Lista Schindlera [calibre 2.55.0]
- Автор: Кенэлли Томас
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Prószyński i S-ka
- ISBN: 9788376480565
- Жанр: Биографии и мемуары
Электронная книга - «Lista Schindlera [calibre 2.55.0]». Краткое содержание книги:
– Bankier! Bankier!
Zatrzymał go młody esesman w randze oberscharführera, specjalista od transportu z Lublina. Poprosił o przepustkę. W jego lewej ręce Oskar zobaczył długą listę, całe strony nazwisk. Moi robotnicy, mówił Schindler. Niezbędni pracownicy przemysłowi. Mój kierownik. To idiotyzm. Mam kontrakty Inspektoratu Uzbrojenia, a wy mi odbieracie pracowników potrzebnych do ich wykonania.
– Nie wrócą do pana – odpowiedział esesman. – Są na liście.
Podoficer wiedział z doświadczenia, że lista oznaczała dla wszystkich na niej wymienionych jednakowy los. Oskar zniżył głos do twardego pomruku człowieka rozsądnego i ustosunkowanego, który na razie nie ma zamiaru wytaczać swoich najcięższych armat.
– Czy Herr Oberscharführer wie, ile czasu potrzeba, żeby przyuczyć ludzi zdolnych zastąpić tych z listy? W mojej fabryce, Deutsche Emailwaren Fabrik, mam dział amunicyjny pod specjalnym protektoratem generała Schindlera, mojego imiennika. Nie tylko koledzy Herr Oberscharführera na froncie rosyjskim ucierpią od przerwy w produkcji, ale Biuro Inspektoratu Uzbrojenia zażąda wyjaśnień.
Miody wojskowy potrząsnął głową, zdawał się mówić, że jest tylko zwykłym urzędnikiem odpowiedzialnym za transport.
– Słyszałem już takie opowieści – odrzekł.
Ale trochę się przejął. Oskar to wyczuł; pochylił się ku niemu i mówił miękko, choć z odcieniem groźby:
– To prawda, nie do pana należy zmienianie tej listy – powiedział. – Gdzie jest pański przełożony?
Młodzieniec ruchem głowy wskazał na oficera SS, mężczyznę po trzydziestce, marszczącego brwi.
– Czy mogę prosić o pańskie nazwisko, Herr Untersturmführer? – zwrócił się do niego Oskar, wyciągając z kieszeni marynarki notes.
Oficer również wygłosił mowę o świętości listy. Dla tego człowieka była to bezpieczna, racjonalna i jedyna podstawa wysyłania Żydów na przemiał i całego tego ruchu wagonów. Ale Schindler zrobił się bardziej szorstki. O liście słyszał już wcześniej. Teraz chciałby dowiedzieć się jak ma na nazwisko Untersturmführer. Zamierzał odwołać się bezpośrednio do oberführera Schernera i generała Schindlera z Inspektoratu Uzbrojenia.
– Schindler? – spytał oficer.
Dopiero teraz przyjrzał się Oskarowi. Ten człowiek jest ubrany jak potentat, nosi swastykę, ma generałów w rodzinie.
– Mogę pana zapewnić – mówił Schindler swym dobrotliwym półgłosem – że w ciągu tygodnia znajdzie się pan w południowej Rosji.
Podoficer szedł przodem, a Schindler z oficerem maszerowali obok siebie pomiędzy rzędami więźniów i załadowanymi wagonami. Lokomotywa była już pod parą, a maszynista wyglądał przez okienko, czekając na rozkaz odjazdu. Oficer krzyknął do kolejarzy, których mijali na peronie, by się wstrzymali z wysłaniem pociągu. W końcu dotarli do jednego z ostatnich wagonów. Było tam kilkunastu robotników razem z Bankierem; trzymali się razem, jakby się spodziewali wspólnego wybawienia. Otworzono drzwi i zeskoczyli – Bankier i Frankel z biura, Reich, Leser i inni z warsztatów. Zachowywali się powściągliwie, nie chcąc, żeby ktoś zauważył radość z powodu uniknięcia tej podróży. Ci, którzy pozostali w wagonie, zaczęli wesoło rozmawiać; wyglądało na to, że cieszą się z dodatkowego wolnego miejsca. Tymczasem oficer zamaszyście usuwał z listy kolejnych pracowników „Emalii”, każąc Oskarowi stawiać parafki.
Gdy Schindler podziękował oficerowi i odwrócił się, by pójść za swoimi ludźmi, ten chwycił go za rękaw marynarki.
– Proszę pana – powiedział – dla nas to żadna różnica, rozumie pan. Nam nie zależy, czy to tuzin tych, czy tamtych.
Gdy Oskar zobaczył go po raz pierwszy, oficer marszczył brew; teraz był spokojny, jakby odkrył reguły gry. Myśli pan, że tych trzynastu pańskich blacharczyków coś znaczy? Na ich miejsce weźmiemy trzynastu innych blacharczyków. Pańskie sentymenty na nic się tutaj nie zdadzą.
– To tylko drobne zamieszanie w spisie – wyjaśnił w końcu oficer.
Pulchny, niewysoki Bankier przyznał, że wszyscy oni zaniedbali uzyskania Blauscheinu z dawnego PKO. Schindler, nagle rozgniewany, kazał im tego dopilnować. Ale ta jego szorstkość była tylko maską, ukrywającą przerażenie z powodu tłumów w Prokocimiu, które z braku niebieskich nalepek stały, czekając na wagon bydlęcy – ten nowy i decydujący symbol ich statusu, który ciągnięty przez potężną lokomotywę zawiezie ich dalej, niż sięga wzrok. Ten środek transportu uświadomił im, że są teraz zwierzętami.
XV
Na twarzach swoich pracowników Oskar czytał tragedię getta. Ci ludzie nie mieli czasu na złapanie oddechu, nie mieli kąta, w którym mogliby się ukryć, oddać swoim przyzwyczajeniom, dopełnić domowych rytuałów. Wielu szukało ucieczki i otuchy w podejrzliwości. Podejrzani byli wszyscy – od współlokatora w pokoju począwszy, na odemanie na ulicy skończywszy. Ale nawet najzdrowsi na umyśle nie wiedzieli, komu ufać. „Każdy lokator – pisał młody artysta, Józef Bau, o życiu w getcie – ma swój własny świat sekretów i tajemnic”. Dzieci milkły na najbardziej przypadkowy, dochodzący z klatki schodowej dźwięk. Dorośli budzili się ze snów o wygnaniu i wywłaszczeniu – wygnani i wywłaszczeni, w jakimś zatłoczonym pokoju na Podgórzu, a wydarzenia z ich snów i przeżywany we śnie strach znajdowały dalszy ciąg na jawie. Pogłoski o okrucieństwach osaczały ich w pokoju, na ulicy, w hali fabrycznej, Spira ma następną listę, dwa albo trzy razy dłuższą niż poprzednia. Wszystkie dzieci pojadą do Tamowa, gdzie będą rozstrzelane, do Sztutowa, gdzie będą utopione, do Wrocławia, gdzie będą indoktrynowane, germanizowane, poddawane operacjom. Masz starych rodziców? Wszystkich powyżej pięćdziesiątego roku żyda zabierają do kopalni soli w Wieliczce. Do pracy? Nie. Zamurują ich w wyrobiskach.