Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Szkarłatny Kwiat». Краткое содержание книги:

Francja czasów Wielkiej Rewolucji. Szaleje terror. Diabelski wynalazek – gilotyna – pozbawia życia tysiące arystokratów. Lecz oto pojawia się Szkarłatny Pimpernel. Szlachetny śmiałek ratuje od śmierci niewinnych ludzi, organizując ich brawurowe ucieczki do Anglii.
Wkrótce jednak nad jego głową zbierają się czarne chmury. Piękna Małgorzata St. Just zostaje zmuszona do zdemaskowania tajemniczego bohatera albo… zginie jej brat.
To oznacza zdradę ukochanego. Jak postąpi Małgorzata? Czy misterny plan agenta rządu francuskiego zakończy się sukcesem?
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 56
Перейти на страницу:

Mieli godzinę czasu, gdy wyjechali z Dover mniej więcej o godzinę wcześniej od Chauvelina, by ostrzec Percy'ego i przekonać go o szaleństwie tej wyprawy, której epilogiem mogła być jedynie jego śmierć.

Ale na to mieli tylko godzinę czasu.

– Chauvelin trafi do zajazdu pod "Burym Kotem" dzięki skradzionym papierom – rzekł sir Andrew – i zaraz po wylądowaniu tu przyjdzie.

– Ale jeszcze nie wylądował -odparła. – Mamy zatem nieco czasu, a Percy zjawi się tu lada chwila. Nim się Chauvelin spostrzeże, będziemy już dawno w drodze do Anglii.

Mówiła z ożywieniem, pragnąc wzbudzić w młodym przyjacielu choć iskrę nadziei, której wciąż rozpaczliwie się chwytała; ale on smutnie potrząsnął głową.

– Czemu nic nie mówisz -zapytała z rozdrażnieniem – i czemu potrząsasz głową z taką grobową miną?

– Dlatego madame, że snując różowe plany, zapominasz o najważniejszym czynniku.

– Co mówisz? o niczym nie zapominam… co za czynnik? -dodała z rosnącym zniecierpliwieniem.

– Ma sześć stóp wysokości i nazywa się Percy Blakeney -odparł poważnie sir Andrew.

– Nic nie rozumiem – szepnęła.

– Czy myślisz na serio, pani, że twój mąż opuści Calais, nie wypełniwszy swego zadania?

– To znaczy, że…?

– Przecież chodzi o hrabiego de Tournay.

– O hrabiego…

– I o Armanda St. Justa i o wielu innych jeszcze…

– Mojego brata! – zawołała z okrzykiem zgrozy. – Boże, przebacz mi, ale zapomniałam o nim…

– Ci zbiegowie wyczekują z niezachwianą wiarą zjawienia się "Szkarłatnego Kwiatu", który pod słowem honoru przyrzekł im pomoc.

Tak, ona zapomniała o tym. W szlachetnym egoizmie kobiety, kochającej całym sercem, zapomniała w ubiegłych godzinach o wszystkich, z wyjątkiem męża. Jego cenne życie, groza położenia, słowem on jeden pochłaniał wszystkie jej myśli.

– Mój brat – szepnęła i duże łzy zaczęły znów spływać z jej oczu na wspomnienie o Armandzie, tym towarzyszu i umiłowanym opiekunie jej dzieciństwa, dla którego popełniła ciężki grzech, prowadzący jej męża do zguby.

– Sir Percy Blakeney nie byłby uwielbianym wodzem garstki dżentelmenów – rzekł dumnie sir Andrew – gdyby opuszczał tych, którzy okazali mu ufność. Sama myśl, by mógł złamać słowo, jest niedopuszczalna.

Zapadło milczenie. Małgorzata zasłoniła twarz rękoma, a przez drżące jej palce spadały ciężkie, duże łzy. Młodzieniec nie starał się jej pocieszać, choć cierpiał na widok jej bólu. Zrozumiał cały bezmiar nieszczęścia, w jakie wtrąciła wszystkich lekkomyślność tej kobiety. Znał tak dokładnie swego przyjaciela i wodza, jego szaloną wprost odwagę, bezprzykładne zuchwalstwo i kult danego słowa. Sir Andrew wiedział, że Blakeney stawi czoło każdemu niebezpieczeństwu, narazi się na niechybną zgubę, niż złamie przysięgę. Z Chauvelinem podejmie ostatnią rozpaczliwą walkę, bezowocną może, aby tylko wypełnić obietnicę.

– Tak, sir Andrew – rzekła wreszcie Małgorzata, usiłując osuszyć łzy – masz rację. Okryłabym się hańbą przeszkadzając mu w wypełnieniu obowiązku. Zresztą, jak sam mówisz, prośby moje byłyby daremne. Oby Bóg go wspomagał i wybawił z rąk nieprzyjaciół. Percy ci może nie odmówi, abyś mu towarzyszył i dzielił z nim wzniosłe zadanie. We dwóch znajdziecie więcej sposobów; tak wiele macie odwagi i sprytu! tylko czasu tracić nie trzeba. Jestem przekonana, że ocalenie jego zależy od ostrzeżenia go, że Chauvelin go ściga.

– Bez wątpienia, gdyż ma pomysły wprost zdumiewające, a przestrzeżony będzie jeszcze ostrożniejszy.

– W takim razie przejdź się po tej mieścinie dla zbadania sytuacji, a ja tu będę czekać na przybycie Percy'ego. Może wpadniesz na jego ślad i oszczędzisz tym sposobem dużo cennego czasu. Jeżeli odnajdziesz męża, proś go, aby miał się na baczności.

– Czy czekałabyś pani w tak wstrętnej norze?

– Cóż mi to szkodzi? poproś tylko naszego mrukliwego gospodarza o inny pokój, abym nie była wciąż narażona na towarzystwo tych wchodzących i wychodzących robotników. Ofiaruj mu także hojny napiwek, aby mnie ostrzegł, gdy wróci wysoki Anglik.

Mówiła z wielkim spokojem, prawie wesoło, choć była przygotowana na najgorsze. Postanowiła nie okazać najmniejszej słabości i stać się godną tego, który ofiarowywał życie za bliźnich.

Sir Andrew nie opierał się, chętnie poddając się energicznym rozkazom Małgorzaty. Zapukał lekko do drzwi, za którymi przed chwilą znikł Brogard z żoną, i oczywiście usłyszał siarczyste przekleństwo.

– Hej przyjacielu Brogard! – rzekł młodzieniec rozkazująco – pani chciałaby nieco odpocząć. Czy mógłbyś odstąpić jej osobny pokój, gdyż pragnęłaby pozostać sama?

Wyciągnął z kieszeni pieniądze i zadzwonił nimi znacząco.

Brogard otworzył drzwi i wysłuchał niechętnie żądania gościa. Na widok złota wyprostował się nieco, wyjął fajkę z ust i wszedł do izby. Wskazał przez ramię strych i ryknął:

– Może tam poczekać, zupełnie jej to wystarczy; zresztą nie mam innego pokoju.

– Ależ naturalnie – rzekła lady Blakeney po angielsku, zrozumiawszy jaką korzyść wyciągnie z tej kryjówki. – Daj mu pieniądze, sir Andrew. Jestem zupełnie zadowolona z tej propozycji, gdyż zobaczę wszystko, a sama pozostanę w ukryciu.

Skinęła na Brogarda, który wszedł po schodach na strych i odgarnął słomę leżącą na podłodze.

– Błagam cię, madame – rzekł sir Andrew, gdy Małgorzata podeszła ku chwiejącym się schodom – postępuj z rozwagą! Pamiętaj, że ten dom przepełniony jest szpiegami i nie pokazuj się sir Percy'emu, dopóki nie upewnisz się, że jesteś z nim sam na sam.

Ale zrozumiał, jak dalece ta przestroga była zbyteczna. Młoda kobieta tchnęła spokojem i równowagą jak mężczyzna. Nie potrzebował się obawiać lekkomyślności z jej strony.

– Bądź spokojny – odpowiedziała, siląc się na wesołość. – Mogę uroczyście obiecać, że nie narażę na niebezpieczeństwo życia męża ani jego planów. Nie bój się, zaczekam na sposobność, którą uznam za najkorzystniejszą.

Brogard zszedł ze strychu i Małgorzata udała się do bezpiecznej kryjówki.

– Nie śmiem pocałować cię w rękę, madame – rzekł sir Andrew

– od chwili, gdy jestem twoim lokajem, ale proszę cię, bądź dobrej myśli. Jeżeli nie spotkam się z Blakeney'em w przeciągu pół godziny, powrócę w nadziei, iż zastanę go tutaj.

– Tak, to będzie najlepiej. Możemy bezpiecznie poczekać pół godziny, gdyż Chauvelin rychlej się nie zjawi. Ufajmy Bogu, że jedno z nas zobaczy się z Percy'ym, zanim Chauvelin nadejdzie. Życzę ci szczęścia przyjacielu i nie obawiaj się o mnie.

Wspięła się lekko po ostatnich stopniach spróchniałych schodów prowadzących na strych. Brogard nie zwracał już na nią najmniejszej uwagi, mogła zatem postępować zupełnie spokojnie. Sir Andrew pozostał w izbie, póki nie znikła w głębi kryjówki i nie usadowiła się na słomie. Gdy zasunęła podartą firankę, młodzieniec mógł zdać sobie sprawę, jak dobrze była ukryta, by wszystko widzieć i słyszeć, nie będąc widoczna dla nikogo. Gburowaty Brogard otrzymał zapłatę tak hojną, że nie miał najmniejszego interesu, aby ją zdradzić. Sir Andrew podszedł ku drzwiom i jeszcze raz obrócił się, by spojrzeć na strych.

Dostrzegł przez dziury firanki słodką twarzyczkę Małgorzaty i stwierdził z radością, że była spokojna, a nawet uśmiechnięta.

Skinął przyjaźnie głową na pożegnanie i znikł w nocnej ciemności.

Rozdział XXIV. Zasadzka

Następny kwadrans minął spokojnie i cicho. W dolnej izbie Brogard posprzątał ze stołu i nakrył dla nowych gości. Małgorzata z takim zajęciem śledziła te przygotowania, że oczekiwanie wydało jej się mniej męczące. Była pewna, że przyrządzano wieczerzę dla Percy'ego i Brogard musiał odczuwać dla wysokiego Anglika pewne uszanowanie, gdyż zadawał sobie trudu, aby nakrycie przybrało wygląd mniej odrażający.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)