Tytan [Titan - pl]
- Автор: Варли Джон Герберт
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-85696-10-5
- Переводчик: Stefan Rusinski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:
— Ah — zanuciła uzdrawiaczka — Gaja popełnia pomyłki, to wiadomo. Weźmy na przykład tego, z którym byłam pierwszy raz zadnio-płciowana, wiele miriaobrotów temu. — Cirocco chciała przetłumaczyć przedmiot ostatniego zdania jako „mój mąż”, ale jakoś nie pasowało. Zupełnie spokojnie mogłaby to być „moja żona”, chociaż to też nie było trafne.
Brak angielskiego odpowiednika — pomyślała, a potem przypomniała sobie, o czym chciała mówić.
— Zrób, co możesz dla mojego przyjaciela — zaśpiewała. — Oddaję go w twoje ręce.
„Lekarka” kiwnęła na znak zgody i przystąpiła do pracy. Przede wszystkim przemyła ranę błyszczącym płynem. Nałożyła w otwór żółtej galaretowatej substancji i położyła na skórę duży liść, żeby odstraszyć małych mięsożerców. Obserwując te poczynania Cirocco była miotana sprzecznymi nastrojami. Wyglądało to wszystko zbyt prymitywnie. Kiedy jednak „uzdrawiaczka” obwiązywała ranę, użyła bandaży wyjętych z zamkniętych szczelnie pakietów, które — jak się wyraziła — były ”oczyszczone od pasożytów”.
Pracując, z wielkim zainteresowaniem obserwowała Billa, czasami mrucząc pod nosem śpiewkę zaskoczenia.
— I kto by to pomyślał…?…Mięsień tutaj? W taki sposób przyczepiony? To jakby chodzenie ze złamaną nogą… Nie, nie wierzę. — Opisywała Gaję rozmaicie: niekiedy nazywała ją mądrą, nieskończenie pomysłową, zbyt rozbudowaną, ale także po prostu głupią. Przyglądając się ze zdumieniem pośladkom Billa zauważyła, że Gaja cieszy się z przygodnego żartu tak samo jak z czci boskiej.
Kiedy skończyła, Cirocco była cała zlana potem. Ale przynajmniej czarownica nie wyciągnęła grzechotki ani lalek voo-doo, ani nie rysowała magicznych znaków na piasku. Kiedy zawiązała ostatni węzeł bandaża, zaczęła śpiewać pieśń zdrowia. Cirocco nie sądziła, by mogło to Billowi zaszkodzić.
Uzdrawiaczka nachyliła się nad Billem, objęła go i podtrzymując plecy podniosła go delikatnie do prawie siedzącej pozycji. Trzymając go delikatnie przy piersi położyła jego głowę na swoim ramieniu i pochyliła swoją, aż jej usta znalazły się prawie przy samym jego uchu. Kołysała się w przód i w tył, mrucząc piosenkę bez słów.
Bill stopniowo przestawał dygotać. Na twarz, teraz znacznie spokojniejszą niż przed chwilą, zaczęły wracać kolory.
Po kilku minutach Cirocco gotowa była przysiąc, że się uśmiechał.
Rozdział 15
Cirocco stwierdziła, że miała trochę uprzedzeń, które trzeba było zrewidować.
Pierwsze spostrzeżenie było najbardziej oczywiste. Kiedy pojawił się B-moll, który za wyjątkiem organów płciowych wyglądał bardzo podobnie do C-dur, założyła, że trudno będzie odróżnić od siebie poszczególne Tytanie.
Grupa, która pojawiła się na wezwanie C-dur, wyglądała, jakby się urwała z maskarady.
Uzdrowicielka miała szmaragdowozieloną głowę i długi ogon. Reszta jej ciała była pokryta grubym, śnieżnobiałym futrem. Była jeszcze jedna włochata Tytania: truskawkowa blondynka z fioletowymi cętkami. Oprócz nich był też brązowo-biały srokacz, a także jeden centaur w ogóle pozbawiony włosów, z wyjątkiem ogona. Jego skóra miała kolor bladego błękitu.
Ostatni członek całej grupy nie był nagi, chociaż tak wyglądał. Miał końską sierść nie tylko na tej części, gdzie wydawało się to sensowne, ale również na ludzkim torsie. Cały był w jasnożółte i jaskrawo pomarańczowe pasy niczym zebra. Włosy na głowie i ogonie miały kolor lawendy. Odwracanie od niego oczu nie na wiele się zdało: obraz długo pozostawał na siatkówce.
Opętane karnawałową atmosferą Tytanie pomalowały swoje nagie skóry i ufarbowały pasma włosów. Nosiły naszyjniki i bransolety, w poprzebijanych nosach i uszach nosiły kolczyki, a nogi obwiązały sobie łańcuszkami splecionymi z miedzianych ogniw i kolorowych kamyków czy też sznurków lub kwiatów. Każda miała zrobiony z drewna, zwierzęcego rogu albo mosiądzu instrument muzyczny przewieszony przez ramię lub wystający z torby.
Drugie uprzedzenie — które właściwie było pierwsze, ponieważ wzięło się z tego, co im opowiedział Calvin — dotyczyło wyłącznie żeńskiej płci Tytanii. Ostrożne pytanie podsunięte „lekarce” spotkało się z bardzo jasną odpowiedzią i trochę szokującą demonstracją. Każdy osobnik bowiem wyposażony był aż w trzy organy płciowe.
Wiedziała już o męskich i żeńskich genitaliach umieszczonych z przodu. One właśnie określały rodzaj zaimka z powodów, które dla Tytanii musiały mieć jakiś sens.
Dodatkowo, każda z nich miała pod ogonem szeroką pochwę, zupełnie taką jak u klaczy. Najbardziej jednak szokował Gaby i Cirocco organ znajdujący się pośrodku. W miękkim wybrzuszeniu pomiędzy zadnimi nogami uzdrawiacza znajdowała się gruba i mięsista pochwa, z której wystawał penis, ludzki w każdym szczególe, ale długi i gruby jak ręka Cirocco.
Cirocco uważała się za osobę dość doświadczoną. Widziała wielu nagich mężczyzn i już dawno minęły czasy, kiedy któryś z nich miał jej coś nowego do zaprezentowania. Lubiła mężczyzn i lubiła z nimi sypiać, ale ten instrument sprawił, że zaczęła się zastanawiać, czy nie zostać mniszką. Taka gwałtowna reakcja zaniepokoiła ją. Wiedziała, że Gaby właśnie to miała na myśli, mówiąc, iż bardziej ją martwią podobieństwa, niż rzeczy na wskroś obce.
Trzeci powód do przemyśleń dała Cirocco jej szczególna znajomość języka. Umiała dobrać odpowiedni rzeczownik do każdego z organów płciowych Tytanii, ale nie znała tych tylnych, nim jej o nich nie powiedziano. Nadal nie wiedziała, dlaczego były aż trzy i uporczywe przeczesywanie mózgu do niczego nie doprowadziło.
To, czym dysponowała, składało się z listy słów i gramatycznych reguł składni. Zdawało to nieźle egzamin w przypadku rzeczowników — musiała tylko pomyśleć o danym przedmiocie, by znaleźć odpowiednie słowo. Trochę gorzej było w przypadku niektórych czasowników. Takie słowa, jak bieganie, pływanie, czy oddychanie były wystarczająco jasne. Znacznie trudniej było znaleźć czasowniki odpowiadające czynnościom, które Tytanie wykonywały i które były ludziom zupełnie obce.
Kompletna katastrofa następowała przy próbach opisu stosunków rodzinnych, reguł postępowania, obyczajów, a także całej masy innych rzeczy, w których życie Tytanii i ludzi miało mało punktów stycznych. Niektóre z takich pojęć w pieśni Tytanii były tylko pustym dźwiękiem. Czasami tłumaczyła je sobie i Gaby przy pomocy złożonych opisów, na przykład „ta, która jest mojej zadniej matki przednią jakąś tam”, czy „poczucie sprawiedliwego wstrętu do aniołów”. Całe takie frazy w języku Tytanii były oznaczane jednym słowem.
Ostatecznie sprowadzało się to do faktu, że obca myśl pozostawała obca także w jej głowie. Nie mogła sobie z nią dać rady, póki jej nie wyjaśniono, bo nie miała żadnych punktów odniesienia.
Przybycie grupy uzdrawiaczki spowodowało jeszcze jedną komplikację. Dotyczyła imion. Zbyt wiele imion było śpiewanych w tej samej tonacji, co sprawiło, że system, który na początku przyjęła, elegancko się zawalił. Gaby nie mogła ich wyśpiewać, więc Cirocco musiała znaleźć jakieś angielskie odpowiedniki.
Rozpoczęła w nastroju muzycznym i zdecydowała, że będzie się tego trzymać. Tę pierwszą, którą spotkali, przemianowała teraz na C-dur Piszczałka, ponieważ imię brzmieniem przypominało marynarską piszczałkę. B-moll stał się B-moll Banjo, uzdrawiaczka — B-Kołysanką, truskawkowa blondynka była minorowym Walcem, srokacz — B-Klarnetem, a błękitna Tytania nosiła teraz imię G-Fokstrot. Pomarańczowo-żółtą zebrę nazwała D-minor Katarynką.