Krew Elfów
- Автор: Сапковский Анджей
- Серия: Wiedźmin #3
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: SuperNOWA
- ISBN: 83-7054-079-1
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Krew Elfów». Краткое содержание книги:
Pierwsza powieść króla polskiej fantasy!
Miecz, czary i szpiegowska intryga.
Wiedźmin przygarnął płomień, od którego może zapłonąć świat.
Zebrane w dwu tomach — Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia — trzynaście nowel z wiedźminem Geraltem w roli głównej, z trubadurem Jaskrem, piękną czarodziejką Yennefer, królewną Ciri, z krasnoludami, książętami, czarownikami i budzącymi przerażenie potworami podbiły czytelników w Polsce i na świecie. Konstruując te przewrotne i wzruszające opowieści realizował Sapkowski zarazem plan rozleglejszy. Gromadził plejadę niezwykłych bohaterów, rysował mapę zwaśnionych królewstw, krzyżujących się namiętności i interesów.
Prawdziwa walka o kształt i losy tego świata zaczyna się dopiero teraz!
— Fredegard… — odezwał się z wysiłkiem Wenck. - Fredegard, słuchaj…
— Nie wolno ci mówić! - rzekła ostro Triss. - Ani ruszać się! Zaklęcie ledwo trzyma!
— Fredegard — powtórzył komisarz. Krwawa bańka na jego wargach pękła, na jej miejscu natychmiast utworzyła się druga. - Myliliśmy się… Wszyscy się mylili. To nie Yarpen… Niesłusznie posądzaliśmy… Ręczę za niego. Yarpen nie zdradził… Nie zdra…
— Milcz! — krzyknął rycerz. - Milcz, Vilfrid! Hej, żywo, dajcie tu nosze! Nosze!
— Już nie trzeba — powiedziała głucho czarodziejka, patrząc na wargi Wencka, na których już nie tworzyły się bańki. Ciri odwróciła się, przycisnęła twarz do boku Geralta.
Fredegard wyprostował się. Yarpen Zigrin nie patrzył na niego. Patrzył na zabitych. Na Regana Dahiberga wciąż klęczącego nad bratem.
— To było konieczne, panie Zigrin — powiedział rycerz. - To jest wojna. Był rozkaz. Musieliśmy mieć pewność…
Yarpen milczał. Rycerz spuścił wzrok.
— Wybaczcie — szepnął.
Krasnolud wolno obrócił głowę, spojrzał na niego. Na Geralta. Na Ciri. Na wszystkich. Ludzi.
— Co wyście z nami zrobili? — spytał z goryczą. - Co wyście zrobili z nami? Co zrobiliście… z nas?
Nikt mu nie odpowiedział.
Oczy długonogiej elfki były zeszklone i matowe. Na jej wykrzywionych wargach zastygł krzyk.
Geralt objął Ciri. Wolnym ruchem odpiął od jej kubraczka białą, upstrzoną ciemnymi plamkami różę, bez słowa rzucił kwiat na ciało Wiewiórki.
- Żegnaj — szepnęła Ciri. - Żegnaj, Różo z Shaerrawedd. Żegnaj i…
— I wybacz nam — dokończył wiedźmin.
Rozdział piąty
Włóczą się po kraju, natrętni i bezczelni, sami mianujący się złego tropicielami, wilkołaków pogromcami i upiorów tępicielami, łatwowiernym wydzierając zapłatę, po którym to niecnym zarobku ruszają dalej, by w najbliższym miejscu podobnego szalbierstwa domierzyli. Najłatwiejszy przystęp znajdują oni do chaty uczciwego, prostego i nieświadomego włościanina, który wszelkie nieszczęścia i źle przypadki łacno przypisuje czarom, nienaturalnym stworom i potworom, działaniu płanetnika albo złego ducha. Miast do bogów się modlić, miast do Świątyni bogatą zanieść ofiarę, prostak taki podłemu wiedźminowi gotów oddać grosz ostatni, wierząc, iż wiedźmin, ów odmieniec bezbożny, zdoła dolę jego odwrócić i nieszczęściom zapobiec.