Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Chromosom 6
Chromosom 6 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chromosom 6

Электронная книга - «Chromosom 6». Краткое содержание книги:

Z kostnicy znikaja zwłoki Carla Franconiego, znanej postaci świata przestępczego. Kilka dni później trafiają one, mocno okaleczone, na stół autopsyjny Jacka Stapletona. Poszukiwania odpowiedzi na nasuwajace się pytania prowadzą aż do Gwinei Równikowej…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 115
Перейти на страницу:

– Ani ja – przytaknął Siegfried.

– Gdzie są teraz? – zapytał Bertram.

– Puściliśmy ich do domu. Ale przedtem porządnie nastraszyliśmy. Nie sądzę, aby chciało im się robić coś podobnego drugi raz, przynajmniej na razie.

– To nie jest sytuacja, której życzyłbym sobie najbardziej! – Bertram wyraził swe niezadowolenie. – Nie dość, że muszę się martwić o bonobo żyjące w dwóch grupach, to na dodatek oni.

– Oni są znacznie gorsi niż małpy podzielone na dwie grupy – stwierdził Siegfried.

– Obie sprawy są niebezpieczne. Obie mogą potencjalnie zagrozić realizacji programu, a niewykluczone, że przerwać go całkowicie. Sądzę, że mój pomysł z umieszczeniem wszystkich zwierząt w klatkach w centrum weterynaryjnym powinien zostać poważnie rozpatrzony. Mam odpowiednie klatki. Trudne by to nie było, a poza tym nie byłoby kłopotu z odławianiem potrzebnych osobników.

Od pierwszej chwili, kiedy Bertram zorientował się, że bonobo żyją w dwóch oddzielnych grupach, myślał, że najlepiej będzie zebrać zwierzęta i umieścić je w oddzielnych klatkach, gdzie łatwiej poddawałyby się obserwacji. Spotkał się jednak z twardym sprzeciwem Siegfrieda. Wówczas Bertram rozważał nawet możliwość skontaktowania się za plecami Siegfrieda z szefem w Cambridge, w Massachusetts, lecz ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Robiąc tak, mógł nieopatrznie wśród szefostwa GenSys wzbudzić obawy o bezpieczną realizację programu z bonobo.

– Nie dyskutujemy tej kwestii! – odparł dobitnie Siegfried. – Jeszcze nie zrezygnowaliśmy z utrzymywania ich w odosobnieniu na wyspie. Zdecydujemy inaczej, jeżeli okaże się, że tak będzie najlepiej. Ciągle się nad tym zastanawiam. Jednak w związku z tym epizodem z Kevinem Marshallem, martwi mnie most.

– Dlaczego? Jest zamknięty – zdziwił się Bertram.

– Gdzie są klucze?

– W moim biurze.

– Powinny być tutaj, w głównym sejfie. Większość twojego personelu ma dostęp do biura, w tym także Melanie Becket.

– Może masz rację – zgodził się Bertram.

– Cieszę się, że podzielasz moje zdanie. W takim razie chciałbym, żebyś je wziął. Ile ich jest?

– Dokładnie nie pamiętam. Cztery czy pięć.

– Chcę je tu mieć – powiedział Siegfried.

– Dobra – zgodził się Bertram. – Nie widzę problemu.

– Doskonale – odpowiedział Siegfried i spuścił nogi z biurka. Wstał. – Chodźmy. Pojadę z tobą.

– Chcesz jechać teraz? – zapytał z niedowierzaniem Bertram.

– Po co odkładać do jutra coś, co można zrobić dziś? – odpowiedział pytaniem Siegfried. – Czy to nie wy, Amerykanie, często powtarzacie to powiedzenie? Wiem, że jeśli zabezpieczymy klucze, lepiej będzie mi się spało w nocy.

– Chcesz, żebym także jechał z wami? – zapytał Cameron.

– Niekoniecznie. Jestem pewny, że sami doskonale sobie poradzimy.

Kevin spoglądał na własne odbicie w dużym lustrze wiszącym na końcu szeregu szafek w męskiej przebieralni.

Kłopot z przebraniem polegał na tym, że małe ubranie było zbyt małe, a średnie nieco za duże. Musiał podwinąć rękawy i wywinąć mankiety przy nogawkach.

– Co ty na miłość boską tu robisz tak długo? – zapytała Melanie, uchylając drzwi do męskiej szatni.

– Już idę – odparł Kevin. Zamknął szafkę, w której zostawił swoje ubranie, i szybko wyszedł na korytarz.

– A mi się wydawało, że to kobiety tracą mnóstwo czasu na przebieranie – rzuciła Melanie.

– Nie mogłem zdecydować, jaki rozmiar będzie najlepszy.

– Czy wchodził ktoś, kiedy byłeś w szatni? – zapytała.

– Ani żywej duszy – odparł.

– To dobrze. U nas też nikogo. Chodźmy!

Melanie skinęła ręką, aby poszli za nią na piętro.

– Żeby dostać się stąd do administracji, musimy przejść przez jeden z oddziałów szpitala weterynaryjnego. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli ominiemy główną część z izbą przyjęć nagłych wypadków i posterunkiem ochrony. Tam jest zawsze spory ruch. Pójdziemy więc na piętro i przejdziemy przez oddział zapłodnień. Gdyby ktoś pytał, będę mogła powiedzieć, że sprawdzam, co z moimi pacjentami.

– Uspokójmy się – powiedziała Candace.

Przeszli korytarz na parterze i weszli na piętro. Wychodząc na główny korytarz, spotkali pierwszego pracownika centrum weterynaryjnego. Nawet jeżeli mężczyzna uznał, że obecność Kevina i Candace w tym miejscu w środku nocy była czymś nienormalnym, nie dał po sobie tego poznać. Minął ich z lekkim skinieniem.

– To było proste – powiedziała Candace.

– To dzięki ubraniom – stwierdziła Melanie.

Skręcili w lewo, przeszli przez duże, podwójne drzwi i znaleźli się w jasno oświetlonym, wąskim korytarzu z licznymi, nie opisanymi drzwiami. Melanie uchyliła jedne z nich i wsunęła głowę do środka. Po chwili po cichu zamknęła drzwi.

– To jeden z moich pacjentów. Gorylica, która jest niemal gotowa do pobrania komórki jajowej. Stają się dość wrzaskliwe, kiedy osiągają poziom hormonów niezbędny dla nas, ale teraz śpi zdrowo.

– Mogę popatrzeć? – zapytała Candace.

– Tak sądzę. Ale bądź cicho i nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów.

Candace przytaknęła. Melanie otworzyła drzwi i wślizgnęła się do środka. Candace wsunęła się za nią. Kevin został przy drzwiach i trzymał je otwarte.

– Czy nie powinniśmy raczej zrobić tego, po co tu przyszliśmy? – zapytał szeptem.

Melanie przyłożyła palec do ust.

W sali stały cztery duże klatki, ale tylko jedna była zajęta. Na posłaniu ze słomy spał duży goryl. Oświetlenie z lampy pod sufitem było tak przyćmione, że panował półmrok.

Candace, chcąc lepiej widzieć, pochyliła się do przodu i delikatnie dotknęła prętów klatki. Nigdy przedtem nie była tak blisko goryla. Gdyby nachyliła się jeszcze bardziej, mogłaby dotknąć potężnego zwierzęcia.

Z szybkością, o którą trudno byłoby ją podejrzewać, obudzona gorylica przyskoczyła do prętów. W następnej sekundzie uderzyła pięściami w podłogę niczym w bęben i wrzasnęła.

Candace w odpowiedzi także krzyknęła ze strachu i błyskawicznie oderwała się od klatki. Melanie złapała ją.

– W porządku – uspokoiła koleżankę.

Małpa po raz drugi zbliżyła się do prętów. Zamachnęła się łapą pełną ekskrementów i rzuciła zawartością w ścianę.

Melanie wyprowadziła Candace z sali, a Kevin zamknął drzwi.

– Bardzo przepraszam – powiedziała Melanie do Candace. Jasna cera dziewczyny była bledsza niż zwykle. – Dobrze się czujesz?

– Chyba tak – odpowiedziała zapytana. Obejrzała swoje ubranie.

– Lekkie napięcie przedmiesiączkowe – stwierdziła Melanie. – Mam nadzieję, że nie trafiła w ciebie, co?

– Zdaje się, że nie. – Candace sprawdziła włosy, przeczesując je palcami.

– Weźmy już klucze – przynaglał Kevin. – Kusimy los.

Przeszli przez cały oddział zapłodnień in vitro, minęli kolejne drzwi wahadłowe i weszli do sporych rozmiarów sali, podzielonej na boksy. W każdym znajdowało się kilka klatek. Prawie wszystkie były zajęte przez młode zwierzęta różnych gatunków.

– To oddział pediatryczny – szepnęła Melanie. – Zachowujcie się po prostu normalnie.

Pracowało tu czworo ludzi. Ubrani byli w chirurgiczne fartuchy, na szyjach zawieszone mieli stetoskopy. Sprawiali wrażenie przyjaźnie nastawionych, ale zapracowanych i pochłoniętych swoimi zajęciami, cała trójka mogła więc przejść spokojnie, wymieniając jedynie kilka zdawkowych uśmiechów i skinień głową.

Po minięciu następnych drzwi wahadłowych i krótkiego korytarza dotarli do ciężkich, zamkniętych drzwi ognioodpornych. Do ich otwarcia Melanie musiała użyć karty magnetycznej.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 115
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)