Diamentowy tygrys
- Автор: Максвелл Энн
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Diamentowy tygrys». Краткое содержание книги:
Erin, utalentowana artystka fotografik, nie zważając na rady bliskich i obcych ludzi, dostrzegających w tym jedynie śmiertelne niebezpieczeństwo, postanawia przyjąć spadek. l wtedy zaczyna się wyścig – z czasem, z zagrożeniem, z uczuciami.
– Odetchnij głęboko – polecił Blackburn. Erin wciągnęła powietrze.
– Jeszcze raz. Głębiej. – Obserwował uważnie jej twarz, sprawdzając, czy nie pojawi się na niej grymas bólu. Żebra Erin unosiły się sprężyście pod jego dłońmi, więc miał pewność, że płuca prawidłowo napełniają się powietrzem. – Teraz boli?
– Trochę, ale nie na tyle, żebym nie mogła oddychać. Naprawdę. Nieraz już uderzyłam się mocniej, kiedy się potknęłam o statyw.
Cole uśmiechnął się, lekko, ale nadal badawczo przesuwał palce po jej ciele.
– Żebra w porządku?
Skinęła głową.
– A tu?
– Auu!
– Tak właśnie myślałem. Żebra są całe, ale dostałaś w przeponę. – Dotknął dłonią miejsca, które już zaczynało ciemnieć. – Przez kilka dni będziesz tu miała siniec we wszystkich kolorach tęczy. – Odwrócił ją plecami do siebie.- Czy jeszcze gdzieś cię boli? – pytał, wolno przesuwając dłonie po jej plecach. – Może kręgosłup albo nerki?
– Nie.
– Na pewno? – zapytał, lekko ugniatając dolną część kręgosłupa. Sprawdzał, czy Erin nie próbuje uniknąć jego dotyku, co świadczyłoby, że czuje ból.
– Na pewno.
– Powiedz mi, gdybyś coś poczuła.
Odwrócił Erin jeszcze raz i spokojnie zaczął zapinać jej bluzkę, starając się ze wszystkich sił nie zwracać uwagi na sprężystą wypukłość jej piersi pod stanikiem i na ciepło skóry. Kiedy jego dłonie znalazły się między piersiami, dziewczyna bezwiednie szybko nabrała powietrza, przez co ręce Cole'a zetknęły się z jej ciałem.
Wyczuła ten przypadkowy dotyk i wstrzymała oddech, spodziewając się, że Cole wykorzysta okazję. Nie wątpiła, że jej pragnie. Nie mógł przecież ukryć narastającego podniecenia, ponieważ stał przed nią ubrany tylko w spodenki.
Bez chwili wahania zapiął jej bluzkę do samej góry. Zamknęła oczy i powtarzała sobie, że taki obrót sprawy ją cieszy, a nie rozczarowuje. Przeszłość Cole'a być może jest ciemna jak dżungla w nocy, ale jego najgłębsze odruchy pozostały szlachetne. Instynkt nakazywał mu bronić, a nie atakować. Jednak nie było wątpliwości, że kiedy zaszła potrzeba, potrafił się bić z wściekłością pełną samodyscypliny.
Erin zdała sobie sprawę, że to słowo jest kluczem do osobowości Cole'a. Dyscyplina wewnętrzna. Lepiej niż ktokolwiek jej znany, nawet lepiej niż jej ojciec, Cole umiał panować nad swoim umysłem, ciałem i instynktami – nad samym sobą. Erin uświadomiwszy to sobie, poczuła dziwne ciepło.
– Gdyby cię zaczęło boleć, koniecznie mi o tym powiedz – jeszcze raz poprosił Blackburn. – Pójdę teraz sprać krew ze spodni.
– Cole?
Głos uwiązł jej w gardle, kiedy odwrócił się do niej jeszcze raz. Był o tyle od niej większy i silniejszy. Stał przed nią półnagi i spoglądał płonącym wzrokiem.
– Lepiej się połóż, kochanie. Widać, że jesteś zmęczona.
Przez chwilę nie reagowała. Potem położyła się na łóżku. Kiedy zamknęła oczy, z łazienki dobiegł szum lecącej z kranu wody.
Rozdział siedemnasty
Szybkimi, mocnymi ruchami Cole spłukiwał krew ze spodni. Kiedy spływająca z nich woda nie barwiła się już na różowo, wyżął je, zawinął w ręcznik i mocno wykręcił, żeby usunąć więcej wody. Strzepnął spodnie jednym ruchem nadgarstka i rzucił na wieszak przy prysznicu, żeby wyschły. Podniósł koszulę i powoli włożył. Nie śpieszył się. Czekał, aż ustąpi podniecenie.
Kiedy wyszedł z łazienki, Erin leżała z szeroko rozwartymi oczami, wpatrując się w sufit, bo kiedy tylko je zamykała, widziała sylwetkę Cole'a, nagą pierś z czarnym meszkiem, który zbiegał w dół, zwężając się w wąską linię tuż przy białych spodenkach, i zaraz musiała je otworzyć.
– Nie mogę spać – powiedziała. – Jak zamykam oczy, widzę… – Nie dokończyła.
– Bójkę? – zapytał. Potrząsnęła głową.
– Ciebie.
Kąciki ust Cole'a opadły.
– I ten widok cię przeraża.
– Nie… zupełnie.
Cole zauważył, że powtórzyła słowa, które on wypowiedział wcześniej tego wieczora. Podszedł do łóżka i w skupieniu popatrzył na Erin.
– Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytał.
Odwróciła głowę. Zobaczył jej cudownie zielone oczy i niepewny uśmiech, który w każdej chwili mógł zniknąć.
– Bez koszuli bardziej mi się podobałeś.
– Naprawdę? Miałem wrażenie, że mój widok cię peszył.
– Jesteś taki wielki – powiedziała patrząc na niego przez gęste, spuszczone rzęsy.
– Więc zauważyłaś – zapytał z kamienną miną.
Erin uświadomiła sobie, gdzie spogląda, i zarumieniła się po czubek głowy.
– Przy tobie nie wiem, jak się zachować.
– To raczej ty tak na mnie działasz. I to już drugi raz.
– Zauważyłam – wyszeptała.
Cole roześmiał się, jak zwykle zaskoczony niewinnością Erin, połączoną z umiejętnością radzenia sobie z nieoczekiwanymi sytuacjami. Śmiech zamarł mu na ustach, kiedy Erin wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po skórze wokół opatrunku.
– To niebezpieczny teren, skarbie.
– Tylko tam mogę dosięgnąć.
– Jeśli podejdę bliżej, to wyląduję z tobą w łóżku. Chcesz tego?
– Ja… – Głos Erin zamarł. Przełknęła ślinę i mówiła dalej: – Nie wiem. Wiem tylko, że lubię cię dotykać i patrzeć na ciebie. Lubię, kiedy mnie przytulasz i całujesz. Podoba mi się smak twojej skóry i dotyk rąk. – Spojrzała na Cole'a z bezwiedną prośbą w oczach. – Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak pragnęła jakiegoś mężczyzny. Czy to wystarczy?
– To wspaniały początek – odparł niskim głosem. – Posuń się, kochanie. Zobaczymy, co jeszcze lubisz.
Zastanawiając się, czy dobrze postępuje, Erin przesunęła się i zrobiła Cole'owi miejsce obok siebie. Poczuła, jak materac mocno się ugina pod jego ciężarem. Rozdarta między lękiem a pożądaniem, zamknęła oczy i czekała, aż weźmie ją w ramiona. Otworzyła oczy, ponieważ nic takiego nie nastąpiło. Rozpinał koszulę i patrzył na nią w skupieniu, które zapierało, jej dech w piersiach.
– Cole?
– Zrobię, czego tylko sobie życzysz – powiedział otwarcie, odrzucając koszulę. – Tylko musisz mi powiedzieć. Nie będę ryzykował, że źle odgadnę twoje pragnienia i cię spłoszę.
Zaśmiała się dziwnie.
– Pewne rzeczy, których pragnę, już mnie przerażają.
– Brzmi interesująco – odparł z uśmiechem. – Zaczniemy właśnie od tych rzeczy, czy zostawimy je na sam koniec?
– Może… pocałunek.
Powiedziała to patrząc na usta Cole'a z nieuświadomionym głodem w oczach. Spostrzegł to i miał nadzieję, że i tym razem zdolność samokontroli go nie zawiedzie. Ułożył się na plecach i splótł dłonie pod głową.
– W takim razie, może mnie pocałujesz – zachęcił. Zaskoczona Erin wahała się. Chociaż Cole powiedział, że nie chce jej spłoszyć, oczekiwała, że szybko przejmie inicjatywę. Nie zrobił tego, co jednocześnie dodawało jej śmiałości i drażniło ją. Widziała wyraźnie, że jest podniecony. Wolno odwróciła się na bok i schyliła nad jego ustami. Pocałunek był delikatny, prawie niewinny, dopóki nie przesunęła koniuszkiem języka po jego wargach. Ich smak wydał się jej jeszcze bardziej fascynujący niż poprzednim razem. Kiedy Cole zaczął ją pieścić językiem, poczuła dreszcz, który przenikał do głębi jej ciała.
Nie wiedziała, ile czasu upłynęło. Oboje oddychali teraz szybciej, a ona za każdym dotknięciem jego warg jęczała cichutko. Z każdym uderzeniem serca łączyli się coraz bardziej. Powoli gładziła jego ramiona, czując twardą wypukłość mięśni.