Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Twarz z przeszłości». Краткое содержание книги:

Gdy doktor Blake Hunter spotyka Casey Edwards błąkającą się po ulicach miasteczka Sweetwater, jest ona kobietą bez przeszłości. Pamięć wyparła ślady przerażających wydarzeń, jakie stały się jej udziałem przed dziesięcioma laty. Jedyne, co ma, to skrawek papieru z adresem wspaniałej posiadłości, w której mieszka jej matka.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 83
Перейти на страницу:

Uśmiechnął się smutno. Ujął jej rękę i poczuła jego ciepło, mocny, a zarazem delikatny uścisk. Popatrzyła na dłonie Blake’a. Były ładne. Paznokcie krótkie i równo przycięte. W jego głosie brzmiała udręka, gdy mówił dalej.

– Dzień, o którym Sweetwater tak usilnie chce zapomnieć, Casey, to dzień, w którym prawdopodobnie zabiłaś swojego przyrodniego brata.

„Prawdopodobnie zabiłaś swojego przyrodniego brata”. Prawdopodobnie zabiłaś swojego przyrodniego brata. Prawdopodobnie zabiłaś swojego przyrodniego brata!

W głębi serca przeczuwała, że to musiało być coś takiego. Miała wrażenie, jakby niewidzialna ręka zaciskała się na jej szyi i utrudniała jej oddychanie. Ogarnęła ją panika niepodobna do niczego, co dotąd znała, sprawiając, że wypowiadanie słów stało się niemożliwe. Objęła się ramionami i zaczęła kołysać się w przód i w tył, gdy mrożące krew w żyłach obrazy tworzyły się w jej umyśle.

Znieruchomiała. Własne myśli sparaliżowały ją. Nie! Mylił się. Mylili się. Na pewno!

– Casey. – Głos Blake’a zabrzmiał tak, jakby przechodził przez tunel.

Wpatrywała się w ścianę. I kołysała się. Coraz szybciej, żeby to znikło.

Ubrania, które jej dali, były sztywne i zbyt szorstkie dla jej delikatnej skóry. Było jej zimno. Wszędzie. Mgiełka zamazywała jej oczy, sprawiając, że wszystko zdawało się płynąć w powietrzu. Spojrzała na swoje nadgarstki. Skóra, jakby pas. Zbyt mocno zaciśnięty. Ramiona były przywiązane pasami do jej boków. Dlaczego? Nagle usłyszała głosy.

– Doktor Hunter mówi, że będzie spała przez jakiś czas. Mam nadzieję, że to, co jej dał, oszołomi ją porządnie. Mój Boże, nigdy nie widziałam czegoś takiego.

– Taak, cóż, poczekaj tylko, aż zobaczysz chłopaka, wtedy to powiedz. Człowiek nie powinien nigdy musieć patrzeć na to, co widzieliśmy tam dzisiaj. I ta biedna matka. Straciła dwoje dzieci. Chociaż bardzo niechętnie to mówię, ta dziewczyna powinna smażyć się w piekle.

Było jej zimno, nie mogła się smażyć. Czy nie wiedzą tego? I kim właściwie są? Próbowała przypatrzeć się dokładniej, ale widziała tylko ich plecy.

– Cholera, Casey! Posłuchaj mnie! – krzyknął Blake.

Szarpnęła się do przodu i odwróciła w stronę Blake’a. Jej głos brzmiał chrapliwie.

– Hm?

Cała była odrętwiała. Nie mogła na niego patrzeć. Jak mógł jej to zrobić po wszystkim, co przeszła w tym krótkim czasie, odkąd wróciła do domu? Był jak wszyscy inni. Podły i okrutny. Żałowała, że nie została w szpitalu.

– Posłuchaj mnie – mówił. – Doznałaś szoku. Dam ci coś.

– Nie! Nie chcę niczego. Jesteś dokładnie taki jak oni. – Sięgnęła po tenisówki, wcisnęła w nie stopy, nie zawracając sobie głowy sznurówkami, i pobiegła do drzwi.

Blake chwycił ją za ramię i przytrzymał.

– To ostatnia rzecz, jaką spodziewałaś się usłyszeć, wiem. Może to był błąd. Przepraszam, ale trzeba to było powiedzieć. Proszę, Casey, zaufaj mi.

Miał rację. W jakim celu coś takiego by wymyślił? Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej sensownie to brzmiało. Dlaczego, jeśli nie z tego powodu, przebywałaby w szpitalu przez dziesięć lat?

– Przepraszam. Nie mogę… – wyrzuciła ramiona przed siebie.

– Wiem. Trudno się z tym pogodzić. Pomogę ci. Możemy się tym zająć, Casey. Obiecuję. Kiedy porozmawiamy z doktorem Dewittem, on ci pomoże. Potem będziesz mogła pozostawić to za sobą i żyć dalej.

Powiedział „my”. Czy to znaczyło, że będzie ją wspierał, nawet jeśli była morderczynią?

Skinęła głową i usiadła. Te dziwne spojrzenia, z którymi się spotykała od czasu powrotu. Nieuprzejma ekspedientka, Brenda. Wszystko to miało teraz sens.

Była morderczynią. Zabiła z zimną krwią, umyślnie.

Co by jej to dało, gdyby sobie przypomniała? Najwyraźniej była wtedy obłąkana, zabiła biednego Ronniego i dzięki Bożej łasce jej wspomnienia o tamtym dniu zostały całkowicie wymazane z pamięci. Powinna to po prostu tak zostawić. Jednak sumienie nie dawało jej spokoju. Pomyśli o tym później. Teraz chciała tylko oswoić się z tym, co powiedział jej Blake.

Nie odzywał się ani słowem. Utkwiła wzrok w jego twarzy, spodziewając się, że zobaczy strach i odrazę. To, co ujrzała, kompletnie ją zaskoczyło.

– Dlaczego patrzysz na mnie w ten sposób, Casey? Zawsze o tym wiedziałem. To niczego nie zmienia. – Wyciągnął rękę w jej stronę.

– To prawdziwy koszmar! W jednej chwili myślę, że jestem tym… nie wiem czym, a w następnej dowiaduję się, że jestem morderczynią. – Pozwoliła, by ją przytulił. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Nie chciała, żeby był świadkiem jej kolejnego załamania. Poradzi sobie z tym.

– Mogę sobie tylko wyobrażać, jak musisz się czuć. Zbadamy to. Znajdę doktora Macklina. Porozmawiam z Bentleyem, dostaniemy te akta od Marianne, jeśli w ogóle istnieją. I doktor Dewitt. Nie będziemy siedzieć bezczynnie, Casey. – Obsypywał lekkimi pocałunkami jej twarz. Zaczerpnęła powietrza. O Boże, jak bardzo chciała mu wierzyć. Jak bardzo chciała zapomnieć o tym, co właśnie ujawnił.

– Czy to naprawdę ma teraz znaczenie? Nic nie zmieni tego, że to zrobiłam – powiedziała z rozpaczą w głosie.

– To nie jest koniec tej historii. – Blake wstał i zaczął spacerować po pokoju.

– Dlaczego, Blake? Dlaczego, ma to teraz znaczenie? Po dziesięciu latach. Odsiedziałam swoje, że tak powiem. Co mi da odgrzebywanie przeszłości? Powiedz mi.

– Myślę, że coś więcej stało się tego dnia, kiedy umarł Ronnie. Sądzę, że całe miasteczko Sweetwater też tak uważa. Rozmawiamy o tym z Adamem od lat i obaj przypuszczamy, że coś zostało zatuszowane. Nie wiemy tylko co.

Czy to możliwe? – zastanawiała się. Iskierka nadziei. Może to rzeczywiście jeszcze nie cała historia. Miała zamęt w głowie.

– Kiedy… kiedy zabiłam Ronniego – mówiła niezdecydowanie, własne słowa brzmiały dla niej obco. – Kiedy to zrobiłam… dlaczego nie miałam procesu?

Blake obrócił się w jej stronę.

– To część tej zagadki. Chociaż mam pewne podejrzenia, nigdy nie udało mi się otrzymać wglądu w tak zwany raport policyjny. Raport, którego, jak się wydaje, Marianne i Brenda nie mają czasu poszukać. To dlatego myślę, że dobrze by było porozmawiać z Rolandem. Zobaczyć, co powie po tych wszystkich latach.

– Co podejrzewasz? – zapytała Casey niecierpliwie.

– Od początku przypuszczałem, że kiedy prawdopodobnie zabiłaś Ronniego, zrobiłaś to w obronie własnej.

– Zapomnij o tym, Blake. Jestem pewna, że w takim przypadku odbyłby się proces i nie wiadomo co jeszcze. Pamiętaj, że nie mam pojęcia, co się zdarzyło. To by z pewnością tłumaczyło, dlaczego dostawałam takie lekarstwa. Może jestem szalona. – Wzruszyła ramionami i zaśmiała się głucho. – Może to nie jest taki dobry pomysł, żeby zapytać szeryfa. Najwyraźniej wykonał swoją pracę. Z jakiegoś powodu straciłam tamtego dnia panowanie nad sobą, a zaraz potem pamięć. Może powinniśmy po prostu tak to zostawić. – Częściowo wierzyła w te słowa, ale równocześnie chciała zawzięcie badać tę sprawę.

– A więc jak się dowiesz? – zapytał.

Może powinna przynajmniej trochę o tym pomyśleć. Jeśli zarówno Blake, jak i Adam uważają, że zdarzyło się coś więcej, czuła się w obowiązku sprawdzić ich podejrzenia. Była pewna, że pozostanie szaloną kobietą bez pamięci. Szaloną kobietą, która zabiła swojego brata.

– Chyba nic złego się nie stanie z powodu paru pytań. Blake, nie chcę robić zamieszania. Obywatele Sweetwater i tak nie powitali mnie zbyt serdecznie. Poza tym John jest chory i mama nie odchodzi od jego łóżka, więc w żadnym razie nie chcę zdenerwować ani jego, ani jej.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)