Czarownica
- Автор: Гордон Люси
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Czarownica». Краткое содержание книги:
Kirsty pociągnęła nosem i powiedziała:
– Za chwilę spadnie śnieg.
– W takim razie i my spadamy. Nie mam dobrych wspomnień, jeśli chodzi o wrzosowiska zasypane śniegiem.
Kiedy wracali do domu, z nieba rzeczywiście spadły pierwsze płatki. Zajechawszy do Everdene, spostrzegli na podwórku jakiś samochód, a z domu wybiegła podekscytowana Mabel.
– Dzięki Bogu, że jesteście – powiedziała i było w jej głosie coś takiego, że serce Kirsty przeszył lodowaty powiew.
– Co mu się stało? – krzyknęła.
– Z Robem w porządku, przynajmniej tak sądzę, ale ona go nie wypuszcza ani na chwilę.
– Jaka ona? – zawołał Mike.
Kirsty nie musiała pytać. Lois wróciła, by zabrać Mike'a. A jeśli Mike'a, to także i dziecko.
Złość dodała jej odwagi. Wysiadła i pobiegła do domu, gotowa wydrzeć syna nawet najbardziej niebezpiecznemu wrogowi. Wpadła do kuchni i zdyszana zatrzymała się w drzwiach.
Kobieta, która trzymała w ramionach Roba, to nie była Lois. Była od niej znacznie starsza, miała siwe włosy, pomarszczoną twarz i jasne niebieskie oczy. Siedziała, trzymając dziecko na ręku, a nad nią pochylał się starszy mężczyzna. Kiedy Kirsty weszła, oboje spojrzeli w jej stronę, a mężczyzna wyprostował się. Teraz przyjrzała się lepiej jego twarzy, charakterystycznym gęstym brwiom, tworzącymi prawie linię prostą, i już wiedziała, kto to jest.
– Pan jest… ojcem Mike'a – zaczęła niepewnie. -A pani z pewnością jego matką. – Uczuła nieoczekiwany przypływ radości. – Tak się cieszę, że przyjechaliście! – Podeszła do nich z wyciągniętymi ramionami. Wzruszyli się, widząc tak serdeczne powitanie. – To będzie wielki dzień dla Mike'a – powiedziała Kirsty z zachwytem.
Wymienili krótkie spojrzenia.
– Może – odparł mężczyzna niezręcznie. Zanim zdążyła odpowiedzieć, w drzwiach pojawił się Mike. Kirsty wpatrywała się w niego z napięciem, myśląc tylko, żeby nie hamował swoich prawdziwych uczuć, nie kierował się urażoną dumą, jak to już nieraz czynił w podobnych sytuacjach.
Przez długą chwilę nikt się nie poruszył. Nagłe starszy mężczyzna wstał i pierwszy wyciągnął do Mike'a rękę.
– Dzień dobry, synu.
Mike również wyciągnął dłoń, ale nie podał jej ojcu. Jego wielką postacią wstrząsnął dreszcz i za moment drobny starszy pan został ogarnięty niedźwiedzim uściskiem swego potężnego syna. Pani Staliard obserwowała scenę ze łzami w oczach. Potem zerknęła na Kirsty. Wymieniły spojrzenia.
– Dostaliśmy twój list, synu – powiedziała ostrożnie i oddała Roba w ręce matki. – Nie wiedzieliśmy, jak na niego odpowiedzieć, więc…
W tej chwili i ona znalazła się w ramionach syna. Jej mała figurka całkowicie w nich zginęła. Głowa Mike'a znalazła się tak nisko, że Kirsty nie widziała jego twarzy, ale była pewna, że jest bardzo wzruszony. Wypowiedziała z ulgą ciche dziękczynienie. Może skończą się wreszcie jego kłopoty.
Gdy pierwsze emocje opadły, nikt nie wiedział, jak się dalej zachować. Pani Staliard przyglądała się synowi i w końcu zwróciła się do niego:
– Wyglądasz znacznie lepiej.
– Lepiej niż w sądzie? – spytał z kwaśną miną.
– Nie, myślałam o wcześniejszym okresie. Wyglądasz jakoś tak… prawdziwie. – Ostatnie słowo zabrzmiało jak odkrycie.
Mike potrząsnął głową, jakby rozumiał, o co chodzi matce.
– Szkoda, że nie napisaliście, że przyjeżdżacie. Wyszlibyśmy po was – odezwał się.
– Zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili, prawda, Martusiu?
Matka Mike'a skinęła głową.
– Nie byliśmy przekonani, czy to jest najlepszy pomysł, głównie ze względu na długą drogę. Dopiero od niedawna oboje mamy prawo jazdy.
– Prawo jazdy? – powtórzył Mike. – Uczyliście się jeździć w waszym… – urwał w porę.
– Tak, w naszym wieku – dokończyła za niego matka. – Kupiliśmy mały samochód. To duże udogodnienie.
– Parę lat temu chciałem wam kupić wielką limuzynę, ale wtedy nawet nie chcieliście słyszeć o kursie na prawo jazdy.
– Robimy teraz wiele rzeczy, które kiedyś nie przyszły-by nam do głowy – odpowiedział ojciec. – Twoja matka była chora – ujął ją za rękę – i lekarze nie dawali jej szans. Kiedy z tego wyszła, postanowiliśmy wykorzystywać każdą chwilę, która nam została.
Mike zesztywniał.
– Mama chora? Kiedy? Dlaczego nikt mnie nie zawiadomił?
– Byłeś w więzieniu – wyjaśnił ojciec. – Zamierzałem powiedzieć ci przy odwiedzinach, ale… – urwał i wzruszył ramionami.
– Boże jedyny, mamo… Mogłem cię już nie zobaczyć! Marta dotknęła ramienia syna.
– To przecież ty mnie uratowałeś. Wciąż jeszcze mamy sporo pieniędzy, które wciąż nam przysyłałeś.
– Tak. Dzięki nim załatwiłem najskuteczniejsze leczenie i najlepszą opiekę – powiedział ojciec.
Mike milczał i tylko wpatrywał się w matkę.
– A jednak – powiedział w końcu powoli – wcześniej nie chcieliście niczego, co miało jakikolwiek związek ze mną lub z moimi pieniędzmi.
– To ty nie chciałeś mieć nic wspólnego z nami – odparła matka.
– Przecież wiesz, że to nieprawda! – Mike zaprzeczył impulsywnie. – To wy…
– Mike – powiedziała Kirsty tonem łagodnego ostrzeżenia.
Przerwał, spojrzał na nią i zobaczył, że się uśmiecha. To go jakby uspokoiło. Wziął głęboki oddech.
– Dobrze. Zdążymy jeszcze o tym porozmawiać – powiedział.
Kirsty i Mabel poszły z dzieckiem na górę. Chcąc dać im jak najwięcej czasu na wyjaśnienie sobie bolesnych spraw, zostały na górze nieco dłużej niż było trzeba. Kiedy wreszcie Kirsty zeszła z powrotem, George i Marta byli sami.
– Mike pojechał po nasze rzeczy do zajazdu – wyjaśniła Marta. – Mówi, że koniecznie musimy tu zostać. Czy masz coś przeciw temu? To w końcu twój dom.
– Miałabym mu za złe, gdyby uważał inaczej. Marta wzięła ją za rękę.
– Zostań i porozmawiaj z nami. Mike powiedział, że zaopiekowałaś się nim, kiedy uciekł.
– Tak… – Kirsty opowiedziała całą historię, a oni wymieniali uśmiechy i spojrzenia. W końcu usłyszała, że Mike wrócił i przygotowuje pokój dla rodziców, wstała więc i zajęła się robieniem kolacji.
Następnego ranka ze zdumieniem stwierdziła, że Marta chce towarzyszyć jej w codziennych porannych zajęciach. Szczelnie opatulona przyszła za nią do stodoły.
– Nie mogę długo spać – wytłumaczyła.
– Czy powinna pani wychodzić?
– Znakomicie się czuję, poza tym przyda ci się pomoc. Czy mój Mike zostawia cię samą z tym wszystkim?
– Nie, wynajął dwóch ludzi do pomocy, ale dałam im wolne na święta. Lubię zajmować się świniami sama, zwłaszcza od kiedy Cora znów ma małe. Przysługuje jej teraz najbardziej luksusowy chlew, widzi pani? To prawdziwe osiągniecie myśli architektonicznej.
– Czy to mój syn zrobił to wszystko? – spytała Marta z niedowierzaniem.
– To jego wiekopomne dzieło – potwierdziła Kirsty. Marta pokręciła głową.
– Nie mogę się nadziwić, jak się zmienił, odkąd jest z tobą. Nie poznaję go. A może właśnie dopiero teraz go rozpoznaję? Kiedyś upodabniał się do budynków, które stawiał, zimnych, olbrzymich, bezosobowych. Teraz zaczynam wierzyć, że wszystkie te cierpienia, których doświadczył, były coś warte. Przemieniły go, spotkał ciebie, mieszka tu i jest szczęśliwy… Tak, cierpienie nigdy nie jest bez sensu.