Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Биографии и мемуары » Lista Schindlera [calibre 2.55.0]
Lista Schindlera [calibre 2.55.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lista Schindlera [calibre 2.55.0]

Электронная книга - «Lista Schindlera [calibre 2.55.0]». Краткое содержание книги:

Lista Schindlera [calibre 2.55.0]
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 133
Перейти на страницу:

– Ban­kier! Ban­kier!

Za­trzy­mał go mło­dy es­es­man w ran­dze obe­rschar­füh­re­ra, spe­cja­li­sta od trans­por­tu z Lu­bli­na. Po­pro­sił o prze­pust­kę. W jego le­wej ręce Oskar zo­ba­czył dłu­gą li­stę, całe stro­ny na­zwisk. Moi ro­bot­ni­cy, mó­wił Schin­dler. Nie­zbęd­ni pra­cow­ni­cy prze­my­sło­wi. Mój kie­row­nik. To idio­tyzm. Mam kon­trak­ty In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia, a wy mi od­bie­ra­cie pra­cow­ni­ków po­trzeb­nych do ich wy­ko­na­nia.

– Nie wró­cą do pana – od­po­wie­dział es­es­man. – Są na li­ście.

Pod­ofi­cer wie­dział z do­świad­cze­nia, że li­sta ozna­cza­ła dla wszyst­kich na niej wy­mie­nio­nych jed­na­ko­wy los. Oskar zni­żył głos do twar­de­go po­mru­ku czło­wie­ka roz­sąd­ne­go i usto­sun­ko­wa­ne­go, któ­ry na ra­zie nie ma za­mia­ru wy­ta­czać swo­ich naj­cięż­szych ar­mat.

– Czy Herr Obe­rschar­füh­rer wie, ile cza­su po­trze­ba, żeby przy­uczyć lu­dzi zdol­nych za­stą­pić tych z li­sty? W mo­jej fa­bry­ce, Deut­sche Ema­il­wa­ren Fa­brik, mam dział amu­ni­cyj­ny pod spe­cjal­nym pro­tek­to­ra­tem ge­ne­ra­ła Schin­dle­ra, mo­je­go imien­ni­ka. Nie tyl­ko ko­le­dzy Herr Obe­rschar­füh­re­ra na fron­cie ro­syj­skim ucier­pią od prze­rwy w pro­duk­cji, ale Biu­ro In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia za­żą­da wy­ja­śnień.

Mio­dy woj­sko­wy po­trzą­snął gło­wą, zda­wał się mó­wić, że jest tyl­ko zwy­kłym urzęd­ni­kiem od­po­wie­dzial­nym za trans­port.

– Sły­sza­łem już ta­kie opo­wie­ści – od­rzekł.

Ale tro­chę się prze­jął. Oskar to wy­czuł; po­chy­lił się ku nie­mu i mó­wił mięk­ko, choć z od­cie­niem groź­by:

– To praw­da, nie do pana na­le­ży zmie­nia­nie tej li­sty – po­wie­dział. – Gdzie jest pań­ski prze­ło­żo­ny?

Mło­dzie­niec ru­chem gło­wy wska­zał na ofi­ce­ra SS, męż­czy­znę po trzy­dzie­st­ce, marsz­czą­ce­go brwi.

– Czy mogę pro­sić o pań­skie na­zwi­sko, Herr Unter­sturm­füh­rer? – zwró­cił się do nie­go Oskar, wy­cią­ga­jąc z kie­sze­ni ma­ry­nar­ki no­tes.

Ofi­cer rów­nież wy­gło­sił mowę o świę­to­ści li­sty. Dla tego czło­wie­ka była to bez­piecz­na, ra­cjo­nal­na i je­dy­na pod­sta­wa wy­sy­ła­nia Ży­dów na prze­miał i ca­łe­go tego ru­chu wa­go­nów. Ale Schin­dler zro­bił się bar­dziej szorst­ki. O li­ście sły­szał już wcze­śniej. Te­raz chciał­by do­wie­dzieć się jak ma na na­zwi­sko Unter­sturm­füh­rer. Za­mie­rzał od­wo­łać się bez­po­śred­nio do obe­rfüh­re­ra Scher­ne­ra i ge­ne­ra­ła Schin­dle­ra z In­spek­to­ra­tu Uzbro­je­nia.

– Schin­dler? – spy­tał ofi­cer.

Do­pie­ro te­raz przyj­rzał się Oska­ro­wi. Ten czło­wiek jest ubra­ny jak po­ten­tat, nosi swa­sty­kę, ma ge­ne­ra­łów w ro­dzi­nie.

– Mogę pana za­pew­nić – mó­wił Schin­dler swym do­bro­tli­wym pół­gło­sem – że w cią­gu ty­go­dnia znaj­dzie się pan w po­łu­dnio­wej Ro­sji.

Pod­ofi­cer szedł przo­dem, a Schin­dler z ofi­ce­rem ma­sze­ro­wa­li obok sie­bie po­mię­dzy rzę­da­mi więź­niów i za­ła­do­wa­ny­mi wa­go­na­mi. Lo­ko­mo­ty­wa była już pod parą, a ma­szy­ni­sta wy­glą­dał przez okien­ko, cze­ka­jąc na roz­kaz od­jaz­du. Ofi­cer krzyk­nął do ko­le­ja­rzy, któ­rych mi­ja­li na pe­ro­nie, by się wstrzy­ma­li z wy­sła­niem po­cią­gu. W koń­cu do­tar­li do jed­ne­go z ostat­nich wa­go­nów. Było tam kil­ku­na­stu ro­bot­ni­ków ra­zem z Ban­kie­rem; trzy­ma­li się ra­zem, jak­by się spo­dzie­wa­li wspól­ne­go wy­ba­wie­nia. Otwo­rzo­no drzwi i ze­sko­czy­li – Ban­kier i Fran­kel z biu­ra, Re­ich, Le­ser i inni z warsz­ta­tów. Za­cho­wy­wa­li się po­wścią­gli­wie, nie chcąc, żeby ktoś za­uwa­żył ra­dość z po­wo­du unik­nię­cia tej po­dró­ży. Ci, któ­rzy po­zo­sta­li w wa­go­nie, za­czę­li we­so­ło roz­ma­wiać; wy­glą­da­ło na to, że cie­szą się z do­dat­ko­we­go wol­ne­go miej­sca. Tym­cza­sem ofi­cer za­ma­szy­ście usu­wał z li­sty ko­lej­nych pra­cow­ni­ków „Ema­lii”, ka­żąc Oska­ro­wi sta­wiać pa­raf­ki.

Gdy Schin­dler po­dzię­ko­wał ofi­ce­ro­wi i od­wró­cił się, by pójść za swo­imi ludź­mi, ten chwy­cił go za rę­kaw ma­ry­nar­ki.

– Pro­szę pana – po­wie­dział – dla nas to żad­na róż­ni­ca, ro­zu­mie pan. Nam nie za­le­ży, czy to tu­zin tych, czy tam­tych.

Gdy Oskar zo­ba­czył go po raz pierw­szy, ofi­cer marsz­czył brew; te­raz był spo­koj­ny, jak­by od­krył re­gu­ły gry. My­śli pan, że tych trzy­na­stu pań­skich bla­char­czy­ków coś zna­czy? Na ich miej­sce weź­mie­my trzy­na­stu in­nych bla­char­czy­ków. Pań­skie sen­ty­men­ty na nic się tu­taj nie zda­dzą.

– To tyl­ko drob­ne za­mie­sza­nie w spi­sie – wy­ja­śnił w koń­cu ofi­cer.

Pulch­ny, nie­wy­so­ki Ban­kier przy­znał, że wszy­scy oni za­nie­dba­li uzy­ska­nia Blau­sche­inu z daw­ne­go PKO. Schin­dler, na­gle roz­gnie­wa­ny, ka­zał im tego do­pil­no­wać. Ale ta jego szorst­kość była tyl­ko ma­ską, ukry­wa­ją­cą prze­ra­że­nie z po­wo­du tłu­mów w Pro­ko­ci­miu, któ­re z bra­ku nie­bie­skich na­le­pek sta­ły, cze­ka­jąc na wa­gon by­dlę­cy – ten nowy i de­cy­du­ją­cy sym­bol ich sta­tu­su, któ­ry cią­gnię­ty przez po­tęż­ną lo­ko­mo­ty­wę za­wie­zie ich da­lej, niż się­ga wzrok. Ten śro­dek trans­por­tu uświa­do­mił im, że są te­raz zwie­rzę­ta­mi.

XV

Na twa­rzach swo­ich pra­cow­ni­ków Oskar czy­tał tra­ge­dię get­ta. Ci lu­dzie nie mie­li cza­su na zła­pa­nie od­de­chu, nie mie­li kąta, w któ­rym mo­gli­by się ukryć, od­dać swo­im przy­zwy­cza­je­niom, do­peł­nić do­mo­wych ry­tu­ałów. Wie­lu szu­ka­ło uciecz­ki i otu­chy w po­dejrz­li­wo­ści. Po­dej­rza­ni byli wszy­scy – od współ­lo­ka­to­ra w po­ko­ju po­cząw­szy, na ode­ma­nie na uli­cy skoń­czyw­szy. Ale na­wet naj­zdrow­si na umy­śle nie wie­dzie­li, komu ufać. „Każ­dy lo­ka­tor – pi­sał mło­dy ar­ty­sta, Jó­zef Bau, o ży­ciu w get­cie – ma swój wła­sny świat se­kre­tów i ta­jem­nic”. Dzie­ci mil­kły na naj­bar­dziej przy­pad­ko­wy, do­cho­dzą­cy z klat­ki scho­do­wej dźwięk. Do­ro­śli bu­dzi­li się ze snów o wy­gna­niu i wy­własz­cze­niu – wy­gna­ni i wy­własz­cze­ni, w ja­kimś za­tło­czo­nym po­ko­ju na Pod­gó­rzu, a wy­da­rze­nia z ich snów i prze­ży­wa­ny we śnie strach znaj­do­wa­ły dal­szy ciąg na ja­wie. Po­gło­ski o okru­cień­stwach osa­cza­ły ich w po­ko­ju, na uli­cy, w hali fa­brycz­nej, Spi­ra ma na­stęp­ną li­stę, dwa albo trzy razy dłuż­szą niż po­przed­nia. Wszyst­kie dzie­ci po­ja­dą do Ta­mo­wa, gdzie będą roz­strze­la­ne, do Sztu­to­wa, gdzie będą uto­pio­ne, do Wro­cła­wia, gdzie będą in­dok­try­no­wa­ne, ger­ma­ni­zo­wa­ne, pod­da­wa­ne ope­ra­cjom. Masz sta­rych ro­dzi­ców? Wszyst­kich po­wy­żej pięć­dzie­sią­te­go roku żyda za­bie­ra­ją do ko­pal­ni soli w Wie­licz­ce. Do pra­cy? Nie. Za­mu­ru­ją ich w wy­ro­bi­skach.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 133
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)