Quo Vadis
- Автор: Сенкевич Генрик
- Год: 2002
- Язык: белорусский
- Год: «Safija»
- Переводчик: Пётр Татарыновіч
- Жанр: Историческая проза
Электронная книга - «Quo Vadis». Краткое содержание книги:
Ramantyčnaja historyja kachannia na fonie hetych padziejaŭ robić tvor cikavym dla šyrokaha koła čytačoŭ.
Što da Kiprydy, jakoj taksama mianie ty paručaŭ, dyk pačuŭ apieku jejnuju nad saboju nastolki, što voś maju ščypannie ŭ pravaj nazie. Choć heta dobraja bahinia!
Dumaju, što ty paniasieš raniej ci pazniej biełyja hałubki na jejny ałtar.
— Zdajecca tak, — pacviardžaje Vinić. — Nie dasiahali mianie streły Partaŭ, zatoje trapiła ŭ mianie astryjo Amura… niespadziavana, niekulki stajaŭ pierad bramaju horadu.
— Na biełyja kaleni Charytak! Raskažaš mnie heta svabodnaju paroju, — kaža Piatroni.
— Mienavita pryjšoŭ da ciabie parajicca, — adkazvaje Mark.
Ale ŭ toj chvilinie ŭvajšli epilatary, jakija ŭziali Piatronija, Mark ža, skinuŭšy tuniku, zanuryŭsia ŭ letniuju vannu, bo Piatroni zaprasiŭ jaho da kupalni.
— Ach, nie pytaju nat, ci maješ uzajemnasć, — adkazaŭ Piatroni, lubujučysia maładoju, niby z marmuru vykananaj fihuraj Vinicija. — Kab Lizyp byŭ ciabie bačyŭ, ucharašaŭ by ty ciapier Pałatynskuju bramu, jak statuja Hierkulesa ŭ maładym vieku.
Junak usmichaŭsia ad zadavalniennia j pačaŭ zanuracca ŭ vannie, raschlustvajučy pry tym bujna ciopłuju vadu na mazajiku Hiery, prosiačaj Son, kab zakałychaŭ Zeŭsa. Piatroni piesciŭ jaho z pryjemnasciu vokam artystaha.
Jak skončyŭ i addaŭsia pasla epilataram, uvajšoŭ lektar z bronzavaj skrynkaj na žyvacie i skrutami papiery ŭ joj.
— Chočaš pasłuchać? — spytaŭ Piatroni.
— Kali heta tvoj tvor, achvotna! — adkazaŭ Vinić. — A kali nie, to lepš pahutarym. Paety łoviać siannia ludziej na ŭsich rahoch vulic.
— A jak ža. Nie projdzieš la nijakaj bazyliki, la termaŭ, biblijatekaŭ ci kniharniaŭ, nie spatkaŭšy paeta, žestykulujučaha by małpa. Ahrypa, jak pryjechaŭ siudy z Uschodu, dumaŭ, heta ačmuciełyja. Ale ciapier takija ŭžo časy. Cezar piša vieršy, dyk usie jduć u jahonyja slady. Niamožna tolki pisać vieršaŭ lepšych, čym cezaravy, i z hetaj pryčyny krychu pabojvajusia za Lukana… Ja pišu prozaju, joju, adnak, nie častuju ani siabie samoha, ani inšych. Toje, što lektar mieŭ čytać, heta byli kadycyłli taho biednaha Fabrycyja Vejenta.
— Čamu «biednaha»?
— Bo jamu zahadana, kab pahulaŭ u Adysieja j nie viartaŭsia damoŭ až da novaha zahadu. Hetaja Adysieja nastolki jamu budzie lahčejšaj, čym Adysieju, što žonka jaho nie josć Peniełopaj. Dyj ci ž tre tabie kazać, što pastupili z im pa-durnomu. Ale tut nichto jnakš jak paviarchoŭna nie aceńvaje rečaŭ.
Heta davoli puscieńkaja j nudnaja knižka, jakuju pačali prahavita čytać tolki tady, jak aŭtara vyhnali. Ciapier z usiul čuvać: «Skandał! Skandał!», i, być moža, niekatoryja rečy Vejent zfantazjavaŭ, ale, znajučy naš narod, našych patres i našych žančyn, zaručaju tabie, što ŭsio heta šče nie daraŭniała rečajisnasci. Razumiejecca, kažny tam šukaje ciapier siabie z tryvohaju, a znajomych z pryjemnasciaj. U kniharni Aviruna sto skrybaŭ pierapisvaje dyktavanuju knižku — i popyt jaje zapeŭnieny.
— Tvajich spravak tam niama?
— Josć, tolki aŭtar nie celiŭ, bo ja adnačasna j horšy, i mienš paskudny, jak mianie apisaŭ. My, bač, tut daŭno ŭžo zahubili pačuccio taho, što hodnaje abo niahodnaje, i mnie samomu zdajecca, što sapraŭdy henaj roznicy niama, choć Seneka, Musoni j Tresej strojać minu, byccam jaje bačać. Mnie dyk usio roŭna, na Hierkulesa! Kažu toje, što dumaju! Ale ja zachavaŭ tuju vyšejšasć, što mahu adroznić brydotu ad pryhastva, a taho, naprykład, naš rudabarody paet, furman, piajun, tancor i aktor — nie ciamić.
— Škada mnie, adnak, Fabrycyja! Heta dobry tavaryš.
— Zhubiła jaho samalubstva. Kožny jaho padazravaŭ, ale nichto dobra nie viedaŭ, na biadu — jon sam nie moh vytrymać i na ŭsie baki razhałasiŭ «pad sakretam». Ci ty čuŭ historyju Rufina?
— Nie.
— To piarojdziem u fryhidaryjum, krychu achałodzimsia j raskažu tabie jaje.
Pierajšli ŭ fryhidaryjum, pasiarod jakoha biŭ uhoru vadaliŭ, akrašany jasna-ružovym koleram, raznosiačy pach fijałkaŭ. Tam pasieli ŭ nišach, pavysciłanych šoŭkam, i pačali chaładzicca. Chvilinku maŭčali. Vinić uhladaŭsia na branzovaha Faŭna, što, pierahnuŭšy sabie cieraz plačo nimfu, šukaŭ prahavita vusnami jejnych vusnaŭ, pasla kaža: — Hety dobra robić. Vo što najlepšaje ŭ žycci.
— Bolš-mienš! Ale aprača taho kachaješ vajnu, jakoj ja nie lublu, nohci bo pad pałatkami pukajucca j hubiać svaju ružavu. Ale kožny maje svaje ŭpadoby.
Rudabarody lubić piesni, złašča svaje sobskija, a stary Skaŭr svaju vazu karynfskuju, jakaja ŭnačy stajić pry jahonym łožku i jakuju całuje, kali nie moža spać. Vycałavaŭ užo jejnyja bierahi. Skažy, a ty ž nie pisaŭ vieršaŭ?
— Nie, nie zharadziŭ nikoli anivodnaha hiekzamietru.
— I nie hraješ na lutni dy nie piaješ?
— Nie.
— A nie jezdziš?
— Byŭ na pierahonkach kaliś u Antyochiji, ale nie pašancavała.
— Tady ja ab tabie spakojny. A da jakoha staronnictva naležyš u hipadromie?
— Da zialonych.
— Tady ja zusim spakojny, tym bolš, što choć maješ vialikuju majomasć, ale nie tak bahaty, jak Pałas abo Seneka. Bo, bač, u nas ciapier dobra pisać vieršy, piajać pry lutni, dekłamavać i jezdzić navypieradki ŭ cyrku, ale jašče lepš dy biaspiečniej nie pisać vieršaŭ, nie hrać, nie piajać i nie vypieradžacca ŭ cyrku. Najlepš umieć vykazvać podziŭ, kali heta robić Rudabarody. Ty prystojny chłopiec, toje chiba tabie moža tolki pahražać, što Papieja zakachajecca ŭ ciabie. Ale jana zavialiki maje ŭ hetym dosled. Davoli nakachałasia za pieršych dvuch mužoŭ, dyk pry trecim joj raschodzicca pra što inšaje. Ci viedaješ, što heny durny Aton i dahetul kachaje da adčaju… Brodzić tam pa skałach Hišpaniji dy ŭzdychaje. I hetak aprascieŭ dy abniachajeŭsia, što na ŭkładannie fryzury patrabuje ciapier tolki try hadziny dzienna. Chto hetaha ad Atona moh spadziavacca.
— Ja jaho razumieju, — adkazaŭ Vinić. — Ale na jaho miejscy rabiŭ by što inšaje.
— Što imienna?
— Zbiraŭ by viernyja sabie lehiji z tamašnich horcaŭ. To chvackija vajary, tyja ibieryjcy.
— Vinić! Vinić! Chočacca skazać tabie, što ty da hetaha nie byŭ by zdolny. A viedaješ čamu? Takija rečy robiacca, ale ab ich nie havoracca nat umoŭna. Ja kpiŭ by na jahonym miejscy z Papieji, kpiŭ by z Rudabarodaha i farmavaŭ by sabie lehiji, tolki nie z ibieryjcaŭ, a z ibieryjek. Evientualna, pisaŭ by epihramy, jakich, peŭna ž, nie adčytvaŭ by nikomu, jak niebarak Rufin.
— Ty ž maniŭsia mnie raskazać jahonuju historyju.
— Raskažu tabie ŭ unktuaryjumie.
Ale ŭ unktuaryjumie cikavasć Vinicija zviarnułasia na što inšaje, mienavita na čaroŭnyja niavolnicy, jakija čakali tam na kupalnikaŭ. Dzvie z ich, niehrynki, niby strojnyja hiebanovyja statuji, pačali mascić ichniaje cieła arabskimi pachnidłami, inšyja, sprytnyja časalnicy, fryhijki, trymali ŭ miakkich i hnutkich, by vužy, ručonkach paliravanyja stalovyja lustry j hrabiani, a dzvie, nu prosta jak bahińki, dziaŭčatki z Kos čakali, jak «vaestiplicae»[5], na statuetnaje ŭkładannie tohaŭ.
— Na Zeŭsa-Chmaraŭłada! — nie vytrymaŭ Mark. — Jaki tut u ciabie kvietnik!
— Lepšy vybar, čym lik, — adkazaŭ Piatroni. — Usia maja familija ŭ Rymie majeć nie bolš jak čatyrysta hałoŭ, i, dumaju, da asabistaje prysłuhi darabkovičy chiba patrabavali b bolej.
5
Viestypliki, słužanki (łac.).