Lilia wśród cierni
- Автор: Penny Jordan
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Lilia wśród cierni». Краткое содержание книги:
– Nie chcę go widzieć w święta, bo się rozkleję i wpadnę mu prosto w objęcia – wytłumaczyła Hope, gdy Dale opuścił ich dom, niemal nieprzytomny z gniewu. Zanim jednak wyszedł, wyjął z kieszeni marynarki niewielkie pudełko i rzucił je Biance. Masz, bo w takim razie zobaczymy się dopiero w styczniu. Wyjeżdżam do Napa Valley – oznajmił i tyle go widziały.
– A ja mu nic nie kupiłam! – jęknęła Bianka, oglądając piękny, kunsztowny wisiorek. – Bez przerwy się ostatnio kłócimy, nie·przyszło mi do głowy…
Święta nadeszły i minęły. Świąteczne wydanie "Paris Matcha" stało się dla Hope źródłem wielkiej radości i zgryzoty jednocześnie, ponieważ gazeta zamieściła reportaż ze zjazdu producentów win w Beaune. Pot wystąpił jej na czoło, gdy z bijącym sercem pochyliła się nad zdjęciem, na którym rozpoznała Aleksieja. Chciwie przestudiowała każdy szczegół, a potem w nocy nie mogła spać, gdyż wszystkie wspomnienia wróciły do niej ze zdwojoną siłą. Co gorsza, zrozumiała z bolesną jasnością, że upływ czasu w niczym nie pomoże, ponieważ samotność będzie jej dokuczać coraz bardziej.
Trzy tygodnie później obudziła się w nocy, czując pierwsze skurcze. Bianka, znacznie bardziej zdenerwowana niż przyjaciółka, uparła się, że sama zawiezie ją do renomowanej kliniki położniczej w Beverly Hills, gdzie niedawno zarezerwowała i z góry opłaciła pokój.
– Muszę zadzwonić po Dale'a – przypomniała sobie, wrzucając do torebki kluczyki i komórkę. – Obiecałam mu – wyjaśniła, gdy Hope próbowała protestować. – Kazał mi zadzwonić, koniecznie chce być w szpitalu, gdy będziesz rodzić, oboje tego chcemy!
Warunki w klinice były doskomiłe, opieka fachowa i życzliwa. Przy.łóżku stała Bianka i trzymała Hope za rękę, i to było wspaniałe, ale w najtrudniejszych chwilach Hope zawołała Aleksieja. Mężczyznę, który powinien tu z nią być, a którego nigdy już nie zobaczy. Aleksieja, który do końca śwych dni nie dowie się, że urodziła mu syna.
– Nie ruszaj go. Obudzisz Hope, a ona musi się wyspać. – Usłyszała głos Bianki i poruszyła się na łóżku. Poczuła się zadziwiająco lekka i nagle sobie wszystko przypomniała. Gwałtownie otworzyła oczy.
W pokoju było pełno kwiatów, ich zapach przesycał powietrze. Obok stało malutkie łóżeczko, w którym powinien leżeć Nikołaj Aleksander Stanford.
– Połóż go z powrotem – nalegała Bianka i Hope z niepokojem spojrzała na' Dale'a, który trzymał w ramionach jej synka.
Nie było powodu do obaw, jasnowłosy olbrzym obchodził się z maleństwem naprawdę ostrożnie. Wpatrywał się w drobniutką twarzyczkę z bezbrzeżną czułością, uśmiechając się nieco nieprzytomnie.
– Mam nadzieję, że będę dla niego dobrym wujkiem – powiedział zmienionym ze wzruszenia głosem. – Ostatniej nocy omal nie wydeptałem dziury w podłodze pod tymi drzwiami.
– Mężczyźni! – parsknęła Bianka i wzniosła oczy ku niebu. – Zarwał jedną noc i już myśli, że Bóg wie czego dokonał. Też mi bohater! To Hope jest dzisiaj naj ważniej sza. – Odwróciła się twarzą do przyjaciółki. – Nie masz pojęcia, jakie to było dla mnie przeżycie. Coś cudownego. Tak się cieszę, że mogłam zobaczyć narodziny twojego synka, a potem kazali mi wyjść i…
– I posłuchała, i tak mi ryczała w koszulę, że wyglądałem, jakbym wyszedł prosto spod prysznica – dokończył Dale i z ociąganiem umieścił małego w łóżeczku. – Wiesz co, Bianko? Powinnaś też jak najszybciej sprawić sobie dzidziusia, wyraźnie ci tego brakuje.
– Też coś! – żachnęła się Bianka, po czym zreflektowała się. – Hope, przepraszam cię za nasze zachowanie, ale z Dale'em nie da się normalnie rozmawiać…
Miło było mieć ich przy sobie, ale Hope odetchnęła, kiedy wreszcie wyszli. Widok synka w ramionach Dale' a był niemal nie do zniesienia. To Aleksiej powinien był tulić ich dziecko, przyglądać mu się w zdumieniu i zachwycie…
Po czterech dniach wypisano ją z kliniki. Gdy wróciła do domu, okazało się, że Bianka jak zwykle wzięła sprawy w swoje ręce. Pokój przylegający do sypialni Hope stał się pokojem dziecinnym, wyposażonym we wszystko, co można sobie wymarzyć. Na tle tapety w biało-niebieskie paski szczególnie pięknie prezentowała się,kołyska z ciemnego drewna.
– Nie dziękuj, ja tylko urządzałam, wyposażenie to prezent od Helen, wszystko z jej firmy. Przed świętami mieli znakomite obroty, Helen uważa, że to dzięki reklamie, w której wystąpiłaś. Podobno śwIetnie się spisałaś. A to od Dale' a – dodała, gdy Hope z podziwem oglądała staroświecki wózek. – Znowu mnie zaskoczył – dodała w zamyśleniu.
Hope zerknęła na przyjaciółkę.
– Chciałabyś urodzić jego dziecko, prawda?- spytała łagodnie.
– Tak. Ale tylko poczęte z miłości.
Minął miesiąc. Niko miał się świetnie, a Paul Friedman powtarzał, że w tej sytuacji to naprawdę nic dziwnego.
– Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tylu dorosłych naraz próbowało zepsuć jednego dzieciaka.
Dale wpadał do nich codziennie, a Bianka przekomarzała się z nim, twierdząc, że tylko po to kupił wózek, by móc z nim dumnie paradować po okolicy. Producent zaproponował wspólny wypad do Napa Valley, żeby Hope mogła się rozejrzeć po okolicy. Bianka wykręciła się pod pretekstem braku czasu, a Hope, która obserwowała ich uważnie, mogłaby przysiąc, że ujrzała wyraz cierpienia w oczach Dale'a.
Rozpoczęto pracę nad drugą serią reklam. Niko podbił serca wszystkich członków ekipy, a na planie z,achowywał się tak, jakby był urodzonym aktorem. Nie grymasił, odwracał buzię w stronę kamery i najlepsze miny robił wtedy, gdy zaczynan9 kręcić.
– Jest przesłodki – gruchała z zachwytem Helen, pochylając się nad wózkiem. – Jeśli ta reklama nie przyciągnie do nas każdej dobrze sytuowanej młodej mamy z całego stanu, to wyrosną mi skrzydła.
– Och, rzeczy, które pani firma sprowadza, są tak piękne, że klientki nie będą umiały im się oprzeć roześmiała się Hope.
– Pani tym dobitniej przekona je do ich kupna.
Skoro o pokusach mowa, to Ben pytał Roya o pani· tcłefon. Chyba rola pani partnera przypadła mu do gustu.
Hope uśmiechnęła się, ale nic nie odpowiedziała.
Owszem, całkiem lubiła przystojnego, ciemnowłosego Bena Harmana, który przed kamerą odgrywał zakochanego małżonka i czułego ojca, ale gdzież mu hyło do Aleksieja!
– Swoją drogą, czemu pani nadała dziecku rosyjskie imiona, a nie angielskie?
– Podoba mi się ich brzmienie – odparła wymijająco.
– Tak, rzeczywiście, coś w tym jest. A wie pani, że wśród paryskiej elity jest sporo osób rosyjskiego pochodzenia? Ich przodkowie uciekli z Rosji przed rewolucją.
Hope pochyliła się i' wzięła synka na ręce, aby w ten sposób ukryć wyraz twarzy.
– Naprawdę? – Miała nadzieję, że ton jej gł-Osu sugerował brak zainteresowania tematem.
– Mhm. – Helen bawiła się frędzlami puszystego kocyka, którym przykryty był Niko. – Ten wózek to jedna z najładniejszych rzeczy w naszej ofercie. Dale przez kilka godzin nie mógł się zdecydować, który wybrać.
Hope właściwie odczytała ukryte znaczenie.
– Dale pomaga mi przy dziecku, chociaż nie jest jego ojcem – odpowiedziała na niezadane pytanie. – Może dlatego, że stracił własne – wyjaśniła i w paru zdaniach opowiedziała historię usłyszaną od Bianki.
– Dziwna ta jego żona. Odejść od takiego mężczyzny? – spytała z wymownym uśmiechem Helen, a Hope zastanowiła się, czy nie powinna ostrzec przyjaciółki, że ma rywalkę w osobie eleganckiej i pewnej siebie bizneswoman z Nowego Jorku.
To natychmiast przywiodło jej na myśl własną rywalkę – Elise. Czy Aleksiej będzie dalej o nią zabiegał, czy ożeni się z inną? To, że się ożeni, nie ulegało wątpliwości, był przecież ostatni z rodu. Urodzi mu się inne dziecko, które on uzna za swojego prawowitego dziedzica, nigdy nie dowie się o istnieniu pierworodnego. Kto inny zajmie w jego sercu miejsce zarezerwowane dla Nika.