Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Weźmisz czarną kurę
Weźmisz czarną kurę - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Weźmisz czarną kurę

Электронная книга - «Weźmisz czarną kurę». Краткое содержание книги:

Z kąta recenzenta

Dziś, w naszym wrednym kącie kulturalnym literata ocenia literat. W filmowym skrócie. „Weźmisz czarno kure…” to „Blade Runner” opisany w klimacie „Samych swoich” – podsumowuje Andrzej Ziemiański.

Hymn bimbrownika

Wytwórnie płytowe już biją się o to nagranie. Po wczorajszej konferencji prasowej związanej z aferą podsłuchową w stodole Jakuba W., znanego bimbrownika i wiejskiego egzorcysty, nasz reporter, na dyktafon wszyty w ucho, nagrał piosenkę nuconą pod nosem przez Rafała A. Ziemkiewicza. Oto treść zapisu:

Powtarza mi codziennie moja luba:

dlaczego ty nie przypominasz mi Jakuba?

A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz:

Niech żyje nam Jakub Wędrowycz. (x2)

Jakub Wędrowycz to wspaniały egzorcysta,

A jego bimber lepszy jest niż wódka czysta

A ty maszeruj… etc.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 49
Перейти на страницу:

– Jestem pacyfistą!

– No to nas zaraz spacyfikują – westchnął Jakub. – E wy tam, zejdźcie nam z drogi, jesteśmy potężnymi czarownikami – krzyknął. Oprychy roześmieli się ponuro. – Daj pistolet – powiedział do Skorlińskiego. – Zostawiłem w marynarce – poklepał się po pancerzu.

Zabrzmiało to bardzo ponuro, a nawet trochę pogrzebowo. Egzorcysta westchnął i z torby wyciągnął rakietnicę. – Zejdźcie nam z drogi, bo rzucę w was kulą ognia – zagroził. – Czary to tylko zabobon. Czarownicy są hochsztaplerami, podtrzymują w nas strach przed siłami lewej strony mocy, żebyśmy się ich bali i płacili podatki – oświadczył z godnością najwyższy z bandytów, zapewne będący przywódcą. – Ateiści – mruknął Jakub. – Co to jest lewa strona mocy? – zdziwił się Paweł.

– Taki lokalny zabobon.

Jakub wystrzelił racę, a potem razem ze Skorlińskim obserwowali jak trzej napastnicy wspinają się bez żadnych zabezpieczeń po prawie pionowej skale. Wyglądało na to, że bardzo im się spieszy. – Miejscowi czarownicy powinni nam przynajmniej podziękować – powiedział egzorcysta. – Właśnie trzej agnostycy ponownie uwierzyli w czary. – Agnostycy to nie… – W drogę – Jakub popędził swojego wierzchowca.

Przed wieczorem dotarli do niewielkiej karczmy na przełęczy. Jakub za długopis kupił sobie skórzany kaftan i samodziałowe portki. Za następny długopis zjedli sutą wieczerzę. – Świat nie jest taki zły – powiedział Skorliński, ściągając z siebie zbroję. Pokoik był niewielki, gustownie urządzony. Dwie prycze zbite z desek, kulawy stolik, okno przeszklone gomułkami, świeca w lichtarzu… Jakub przyssał się do dzbana z miodem. – Nie odkryli tu jeszcze destylacji – wyjaśnił. – A królisko lubi, oj lubi wypić. – Naucz ich – zaproponował Skorliński. – Niezłą kasę zarobisz. – E, po co ręce brudzić. Jeszcze się zalkoholizują jak ludzie z Wojsławic. – Słuchaj, czegoś tu nie rozumiem – powiedział Paweł – Jak nieśliśmy tę zbroję korytarzem to była pierońsko ciężka, a teraz jest znacznie lżejsza. Ja też czuję się lżejszy. Od czego tak? – Semen twierdził, że tu jest mniejsza planeta i grawitacja słabsza. A powietrze dla odmiany gęściejsze… – Byłeś tu z Semenem? – A owszem. Parę razy łaziłem po tej krainie. Wakacje sobie zrobiliśmy. Tu tanio-cha. Trzeba tylko zabrać długopisów, breloczki z hologramem, świecących papierków i gotowi za to złotem płacić. A pisemka z gołymi kobitkami… aż im oczy wypadają. Tylko potem te męty z Muzeum zaiwanili mi lustro i kicha. Na razie pora spać… – Słuchaj, jeszcze jedno pytanie. Dlaczego tu wszyscy mówią po polsku? – Przecież jakby mówili inaczej to byśmy się z nimi nie dogadali! – ofuknął go Jakub. Ponure wycie niosło się pośród gór. Drzwi pokoju otworzyły się z rozmachem. Jakub i Skorliński obudzili się od razu. Obok nich przebiegł karczmarz i zatrzasnął okiennice. – Co. się stało? – zaniepokoił się biznesmen. – Idą – powiedział karczmarz i pobiegł zatrzaskiwać pozostałe okiennice. – Co idzie? – zapytał bezradnie Jakuba. – Elati – wyjaśnił Wędrowycz.

Skorliński poskrobał się po głowie, a potem założył na wszelki wypadek zbroję. – Co to są elati? – Trudno jednoznacznie określić – mruknął egzorcysta. – Chyba ogniwo pośrednie między ghulami i zombie. – Zombie! Wyszedł do głównej sali, a Skorliński bezwiednie podążył za nim. Przestraszeni goście siedzieli zbici w kupkę. Z zewnątrz słychać było ponury, przypominający chichot hien, rechot. – Dużo ich? – zapytał Jakub. – Ze dwadzieścia sztuk – powiedział ponuro karczmarz. – Ale może więcej. Na widok zakutego w zbroję Skorlińskiego jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu. – Pan jest rycerzem. Chwała bogini Nefet! – Co z tego, że jestem rycerzem? – zdziwił się biznesmen. Ludzie popatrzyli na niego z nadzieją i oczekiwaniem. – Idź i wyszlachtuj to tałałajstwo – wyjaśnił mu Wędrowycz. – Śmiało, zbroi nie przegryzą. Skorliński popatrzył na ludzi i w ich oczach wyczytał wyrok. – Pójdę i zobaczę, co da się zrobić – powiedział. Ktoś usłużnie podniósł belkę, zabezpieczającą drzwi. Paweł ostrożnie wyszedł przed karczmę. W ciemności niewiele było widać. A potem pomiędzy drzewami zapaliła się jedna para czerwonych oczu, a po chwili następna i jeszcze jedna. Zanim doliczył do dwudziestu było ich zdecydowanie zbyt wiele. Ruszył wzdłuż ściany i posługując się węchem odnalazł wychodek. Popatrzył z niepokojem na liche drzwi. Może dożyje do rana, jeśli się zabarykaduje w środku… Upiorny chichot ponownie rozdarł ciemność. Nieoczekiwanie obok pojawił się Jakub Wędrowycz. – Jak ci idzie? – zapytał. – Zaszlachtowałeś już jakiegoś? – Jeszcze nie – wyszczekał zębami rycerz. – Może same sobie pójdą? – Ech, dupa wołowa z ciebie, a nie biznesmen – warknął. – Zatkaj uszy! Z torby wyjął granat F1 i, wyrwawszy zawleczkę, cisnął w stronę największego skupiska czerwonych ślepi. Granat eksplodował, odłamki zagwizdały we wszystkie strony. – Tu powietrze jest gęściejsze, więc wybuch ma mocniejsze skutki – wyjaśnił. -Chodź, dobijemy rannych. Egzorcysta oświetlał latarką wijące się w konwulsjach istoty, a rycerz dzielnie przebijał je mieczem. Z karczmy wylegli uzbrojeni w pochodnie i tasaki goście. – Zwycięstwo – krzyknął karczmarz. – Trzy razy hura na cześć bohaterów! Skorliński ciekawie przyjrzał się jednej z zaszlachtowanych przez siebie postaci. A potem zemdlał. Wąska ścieżka pięła się w górę. Skorliński jęczał z cicha. Po festynie z okazji zwycięstwa bardzo bolała go głowa. Jakub jechał w ślad za nim i pociągał z gąsiorka złocistego klina. Nad górami krążyły jakieś cienie. Zapewne ptaki, a może pterodaktyle. Nieoczekiwanie przebyli przełącz i ich oczom ukazał się kamienny most, rozpięty nad potokiem. – Kurde – stwierdził Jakub, opuszczając dzban. Na moście stał obcy rycerz w czarnej zbroi. – Co to jest? – jęknął biznesmen. – Psychopata z mieczem – wyjaśnił egzorcysta. – Czasami się tu trafiają. Przypuszczam, że aby jechać dalej trzeba go będzie pokonać – westchnął. – Mam z nim walczyć? – Jasne. Przecież to ty nosisz zbroję.

– Możemy się zamienić!

– Dinozaurów się zachciało. Wyskakuj z tych blach, tylko z życiem. Czekając aż Skorliński się rozbierze, zaczął coś majstrować przy mieczu. Okręcił rękojeść plastrem opatrunkowym i w zadumie popatrzył na swoje dzieło. A potem, uśmiechnięty, ubrał się w zbroję i wsiadł na konia. Ujął miecz w dłoń. Tajemniczy rycerz na moście dobył swojego. Jakub wydał z siebie ponury okrzyk bojowy, złożony z różnych wojsławickich powiedzonek i ruszył galopem na spotkanie wroga. Paweł obserwował z niepokojem szarżę. Ku jego zdumieniu, ledwie egzorcysta dotknął mieczem broni tamtego, wróg padł jak podcięty i, zwaliwszy się z konia, zastygł w bezruchu. Podjechał ostrożnie do miejsca potyczki. Jakub właśnie obszukiwał kieszenie powalonego. – Jak tyś to zrobił? – zdziwił się biznesmen. – Ot jak – egzorcysta pokazał porażacz elektryczny, podczepiony zręcznie do klingi swojego miecza. – Jak mu wpakowałem trzy tysiące wolt od razu się uspokoił. – Ty to masz głowę – powiedział biznesmen z podziwem. – Nie będzie nas gonił? – Nie będzie – uspokoił go Jakub. Z torby wyjął dwie tubki kleju poxipol i, wymieszawszy, nakapał we wszystkie zawiasy zbroi czarnego rycerza. – Zanim się z tego wypłacze upłynie trochę czasu – uśmiechnął się złośliwie. – A jeśli się nie wypłacze? – Sępy będą miały konserwę.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)