Smok Jego Królewskiej Mości [His Majesty's Dragon - pl]
- Автор: Новик Наоми
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 978-83-7301-942-3
- Переводчик: Pawel Kruk
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Smok Jego Królewskiej Mości [His Majesty's Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Załoga HMS Reliant przechwytuje francuską fregatę i odkrywa na jej pokładzie drogocenny ładunek — jajo rzadkiego smoka, gotowego niemal do wyklucia. Wskutek zrządzenia losu kapitan Will Laurence zostaje opiekunem stworzenia i nadaje mu imię Temeraire. Musi zapomnieć o dawnym życiu, porzucić służbę we flocie, wstąpić do Korpusu Powietrznego, brytyjskiej jednostki smoków, i przejść wyjątkowo intensywne szkolenie bojowe. Napoleon bowiem szykuje już śmiałą inwazję na Anglię przy użyciu własnych sił powietrznych…
Powieść zdobyła Compton Crook Award w 2007.
Nominowana do nagrody Hugo w 2007.
Laurence, podczas gdy Temeraire leżał zdyszany na dziedzińcu ćwiczebnym, dalej ćwiczył poruszanie się po uprzęży na jego grzbiecie albo na pierścieniach zawieszonych na ścianie klifu, aby opanować umiejętności, nad którymi inni awiatorzy pracowali od początku służby. W dużej mierze przypominało to chodzenie po marsie podczas sztormu, jeśli tylko można by wyobrazić sobie statek, który porusza się z prędkością trzydziestu mil na godzinę i który w każdej chwili może się obrócić na bok albo wręcz do góry nogami; w pierwszym tygodniu rzemienie często wyślizgiwały mu się z rąk i gdyby nie dwa karabińczyki wielokrotnie mógłby spaść na dno doliny.
Gdy tylko kończyli loty, natychmiast przejmował ich stary kapitan Joulson, z którym ćwiczyli sygnalizację powietrzną. Sygnały świetlne i przy użyciu flag sygnałowych, którymi posługiwano się dla przekazania ogólnych instrukcji, nie różniły się specjalnie od tych używanych we flocie, dlatego podstawy były zupełnie jasne dla Laurence’a, lecz żeby szybko skoordynować działania smoków w powietrzu, potrzeba było czegoś więcej niż tradycyjnych metod literowania. Tak więc powstała o wiele dłuższa lista sygnałów, a niektóre wymagały aż sześciu flag, wszystkie znaki zaś kapitan musiał mieć w głowie, jako że nie mógł polegać tylko na sygnaliście. Chwila zwłoki w zareagowaniu na sygnał mogła mieć ogromne znaczenie, dlatego zarówno smok, jak i kapitan musieli znać je wszystkie, a oficer sygnałowy stanowił tylko zabezpieczenie i nie tyle tłumaczył, ile wysyłał sygnały w imieniu Laurence’a i zwracał jego uwagę na nowe wiadomości podczas bitwy.
Laurence z zażenowaniem stwierdził, że Temeraire uczy się sygnałów szybciej niż on; nawet Joulson był zaskoczony sprawnością smoka.
— A przecież wiek powinien mu utrudniać uczenie się takich rzeczy — powiedział Laurence’owi. — Zwykle zaczynamy uczyć je sygnalizacji następnego dnia po wykluciu. Nie wspominałem o tym wcześniej, żeby nikogo nie zniechęcać, ale spodziewałem się kłopotów. Jeśli młody smok nie opanuje sygnałów do końca piątego lub szóstego tygodnia życia, to potem bardzo się męczy. Tymczasem Temeraire jest starszy, a uczy się tak, jakby dopiero co się wykluł.
Mimo iż Temeraire nie miał specjalnych trudności w tym względzie, trud zapamiętywania i powtarzania dawał się we znaki, tak samo jak ćwiczenia fizyczne. Upłynęło pięć tygodni wypełnionych regularnym treningiem, także w niedziele. Wspólnie z Maksimusem i Berkleyem ćwiczyli coraz bardziej skomplikowane manewry, które musieli opanować, zanim dołączą do formacji, a przez cały czas smoki rosły w szybkim tempie. Maksi mus osiągnął już niemal rozmiary dorosłego osobnika, Temeraire zaś był od niego węższy w barkach o mniej więcej wysokość człowieka i o wiele szczuplejszy, tak więc głównie nabierał masy i powiększał skrzydła.
Za to osiągnął piękne proporcje: miał długi, bardzo zgrabny ogon, jego skrzydła elegancko przylegały do ciała i doskonale harmonizowały z resztą, kiedy je rozkładał. Ubarwienie nabrało intensywniejszych odcieni: czarna skóra stwardniała i nabrała połysku z wyjątkiem miękkiego nosa, a niebieskie i jasnoszare pasy na krawędziach skrzydeł poszerzyły się i zaczęły opalizować. Dla mało obiektywnego Laurence’a był najcudowniejszym smokiem w całej kryjówce, nawet jeśli nie nosił wisiora z ogromna lśniącą perłą.
Nieustające ćwiczenia i szybki wzrost na razie odpędziły smutki Temeraire’a. Teraz był większy od wszystkich smoków oprócz Maksimusa; nawet Lily nie dorównywała mu rozmiarami, choć miała większą rozpiętość skrzydeł. Chociaż Temeraire nie wpychał się przed innych ani nie był faworyzowany przez dozorców, Laurence zauważył, że większość innych smoków podświadomie ustępuje mu miejsca podczas karmienia, a jeśli Temeraire nie zaprzyjaźnił się z żadnym, to wydawało się, że nie zwraca na to większej uwagi w ferworze zajęć, podobnie jak sam Laurence wśród innych awiatorów.
Najczęściej spędzali czas razem poza porami snu i jedzenia, a Laurence nie bardzo potrzebował innego towarzystwa. Wręcz cieszył się z takiej wymówki, bo pozwoliło mu to niemal całkowicie uniknąć spotkań z Rankinem. A kiedy już do nich dochodziło, zachowywał dystans, mając nadzieję, że przynajmniej już nie pogłębia ich znajomości, a może nawet ją niweczy. Za to obaj z Temeraire’em zacieśniali więzy z Maksimusem i Berkleyem, dzięki czemu nie czuli się całkiem wyizolowani, chociaż Temeraire wciąż wolał spać poza murami, a nie na dziedzińcu z innymi smokami.
Wyznaczono też skład załogi naziemnej: dowodził nią Hollin, a Pratt, Bell i Calloway tworzyli jej trzon, pełniąc odpowiednio funkcje zbrojmistrza, rymarza i artylerzysty. Wiele smoków nie potrzebowało liczebniejszej załogi, lecz ponieważ Temeraire wciąż rósł, przydzielono, choć niechętnie, członkom załogi asystentów: najpierw po jednym, a ostatecznie po dwóch dla każdego, tak że teraz załoga Temeraire’a niemal dorównywała liczebnością załodze Maksimusa. Uprzężnikiem został Fellowes: milczący, lecz godny zaufania mężczyzna z dziesięcioletnim doświadczeniem na tym stanowisku, który potrafił wyłudzać nowych ludzi od dowództwa; dzięki niemu Laurence otrzymał ośmiu ludzi do obsługi uprzęży. Byli bardzo potrzebni, jako że Laurence nalegał, aby zdejmowano uprząż Temeraire’owi, kiedykolwiek się dało; trzeba było ściągać i wkładać pełną uprząż częściej niż w przypadku większości smoków.
Poza tymi ludźmi załoga składała się z oficerów, dżentelmenów z urodzenia; nawet członkowie załogi naziemnej byli odpowiednikami bosmanów czy pomocników bosmańskich. Nowa sytuacja była trochę dziwna dla Laurence’a, przyzwyczajonego do tego, że zawsze na jednego sprawnego marynarza przypada dziesięciu surowych szczurów lądowych. Nie stosowano tutaj brutalnej dyscypliny; kandydatów nie można było straszyć czy bić, a najgorszą karę stanowiło wydalenie ze służby. Laurence nie mógł zaprzeczyć, że bardziej mu się to podoba, choć czuł się w jakimś sensie nielojalny, przyznając, nawet przed samym sobą, że istnieją jakieś niedociągnięcia w metodach floty.
Trudno też było zarzucić coś konkretnego oficerom, zgodnie z jego oczekiwaniami, a przynajmniej nie więcej niż w przypadku oficerów na okręcie. Połowę strzelców stanowili zupełnie niedoświadczeni skrzydłowi, którzy dopiero co się nauczyli, jak trzymać karabin; jednakże byli pełni zapału i szybko robili postępy: Collins był trochę nadgorliwy, ale miał dobre oko, a Donnell i Dunne, choć wciąż mieli problemy ze znalezieniem celu, potrafili przynajmniej szybko nabić ponownie broń. Ich porucznik, Riggs, miał pewne wady: porywczy i pobudliwy, krzyczał przy najmniejszych Wędach; sam dobrze strzelał i znał się na swojej robocie, Laurence wolałby mieć kogoś bardziej zrównoważonego. Niestety, musiał pogodzić się z przydziałem; Riggs miał odpowiedni staż i dostał wiele wyróżnień, więc przynajmniej zapracował na swój awans, co zapewniało mu przewagę nad niektórymi oficerami, z którymi Laurence musiał służyć we flocie.
Skład stałej załogi powietrznej miał być ustalony w przyszłości: nie wyznaczono jeszcze topmanów i bellmanów, odpowiedzialnych za ekwipunek Temeraire’a podczas lotu, ani starszych oficerów czy obserwatorów. Większość pozostających obecnie bez przydziału młodszych oficerów przejdzie najpierw próby podczas treningów Temeraire’a, zanim ostatecznie zostaną przydzielone stanowiska. Celeritas wyjaśnił Laurence’owi, że jest to rutynowe postępowanie, dzięki któremu awiatorzy mogą zdobyć doświadczenie na wielu różnych smokach, co ma ogromne znaczenie, jako że techniki różnią się w zależności od rasy. Martin dobrze się spisał w czasie swojej tury i Laurence miał nadzieję, że młody skrzydłowy dostanie u niego stałe stanowisko; kilku innych obiecujących młodzieńców także wyraziło chęć służby pod jego dowództwem.