Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Odźwierny

Электронная книга - «Odźwierny». Краткое содержание книги:

Pierwsza część cyklu fantasy Tułacze (Skitalcy). Odźwierny jest debiutem powieściowym Mariny i Sergieja Diaczenków i zarazem pierwszym tomem cyklu Tułacze, opowiadającego o ludziach błąkających się na pograniczu dwóch światów, realnego i nadprzyrodzonego. Wielki czarnoksiężnik traci wszystko: magiczną moc i miłość swego życia. Wystawiony zostaje na pokusy złowrogiej, diabolicznej potęgi, która pragnie przedostać się do ludzkiego świata. Za cenę odzyskania czarodziejskich zdolności miałby się stać tytułowym Odźwiernym, który otworzy wrota wymiarów i sprowadzi na świat niewyobrażalne zło. Czy wybierze drogę zemsty na tych, którzy go odrzucili i potępili? A może znajdzie w sobie dość sił, by oprzeć się demonicznej pokusie?…
Powieść została szybko zauważona i wyróżniona nagrodą Euroconu dla najlepszych europejskich fantastów roku
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 61
Перейти на страницу:

– I nikt już tam nie mieszka? – spytał Lart.

– Czemu nikt… Mieszka tam malec, jego najlepszy uczeń.

Zadrżałem na całym ciele.

Wejście pod górę było trudne i niebezpieczne. Wciąż osypywał się piasek spod podeszew butów idącego przodem Legiara. Ścieżka była wąska i kręta, pokryta wiercącym w nosie pyłem. Kiedy próbowałem się wesprzeć dłonią o kamienie zalegające zbocze, staczały się pod mym ciężarem. Zachodziłem w głowę, jak spotkany wcześniej chłopaczek mógł tędy chodzić niemal codziennie.

– No, idźże! – poganiał mnie Lart.

Niepotrzebnie spojrzałem w dół i od razu zakręciło mi się w głowie. Przywarłem do skały, w pozie wyrażającej przerażenie. Lart ścisnął mój nadgarstek niby w imadle i pociągnął za sobą, wyprowadzając na skalną półkę, uczepioną górskiego grzbietu.

Czując twardy grunt pod stopami, poszedłem pewniej.

Stanęliśmy na okrągłym kamiennym występie, z którego roztaczał się wspaniały widok na całą dolinę i mieszczącą się w niej wioskę. Dachy domów, zaułki, chatki, wszystko było doskonale widoczne, jak na dłoni. Gdyby mieszkający na górze mag dysponował odpowiednią lunetą do podglądania miejscowych sekretów, mógłby je łowić i kolekcjonować jak motyle.

Z drugiej strony płaskiego szczytu znajdował się domek, całkiem przyjemny i otoczony niewielkim ogródkiem, w którym coś się zieleniło za niewysoką palisadą. Nad głównym wejściem przytwierdzone było ptasie skrzydło, wykute z żelaza.

Furtki nie było, weszliśmy więc do obejścia bez pukania. Nie było zresztą komu objawiać naszą obecność, skoro chłopak z koszyczkiem był ciągle we wsi.

Podwórze było czysto zamiecione, w kącie leżało kilka porąbanych drew, obok suszył się świeżo ścięty pień drzewa. Na płocie suszyły się zwiędłe kwiaty rumianku. To było wszystko.

– Ciekawe – odezwał się Lart za moimi plecami. – Spójrz tylko.

Spojrzałem w miejsce, które wskazywał. W pionowej skale za domkiem zostało wykute coś w rodzaju grobowca. Na ciężkim, czworokątnym wieku można było dojrzeć rzeźbiony zarys skrzydła, podobnego wiszącemu nad drzwiami.

– Pokój tobie – powiedział Lart w stronę grobowca. – Powinieneś mnie pamiętać, Orlanie. Jestem Legiar. Spóźniłem się na spotkanie z tobą.

Suchy wiatr zaszumiał wśród kamieni. Mag odwrócił się do mnie.

– Zajrzyjmy do domu – zaproponował, wzdychając.

Pokonawszy lęk, wszedłem za nim do ciemnego wnętrza. Przechodząc pod żelaznym skrzydłem, mimowolnie się pochyliłem.

Siedziba starego czarodzieja pogrążona była w półmroku, ponieważ okna przesłaniały ciężkie zasłony. W izbach panowała przytłaczająca cisza, w której nasze kroki odbijały się głośnym echem. Salon był jednocześnie biblioteką. Grube tomiszcza błyszczały złoconymi grzbietami i wyglądały tak, jakby właściciel miał je wziąć za chwilę do ręki. Podobnie jak u Larta, pośrodku stołu stał szklany globus z ogarkiem świeczki w środku, co wywołało u mnie niemiłe skojarzenia. Umeblowanie było proste, jak w zwykłej wiejskiej chacie. Wszystkie niemal sprzęty pokryte były czarnymi, błyszczącymi pokrowcami, z wyjątkiem drewnianego łóżka i grubo ciosanego stołu w jednej małej izdebce. Cały dom zdawał się dzięki temu być pogrążony w uroczystej żałobie.

W gabinecie zmarłego Lart uniósł skraj grubej zasłony i w świetle zachodzącego słońca zaczął przeglądać zawartość biurka. Ja zaś, przybity ciszą, mrokiem i zaduchem opustoszałego wnętrza, ruszyłem do wyjścia. W progu stanąłem twarzą w twarz ze znanym mi już chłopakiem.

Przyciskał do piersi koszyk w którym były bochenki chleba i kawał sera, owinięty wilgotną szmatką. Ujrzawszy mnie, zmienił się na twarzy, cofnął się, a potem wycedził przez zęby:

– I znowu ty…

Chyba krzyknąłem, gdyż za mym ramieniem momentalnie pojawił się Lart. Wyczytałem jego obecność w oczach dzieciaka, który już był gotów rozprawić się z nieproszonym gościem. Teraz jednak znowu się cofnął, skulił i uniósł rękę w obronnym geście.

– Odejdź, Damirze – polecił Lart za moimi plecami.

Usunął mnie z drogi i poszedł prosto do chłopaka. Tamten ciągle się cofał, potykając się na progu. Mag stanął w drzwiach pod orlim skrzydłem.

– To mój dom – oznajmił ochryple chłopaczek. – Wszystko, co w nim jest, należy do mnie, a tam jest mogiła mojego Mistrza. Czego chcecie?

– Opuść rękę – nakazał zimno Lart.

– Czego chcecie? – powtórzył chłopak i jeszcze wyżej podniósł drżącą dłoń.

– Opuść rękę na znak, że poddajesz się mocy silniejszej, niż twoja. Czyżby twój nauczyciel nie wyjaśnił ci, na czym polega prawo hierarchii?

– Wdarł się pan do mego domu i mówi o prawie?!

Chłopak naprężył się, jak gotowy do skoku młody drapieżnik.

– Liczę do trzech – oznajmił spokojnie mój pan. – W walce ze mną nie masz żadnych szans. Raz!

Obserwowałem sytuację, ukryły za plecami Larta i współczułem chłopcu, chociaż wcześniej mnie źle potraktował. Znowu się cofnął, upuścił koszyk i z całej siły starał się opanować drżenie uniesionej ręki.

– Dwa – powiedział czarodziej. – Zastanów się. Twój nauczyciel na pewno opowiadał ci o podobnych sytuacjach. Dwa i pół.

Chłopiec opuścił powoli rozedrganą rękę.

– Bardzo ładnie – pochwalił Lart.

Pochylił się i podniósł z ziemi koszyk wraz z zawartością.

– Wejdźmy do domu.

Zgnębiony chłopak nie ruszył się z miejsca, więc mag chwycił go za kark i wepchnął do środka.

Zapadał wieczór. Rozpaliłem ogień w kominku, dzięki czemu pracownia starego czarodzieja zaczęła chociaż trochę przypominać ludzkie mieszkanie. Lart siedział, założywszy nogę na nogę, w starym fotelu z podłokietnikami. Chłopca posadził w fotelu naprzeciwko. Dla mnie pozostał taboret u kominka.

– Zastanów się, co zrobiłeś – mówił półgłosem mag.

– Widząc obcego maga, przerastającego cię mocą, podniosłeś na niego rękę, co oznaczało: „Jestem gotów do walki i zdołam cię pokonać”. Tak było?

– Tak – ledwie dosłyszalnie odparł chłopaczek.

– Co zrobiłby ktoś inny na moim miejscu? Zaatakowałby. Zmiażdżyłby cię, wzruszyłby ramionami nad twoją głupotą i odszedł. Zgadza się?

Tamten nie odpowiedział.

– Nie robię ci wyrzutów – podjął Lart z westchnieniem. – Znałem kiedyś twojego mistrza. Orlan był zręcznym i mądrym czarodziejem. Na pewno przekazał ci wiedzę na ten temat… Mogło cię to kosztować życie.

– Przekazał mi wiedzę – szepnął mały.

– A ty zapomniałeś o tym?

– Nie. Zobaczyłem go – odpowiedział chłopak, wskazując na mnie – w moim domu i rozzłościłem się. Potem zobaczyłem pana i… przestraszyłem się.

– Przestałeś myśleć ze strachu?

– No, nie… Straciłem panowanie nad sobą i chciałem pokazać swoją moc.

Lart cicho gwizdnął.

– No wiesz co… Znałem tylko jednego młodzika, który w twoim wieku chciał być silniejszy od starszych. To prawda, że miał wielką moc i przewyższał wielu. Chociaż nigdy nie tracił panowania nad sobą i tak źle skończył.

Legiar zamilkł na dłuższą chwilę. Chłopiec siedział przygarbiony, wodząc palcem po szwie na rękawie. Cienie obu pląsały na ścianie w rozchwianym świetle płomieni.

– Przejdźmy do rzeczy – podjął mag, jakby budząc się z zamyślenia. – Nazywam się Lart Legiar.

Chłopiec wzdrygnął się i spojrzał ze zdziwieniem na mego pana. Coś sobie widocznie przypominał.

– Nazywam się Łujan – wymamrotał po chwili – albo po prostu Łan, jeśli panu będzie trudno wymówić.

– Nie będzie mi to sprawiać trudności – osadził go Lart.

Tamten spuścił głowę.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 61
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)