyknęłam z życzliwym zainteresowaniem.

- Dlaczego?!. - warknął, rozwścieczony.

- Wydajesz mi się nieco zdenerwowany?

- Tobie pójdzie gorzej, bądź pewna! Widzę, że jeszcze nie dojrzałaś! Siedź dalej skoro ci tak

dobrze!

Oddalił się i góra ucichła.

Stos kamieni pod drzwiami powoli rósł. Tak jak to zwykle bywa, zwalony na kupę miał większą objętość niż wmurowany w ścianę. Zaczęłam nabierać obaw, że po jakimś czasie nie będę się miała gdzie podziać, bo budulec wypełni mi całą komnatę. Na wszelki wypadek zaczęłam je układać porządniej, pilnie bacząc, żeby w pierwszej kolejności zawalić całe drzwi. Gnana nieopanowanym szaleństwem odcinałam drogę do siebie, a przy okazji też i sobie normalną drogę na zewnątrz. Teraz już nie miałam innego wyjścia, jak tylko przekopać się przez ścianę.

Dłubiąc szydełkiem miękką zaprawę odmawiałam dziękczynne modlitwy, że nie dostałam się do zamku wybudowanego z granitu na cemencie portlandzkim albo też do podziemi, które by otaczał mur cyklopowy. Kamiennego bloku o wadze na przykład dwóch ton nie ruszyłabym z miejsca w żaden żywy sposób. Dziwiło mnie nieco, że temu bufonowi nie przyszło to do głowy. Przecież ten wapień był łamany na drobne, płaskie kamienie, nie większe niż dwie cegły razem, a niekiedy mniejsze niż jedna, nie tylko tutaj, ale we wszystkich zamkach w okolicy. Sposób budowania z wapienia powinien być chyba powszechnie znany? Prawdopodobnie nie miał zielonego pojęcia o robótkach ręcznych i kłąb białego acrylu nie skojarzył mu się z posiadaniem przeze mnie szydełka.

Przy każdej wizycie ciecia robiłam sobie kreskę na ścianie. Po przedłubaniu trzech metrów policzyłam kreski i ze zgrozą stwierdziłam, że siedzę w tych kazamatach już dwadzieścia cztery dni! Z jednej strony, na skutek ustawicznej gimnastyki, nabierałam kondycji, ale z drugiej słabłam nieco z wygłodzenia. Całe szczęście, że istotnie od lat przywykłam do odchudzania się i do jedzenia nie przywiązywałam zbytniej uwagi. Do szaleństwa brakowało mi tylko herbaty. O problemie mycia usiłowałam starannie nie myśleć, pocieszając się w razie potrzeby wizją królowej Izabelli Hiszpańskiej, która nie myła się trzynaście lat i żyła. Pracowałam do ostatecznego wyczerpania, żeby potem już tylko paść na wstrętny barłóg i nie mieć kłopotów z zaśnięciem w lodowatej wilgoci. Reumatyzm i kołtun były sprawą pewną, szkorbutu miałam nadzieję uniknąć z uwagi na to, że tuż przed przybyciem tutaj byłam nawitaminizowana po dziurki w nosie. Na pół roku powinno wystarczyć. Kwestią grypy i anginy nie zaprzątałam sobie głowy w przekonaniu, że wszelkie bakterie zdechły w tym lochu razem ze szczurami.

Zaczęłam mieć kłopoty z transportem. Mniejsze kamienie wyrzucałam za siebie bez trudu, ale większe musiałam wywlekać za pomocą sieci z acrylu, który od razu przestał być biały. Przekrój korytarza powolutku mi się zmniejszał, zgodnie zresztą z przewidywaniami. Nieco tam było za duszno, zwłaszcza że niezbędny mi do oświetlenia warsztatu pracy kaganek zabierał tlen. Razem wziąwszy trudno by mi było nazwać to zajęcie ulubionym.

Siedząc w głębi wykopanego korytarza nie słyszałam żadnych dźwięków z komnaty. Obawiałam się, że zechcą znów odezwać się do mnie o nietypowej porze i jeśli im nie odpowiem, zaczną coś podejrzewać. Postanowiłam zadziałać profilaktycznie.

Wcześniej już sprawdziłam, w którym miejscu pomieszczenia jestem widoczna dla kogoś patrzącego przez dziurę w zworniku. Można było stamtąd dostrzec wyłącznie sam środek, stanowiący krąg o średnicy około półtora metra. Reszta była niedostępna. Stwierdziłam to wykreślnie, a potem skonfrontowałam z zeznaniami ciecia i jedno zgodziło się z drugim.

Słysząc ryk z góry usiadłam sobie na kamieniu poza kręgiem i spokojnie czekałam. Cieć darł się bardzo długo.

- Wasza królewska mość!!! - wrzeszczał. - Wasza eminencjo!!! Odezwij się!!! Żyjesz?!!! No, odezwij się, jak rany!!!

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)