Ulica Cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ulica Cykuty». Краткое содержание книги:
– Nie, nie mam już pytań. Bardzo pani współczuję. Zajmę się teraz wypełnianiem dokumentów.
Sherlock odłożyła słuchawkę. Wszyscy wpatrywali się w nią, czkając, co powie.
– Zabójca przemalował biały samochód na czarno i ukradł tablice rejestracyjne. Nowojorska policja też tam była. O wszystkim wiedzą. Szyby były przyciemnione, bo pani Bailey miała wrażliwe oczy.
– Sukinsyn – powiedział Hatch, szukając papierosów po kieszeniach. – Dlaczego nikt mi nie powiedział, że gliniarze wiedzą o tym cholernym samochodzie?
– Trzymają to w tajemnicy – odrzekł Adam – bo nie chcą, żeby federalni odsunęli ich od sprawy. A ofiara na tym traci. Nowojorscy gliniarze nie wiedzą tylko, że zabójca jest teraz l utaj, w Maine. Poinformujemy ich o tym?
– Nie, nowojorskiej policji nie zawiadomimy – powiedział Savich – ale mogę zadzwonić do Telliego Hawleya, naczelnika biura FBI w Nowym Jorku. On dopilnuje, żeby ta wiadomość dotarła tam gdzie trzeba.
– Czy to będą dokładne wskazówki? – spytała Becky, zacierając nerwowo dłonie.
– Powiemy im – zdecydował Savich po chwili namysłu -że widziano tego faceta na wybrzeżu. Jak sądzicie? To przecież prawda.
– Musimy go dopaść – powiedziała Becky. – Jeśli nam się nie uda, to trzeba będzie zadzwonić do tego Thomasa, który chyba wszystkich zna i wszystkim kieruje, i poprosić, żeby tu przysłał piechotę morską.
On nie dzwoni – powiedziała Becky.
– Myślę, że teraz zamilknie na jakiś czas – odrzekł Adam. -A kiedy już wszyscy będziemy u kresu wytrzymałości nerwowej, wróci do swojej gry.
Jedli hot dogi z musztardą i chipsy, a ludzie, którzy ochraniali dom, przychodzili pojedynczo, żeby się posilić. W kuchni był właśnie agent specjalny, Rollo Dempsey.
– Znałem twoje nazwisko – powiedział do Adama – ale nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie je słyszałem. Ale już wiem. To ty uratowałeś życie senatorowi Dashworthowi, kiedy ten wariat rzucił się na niego z nożem.
Adam nie odezwał się.
– Tak, to ty. Uratowałeś życie senatorowi Dashworthowi. Duża sprawa.
– Nie powinieneś o tym wiedzieć. – Adam zmarszczył brwi.
– Jestem z branży, ludzie opowiadają mi różne historie.
– Nigdy o tym nie słyszałam – wtrąciła Becky. – O czym wy mówicie?
– Dowiedziałeś się, kto chciał go wykończyć? – Rollo nie dawał za wygraną.
– Teraz to już nie jest ważne. – Adam wzruszył ramionami. -To był jego zięć, Irving, uzależniony od heroiny. Posyłał listy z pogróżkami. Chciał dostać spadek. Senator zadzwonił do mnie. Nie chciał, żeby zainteresowały się tym media, musiał chronić swoją córkę. Ten facet jest teraz w sanatorium. Niewielu ludzi z branży zna tę sprawę.
– Zajmujesz się ochroną VIP-ów? – zdziwiła się Becky. -Myślałam, że jesteś konsultantem do spraw bezpieczeństwa.
– Robię różne rzeczy – odparł Adam.
Do kuchni wszedł Chuck, a Rollo wyszedł na zewnątrz.
– Czuję, że już niedługo coś się zacznie dziać – powiedział Savich. Dokończył wegetariańską kanapkę i wstał od stołu.
Przez kilka godzin panował spokój. Wszyscy siedzieli w salonie, pili kawę i przerzucali się pomysłami. W ogrodzie panowała cisza.
Dokładnie o dziesiątej wieczorem kula trafiła w jedno z frontowych okien. Podłogę zasypały roztrzaskane szyby i strzępy firanki.
– Na ziemię! – krzyknął Savich.
Nabój, który uderzył w podłogę, nie był zwykłą kulą – to był gaz łzawiący. Salon wypełnił się gęstym, szarym dymem.
– Cholera! – krzyknął Adam. -Wszyscy do kuchni! Szybko! Po chwili przez okno wpadł drugi nabój z gazem łzawiącym.
Wszyscy pobiegli do kuchni, kaszląc i zakrywając twarze.
Słyszeli dobiegające z ogrodu krzyki i bezładną strzelaninę, frontowe drzwi otworzyły się z trzaskiem i do domu wpadł Tommy Fajczarz, zakrywając twarz kurtką.
– Wszyscy na dwór! – krzyknął. – Frontowymi drzwiami, z tyłu nie ma wystarczającej ochrony.
– Strzela gazem łzawiącym – wykrztusił Adam.
– To pewnie CAR-15. Wychodźcie. Dusił ich kaszel, a z oczu płynęły łzy.
– Musimy go złapać! – krzyknął Adam. – Zaraz rozpoczniemy poszukiwania. Jednak dopiero po upływie kilku minut udało im się dojść do siebie i ruszyć w kierunku, z którego padły strzały. Nie znaleźli niczego oprócz śladów opon.
– Chodźcie tutaj! – zawołał nagle Adam.
Trzymał w ręku łuskę o długości 10,16 cm i około 3,8 cm średnicy.
– Tommy Fajczarz miał rację – powiedział. – On użył CAR-15. To jest wersja M16.
– Nie wiedziałam, że gazem łzawiącym można strzelać z pistoletu – zdziwiła się Becky. – Myślałam, że to są pojemniki czy coś w tym rodzaju, jakie się widuje w kinie czy w telewizji.
– To przestarzałe metody – stwierdził Adam. – Takie małe M16 można schować pod płaszczem, bo ma wysuwaną, teleskopową lufę. Komandosi piechoty morskiej używają M 16. Korzystasz z prostego, montowanego pod lufą rurowatego miotacza granatów i strzelasz pociskami z gazem łzawiącym.
To wstrętne.
– On niewątpliwie ma różne powiązania i jest bardzo dobrze wyszkolony. Dysponuje najnowszym sprzętem. Gdzie on mógł to dostać? – zastanawiała się Sherlock.
To Krimakow, pomyślał Adam. Nikt się nie odzywał.
Po godzinie wrócili do domu. Było późno. Wszyscy byli zdenerwowani.
– Idę dyżurować na zewnątrz – powiedział Adam, przeładowując pistolet.
– Obudź mnie o trzeciej – zażądała Sherlock.
Adam rzucił okiem na Becky. Była bardzo blada. Podszedł i ją przytulił.
– Spij dobrze i niczym się nie martw – szepnął. – Złapiemy go.
Becky nie przypuszczała nawet, że tak szybko uda się jej zapaść w głęboki sen. Rozbudziła się dopiero, kiedy poczuła dziwne ukłucie w lewą rękę, tuż powyżej łokcia. Serce zaczęło jej bić przyspieszonym rytmem. Rolety były opuszczone, było ciemno. Zauważyła, że ktoś stoi przy łóżku, ale widziała tylko zarys sylwetki.
– Czy to ty, Adamie? – szepnęła. – Co to było? Pochylił się nad nią i dotknął językiem jej policzka.
– Przyszedłem po ciebie, Rebecco. Mówiłem ci, że przyjdę.
– Nie – szepnęła. – Nie…
Przez chwilę zastanawiała się, skąd się wzięło to srebrne światełko, które oświetlało jej twarz. Latarka, pomyślała, ale to nie wydało się jej ważne. Głęboko oddychając, całkowicie rozluźniona, zapadała się w ciepłą, przyjazną ciemność.
19
Serce Becky biło regularnym rytmem; była całkowicie zrelaksowana. Otworzyła oczy. Wszędzie panowała ciemność. Wiedziała, że on jest blisko i że powinna odczuwać strach, ale niczego się nie bała.
Doskonale pamiętała wszystko, co się wydarzyło: ukłucie w lewą rękę, nagły przestrach, dotknięcie jego języka na policzku.
Po chwili serce zaczęło jej bić szybciej i ogarnął ją niepokój. Przecież on ją porwał. Udało mu się zmylić ochronę, przedostać do domu i ją porwać.
Zauważyła jakiś nikły płomyk – widocznie zapalił świecę. Pokonała narastające uczucie przerażenia. Wymagało to ogromnego wysiłku, ale musiała to zrobić.
– Gdzie jesteśmy?
Czy rzeczywiście udało się jej zadać to pytanie spokojnym, obojętnym tonem? Tak, to się jej udało.
– Cześć, Rebecco. Przyszedłem po ciebie, tak jak obiecałem.
– Proszę cię, już więcej nie dotykaj językiem mojego policzka – powiedziała, zmuszając się do śmiechu. – To było odrażające.
Nie odezwał się. Był obrażony i wściekły, że ona się z niego śmieje.
– Dałeś mi jakiś zastrzyk? Co to było?
– Kupiłem to w Turcji. Uprzedzono mnie, że skutkiem ubocznym jest przejściowy stan euforii. Już niedługo przestaniesz się śmiać, Rebecco. Będziesz się trząść ze strachu.