W krainie kota
- Автор: Terakowska Dorota
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W krainie kota». Краткое содержание книги:
Toczyliśmy nadal niezobowiązującą rozmowę, a moje Dziecko ciągle tkwiło przed tamtą ścianą. Wreszcie za Jonykiem poczłapał Kotyk, a za nim ja. Jonyk, tańcząc w miejscu, wpatrywał się w wielki, uderzająco dobry portret, wiszący na ścianie, który przedstawiał wysoką kobietę, trzymającą na ręku może dwuletnie dziecko.
– Mama – powtórzył Jonyk, wskazując paluszkiem sportretowaną postać.
– On myśli, że każda kobieta z dzieckiem to ja – zaśmiałam się, choć równocześnie poczułam się nieswojo: kobieta z portretu naprawdę była do mnie podobna… Ale już wstawał od stołu Włóczęga i szedł ku nam leniwym krokiem. Za Włóczęgą zbliżał się Król i tylko Królowa Mieczy została sama przy stole, odwrócona do nas plecami.
– Na Złocistego Ptaka! Pewnie, że jesteś nadzwyczaj podobna do tej damy! – zawołał Alef.
– Uderzająco podobna. A jest to moja żona choć sprzed prawie trzydziestu lat – wyszeptał Król Mieczy i spojrzał uważnie na moją twarz. – Już w powozie mnie to zaskoczyło, a moją żonę jeszcze bardziej, gdyż nawet zasłabła. Cóż, w Cesarstwie zdarzają się sobowtóry, pewnie w twoim świecie również.
Wolno podeszłam do Królowej Mieczy. Nadal siedziała przy stole, plecami do nas, lecz skryła twarz w dłoniach. A gdy je odjęła, znów ujrzałam niepokojącą bladość jej twarzy. Podniosła na mnie wielkie, ciemne oczy i spytała bezdźwięcznie:
– Kim są twoi rodzice?
– Nie mam rodziców – wyszeptałam. – To znaczy zapewne ich miałam, a może nawet mam, lecz nie wiem, kim są. Wychowałam się w sierocińcu.
– Jak to? – spytał tym razem Król. Po moich słowach jego twarz także zbladła. – Skąd wzięłaś się w sierocińcu?
– Znaleziono mnie. Jestem znajdą – odparłam drżącym głosem. Zawsze trudno było mi o tym mówić, a tym razem jeszcze trudniej, gdyż twarze królewskiej pary zaczęły mnie niepokoić. Odbijały się na nich strach – i nadzieja. Te same dwa uczucia były teraz we mnie, lecz szybko oprzytomniałam.
– To był sierociniec w TAMTYM świecie, nie TUTAJ. To jest stąd… hm… dość daleko. A nawet, jak mi się wydaje, to jest w ogóle w innym wymiarze. I znaleziono mnie w jednym z miast TAM – powiedziałam z naciskiem.
Nagle wtrącił się Kotyk:
– Znaleźli ją w wiśniowej aksamitnej sukience ze złotą nitką, na nogach miała złote pantofelki, a na głowie złoty diadem z rubinowym kamieniem. Koło kamienia jest jakaś inkrustacja, ale tak zabrudzona z upływem czasu, że trudno dociec, co przedstawia…
…i w tym momencie Królowa Mieczy zemdlała. Zamarłam. Na szczęście natychmiast zajął się nią Włóczęga, skrapiając jej twarz wodą ze stołu, gdy tymczasem Król już zadawał mi kolejne pytanie:
– Ile miałaś wówczas lat?
– Około trzech. Miałam długie do pasa ciemne włosy. W sierocińcu zaraz mi je obcięli, bo bali się, że mam wszy. Tam wszystkim dzieciom obcinano włosy, no bo…
Urwałam. Chciałam zagadać rosnący niepokój, a zarazem słowa przychodziły mi z najwyższą trudnością. Ogarniały mnie na przemian strach – i dziwny, pełen niepojętej i nielogicznej nadziei niepokój. Królowa powracała już do przytomności, za to po twarzy Króla Mieczy płynęły łzy. Nie odrywał ode mnie wymownego wzroku.
– Nie stój tak bezmyślnie… – Kotyk trącił mnie łapką. – Nie pojmujesz, że wszystko wskazuje, iż jesteś ich zaginioną córką?
– Pod warunkiem, że było to dwadzieścia siedem lat temu lub niewiele więcej – powiedział Król, ciągle nie odrywając ode mnie nieruchomych oczu. Wyraz jego twarzy był mieszaniną czujności – i także nadziei.
– Tak, to było dwadzieścia siedem lat temu – odparłam martwym głosem. – Ale musicie zrozumieć, że to było TAM. Dlaczego nie chcecie tego pojąć? To przecież wyklucza przypuszczenia, że mogłabym być… – i urwałam.
– Nie wyklucza – powiedział beztrosko Alef. – Jakoś Kot przemieszcza się swobodnie TAM i z powrotem, a ty i Dziecko robicie to razem z nim. Jeśli paromiesięczne niemowlę pokonuje te granice, to czemu nie mogła pokonać ich, z czyjąś pomocą, trzyletnia dziewczynka?
Królowa Mieczy nagle zerwała się i objęła mnie. Odepchnęłam ją.
– Dość! – zawołałam. – Nie stwarzajcie mi nadziei, której nie ma! To jest fantastyczna wprost zabawa, owszem, lubię przeżywać razem z wami te niecodzienne przygody! Pyszna, fantastyczna zabawa! Ale przecież wy jesteście tylko kartami! Postaciami z kart do tarota! Fikcją! Ułudą! Zabawą w sny!
Ku memu zdumieniu oni – zamiast zniknąć mi sprzed oczu jak sen lub obrazić się – zaczęli się śmiać. Królowa Mieczy, śmiejąc się do łez, równocześnie znów przytulała mnie do siebie, a ja w jej objęciach czułam się dziwnie dobrze i bezpiecznie. Król również jedną ręką ocierał łzy – już sama nie wiem, czy śmiechu, czy wzruszenia, drugą zaś czule gładził mnie po włosach i zaśmiewał się do utraty tchu. Włóczęga i Kotyk wprost tarzali się z radości. Nawet Dziecko tańczyło wokół, klaszcząc w dłonie.
– Z czego się śmiejecie?! – krzyknęłam.
– Z ciebie! – zachichotał znowu Włóczęga. – Od paru miesięcy rozjeżdżasz się po tym świecie, który nazywasz Krainą Kota, i do tej pory nie wiesz, jak on się nazywa naprawdę?
– Jak to jak? Cesarstwo… Po prostu Cesarstwo – wyjąkałam.
– Tak, ale jakie! Tarot! Cesarstwo Tarota! – zaczęli wołać tym razem wszyscy na przemian.
– No właśnie… – powiedziałam drżącym głosem. – Oczywiście, że Tarot… Przecież wiem dobrze, że jesteście tylko kartami do tarota i naprawdę was nie ma. Po prostu co noc mi się śnicie.
– Tarot pierwszy, karty drugie – powiedziało nagle moje Dziecko i zatańczyło mi nad głową.
– Otóż to – powiedział Kotyk. – Wiem, że masz TAM w domu książkę o tarocie, lecz nigdy bym nie sądził, że wyciągniesz z niej tak fałszywe wnioski. Doczytałaś się już chociaż, skąd pochodzi tarot?
– Tego podobno nie wie nikt – odparłam drżącym głosem.
– My wiemy! – zaśmiał się Alef. – Ludzie z twojego świata, którzy kiedykolwiek, tak jak ty, z pomocą Kota lub innej magicznej istoty, zjawili się w naszym świecie i poznali Cesarstwo, stworzyli potem karty. Niekiedy zawędrowali tu rzeczywiście we śnie, przez przypadek, przez cud lub za sprawą siły własnej magii. Czasem przez pomyłkę zjedli Magiczny Korzeń, a niekiedy ktoś od nas im go podsunął. Nie jesteś pierwszym wędrowcem STAMTĄD po Cesarstwie Tarota!
– Nie rozumiem – wyszeptałam.
– Wędrowców było wielu i przybywają do nas od wieków. Ale każdy, kto tu przybywa, nawet na krótko, musi o nas zapomnieć. Nie chcemy, by wiedział o naszym istnieniu i swobodnie przemieszczał się stąd TAM i z powrotem. Mógłby niechcący zrobić wiele złego – wyjaśnił z powagą Król Mieczy. – Takie zabawy uprawia niekiedy Gimel i nigdy nie wynika z nich nic dobrego dla żadnego ze światów. Dlatego ten spośród ludzi, kto stąd wraca TAM, ma automatycznie zablokowaną pamięć o nas…
– … ale pamięć ludzka jest dziwna. Choć goszcząc wędrowców STAMTĄD, zawsze wprowadzamy blokadę pamięci, nigdy nie działa, ona bezbłędnie. Sama zresztą, o tym wiesz najlepiej… – dorzucił Włóczęga. – Wszystkim przybyszom, gdy już wrócą do siebie, pozostają jakieś mgliste wspomnienia i ulotne obrazy, choć nie zdają sobie oni sprawy z tego, co to jest, i najczęściej myślą, że to sny. Niektórzy z nich, zwłaszcza ci, którzy byli artystami lub magikami, przelali tę ulotną pamięć o nas w obrazki, malowane na kartach. Samą grę nazwali Tarot, gdyż słowo to błądziło w ich pamięci, choć zapomnieli, iż jest to nazwa świata, w którym gościli. Było to wprawdzie przed tysiącami lat, ale Tarot jako magiczna gra jednak u was przetrwał…
– Więc zagadkowość tej gry, jej niejasne pochodzenie, te wszystkie Wielkie i Mniejsze Wtajemniczenia… – zaczęłam, a Włóczęga dokończył:
– … są wynikiem Największej Tajemnicy, jaką jest nasze prawdziwe istnienie. Ty, gdy już nas porzucisz, też zapomnisz.
– Nie! – zawołała Królowa Mieczy. – Ona nie zapomni! Ona jest stąd i już TAM nie wróci! Jest naszą córką, jest Księżniczką Mieczy! Wiem to na pewno! Ta sukienka, buciki i diadem, które opisujecie, ta inkrustacja, którą są dwa skrzyżowane miecze, jej wiek, wygląd, czas, w którym zaginęła TU, a znaleziono ją TAM… Ty jesteś Codik, nasza córka Codik, co oznacza. Gwiazdę, i należysz do nas! Jesteśmy twoją rodziną i tu jest twój dom!