Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ulica Cykuty
Ulica Cykuty - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ulica Cykuty

Электронная книга - «Ulica Cykuty». Краткое содержание книги:

Becky Matlock jest u szczytu profesjonalnej kariery – pisze przemówienia dla gubernatora stanu Nowy Jork. Pewnego dnia dzwoni telefon – nieznajomy mężczyzna żąda, aby natychmiast przestała sypiać ze swoim zwierzchnikiem. Chociaż Becky nigdy z gubernatorem nie romansowała, natarczywe telefony wciąż się powtarzają. Dla uwiarygodnienia swoich gróźb anonimowy rozmówca zabija niewinną kobietę. Becky powiadamia policję, nikt jednak nie wierzy w jej wersję wydarzeń. Kiedy jej prześladowca dokonuje zamachu na gubernatora, Becky próbuje się ukryć zarówno przed nim, jak i przed policją. Wyjeżdża do Riptide – małego, portowego miasteczka, skąd pochodzi jej przyjaciel z college'u. Niestety – romantyczny zakątek położony na wybrzeżu Maine nie jest dla Becky spokojną przystanią – niebezpieczeństwo dogania ją i…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 68
Перейти на страницу:

– Nie, nie mam już pytań. Bardzo pani współczuję. Zajmę się teraz wypełnianiem dokumentów.

Sherlock odłożyła słuchawkę. Wszyscy wpatrywali się w nią, czkając, co powie.

– Zabójca przemalował biały samochód na czarno i ukradł tablice rejestracyjne. Nowojorska policja też tam była. O wszystkim wiedzą. Szyby były przyciemnione, bo pani Bailey miała wrażliwe oczy.

– Sukinsyn – powiedział Hatch, szukając papierosów po kieszeniach. – Dlaczego nikt mi nie powiedział, że gliniarze wiedzą o tym cholernym samochodzie?

– Trzymają to w tajemnicy – odrzekł Adam – bo nie chcą, żeby federalni odsunęli ich od sprawy. A ofiara na tym traci. Nowojorscy gliniarze nie wiedzą tylko, że zabójca jest teraz l utaj, w Maine. Poinformujemy ich o tym?

– Nie, nowojorskiej policji nie zawiadomimy – powiedział Savich – ale mogę zadzwonić do Telliego Hawleya, naczelnika biura FBI w Nowym Jorku. On dopilnuje, żeby ta wiadomość dotarła tam gdzie trzeba.

– Czy to będą dokładne wskazówki? – spytała Becky, zacierając nerwowo dłonie.

– Powiemy im – zdecydował Savich po chwili namysłu -że widziano tego faceta na wybrzeżu. Jak sądzicie? To przecież prawda.

– Musimy go dopaść – powiedziała Becky. – Jeśli nam się nie uda, to trzeba będzie zadzwonić do tego Thomasa, który chyba wszystkich zna i wszystkim kieruje, i poprosić, żeby tu przysłał piechotę morską.

On nie dzwoni – powiedziała Becky.

– Myślę, że teraz zamilknie na jakiś czas – odrzekł Adam. -A kiedy już wszyscy będziemy u kresu wytrzymałości nerwowej, wróci do swojej gry.

Jedli hot dogi z musztardą i chipsy, a ludzie, którzy ochraniali dom, przychodzili pojedynczo, żeby się posilić. W kuchni był właśnie agent specjalny, Rollo Dempsey.

– Znałem twoje nazwisko – powiedział do Adama – ale nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie je słyszałem. Ale już wiem. To ty uratowałeś życie senatorowi Dashworthowi, kiedy ten wariat rzucił się na niego z nożem.

Adam nie odezwał się.

– Tak, to ty. Uratowałeś życie senatorowi Dashworthowi. Duża sprawa.

– Nie powinieneś o tym wiedzieć. – Adam zmarszczył brwi.

– Jestem z branży, ludzie opowiadają mi różne historie.

– Nigdy o tym nie słyszałam – wtrąciła Becky. – O czym wy mówicie?

– Dowiedziałeś się, kto chciał go wykończyć? – Rollo nie dawał za wygraną.

– Teraz to już nie jest ważne. – Adam wzruszył ramionami. -To był jego zięć, Irving, uzależniony od heroiny. Posyłał listy z pogróżkami. Chciał dostać spadek. Senator zadzwonił do mnie. Nie chciał, żeby zainteresowały się tym media, musiał chronić swoją córkę. Ten facet jest teraz w sanatorium. Niewielu ludzi z branży zna tę sprawę.

– Zajmujesz się ochroną VIP-ów? – zdziwiła się Becky. -Myślałam, że jesteś konsultantem do spraw bezpieczeństwa.

– Robię różne rzeczy – odparł Adam.

Do kuchni wszedł Chuck, a Rollo wyszedł na zewnątrz.

– Czuję, że już niedługo coś się zacznie dziać – powiedział Savich. Dokończył wegetariańską kanapkę i wstał od stołu.

Przez kilka godzin panował spokój. Wszyscy siedzieli w salonie, pili kawę i przerzucali się pomysłami. W ogrodzie panowała cisza.

Dokładnie o dziesiątej wieczorem kula trafiła w jedno z frontowych okien. Podłogę zasypały roztrzaskane szyby i strzępy firanki.

– Na ziemię! – krzyknął Savich.

Nabój, który uderzył w podłogę, nie był zwykłą kulą – to był gaz łzawiący. Salon wypełnił się gęstym, szarym dymem.

– Cholera! – krzyknął Adam. -Wszyscy do kuchni! Szybko! Po chwili przez okno wpadł drugi nabój z gazem łzawiącym.

Wszyscy pobiegli do kuchni, kaszląc i zakrywając twarze.

Słyszeli dobiegające z ogrodu krzyki i bezładną strzelaninę, frontowe drzwi otworzyły się z trzaskiem i do domu wpadł Tommy Fajczarz, zakrywając twarz kurtką.

– Wszyscy na dwór! – krzyknął. – Frontowymi drzwiami, z tyłu nie ma wystarczającej ochrony.

– Strzela gazem łzawiącym – wykrztusił Adam.

– To pewnie CAR-15. Wychodźcie. Dusił ich kaszel, a z oczu płynęły łzy.

– Musimy go złapać! – krzyknął Adam. – Zaraz rozpoczniemy poszukiwania. Jednak dopiero po upływie kilku minut udało im się dojść do siebie i ruszyć w kierunku, z którego padły strzały. Nie znaleźli niczego oprócz śladów opon.

– Chodźcie tutaj! – zawołał nagle Adam.

Trzymał w ręku łuskę o długości 10,16 cm i około 3,8 cm średnicy.

– Tommy Fajczarz miał rację – powiedział. – On użył CAR-15. To jest wersja M16.

– Nie wiedziałam, że gazem łzawiącym można strzelać z pistoletu – zdziwiła się Becky. – Myślałam, że to są pojemniki czy coś w tym rodzaju, jakie się widuje w kinie czy w telewizji.

– To przestarzałe metody – stwierdził Adam. – Takie małe M16 można schować pod płaszczem, bo ma wysuwaną, teleskopową lufę. Komandosi piechoty morskiej używają M 16. Korzystasz z prostego, montowanego pod lufą rurowatego miotacza granatów i strzelasz pociskami z gazem łzawiącym.

To wstrętne.

– On niewątpliwie ma różne powiązania i jest bardzo dobrze wyszkolony. Dysponuje najnowszym sprzętem. Gdzie on mógł to dostać? – zastanawiała się Sherlock.

To Krimakow, pomyślał Adam. Nikt się nie odzywał.

Po godzinie wrócili do domu. Było późno. Wszyscy byli zdenerwowani.

– Idę dyżurować na zewnątrz – powiedział Adam, przeładowując pistolet.

– Obudź mnie o trzeciej – zażądała Sherlock.

Adam rzucił okiem na Becky. Była bardzo blada. Podszedł i ją przytulił.

– Spij dobrze i niczym się nie martw – szepnął. – Złapiemy go.

Becky nie przypuszczała nawet, że tak szybko uda się jej zapaść w głęboki sen. Rozbudziła się dopiero, kiedy poczuła dziwne ukłucie w lewą rękę, tuż powyżej łokcia. Serce zaczęło jej bić przyspieszonym rytmem. Rolety były opuszczone, było ciemno. Zauważyła, że ktoś stoi przy łóżku, ale widziała tylko zarys sylwetki.

– Czy to ty, Adamie? – szepnęła. – Co to było? Pochylił się nad nią i dotknął językiem jej policzka.

– Przyszedłem po ciebie, Rebecco. Mówiłem ci, że przyjdę.

– Nie – szepnęła. – Nie…

Przez chwilę zastanawiała się, skąd się wzięło to srebrne światełko, które oświetlało jej twarz. Latarka, pomyślała, ale to nie wydało się jej ważne. Głęboko oddychając, całkowicie rozluźniona, zapadała się w ciepłą, przyjazną ciemność.

19

Serce Becky biło regularnym rytmem; była całkowicie zrelaksowana. Otworzyła oczy. Wszędzie panowała ciemność. Wiedziała, że on jest blisko i że powinna odczuwać strach, ale niczego się nie bała.

Doskonale pamiętała wszystko, co się wydarzyło: ukłucie w lewą rękę, nagły przestrach, dotknięcie jego języka na policzku.

Po chwili serce zaczęło jej bić szybciej i ogarnął ją niepokój. Przecież on ją porwał. Udało mu się zmylić ochronę, przedostać do domu i ją porwać.

Zauważyła jakiś nikły płomyk – widocznie zapalił świecę. Pokonała narastające uczucie przerażenia. Wymagało to ogromnego wysiłku, ale musiała to zrobić.

– Gdzie jesteśmy?

Czy rzeczywiście udało się jej zadać to pytanie spokojnym, obojętnym tonem? Tak, to się jej udało.

– Cześć, Rebecco. Przyszedłem po ciebie, tak jak obiecałem.

– Proszę cię, już więcej nie dotykaj językiem mojego policzka – powiedziała, zmuszając się do śmiechu. – To było odrażające.

Nie odezwał się. Był obrażony i wściekły, że ona się z niego śmieje.

– Dałeś mi jakiś zastrzyk? Co to było?

– Kupiłem to w Turcji. Uprzedzono mnie, że skutkiem ubocznym jest przejściowy stan euforii. Już niedługo przestaniesz się śmiać, Rebecco. Będziesz się trząść ze strachu.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 68
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)