Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Nieznana - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieznana

Электронная книга - «Nieznana». Краткое содержание книги:

Kiedyś Cassiel była potężnym dżinnem. Ale sprzeciwiła się swemu panu, który zesłał ją na ziemię, gdzie spotkała Strażników Pogody – ludzi obdarzonych mocą panowania nad żywiołami. I pokochała jednego z nich, łamiąc odwieczne prawo swojej rasy…
Nagle dzieci Strażników zaczynają znikać bez śladu. Cassiel pragnie pomóc je ocalić i rozwiązać zagadkę łączącą śmiertelników i dżinny. Wyklęta ze swojego świata, nieznana w świecie ludzi może liczyć tylko na własne nadwątlone moce i oszałamiającą moc uczucia…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 63
Перейти на страницу:

Wcześniej jednak przyszło mi do głowy jeszcze jedno pytanie, które zadałam jej ojcu. Odpowiedź nie zaskoczyła mnie wcale.

Brianna, według listy, którą dokładnie przestudiowałam, nazywała się Kirksey i znajdowała się w szpitalu w La Jolla, czyli tu, gdzie właśnie byliśmy. Kiedy Turner skontaktował się z funkcjonariuszami głównej kwatery Strażników, dowiedział się, że rodzice Brianny niezupełnie podróżowali… Nie żyli. Zginęli w niedawnej potyczce Strażników z czymś na Florydzie, nie wiadomo, czy to coś miało naturę paranormalną. Ale nie ulegało wątpliwości, że oboje zginęli. Ich ciała znaleziono niedawno.

– Myślisz, że zabijają rodziców? – zapytał spięty Luis. – Po to, żeby zabierać te dzieci, które okażą się przydatne? – Nie miałam wątpliwości, że mówi o śmierci Manny'ego i Angeli. Ja jednak miałam wrażenie, że za tym atakiem nie stała Perła. Według mnie był on raczej wynikiem porachunków między ludźmi.

– Może to zwykły wypadek – zastanawiał się Turner. – Biedny dzieciak. Jest sierotą i nawet o tym nie wie. Myślicie, że przez cały ten czas była na Ranczu?

– Wątpię – powiedziałam. – Szkoła zgłosiłaby jej zaginięcie, chyba że powiadomiono ją o przeprowadzce. Może ktoś ukrył sprawę, informując władze, że jest… jak to się mówi? Nauczana w domu.

– Jeśli tak, mogli mieć ją przez cały ten czas. – Turner jęknął. – A Jensen mógł zabrać to dziecko do domu.

– To nie jego wina. – Kiedy dwaj mężczyźni spojrzeli na mnie, wzruszyłam ramionami. – Chciała zostać. Pan Jensen nie mógł więc jej stamtąd zabrać. Miał to być obóz i przypuszczam, że Brianna miała wtedy pozwolenie rodziców.

– Ile? – zapytał Luis. – Ile dzieciaków było na tym obozie? Właśnie to pytanie zadałam ojcu Glorii, wychodząc z jej pokoju.

– Setki – odpowiedziałam. – A obóz zorganizowano tutaj, w Kalifornii, nie w Kolorado.

Obóz znajdował się w Kolorado, kiedy go odkryliśmy, ale zniknął bez śladu, zanim Strażnicy i Ma'atowie zdążyli się zjawić, żeby dokończyć zadanie. Perła zatarła wszelkie ślady.

Nie byłam teraz już pewna, czy to było jedyne miejsce, w którym przetrzymywali dzieci. Może mieli takich miejsc dziesiątki, porozrzucanych po całym świecie. Perła nie była już fizycznie obecna na Ziemi jak Wyrocznia. Mogła znajdować się gdziekolwiek. Wszędzie. Jak pająk na środku mrocznej, delikatnej pajęczyny mocy. Atak Branny był rodzajem kpiny z nas.

Patrz, mogę zabrać dziecko z twojego rodzinnego miasta, wyszkolić je i wysłać za tobą, dokądkolwiek mi się zamarzy. Przecież Perła mogła wykorzystać jakieś dziecko z Kalifornii. Ale celowo zadała sobie trud, sprowadzając tu Briannę i posługując się nią ze świadomością, że dowiemy się, kim jest.

Miałam listę i środki, żeby wytropić dzieci, ale ona pozastawiała na mnie pułapki. Każde nazwisko, którego dotykałam w nadziei, że odnajdę dziecko, stawało się kanałem, przez który mogłam spodziewać się ataku. Z pewnością nie w każdym przypadku tak było, wiedziałam, że może zaatakować jedynie przez połączenie z dzieckiem, które znajdowało się pod jej kontrolą. Ale nie miałam możliwości, aby się dowiedzieć, które drzwi można bezpiecznie otworzyć, dopóki rzeczywiście ich nie otworzę i nie zobaczę, co czeka po drugiej stronie. Miły dylemat, który z pewnością ma związek z jej po – I czuciem ironii. Przechytrzyłam Perłę, zdobywając listę. I Ale ona przechytrzyła mnie, niszcząc jej przydatność.

– Setki dzieciaków – powtórzył jak echo Turner, był przerażony. – Myślicie, że to wszystkie dzieciaki Strażników?

– Możliwe, że nie. Prawdopodobnie porywa też inne dzieciaki, żeby nas zmylić. Nawet dzieci, które mają moc, są nią obdarzone w różnym stopniu. Perła zatrzyma tylko te, które okażą się najcenniejsze. Pozostałe… Pozostałe są zbędne. – Spojrzałam na Briannę i pomyślałam o Ibby, jej miniaturowym mundurze i trucicielskiej ciemności w oczach. Czy Ibby też jest zbędna?

Nie.

– O czym myślisz? – spytał mnie Luis. Delikatnie dotykał czoła Brianny, nadzorując jej sen, ale jednocześnie odczytywał wyraz mojej twarzy.

– Myślę o historii – powiedziałam. – O twojej historii, nie mojej. Dzieci były wykorzystywane do walki w wielu epokach. I są wykorzystywane nadal, w niektórych częściach twojego świata. Łatwo je wyszkolić, łatwo je zastąpić. Raczej nie można mieć wątpliwości, że dla Perły stały się przydatne do walki z ludzkością, ale dżinny… dżinny, ogólnie rzecz biorąc, nie mają skrupułów. Oczywiście, znajdą się i tacy, którym żal będzie ludzi, zwłaszcza wśród nowych dżinnów. Ale dla innych ludzie niezależnie od wieku są zbędni. W kategoriach zagrożenia dziecko nie różni się niczym od dorosłego człowieka. Rozumiesz?

– Nie – odpowiedział.

– Dzieci są bronią przeciwko Strażnikom – wyjaśniłam. – Nie przeciwko dżinnom. A ona walczy przecież z dżinnami. Luis westchnął ciężko.

– Chcesz powiedzieć, że ma w zanadrzu coś jeszcze. Coś gorszego.

– Myślę – zaczęłam, przyglądając się niewinnej twarzy śpiącej Brianny -… że musimy powstrzymać Perłę, zanim uda jej się dokończyć batalię ze Strażnikami i rozpętać prawdziwą wojnę, bo inaczej moje możliwości nie wystarczą.

– Aby powstrzymać dżinny przed zrobieniem tego, co Ashan polecił tobie?

– Tak – odpowiedziałam łagodnie. – Czuję się jak zwierzę w pułapce, Luis. Co jeszcze będę musiała sobie odciąć, żeby przeżyć?

Bezwiednie powędrował wzrokiem ku mojej dłoni, a potem go odwrócił. Zacisnęłam metalowe palce, metal był zimny w dotyku. Uniosłam pięść i rozpostarłam ją. Na brązie znajdował się delikatny szkic linii i spirali moich odcisków palców, a wzory na moich dłoniach były odbiciem tego, kim byłam w cielesnej postaci. Potarłam palcami o siebie i poczułam moją fantomową dłoń.

– Czy zbadał ją lekarz? – spytałam. Luis skinął głową. – Więc musimy ją obudzić. Ostrożnie. Możesz zablokować jej dostęp do mocy?

– Niewykluczone, że tak – odpowiedział. – To zależy. Mogę spróbować. Niebezpiecznie było przebywać ze Strażnikiem Ognia w szpitalu, gdzie tyle kruchych i delikatnych istnień mogło zostać narażonych na ryzyko. Wiedziałam, jak Brianna się czuje. Mogliśmy nad nią zapanować, ale niezupełnie. I nie bez wysiłku. Istniały zasady zablokowania, a nawet odebrania mocy, ale były trudne i czasochłonne, wymagały też wyjątkowo delikatnych działań. Mimo największej staranności, pewien procent osób im poddanych zostawał kalekami, szaleńcami lub ginął.

Przeprowadzenie takich zabiegów na dziecku wydawało mi się nie do pomyślenia. Wiedziałam, że Luis postara się, żeby interwencja okazała się jak najmniej inwazyjna. Trzeba ją było uciszyć. Mimo wszystko jednak przedsięwzięcie wydawało się ryzykowne.

Choć mniej ryzykowne niż pozostawienie jej w spokoju, aby mogła uderzyć, kiedy zechce.

Skinęłam głową i Luis zdjął blokady, które utrzymywały Briannę w sztucznej śpiączce. Wybudziła się tak szybko, jakby ją popychała jakaś dodatkowa siła. Dziewczynka otworzyła oczy – były surowe i skupione. Żadnej dezorientacji, tylko bystre, czujne spojrzenie.

Luis przycisnął palce do jej skroni i zamarł z opuszczoną głową. Skupiał się. Źrenice Brianny rozszerzyły się, a jej zaczęło brakować tchu pod wpływem złości i frustracji. Dłonie dziewczynki otwierały się i zaciskały w pięści konwulsyjnie, ale nie wykonała żadnego innego ruchu.

Wyczułam, że nie mogła.

– Brianno – odezwałam się, siadając na brzegu jej małego, wysokiego łóżka i spoglądając jej głęboko w oczy. Dostrzegłam w nich odbicie… czegoś więcej. – Brianno Kirksey. Nazywam się Cassiel. Wiesz, kim jestem?

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)