Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Poletko Pana Boga». Краткое содержание книги:

Autor opisuje życie farmerów z amerykańskiego Południa. Główny bohater to Tay Tay, mężczyzna w średnim wieku, oraz jego dorosłe już dzieci: Buck, którego zdradza żona; Shaw – kawaler, Jill – puszczalska panna oraz Rosamunda, której mąż również chodzi na boki (m.in. z Jill oraz żoną Buck'a).
Na tytułowym poletku Tay Tay z synami kopie w ziemi i szuka ropy, która jednak nie chce się pojawić. Kopie tak od piętnastu lat.
Ciekawą postacią jest gruby Pluto, który jest w tej powieści uosobieniem dobra, łagodności, wybaczenia, nieśmiałości i spokoju.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 46
Перейти на страницу:

– Gdzieście się, u diabła starego, podziewali przez te dwa dni? – zapytał surowo. – My tu z chłopakami mało nie pozdychaliśmy z braku babskiego gotowania. Coś tam jedliśmy, owszem, ale człowiekowi samo żarcie nie wystarczy. Tęskno nam za dobrym babskim gotowaniem. Zły na was jestem jak wszyscy diabli.

Pluto już zabierał się do wyjaśniania, dlaczego nie wrócili wcześniej, ale Jill kazała mu siedzieć cicho.

– Gdzie Will? – spytał Tay Tay. – Przywieźliście tego nicponia Willa z powrotem? Bo go nie widzę w samochodzie.

– Cicho, tato – powiedziała Gryzelda i rozpłakała się.

– Dużo widziałem głupich kobit, ale jeszcze żadna tak nie mówiła. Dlaczego nie mogę zapytać o Willa? Ledwo o to spytałem, wy zaraz w bek. Niech mnie szlag trafi, jeżeli kiedy widziałem coś podobnego.

– Nie ma Willa – rzekła Gryzelda.

– Za co mnie bierzesz, u diabła starego? Chyba widzę, że go nie ma.

– Willa zastrzelili wczoraj rano.

– Czym? Grochem?

– Zastrzelili z pistoletu, tato – powiedziała Jill. – Pochowaliśmy go dziś po południu w Dolinie. Już nie żyje i leży pod ziemią.

Tay Tay na chwilę stracił mowę. Oparł się o samochód i począł kolejno zaglądać im w twarze. Kiedy spojrzał w twarz Rozamundy, pojął, że to prawda.

– Jak to… że niby Will Thompson… – bąknął. – Chyba nie nasz Will? Powiedzcie, że nie!

– Tak jest, tato. Will już nie żyje i leży przysypany ziemią w Dolinie Horse Creek.

– To znaczy, że była granda w fabryce. Albo o babę.

Rozamunda wysiadła i pobiegła do domu. Pozostali także wysiedli powoli i patrzyli niepewnie na rysujące się w półmroku budynki. Pluto nie wiedział, czy zostać, czy zaraz jechać do siebie.

Tay Tay posłał Jill do domu, aby nie tracąc czasu, ugotowała kolację.

– A ty zostań i opowiedz mi, co się stało z Willem – rozkazał Gryzeldzie. – Niemożliwe, żeby nasz Will zginął i żebym ja nie wiedział, jak to było. Bo Will należał do rodziny.

Zostawili Pluta siedzącego na stopniu auta i poszli przez podwórze ku frontowym schodkom. Tay Tay usiadł i czekał, by Gryzelda opowiedziała mu o Willu. Ciągle jeszcze popłakiwała trochę.

– Czy jego zastrzelili za to, że włamał się do fabryki, Gryzeldo?

– Tak. Wszyscy mężczyźni ze Scottsville poszli do fabryki i próbowali ją uruchomić. I właśnie Will włączył prąd.

– A więc to o tym gadał, kiedy w kółko powtarzał, że włączy prąd. Ja tam nigdy dokładnie nie rozumiałem, o co mu chodziło. I to nasz Will włączył!

– Wtedy właśnie zastrzelili go ci ze straży fabrycznej z Piedmontu.

Tay Tay milczał przez kilka minut. Patrzał w szary zmierzch, starając się przeniknąć go wzrokiem aż do granicy swojego gruntu. Widział każdy kopiec wydobytej ziemi, każdy głęboki, okrągły dół, jaki wykopali, a daleko za nimi – wykarczowany teren pod lasem, gdzie było poletko Pana Boga. Z jakiejś przyczyny zapragnął przenieść je bliżej domu, aby móc stale być przy nim. Uczuł się winnym czegoś – świętokradztwa czy zbezczeszczenia – w każdym razie pojął, że nie postąpił uczciwie wobec Boga. Teraz zapragnął przenieść poletko Pana Boga na dawne, prawowite miejsce koło domu, gdzie mógłby stale mieć je przed oczami. Niewiele było na świecie rzeczy, dla których chciał żyć, a kiedy inni umierali, mógł znaleźć pociechę tylko w miłości do Boga. Przeniósł więc poletko Pana Boga z krańców farmy i umieścił je pod sobą. Ślubował w duchu, że już do jego śmierci pozostanie ono na tym miejscu.

Tay Tay nie znajdował pochwalnych słów dla Willa Thompsona. Will nigdy nie chciał pomagać przy kopaniu. Śmiał się z nich, kiedy Tay Tay prosił go o pomoc. Mówił, że to głupota szukać złota tam, gdzie go nie ma. Tay Tay wiedział, że w tej ziemi jest złoto, i trochę go brała złość na Willa, kiedy ten kpił z jego wysiłków. Will zawsze miał większą ochotę wracać do Doliny Horse Creek niż pomagać staremu.

– Czasami chciałem, żeby Will tu posiedział i pomógł nam, a znowu kiedy indziej cieszyłem się, że tego nie robi. Wariat był z niego na punkcie tych fabryk, i nie nadawał się do gospodarowania. Możliwe jednak, że Pan Bóg stworzył dwa rodzaje ludzi. Chociaż przedtem nigdy o tym nie pomyślałem, przecie teraz tak mi coś wygląda, że Pan Bóg jednych stworzył do pracy na roli, a drugich do roboty przy maszynach. Pewnie głupstwo robiłem, żem chciał namówić Willa Thompsona do zajęcia się ziemią. On tylko w kółko gadał o przędzeniu i tkaniu, o tym, jakie ładne są w Dolinie dziewczyny i jacy głodni mężczyźni. Nie zawsze mogłem wszystko wyrozumieć, ale czasami coś mi w środku mówiło, że to jest prawda. Siadał tu i opowiadał mi, jacy silni byli za młodu mężczyźni z Doliny, a jak potem słabli, kiedy dorastali, wdychając w płuca pył bawełniany, i jak w końcu konali z krwią na ustach. I o tym, jakie ładne były dziewczyny w młodości, a jak brzydły, kiedy się starzały i umierały na pelagrę. Ale ziemi jakoś nie lubił. On był z tych z Doliny Horse Creek.

Gryzelda wsunęła dłoń w jego rękę. Przytrzymał ją nieporadnie, nie wiedząc, dlaczego chce, aby jej dotknął.

– Tata nie we wszystkim różnił się od Willa – powiedziała cicho.

– Że niby jak? Przecież zdaje mi się, że dopiero co mówiłem, jacy byliśmy różni. Will to był człowiek fabryki, a ja jestem człowiek wsi.

– Tata i Will byliście jedynymi mężczyznami, którzy mnie traktowali tak, jak lubię.

– No, no, Gryzeldo. Jesteś teraz cała podhecowana tym, żeś widziała, jak Willa zastrzelili w Dolinie. Nie przejmuj się zanadto. Na tym świecie każdy wcześniej czy później umiera, a Will umarł wcześniej. Ot i cała różnica.

– Wy z Willem byliście prawdziwymi mężczyznami.

– A cóż to znaczy, u diabła starego? Nic a nic z tego nie rozumiem.

Gryzelda pohamowała płacz, chcąc mu odpowiedzieć. Wcisnęła mocniej ręce w jego dłonie i położyła mu głowę na ramieniu.

– Pamiętasz, co czasem o mnie mówiłeś… kiedy próbowałam ci przeszkodzić, a ty nie chciałeś przestać?… O to mi właśnie idzie.

– A bo ja wiem? Zresztą może i wiem.

– Jasne, że wiesz… no, o tym, co mężczyzna chciałby zrobić, jak mnie widzi.

– To już pewnie wiem. Chyba wiem, o co ci idzie.

– Tata i Will byliście jedynymi, którzy mi coś takiego mówili. Wszyscy inni byli zanadto… czy ja wiem, jak to powiedzieć… nie byli na tyle mężczyznami, żeby tak czuć – ot, po prostu byli tacy jak wszyscy. Ale wy z Willem byliście inni.

– Widzi mi się, że wiem, o co ci idzie.

– Kobieta nie może kochać mężczyzny, jeżeli nie jest taki. Bo w tym tkwi coś, co wszystko zmienia… to nie chodzi tylko o to, że któraś lubi, jak ją całują i takie tam… Większość mężczyzn myśli, że to już wszystko. A Will… Will mówił, że tego chce – tak samo jak tata. I nie bał się nic. Inni albo się boją mówić takie rzeczy, albo też nie są na tyle mężczyznami, żeby chcieć to zrobić. A Will… Will zerwał ze mnie wszystko, podarł na strzępy i powiedział, że to zrobi. I zrobił, tato. Przedtem nie wiedziałam, że sama tego chcę, ale potem już byłam pewna. Jak kobiecie raz ktoś da coś podobnego, już potem nigdy nie jest ta sama. Jakoś ją to otwiera, czy co. Nie potrafiłabym nigdy naprawdę kochać innego mężczyzny, jeżeliby mi tego nie zrobił. Myślę, że gdyby Willa nie zabili, pewnie bym tam została. Po tym nie mogłabym odejść już od niego. Byłabym jak ten pies, co kocha swego pana i idzie za nim, choćby pan był dla niego najgorszy. Zostałabym przy Willu do końca życia. Bo jak mężczyzna zrobi coś takiego kobiecie, to ona zaczyna go kochać tak mocno, że nic na świecie nie może tego zdusić. Człowiek musi mieć w sobie Boga, żeby to zrobić. To jest coś w każdym razie. I ja to teraz mam.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)