Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Smok Odrodzony
Smok Odrodzony - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Smok Odrodzony

Электронная книга - «Smok Odrodzony». Краткое содержание книги:

Smok Odrodzony
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 210
Перейти на страницу:

Cały czas wyczuwała Źródło, tu i teraz, tuż za granicą pola widzenia, niczym południowe słońce zaglądające jej przez ramię. Jeżeli zdarzało się, a zdarzało się dosyć często, że nie pochwyciła niczego, starając się dotknąć saidara, pragnienie wciąż w niej trwało. Im częściej jednak sięgała poń, tym bardziej tego pragnęła, pragnęła przez cały czas, nie dbając, co Sheriam Sedai, Mistrzyni Nowicjuszek, mówiła o niebezpieczeństwach nadmiernego zagłębiania się we wrażeniach, jakie dawała Jedyna Moc. Być od niego odciętą, wciąż zdolną do wyczuwania go, ale nigdy już go nie dotknąć...

Obie pozostałe kobiety najwyraźniej również straciły ochotę do rozmowy.

Aby pokryć drżenie, które ją opanowało, pochyliła się w siodle nad łagodnie rozkołysanymi noszami. Koce Mata były splątane, odsłaniały rzeźbiony sztylet w złotej pochwie, z rękojeścią zwieńczoną rubinem wielkości gołębiego jaja. Uważając, by nie dotknąć sztyletu, naciągnęła koce ponownie na jego dłoń. Był jedynie kilka lat starszy od niej, ale zapadnięte policzki i ziemista cera postarzały go. Chrapliwy oddech ledwie unosił piersi. Zniszczony, skórzany worek leżał tuż przy jego boku. Przesunęła koce, tak by go również przykrywały.

„Musimy dowieźć Mata do Wieży — pomyślała. No i worek.”

Nynaeve również pochyliła się nad nieprzytomnym, przykładając mu dłoń do czoła.

— Coraz bardziej gorączkuje. — W jej głosie brzmiał niepokój. — Gdybym tylko miała korzeń nietrapki oraz żywokost.

— Być może Verin mogłaby spróbować ponownie uzdrawiania — zaproponowała Elayne.

Nynaeve potrząsnęła głową. Przygładziła włosy Mata i westchnęła, potem wyprostowała się w siodle.

— Mówi, że zrobiła już wszystko, by utrzymać go przy życiu, a ja jej wierzę. Ja... próbowałam sama go uzdrowić zeszłej nocy, ale nic się nie zdarzyło.

Elayne wstrzymała oddech.

— Sheriam Sedai mówiła, że nie wolno nam próbować uzdrawiania, dopóki po sto razy nie przerobimy tego pod nadzorem nauczycielki.

— Mogłaś go zabić — powiedziała ostro Egwene.

Nynaeve parsknęła głośno.

— Uzdrawiałam, zanim w ogóle pomyślałam o wyjeździe do Tar Valon, nawet jeśli nie wiedziałam, że właśnie to robię. Ale wygląda na to, że potrzebuję swoich lekarstw, żeby to zadziałało. Gdybym miała choć odrobinę nietrapki. Nie wydaje mi się, by zostało mu dużo czasu. Godziny, może.

Egwene pomyślała, że w jej głosie można wyczytać tyleż samo zmartwienia stanem Mata, ile wiedzą na temat tego stanu. Ponownie zastanowiła się, dlaczego właściwie Nynaeve zdecydowała się pojechać na nauki do Tar Valon: Nauczyła się przenosić zupełnie bezwiednie, nawet jeśli nie zawsze była w stanie kontrolować sam akt i przetrwała kryzys, który zwykł zabijać trzy z czterech kobiet, które uczyły się bez przewodnictwa Aes Sedai. Nynaeve powiadała, że chciała się nauczyć więcej, często jednak wydawała się tak niechętna jak dziecko, któremu aplikuje się korzeń baraniego języka.

— Wkrótce dowieziemy go do Tar Valon — próbowała pocieszyć ją Egwene. — Tam będą w stanie go uzdrowić. Amyrlin zajmie się nim. Wszystkim się zajmie.

Nie spojrzała nawet w kierunku noszy Mata i miejsca gdzie w jego nogach koc zakrywał torbę. Pozostałe kobiety również z rozmysłem unikały spoglądania w tamtą stronę. Były tajemnice, których pozbędą się z ulgą.

— Jeźdźcy — oznajmiła nagle Nynaeve, ale Egwene zobaczyła ich w tym samym momencie.

Ponad dwudziestu jeźdźców pojawiło się na szczycie niskiego wzniesienia przed nimi, białe płaszcze łopotały, kiedy galopem pędzili w ich kierunku.

— Synowie Światłości. — Elayne wypluła to z siebie jak przekleństwo. — Sądzę, że właśnie napotkałyśmy twoją burzę i Hurinowe kłopoty.

Verin ściągnęła cugle swego wierzchowca, jednocześnie kładąc dłoń na ramieniu Hurina, który już się sposobił do miecza. Egwene dotknęła lekko pierwszego z koni idących z noszami, który zatrzymał się tuż za zażywną Aes Sedai.

— Pozwólcie, że ja z nimi porozmawiam, dzieci — powiedziała pogodnie Aes Sedai, zdejmując jednocześnie z głowy kaptur i odsłaniając siwe włosy. Egwene nie miała pojęcia, ile właściwie lat może mieć Verin, sądziła, że tamta mogłaby być jej babką, jednak siwe pasma we włosach stanowiły jedyną oznakę wieku u Aes Sedai. — I cokolwiek zechciałybyście zrobić, nie dajcie się im rozgniewać.

Twarz Verin była równie spokojna jak jej głos. Egwene wydało się jednak, iż Aes Sedai mierzy wzrokiem odległość od Tar Valon. Widać już było szczyty wież oraz zawieszony w górze most, łukiem przecinający rzekę, wysoki na tyle, by mogły przepływać pod nim statki handlowe, które kursowały po rzece.

„Wystarczająco blisko, by zobaczyć — pomyślała Egwene — ale dostatecznie daleko, by nic z tego nie przyszło”.

Przez krótki moment zdawało jej się, iż nadjeżdżający jeźdźcy zechcą wykonać na nich szarżę, ale ich przywódca podniósł dłoń i gwałtownie ściągnęli wodze. Zatrzymali się ledwie czterdzieści kroków przed nimi, wzniecając spod kopyt obłok ziemi i kurzu.

Nynaeve wymruczała coś gniewnie pod nosem, a Elayne usiadła sztywna i pełna dumy, jakby nieomal chciała zwymyślać Białe Płaszcze za brak manier. Hurin opierał wciąż dłoń na rękojeści miecza, zdawał się gotów wyciągnąć go w obronie kobiet, nie bacząc na to, co powiedziała Verin. Verin lekko pomachała dłonią przed twarzą, aby odegnać kurz. Jeźdźcy w białych płaszczach ustawili się w łuk, zdecydowani zablokować im przejazd.

— Dwie wiedźmy z Tar Valon, o ile mnie oczy nie mylą, czy tak? — zaczął dowódca z nieznacznym uśmiechem, który ściągał mu twarz. W jego oczach lśniła arogancja, jakby znał jakąś prawdę, której pozostali głupcy niebyli w stanie dostrzec. — I dwie młode larwy oraz dwa pieski łańcuchowe, jeden chory, a drugi stary.

Hurin zjeżył się, ale Verin go powstrzymała.

— Dokąd jedziecie? — zażądał odpowiedzi Biały Płaszcz.

— Przybywamy z zachodu — odrzekła łagodnie Verin. — Jedźcie dalej swoją drogą i pozwólcie nam przejechać. Synowie Światłości nie mają na tych terenach żadnej władzy.

— Synowie Światłości mają władzę wszędzie tam, gdzie panuje Światłość, a gdzie jej nie ma, tam ją krzewimy. Odpowiedz na moje pytanie! Czy też muszę zabrać cię do swego obozu, a tam będziesz odpowiadać przed Śledczymi?

Mat nie zniesie żadnej dłuższej zwłoki, musi natychmiast otrzymać pomoc w Tar Valon. A co ważniejsze — Egwene skrzywiła się na samą myśl, że potrafi tak wartościować co ważniejsze, nie mogą pozwolić sobie, by zawartość tej torby wpadła w ręce Białych Płaszczy.

— Odpowiedziałam ci — kontynuowała Verin, wciąż spokojnym głosem — i to dużo grzeczniej niżby ci się należało. Czy naprawdę sądzisz, że potrafisz nas zatrzymać?

Niektórzy z Białych Płaszczy unieśli swe łuki, jakby wypowiedziała wyzwanie, ona jednak nie zrażona ciągnęła dalej, nie podnosząc nawet odrobinę głosu.

— W niektórych krajach wasze groźby mogą mieć jakieś znaczenie, ale nie tutaj, w zasięgu wzroku od Tar Valon. Czy rzeczywiście uważasz, że w tym miejscu będzie ci wolno wyrządzić najmniejszą choćby krzywdę, Aes Sedai?

Oficer poruszył się niespokojnie w swym siodle, jakby nagle zwątpił w możliwość poparcia czynem wypowiedzianych słów. Potem obejrzał się na swoich ludzi — albo po to, by upewnić się co do ich poparcia, albo dlatego, żeby przypomnieć sobie, iż na niego patrzą — i wziął się w garść.

— Nie boję się twoich sztuczek Sprzymierzeńca Ciemności, wiedźmo. Odpowiedz mi albo odpowiesz przed Śledczymi.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)