Ostatnie życzenie
- Автор: Sapkowski Andrzej
- Серия: Wiedźmin #1
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: SuperNOWA
- ISBN: 83-7054-061-9
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ostatnie życzenie». Краткое содержание книги:
Świat na ostrzu miecza.
Oszałamiająca akcja, mistrzowskie dialogi, sytuacje nie do zapomnienia.
Sapkowski nie umie nudzić!
Wiedźmin nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa strzegący moralnej i biologicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem. Przewrotna literacka robota.
— Pokazujesz mi go po raz szósty. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym.
— Miły jesteś. A myślałem, że będę przy tobie bezpieczny!
— Nie prosiłem, byś łaził za mną w konopie. Prosiłem natomiast, byś trzymał za zębami twój niewyparzony język. Nie posłuchałeś, teraz cierp. W milczeniu, jeśli łaska, bo właśnie nadchodzą.
Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka..
prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka.
— Mości Dhun, mości Pokrzywka — zaczął wiedźmin bez wstępów. - Zanim wyruszyłem, pytałem, czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. Powiedzieliście, że nie robiliście niczego. Mam powody przypuszczać, że było inaczej. Czekam na wyjaśnienia.
Osadnicy pomruczeli między sobą, po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok.
— Prawiście, panie. Wybaczenia prosim. Zełgaliśmy, bo wstyd nas żarł. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć, sprawić, by poszedł sobie od nas precz…
— Jakim sposobem?
— U nas w Dolinie — rzekł wolno Dhun — już dawniej objawiały się straszydła. Smoki latające, wijuny ziemne, burdałaki, upiry, pająki ogromniaste i żmije różne. A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali.
— W jakiej księdze?
— Pokażcie księgę, babko. Księgę, mówię. Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha, by pień! Lilie, rzeknij babce, żeby księgę pokazała!
Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi.
— W księdze tej — ciągnął Dhun — którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów, są sposoby na wszystkie potwory, czary i cudactwa, jakie na świecie były są albo będą.
Geralt obrócił w dłoniach ciężkie, grube, obrosłe tłustym kurzem tomisko. Dziewczyna wciąż stała przed nim, mnąc dłońmi fartuszek. Była starsza, niż początkowo przypuszczał — zmyliła go jej filigranowa postać, tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady, zapewne jej rówieśniczek.
Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę.
— Rzuć na to okiem, Jaskier.
— Pierwsze Kuny — ocenił bard, zaglądając mu przez ramię, z podkową ciągle przyłożoną do czoła. - Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. Zabawna składnia, ale tak wówczas mówiono. Ciekawe ryciny i iluminacje. Nieczęsto widzi się coś takiego, Geralt, a jeżeli już, to w bibliotekach świątynnych, nie po wsiach na krańcu świata. Na wszystkich bogów, skąd to macie, włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić, że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy?
— Czegoooo?
Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha.
— Czytać? - starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła. - Ja? Nie, złociutki. Tej sztuki nie posiadła żem.
— Objaśnijcie mi — rzekł Geralt zimno, odwracając się do Dhuna i Pokrzywki — jakim sposobem korzystacie z księgi, nie umiejąc czytać runów?
— Najstarsza babka zawżdy wie, co w księdze stoi — rzekł ponuro Dhun. - A tego, co wie, uczy jaką młodą, gdy już jej pora do ziemi. Sami baczycie, że naszej babce już pora. Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją. Ale póki co, babka najlepiej wie.
— Stara wiedźma i młoda wiedźma — mruknął Jaskier.
— Jeśli dobrze rozumiem — powiedział Geralt z niedowierzaniem — babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu?
— Całą nie, gdzieżby tam — odrzekła babka, znowu za — pośrednictwem Lilie — jeno to, co podle obrazka stoi.
— Aha — Geralt otworzył księgę na chybił trafił. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry. - Pochwalcie się zatem, babciu. Co tu jest napisane?
Babka zamlaskała, przyjrzała się rycinie, po czym zamknęła oczy.
— Tur rogaty albo taurus — wyrecytowała. - Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. Rogi ma i bodzie niemi…
— Dość. Bardzo dobrze, zaiste — wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. - A tu?
— Pochmurniki a płanetniki rozmaite są. Te deszcz leją, tamte wiater sieją, owamte pioruny miotają. Chceszli urodzaj od nich uchronić, weźmij nóż żelazny, nowy, łajna mysiego łuty trzy, czapli siwej smalcu… — Dobrze, brawo. Hmm… A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu, z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz, w lewej wór pieniędzy.
— Wiedźmak — zamamlała babka. - Przez niektórych wiedźminem zwany. Wzywać go niebezpiecznie barzo, wżdy trzeba, bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi, wiedźmak uradzi. Baczyć aby trzeba…
— Wystarczy — mruknął Geralt. - Wystarczy, babciu. Dziękuję.
— Nie, nie — zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. - Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie, babciu, mówcie.
— Eee… Baczyć aby trzeba, coby wiedźmaka nie dotykać, bo od tego oparszywieć można. A dziewki przed nim kryć, bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką…
— Zgadza się, wypisz wymaluj — zaśmiał się poeta, a Lilie, jak wydało się Geraltowi, uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.
— …chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy — mamrotała babka, mrużąc oczy — nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. Za kotołaka:
srebrne grosze dwa. Za wąpierza: srebrne grosze cztery…
— To były czasy — mruknął wiedźmin. - Dziękuję, babko. A teraz pokażcie nam, gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. Tym razem więcej rad bym usłyszeć, bom ciekaw, jakiego to sposobu na niego użyliście.
— Uważaj, Geralt — zachichotał Jaskier. - Zaczynasz wpadać w ten żargon. To zaraźliwa maniera.
Babka, z trudem opanowując drżenie ręki, przewróciła kilka stronic. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. W samej rzeczy, na rycinie figurował miotacz kulek, rogaty, włochaty, ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty.
— Diaboł — wyrecytowała babka. - Takoż zwany rokita albo silvan. Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony. Chceszli go z Opola wygonić, tako uczyń…
— No, no — zamruczał Jaskier.
— Weźmij orzechów jedną przygarść — ciągnęła babka, wodząc palcem po pergaminie. - Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą. Miodu łagiewkę, dziegciu drugą. Mydła szarego faskę, twarogu drugą. Kędy diaboł siedzi, pójdź nocną porą. A jeść pocznij orzechy. Wraz diaboł, któ-ren łakomy jest, przybieży i spyta, smaczne li. Wonczas daj onemu kulki żelazne…
— A żeby was cholera — mruknął Jaskier. - A żeby was pokręciło…
— Cicho — rzekł Geralt. - No, babciu. Dalej.
— …zębów nadłamawszy, diaboł, baczywszy, jak miód jesz, takoż miodu zapragnie. Daj onemu dziegciu, a sam twaróg jedz. Posłyszysz niebawem, jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy, ale pozór daj, jakoby to nic. A zechce diaboł twarogu, daj onemu mydła. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży…
— Doszliście do mydła? — przerwał Geralt z kamienną twarzą, odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki.
— A gdzie tam — stęknął Pokrzywka. - Aby do kulek. Och, panie, dał on nam bobu, gdy kulkę ugryznął…
— A kto wam kazał — rozsierdził się Jaskier — dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze, żeby jeno przygarść. A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli, durni wy!
— Uważaj — uśmiechnął się wiedźmin. - Wpadasz w żargon. To zaraźliwe.
— Dziękuję.
Geralt raptownie uniósł głowę, spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny. Lilie nie spuściła wzroku. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie.
— Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? — spytał ostro. - Przecież widać, że to typowy roślinożerca. Lilie nie odpowiedziała.
— Zadałem ci pytanie, dziewczyno. Nie bój się, od rozmowy ze mną nie parszywieje się.
— Nie pytajcie jej o nic. panie — odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. - Lilie… Ona… Dziwna jest. Nie odpowie wam, nie przymuszajcie jej.
Geralt nadal patrzył w oczy Lilie, a Lilie nadal nie spuszczała wzroku. Poczuł dreszcz biegnący po plecach, wpełzający na kark.
— Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? — uniósł głos. - Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli, jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony. Mnie uprzedziliście, bym go nie próbował zabić. Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś, prawda, Lilie?
Dhun wstał z ławy. Głową niemal sięgał powały.
— Wyjdź, dziewko — warknął. - Zabierz babkę i wyjdź
stąd.
— Kto to jest, mości Dhun? — podjął wiedźmin, gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. - Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga?