Świńskim Truchtem
- Автор: Fabicka Joanna
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Świńskim Truchtem». Краткое содержание книги:
Tak więc ta cała afera była tylko burzą w szklance wody. Szkoda, że nie stać nas na nic porządnego, na przykład na polską Watergate. Ale pokładam wciąż wielkie nadzieje w naszych parlamentarzystach, którzy nie ustają w boju. Zobaczymy, co będzie, jak pojadą pracować do Brukseli.
Czwartek, 12 czerwca
Pierwszy dzień remontu. I mam nadzieje, że ostatni. Jeszcze nic się nie dzieje, a już jesteśmy na środkach uspokajających. Na razie robimy plan działania. Rodzice zdążyli już cztery razy wspomnieć o rozwodzie na skutek, cytuję: „wstrząsających i nienegocjowalnych różnic w estetyczno-kompleksowej wizji mieszkania”. Cokolwiek to znaczy, nie dziwi mnie. Nie widziałem bardziej niedobranego małżeństwa. Jedyne, co ich łączy, to organiczna niechęć do wypełniania prozaicznych obowiązków dnia codziennego, takich jak sprzątanie, zakupy, gotowanie, zmywanie, opieka nad potomstwem.
Teraz kłócą się o kolor glazury, bo ojciec chciał indyjski róż a mama czerwień burgunda. Mnie oczywiście nikt nie spytał o zdanie, chociaż ciągle mają do mnie pretensje, że spędzam tam najwięcej czasu. Więc chyba powinienem mieć decydujące zdanie? Wybrałbym kafelki z podobizną Łucji. Nie musiałbym przemycać jej zdjęcia. Tymczasem dyskusja zeszła na priorytety, więc zostawiłem ich samych. Po godzinie, kiedy wróciłem, żeby obejrzeć Monikę Olejnik w „Kropce nad i”, aż złapałem się za głowę. Moi rodzice siedzieli nad skomplikowanymi planami totalnej przebudowy całego mieszkania i jęczeli, że będą chyba musieli wziąć jakiś kredyt.
– Kredyt na sześć metrów glazury??? – zapytałem wstrząśnięty tym szalonym pomysłem, bo przecież w życiu go nie spłacimy, zwłaszcza że afera korupcyjna dobiega końca i mamie wykruszy się pacjent, który utrzymywał nas od kilku miesięcy.
– Bez kredytu się nie obejdzie. – Mama przybrała minę naczelnego dowódcy brygady antyterrorystycznej i wyjaśniła: – Żeby położyć glazurę na tej ścianie, musimy przesunąć pralkę. Jak przesuniemy pralkę, to nie wejdzie umywalka, więc pralkę wstawimy do kuchni, czyli musimy przesunąć zlewozmywak. Żeby przesunąć zlewozmywak, wyburzymy ścianę między kuchnią a pokojem. Tu zrobimy elegancki barek z wysokimi stołkami. Płytę kuchenną przesuniemy do pokoju, wannę do kuchni i tym sprytnym sposobem zyskamy jeszcze miejsce na kabinę prysznicową w łazience.
Potem spojrzała jeszcze raz na rysunek i jak zwykle w chwilach niepewności, zrobiła sobie wielki kołtun na czubku głowy.
– Zaraz, zaraz. Coś tu się nie zgadza. To kompletnie nie ma sensu.
Ojciec ziewnął i ukradkiem sięgnął po gazetę.
– Jeśli chodzi o mnie, to wszystko akceptuję, bylebym miał swobodny dostęp do telewizora i nie musiał bulić za ten remont.
– Zgadzam się. – Mama skapitulowała a my z ojcem podskoczyliśmy jak oparzeni, bo taka kwestia w jej ustach była bardziej nieprawdopodobna niż rafa koralowa w Bałtyku. – Zostawię ci telewizor, ale płacimy za wszystko z twojej karty.
Ojciec złożył pisemne potwierdzenie, zerkając w ekran, bo właśnie zaczął się mecz hokejowy, a mama golnęła sobie. Uciekłem w popłochu na górę. Wolę nie być przy tym, kiedy ten sklerotyk zorientuje się, jak go wykantowała. Tym bardziej że nie było żadnej „Kropki nad i”, bo znieśli ją z anteny, a wybredna Monika nie chciała poprowadzić przydzielonego jej przez prezesa stacji programu o konserwacji turbin i grzejników olejowych. To straszna strata dla milionów telewidzów w całej Polsce! A tak było miło popatrzeć przed zaśnięciem na jakąś seksowną kobietkę z klasą. Tym bardziej że ostatnio od nadmiaru relacji z Komisji Śledczej, co noc śni mi się szefowa gabinetu premiera, która z tym swoim przyklejonym uśmiechem wygląda jak niedorozwinięta kucharka serwująca przypalone kartofle.
Po chwili
Przeczytałem ostatnie zdanie i doszedłem do wniosku, że chyba będę teraz musiał spalić swój dziennik, bo jeszcze mściwa pani minister poda mnie do sądu za naruszenie jej dóbr osobistych. Wiadomo, że kobiety są bardzo wrażliwe na punkcie własnej urody i gotowe dla jej obrony zamienić się w oszalałe kobry strzykające jadem na siedem metrów.
W nocy
Yyyy… jakby to napisać…, tego, droga pani minister, nie jest pani wcale brzydka tylko… tylko… eee…, nie w moim typie.
Niespodziewany poranek
Ledwie usnąłem, już musiałem wstać. Całą noc męczyły mnie koszmary. Śniło mi się, że jestem przerośniętym kartoflem i smażę się na zjełczałym oleju w sejmowej restauracji. Kiedy wreszcie cały pokryłem się przyrumienioną skórką, to nikt nie chciał mnie zjeść, twierdząc, że stanowię namacalny dowód niewydolności polskiego rolnictwa. Co za upokorzenie! Dzisiaj przychodzą glazurnicy, żeby rzucić fachowym okiem i zrobić wycenę kosztów. Rodzice kłócą się, kto z nich ma prowadzić pertraktacje. Moim zdaniem najlepszy byłby Gonzo. On zawsze ma w zanadrzu jakieś ostateczne argumenty w postaci kieszonkowej paczki trotylu.
Muszę iść z Oponą do weterynarza na coroczne odrobaczenie. To już jest w naszym domu tradycja, że ja odwalam całą brudną robotę. Z drugiej strony, nie mogę dłużej patrzeć, jak się biedne zwierzę męczy i bezskutecznie walczy z pasożytami, wygryzając sobie resztki sierści pod ogonem. Albo kręci się w kółko i szoruje tyłkiem po dywanie. Najgorsze jest to, że cały czas pakuje mi się nocą do łóżka, co rodzi we mnie naturalny i bezwarunkowy wstręt. Potem mam wyrzuty sumienia, że ją tak źle traktuję, ale to nie moja wina, że jestem większym estetą, niż przewiduje norma bhp.
Po wizycie u weterynarza
Przez całą drogę metrem Opona żałośnie zawodziła, a wszyscy patrzyli na mnie, jakbym ją wiózł na uśpienie. Jedna pani chciała ją nawet ode mnie odkupić. Mówiła, że pracuje w jakimś laboratorium kosmetycznym i tam bardzo lubią zwierzęta. Jeszcze czego! Nigdy bym nie pozwolił, żeby na moim psie testowali jakiś krem przeciwzmarszczkowy. Zresztą Oponie i tak już nic nie pomoże. Jest bardzo stara i wątpię, by kilka zmarszczek w tę czy w tę robiło jej jakąś różnicę. Zaproponowałem tej uprzejmej kobiecie kandydaturę własnej matki, ale odrzekła, że ludzkich ochotników nie biorą, bo nie stać ich potem na odszkodowania.
Pani weterynarz okazała się malutką i gadatliwą Wietnamką w okularach wielkości talerzy do odbioru satelity. Karkołomną polszczyzną zrobiła mi długi i śmiertelnie nudny wykład o higienie „kociów, cianarków i mysek reriowych”, mimo że przyprowadziłem jej wyliniałego kundla. Monotonię jej przemowy ożywiały tylko momenty, gdy Opona dostawała kolejne zastrzyki. Wtedy obie wykazywały nerwowe podniecenie. Chociaż Opona większe, bo dwa razy zwymiotowała a pani doktor tylko raz. Musiałem na chwilę wyjść do ogródka, żeby nie zostać mimowolnym członkiem tego rzygającego stowarzyszenia. Po powrocie do gabinetu zastałem sytuację lekko już opanowaną. Mój wycieńczony pies dyszał na terakocie, a jego lekarka przebrana w świeży fartuch zaprosiła mnie na fotel i postawiła diagnozę, która obróciła w nicość całą moją wiedzę o zwierzaku, z którym dzieliłem stół i łoże przez długich szesnaście lat. Dowiedziałem się, że Opona nie ma: