Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Chromosom 6
Chromosom 6 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Chromosom 6

Электронная книга - «Chromosom 6». Краткое содержание книги:

Z kostnicy znikaja zw?oki Carla Franconiego, znanej postaci ?wiata przest?pczego. Kilka dni p??niej trafiaj? one, mocno okaleczone, na st?? autopsyjny Jacka Stapletona. Poszukiwania odpowiedzi na nasuwajace si? pytania prowadz? a? do Gwinei R?wnikowej…
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 101
Перейти на страницу:

– Jesteś bliżej – odparł Vinnie, nie wyglądając nawet zza gazety.

Jack szeroko otworzył oczy na tę manifestację braku respektu ze strony Vinniego, ale nie zaprotestował, bo w duchu musiał przyznać, że jego kolega ma rację. Podszedł więc osobiście do oszklonych drzwi i otworzył je. Zanim zdążył otworzyć usta, żeby przypomnieć o zakazie palenia tytoniu, obstąpiła go chmara dziennikarzy.

Musiał odepchnąć kilka mikrofonów, które wręcz dźgały go w twarz. Pytania padły równocześnie, tak że Jack nie zrozumiał, o co pytano, dotarło do niego jedynie, że chodzi o jakąś autopsję. Ile sił w płucach zawołał, że nie wolno palić, i dosłownie strząsnął z ramion czyjeś ręce, zanim udało mu się zamknąć drzwi. Dziennikarze naparli na nie z impetem.

Zdegustowany tym widokiem Jack wrócił do pokoju dla lekarzy.

– Czy ktoś łaskawie wyjaśni mi, co tu się dzieje? – zapytał głośno.

Wszyscy obrócili się w jego stronę; pierwsza odezwała się Laurie.

– Nie słyszałeś?

– A pytałbym, gdybym słyszał? – odparł Jack.

– Na miłość boską o niczym innym nie mówią w telewizji – żachnął się Calvin.

– Jack nie ma telewizora – odpowiedziała Laurie. – Sąsiedzi nie pozwalają.

– Gdzie pan mieszka? – zapytał zaskoczony sierżant Murphy. – Nigdy nie słyszałem, żeby sąsiedzi zabraniali sobie nawzajem posiadać telewizory. – Wiekowy Irlandczyk z czerwoną twarzą przybrał ojcowski ton. Został przydzielony do służby w kostnicy wiele lat temu, tak wiele, że nie chciał się przyznawać ile, ale dlatego też o wszystkich pracownikach myślał jak o członkach swojej rodziny.

– Mieszka w Harlemie – wyjaśnił Chet. – Właściwie to jego sąsiedzi cieszyliby się, gdyby kupił telewizor, bo mogliby go sobie pożyczyć.

– Wystarczy, moi drodzy – przerwał Jack. – Powiedzcie, co to za historia.

– Wczoraj po południu odstrzelili jednego z bossów mafii – wyjaśnił swym donośnym głosem Calvin. – Od czasu, gdy złożył deklarację o gotowości do współpracy z prokuraturą, jakby kto wsadził kij w gniazdo szerszeni, a gangster znalazł się pod opieką policji.

– Nie był bossem mafii – zaprzeczył Lou Soldano. – Był jedynie jednym z ludzi ze średniego szczebla rodziny Vaccarro.

– Mniejsza o to. – Calvin machnął z lekceważeniem ręką. – Problem w tym, że trafili go, kiedy znajdował się pod opieką policji nowojorskiej, co mówi nam wiele o jej zdolnościach do chronienia człowieka.

– Ostrzegano go, żeby nie wychodził do restauracji – protestował Lou. – Wiem to na pewno. Nie można chronić człowieka, jeżeli nie chce się stosować do dobrych rad.

– Możliwe, że został zabity przez policję? – zapytał Jack. Jednym z zadań patologa sądowego było branie pod uwagę Wszystkich możliwości, zwłaszcza kiedy chodziło o śmierć człowieka aresztowanego, który znajdował się pod strażą Policji.

– Nie był aresztowany – zaprzeczył Lou, domyślając się, co chodzi Jackowi po głowie. – To znaczy wcześniej był zatrzymany i postawiono mu zarzuty, ale wyszedł za kaucją.

– Skąd więc ta cała heca? – zapytał Jack.

– Stąd, że burmistrz, prokurator okręgowy i komisarz policji są wściekli jak jasna cholera – odpowiedział Calvin.

– Amen – potwierdził Lou. – Szczególnie komisarz. Dlatego tu jestem. Sprawa staje się jednym z tych uwielbianych przez media koszmarów, kiedy można swobodnie zatracić wszelkie proporcje. Musimy znaleźć sprawcę lub sprawców tak szybko, jak się da, inaczej polecą głowy.

– I stracicie przyszłych potencjalnych świadków – dodał Jack.

– Tak, to też – przyznał Lou.

– Nie wiem, Laurie – Calvin wrócił do przerwanej rozmowy. – Doceniam, że zjawiłaś się tak wcześnie i jesteś gotowa wziąć ten przypadek, ale możliwe, że Bingham będzie chciał zrobić to osobiście.

– Ale dlaczego? Przecież przypadek jest prosty, a ja ostatnio robiłam kilku zastrzelonych. Poza tym Bingham jest w ratuszu na spotkaniu w sprawach budżetowych i nie zjawi się wcześniej jak koło południa. Do tego czasu skończę i wyniki znajdą się już w rękach policji. Skoro czas dla nich jest w tej sytuacji tak ważny, moja propozycja chyba ma sens.

Calvin spojrzał na Lou.

– Sądzi pan, że pięć, sześć godzin może mieć znaczenie dla śledztwa?

– Może – przytaknął Lou. – Psiakrew, im szybciej autopsja zostanie przeprowadzona, tym lepiej. Dowiemy się chociażby, czy mamy szukać jednego człowieka, czy dwóch, a to już będzie bardzo pomocne.

Calvin westchnął.

– Nie cierpię takich decyzji. – Przeniósł potężny ciężar swego studwudziestokilogramowego, umięśnionego ciała z jednej nogi na drugą. – Kłopot polega na tym, że zazwyczaj nie potrafię przewidzieć reakcji Binghama. Ale do diabła z tym. Laurie, bierz się do roboty. To twój przypadek.

– Dzięki – odparła zadowolona Laurie. Złapała teczkę osobową Franconiego. – Czy miałbyś coś przeciwko temu, żeby Lou obserwował?

– Absolutnie nic – zgodził się Calvin.

– Chodź, Lou – zawołała Laurie, wzięła fartuch z krzesła i ruszyła do drzwi. – Zejdziemy na dół i przeprowadzimy pierwsze zewnętrzne oględziny, a potem prześwietlimy ciało rentgenem. Niestety, w całym tym zamieszaniu nie zrobili tego wczoraj wieczorem.

– Prowadź – odparł Lou.

Jack przez chwilę zastanawiał się nad czymś, ale szybko podjął decyzję i pobiegł za nimi. Zaciekawiło go, dlaczego Laurie tak bardzo chciała przeprowadzić tę sekcję. Uważał, że zrobiłaby lepiej, gdyby trzymała się z daleka od tej sprawy. Taki polityczny problem zawsze był jak gorące ziemniaki, których nie było komu wyciągać z ogniska.

Laurie szła szybkim krokiem i Jackowi nie udało się ich złapać przed salą konferencyjną. Lekarka zatrzymała się nagle i zajrzała do biura Janice Jaeger. Janice była sądowym wywiadowcą, czasami nazywano ich asystentami patologów albo krótko "apsami". Miała nocną zmianę, ale że pracę traktowała śmiertelnie poważnie, zawsze zostawała rano dłużej i kończyła papierkową robotę.

– Będziesz się widziała z Bartem Arnoldem przed wyjściem? – zapytała Laurie. Bart Arnold był szefem "apsów".

– Zazwyczaj go spotykam – odpowiedziała Janice. Była szczupłą, ciemnowłosą kobietą z wyraźnie podkrążonymi oczami.

– Wyświadcz mi przysługę. Poproś Barta, żeby ściągnął z CNN kasetę wideo ze strzelaniną sprzed restauracji. Wiesz, śmierć Franconiego. Chciałabym to zobaczyć tak szybko, jak się da.

– Załatwione – Janice odparła z uśmiechem.

Laurie i Lou poszli dalej.

– Hej, wy tam, zwolnijcie. – Jack wreszcie dogonił przyjaciół.

Laurie nie zatrzymując się, rzuciła:

– Mamy robotę do wykonania.

– Nigdy nie widziałem u ciebie takiego zapału do pracy – stwierdził Jack, gdy w trójkę spieszyli do sali autopsyjnej. – Co w tym takiego atrakcyjnego?

– Wiele rzeczy – odpowiedziała. Dotarli do windy i Laurie nacisnęła przycisk.

– Na przykład? – Jack zachęcał ją do wynurzeń. – Nie zamierzam wchodzić ci w paradę, ale przecież to niezwykle delikatna, polityczna sprawa. Nieważne, co zrobisz czy powiesz, zawsze kogoś wkurzysz. Myślę, że Calvin ma rację. Tego gościa powinien zrobić sam szef.

– Masz prawo do własnego zdania – powiedziała Laurie. Jeszcze raz wcisnęła przycisk. Winda dla personelu była irytująco wolna. – Ja jednak widzę sprawy inaczej. Po tych wszystkich zastrzelonych, których robiłam, fascynuje mnie szansa zbadania ran i znalezienia potwierdzenia na taśmie wideo z zarejestrowanym morderstwem. Mam zamiar napisać artykuł o ranach postrzałowych i ten przypadek może stać się koronną sprawą.

– O rety – jęknął Jack, spoglądając w sufit. – I do tego ma tak szlachetną motywację. – Spojrzał znowu na Laurie i powiedział: – Powinnaś to jeszcze raz przemyśleć. Przeczucie podpowiada mi, że nabawisz się potężnego biurokratycznego bólu głowy. Jeszcze masz czas, żeby się wycofać. Musisz jedynie odwrócić się na pięcie, pójść do Calvina i oznajmić, że zmieniłaś zdanie. Ostrzegam cię, podejmujesz spore ryzyko.

Laurie roześmiała się.

– Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo ostrzegać innych przed ryzykiem. – Mówiąc to, wyciągnęła rękę i wskazującym palcem trąciła Jacka w nos. – Wszyscy twoi znajomi, włącznie ze mną, prosili, żebyś nie kupował nowego roweru. Ryzykujesz życie, nie ból głowy.

Zjawiła się winda i Laurie z Lou wsiedli. Jack zawahał się, ale w ostatniej chwili przecisnął się do środka przez zamykające się już drzwi.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)